Archiwa tagu: transfery

A gdyby tak… Reprezentacja przywdziała klubowe koszulki!

kadra

Jutro w Krakowie na stadionie Wisły, Reprezentacja Polski rozegra swój ostatni mecz kontrolny przed wyjazdem do Francji. Dziś, poza treningami, zawodników oraz sztab czekała sesja zdjęciowa, której efekty dostarczyły mnóstwa materiałów do powstania kolejnych memów i śmiesznych komentarzy w stylu: „Nowe nabytki Wisły”, „Ładnie się Wisła wzmacnia na nowy sezon”, itd., itp….
Niby to tylko internetowa zabawa ale… Daje do myślenia! W tym momencie warto więc zadać następujące pytanie: Czy polski klub złożony z zawodników obecnej reprezentacji, mógłby sięgnąć po Ligę Mistrzów? Po tą wspaniałą i tak upragnioną przez nas od lat LIGĘ MISTRZÓW.

Wyobraźmy sobie na chwilę, że to naprawdę była sesja piłkarzy Wisły a nie naszych Orłów. Jaką wartość mogłaby mieć ta drużyna w starciach z Realem czy Barceloną? Jak wyglądaliby ci sami zawodnicy, trenujący ze sobą na co dzień a nie tylko od wielkiego dzwonu? To chyba mogłoby wypalić…
W tym momencie, żaden klub Ekstraklasy nie może się pochwalić tak wartościowymi zawodnikami, jakich do dyspozycji ma Adam Nawałka. Nawet jeśli w którymś zespole uda się zbudować dosyć silny dream team, to albo nie był on dość dobry by otworzyć drzwi do Champions League, albo najsilniejsze ogniwa, przed decydującym testem, uciekały za granicę, co z góry przekreślało nasze szanse na sukces. Polska liga wciąż jest traktowana jako trampolina a nie punkt docelowy kariery, czemu oczywiście nie ma się co dziwić. Ani nie mamy tak ogromnych pieniędzy, jakimi w większości mogą pochwalić się kluby europejskich lig, ani nie mamy sukcesów, które mogłyby działać jak magnes na potencjalnych poszukiwaczy nowego pracodawcy.
Co więcej, pokładanie nadziei i obdarzenie zaufaniem piłkarzy zza granicy nigdy nie zapewni nam pewności co do tego, czy ów zawodnik, mimo zapewnień o chęci kontynuacji współpracy za chwilę nie wywinie jakiegoś numeru i nie ucieknie w pogoni za pieniędzmi, do którejś z silniejszych lig. Takie rzeczy zdarzały się przecież nie raz. A Polak to jednak Polak. Oprócz profesjonalizmu i swoich własnych pobudek, miałby dodatkowy powód by zostać na pokładzie i walczyć dla swojego kraju. Podobnie jak w reprezentacji. Ci jednak, gdy tylko ukażą swój talent w pełnej krasie, także wyjeżdżają za granicę. Nasze najsilniejsze ogniwa grają na co dzień w Niemczech, Hiszpanii czy Francji.  Ale czym my ich możemy przekonać do pozostania w kraju? Z pustego nawet Salamon salomon nie naleje…
Szkoda, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, by wspomóc polskie kluby w walce o upragnioną Ligę Mistrzów właśnie w taki sposób. Przecież wszyscy, od lat, pragną tego samego.
Zapewne każdy z naszych kadrowiczów chciałby sięgnąć po zwycięstwo w tych prestiżowych rozgrywkach i na pewno większość, jeśli nie wszyscy, woleliby tego dokonać w barwach jakiegoś rodzimego klubu…

Szkoda, że realizacja tegoż planu wydaje się na dziś raczej niemożliwa. Żadnego z właścicieli klubów Ekstraklasy nie stać na sprowadzenie chociażby trzech piłkarzy pierwszej jedenastki naszych Orłów, nie mówiąc już o całej drużynie. A poza tym? Kontrakty, zapiski, kary, umowy, papierki, managerowie… Dużo tego. Niestety. Na dzień dzisiejszy możemy więc pomarzyć o polskim klubie w Champions League, chyba że… Bogaty Polski Związek Piłki Nożnej wyłoży pieniądze na wykup naszych reprezentantów a ci zgodzą się przez dwa sezony, w imię dobra polskiej piłki, pokopać trochę w Ekstraklasie… Ehh, marzenia…
Nieśmiało w tym miejscu warto chyba przypomnieć, że najwspanialsze chwile w europejskich pucharach polskie kluby przeżywały wtedy, kiedy o ich sile stanowili Reprezentanci Polski. Pamiętacie mecze z Schalke, Realem Saragossa, Lazio czy Parmą?

Karuzela zatrzymana…

Rzecz jasna ta transferowa. Wczoraj, ostatniego dnia stycznia zamknięto okienko transferowe. Jedni się cieszą bo złożyli podpis pod swoją nową szansą, inni smucą, bo nie udało się im uwolnić od swoich obecnych  pracodawców. Zawiedzeni są chyba także kibice. Jeśli ktoś liczył na jakiś spektakularny transfer  za pięć dwunasta, do czego zresztą przyzwyczaiły nas kluby i piłkarze, musiał obejść się smakiem. Tuż przed północą nie przypieczętowano nowego nabytku z głośnym nazwiskiem. Wcale jednak nie oznacza to, że na transferowym rynku nie było ciekawie. Wszystkie wymiany klubowe odbywały się w dziennej porze, mogliśmy zatem śledzić je na bieżąco.

Miejsce pierwsze w zestawieniu na najgłośniejszy transfer zajmuje nie kto inny jak David Beckham. Przede wszystkim dlatego, że mało kto spodziewał się, że były reprezentant Anglii po swoich wojażach na ziemi amerykańskiej, wróci jeszcze do gry o „coś”.  Tym bardziej, że w przypadku PSG to „coś” oznacza najwyższe w hierarchii piłkarskiej cele: Mistrzostwo Francji i Ligę Mistrzów.  Chwilę po tym gdy transfer ten ujrzał światło dzienne musiała więc rozpętać się medialna burza, która podzieliła fanów. Oczywiście kością niezgody jest nie co innego jak wiek Becksa. 38-letni piłkarz podpisując kontrakt z PSG stał się drugim w kolejności najstarszym zawodnikiem Ligue 1, przegrywając w tej kategorii tylko ze swoim kolegą klubowym starszym od niego o rok. Z roku na rok te wszystkie spory o wiek, skreślanie piłkarzy właśnie z tego powodu, wysyłanie ich na emeryturę czy co gorsza obrażanie stają się już mało zabawne, wręcz żałosne. Żałosne z tego względu, że większość tych zawodników po trzydziestce prezentuje się niebo lepiej od co najmniej połowy wskazywanych młodych chłopaków, którzy w większości są „Jeźdźcami bez głowy”. Patrząc na piłkarzy takich jak właśnie Backham, Pirlo, czy Buffon między bajki można włożyć wszystkie te teorie. Klub piłkarski powinien mieć w swoich szeregach zawodników w różnym wieku. Nic tak nie przynosi sukcesu jak połączenie młodości,energii, inteligencji, techniki i doświadczenia a nie zapewnią tego ludzie tylko z jednej grupy wiekowej, zawsze czegoś będzie brakowało… O sportowej klasie Beckham przekonywać nikogo nie musi, jego umiejętności zna chyba każdy kibic piłki nożnej i pewne jest, że na tym transferze zespół z Paryża nie straci a może tylko zyskać. Kolejnym argumentem przeciwko ujadającym, wyśmiewczym komentarzom przeciwników tego transferu jest zainteresowanie jakie na rynku transferowym wzbudziła osoba Anglika. Becks nigdy wcześniej, podczas swojej kariery nie miał tylu ofert jak w ostatnich dniach. Wśród chętnych po jego osobę był także Wenger… Sam David kolejny raz udowodnił także swoją klasę jako człowieka decydując się na przekazywanie swojego honorarium na cele charytatywne. Tym jednym gestem udowodnił, że nie przyszedł do Francji by odcinać kupony i zapewnić sobie ciepłą posadkę…

Drugim transferem dnia jest przejście 24-letniego Brazylijczyka z Szachtara Donieck do Anży Machaczkała. Tu, w przeciwieństwie do Beckhama, główną bombę stanowiły pieniądze. Willian składając na kontrakcie podpis stał się najdroższym piłkarzem tego okienka transferowego. Rosjanie zapłacili za niego 35 mln euro, chociaż w kontekście tego klubu, kwota ta nie robi na nikim wrażenia. Transfer Brazylijczyka nie ucieszył tylko kibiców Anży ale także tych z Dortmundu. Szachtar będzie rywalem Borussii w Lidze Mistrzów a bez Williana w składzie nie będzie już tak groźny.

Trzecim najgłośniejszym transferem tego okienka jest oczywiście Mario Balotelli. Włoch spełnił w końcu swoje marzenia i zagra w ukochanych czerwono-czarnych barwach. Jako piłkarz Interu Mediolan obnosił się z sympatią do przeciwnika zza miedzy, teraz może to czynić już „oficjalnie”. Milan był zdeterminowany by sprowadzić krnąbrnego piłkarza, wydał na niego sporą sumę i wszyscy tam liczą na to, że Mario się im odwdzięczy. Zaufał mu Silvio Berlusconi a z nim Balotelliemu nie pójdzie tak łatwo jak z szefostwem i sztabem trenerskim Manchesteru City. Wydaje się więc, że o jego problemy po za boiskowe nikt w Mediolanie martwić się nie musi, nic nie stoi na przeszkodzie by młody Włoch stał się cennym elementem dobrze funkcjonującej drużyny.

Wśród innych transferów warto wspomnieć o nowych nabytkach QPR – Christopherze Sambie i Roicu Lemy. Phillipe Coutinho zamienił Inter Mediolan na Liverpool a Demba  Ba Newcastle United na Chelsea Londyn. Z Londynu do Liverpoolu natomiast przeszedł Daniel Sturridge. Milan opuścił Aleksandre Pato, który swoją karierę kontynuował będzie w Corinthians Sao Paolo. Giuseppe Rossi był celem wymiany pomiędzy Villarealem a Fiorentiną, natomiast z Interu do Galatasaray powędrował Wesley Sneijder. Do Interu z Zagrzebia powędrował natomiast Mateo Kovacić a do Szachtara były już piłkarz Metalista – Taison.

To nie wszystkie transfery. Wśród tych niewymienionych są także te najbardziej nas interesujące. Dawno nie byliśmy świadkami przenosin Polaka do Giganta takiej klasy. To co od wielu dni było na świeczniku, wczoraj stało się faktem. Bartosz Salomon został zawodnikiem Milanu. To właśnie Andrea Galliani wygrał batalię o polskiego obrońcę a przeciwników miał sporo. To wielka chwila dla tego chłopaka. Skoro tak wielcy ludzie piłki jak szefowie Milanu w niego uwierzyli jak najszybciej powinien to zrobić także Waldemar Fornalik. Polski trener szybko zrehabilitował się powołując Boruca ale ciągle nie chce postawić na Salomona. Wszyscy na około widzą a nim to co piłkarz kompletny powinien mieć, niestety wśród nich brak jest ludzi związanych z Reprezentacją Polski. Miejmy nadzieję na szybkie zmazanie plamy i zaprzestanie kompromitowania naszej drużyny na tle europejskich potęg. Wyobraźcie sobie teraz, że Gallianiemu ktoś mówi, że Salomon nie gra w kadrze bo się nie nadaje… Już słychać ten śmiech, śmiech politowania…

Tyle się dzieje…

Numerem jeden wśród hitów ostatnich dni jest oczywiście niedoszły transfer Wszołka. Sam piłkarz przyznał, że czuł się jak prostytutka sprzedawana na Zachód Śmiech Świetne porównanie. Co raz to nowe wieści dochodzą w tej sprawie i wywołują mieszane odczucia. Z każdej strony różne są więc i zdania na ten temat. Jedni krytykują Wszołka za niezdecydowanie i strach przed wyjazdem za granicę. Inni winę zrzucają na menadżera, pana Kołakowskiego. Odzywają się także ci z Hannoveru, straszą, że podadzą Wszołka do sądu bo coś tam podpisał i wystawił ich do wiatru. Zawodnik Polonii Warszawa zaprzecza jakoby miał się przestraszyć wyjazdu, mówi, że wyjechać owszem chce ale na spokojnie, dopiero latem. O transferze do niemieckiego zespołu miał się rzekomo dowiedzieć późnym wieczorem, o 23, by kolejnego dnia podpisać kontrakt. Dla niego było to za szybko. I można by chłopaka zrozumieć. Jest tylko człowiekiem. Być może nie lubi nieprzewidzianych zdarzeń, postępując według ściśle ułożonego planu. Perspektywa zburzenia zaplanowanej przyszłości (Wszołek planował swój wyjazd za granicę na spokojnie,  po zakończeniu obecnego sezonu) i nacisk na podjęcie szybkiej, nie do końca przemyślanej sytuacji mógł być dla młodego jeszcze piłkarza być zbyt dużym wyzwaniem. Z drugiej jednak strony w takich właśnie okolicznościach odbywają się transfery na całym świecie. Niejednokrotnie dopinano je za pięć dwunasta. To wielka szansa na karierę ale i na przekreślenie swojej przyszłości. Jak mówi przysłowie: „Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana” w przypadku Wszołka wcale nie musi mieć odzwierciedlenia w jego przygodzie z piłką. Na przykładzie wielu piłkarzy można stwierdzić, że zbyt szybki wyjazd na granicę zamyka drzwi przed zawodnikiem już na początku jego drogi. Bez znajomości języka, bez umiejętności oswojenia się z życiem na obczyźnie, bez bliskich – dla młodych piłkarzy to może być zbyt wiele. Zamiast więc krytykować Wszołka za jego decyzję, po prostu spróbujmy ją zrozumieć. Kto wie, czy w jego przypadku odłożenie wyjazdu o kilka miesięcy nie pomoże mu?

*

Drugim na liście transferów tematem ostatnich dni jest Wisła Kraków. Do klubu z wypożyczenia powrócił Patryk Małecki, który w Turcji sobie nie poradził, ale akurat dla niego mogła być to lekcja życia, która tylko pomoże mu w jego karierze piłkarskiej. Jak na razie Mały nie do końca rozwiązał sprawę z Eskisehirisporem  i oficjalnie grać w Krakowie nie może. Wydaje się jednak, że to kwestia czasu i śmiało można znów nazywać go piłkarzem Wisły. Dla kibiców to świetna wiadomość. Nikt chyba nie przypuszczał, że żegnany bez smutku Patryk, będzie w tym momencie jak zbawienie. Po najgorszych miesiącach w erze Cupiała, kibice nie pragną niczego więcej jak móc oglądać i dopingować piłkarzy, którzy koszulkę z Białą Gwiazdą będą nosić z dumą i grać będą z sercem, dla klubu, nie dla pieniędzy. W ostatnich czasach zbyt wielu na Reymonta występowało zawodników, którzy z Wisłą wspólnego nie mieli nic, nie znali powagi Derbów a ich gra była zależna od pieniędzy i sukcesów.

Z takich właśnie powódek do klubu powrócił również Kamil Kosowski. Jego przyjście przez połowę fanów nie zostało przyjęte już tak entuzjastycznie jak w przypadku Małeckiego. Wszak, Kosa ma już swoje lata. W Polsce, jedynym chyba kraju, wiek zawodnika dla kibiców ma aż tak duże znaczenie. Wiecznie słychać lament, że stary, że dom starców itd. Nikt z tych osób nie patrzy na te transfery w innych kategoriach. Kamil Kosowski jest idealnym przykładem piłkarza by to pokazać. W porównaniu do młodszych kolegów z boiska, bije ich na głowę. Już raz, kiedy ostatnio wracał na Reymonta w wspaniałym stylu, wspólnie z Markiem Zieńczukiem zapewnił mistrzowską koronę. Żaden polski piłkarz nie wykonuje stałych fragmentów gry tak jak „Kosa”. Co więcej, nikt chyba nie będzie miał wątpliwości, że kto jak kto ale właśnie Kamil, na murawie będzie walczył dla siebie, dla kibiców i całej Wisły na 100% możliwości. Tym bardziej, że umowa, którą podpisał gwarantuje mu pieniądze tylko w przypadku gry. Nie oszukujmy się, wiemy, że bardziej niż na grę „Kosa”, o czym otwarcie mówi klub, przybywa do Wisły z odsieczą. Jego głównym zadaniem będzie naprawa sytuacji w szatni i ogólna poprawa mentalności i zaangażowania u piłkarzy. Dla krakowskiej drużyny, transfer Kosowskiego może być dużo bardziej opłacalny niż sprowadzenie dwóch młodych, perspektywicznych zawodników (oczywiście nie o kasę chodzi).

Wisła mimo słabej postawy nie tylko się wzmacnia ale i piłkarzy się pozbywa. Bo osłabieniem w kontekście dwóch ostatnich sezonów nazwać to ciężko. Wczoraj szeregi Białej Gwiazdy opuścił Maor Melikson. Jeszcze niedawno, przez wszystkich ogarniających piłkę w tym kraju został okrzyknięty najlepszym piłkarzem ligi a także najlepszym obcokrajowcem w historii. Kolejne miesiące szybko zweryfikowały te opinie. Izraelczyk z piłkarza przewyższającego o kilka klas swoich rywali, głównego autora Mistrzostwa Polski stał się zwykłym szarakiem, jednym z wielu niczym nie wybijających się ponad poziom piłkarzy. Do tej pory uwielbiany przez kibiców, zachwyconych jego techniką i grą 1 na 1, nagle stał się kimś, kto sprawiał wrażenia sabotowania zaangażowania i gry w ogóle. Kibice już nie chcieli go oglądać, wydawało się, że każdy inny, mniej doświadczony piłkarz więcej wniesie do zespołu niż Melikson. Okazało się, że Reprezentant Izraela wcale nie jest taki niewinny, że to jeden z tych graczy, którzy świetnie potrafią dostosowywać swój poziom i zaangażowanie do sytuacji drużyny. Po co się starać i narażać swoje zdrowie jeśli nie idzie tak jak powinno, jeśli straciło się szansę na mistrzostwo i najwyższe lokaty? Melikson udowodnił, że jest jednym z tych piłkarzy, który gra wtedy kiedy robi to cala drużyna, kiedy są sukcesy i on jest na świeczniku. Jeśli nie idzie po jego myśli, stara się jakby mniej, we wszystko wkłada mniej niż połowę swoich możliwości. Bo przecież każdy może mieć słabą rundę, a kto w tych czasach zauważy czy piłkarz celowo prezentuje taki poziom?… Wczoraj Maor Melikson podpisał kontrakt z Valenciennes. Patrząc na typ tego zawodnika jest to dziwne posunięcie chociaż z jednej strony logiczne. Prawdopodobnie Izraelczyk będzie chciał wybić się stamtąd do lepszego klubu i szybko zwinąć swój majdan (łatwiej to zrobić z klubu francuskiego niż polskiego), przez ten sezon, lub pół jego forma zapewne znów będzie wysoka, w końcu będzie walczył o angaż w lepszym zespole, gorzej jeśli jego nowy pracodawca nie zgodzi się na transfer za zbyt małą kwotę ( tak jak w przypadku oferty Celticu wysłanej do Wisły), wtedy można się zakładać, że Maor obrazi się (oczywiście nieoficjalnie) i jego postawa bliższa będzie poziomowi zera. Meliksona żegnamy więc bez większego żalu. Tęsknić nie będziemy, chociaż zostanie on w pamięci, szczególnie za wspaniały sezon i niezapomniane zwycięstwo w derbach. Piłkarz zaczął jako kandydat do miana najlepszego gracza Ekstraklasy, skończył jako zbędny balast. Samemu Meliksonowi życzyć można szczęścia na nowej drodze…

*

Rozwiązał się w końcu serial pt.: ” Nowy klub Razacka Traore”. Wbrew wcześniejszym informacjom, nie ściągnął go do siebie Maciej Skorża. Były już piłkarz Lechii Gdańsk podpisal kontrakt z tureckim Gaziantepsporem. To wielka strata dla Ekstraklasy. Odszedł najlepszy piłkarz ligi, najbardziej odczuje to właśnie Lechia, której cała koncepcja gry była oparta na tym zawodniku. Zamiast piłkarza z Burkina Faso Gdański klub sprowadził… Pawła Buzałę.

*

Dwóch piłkarzy opuściło już Polonię Warszawa a to chyba jeszcze nie koniec. Gdyby na odejście zgodził się Wszołek, warszawski klub straciłby już chyba całkiem szansę na dobry rezultat w końcowym rozrachunku. Jak na razie dzięki Polonii wzmocnił się Ruch, osobą Marcina Baszczyńskiego. Do Lecha odszedł Tomasz Brzyski. To właśnie Polonia wydaje się być zespołem z czołówki, który z powodu osłabienia powinien zanotować największy zjazd. W obwodzie pozostają także Lechia i Górnik. Nie wiadomo jeszcze co będzie z Legią, gdyż na razie jedynym ważnym ogniwem, które opuściło Łazienkowską jest … Marek Jóźwiak.