Archiwa tagu:

I znowu to samo…

Jeśli w jakiejkolwiek dyscyplinie sportowej srebrny medal znaczy więcej od złota, jeśli vice-mistrzostwo ma większe znaczenie aniżeli mistrzowski tytuł to prawdopodobnie są to biegi narciarskie i cała ta ‚szopka’ ma miejsce w Polsce…
Już drugi rok z rzędu, Polacy dokonują masakry na plebiscycie na najlepszego polskiego sportowca. Litości… Nie ma sensu drugi raz rozpisywać się na ten sam temat ale po prostu nie da się obejść koło tego obojętnie. Od ‚ostatniego razu’ minęło już przecież dwanaście długich miesięcy a i sytuacja też się trochę zmieniła…

Rok temu,  ’największymi przegranymi’ plebiscytu okazali się nasi złoci medaliści OLIMPIJSCY, Tomek Majewski i Adrian Zieliński. Wtedy nawet najcenniejsze dla każdego sportowca trofeum nie pozwoliło na pokonanie (w krajowym konkursie) drugiej zawodniczki Pucharu Świata i zwyciężczyni cyklu Tour de Ski. W tym roku natomiast, niechlubną palmę pierwszeństwa przejął Kamil Stoch. Nasz indywidualny mistrz świata, brązowy medalista w konkursie drużynowym i trzeci zawodnik PŚ przegrał ze zwyciężczynią PŚ, TdS i srebrną medalistką MŚ. Choć osiągnięcia Justyny Kowalczyk jako sportowca są godne podziwu, to już w porównaniu do lat poprzednich, czy biorąc pod uwagę oczekiwania jakie wobec zawodniczki stawiano przed mistrzostwami, nie można się nimi zachwycać. Tym bardziej, jeśli zdamy sobie sprawę, że zarówno skoki narciarskie jak i biegi, wchodzą w jedną kategorię, narciarstwa klasycznego…

Albo doceniamy zwycięzców, albo robimy sobie konkurs popularności. Niestety, w tym momencie, z rzetelną oceną dokonań polskich sportowców, kibice mają ogromny problem. Już sama świadomość braku rozeznania społeczeństwa w ‚hierarchii’ medalowej, czy to olimpijskiej czy Mistrzostw Świata, niezmiernie smuci. Nieświadomość Polaków, napędzana przez ubogie relacje TVP właśnie zbiera żniwa. Fakty są jednoznaczne. Kiedy w USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii czy u innych sportowych hegemonów, dyscypliny takie jak Tenis, Lekkoatletyka czy Koszykówka (NBA) są niezwykle spopularyzowane a ich główni aktorzy wynoszeni pod niebiosa, w Polsce, większość kibiców ma nie tylko o nich marne pojęcie ale i uważa je za niszowe. I jak tu żyć?! Wiadomo, że wszystkiemu winna jest telewizja, która obrała niewłaściwy kierunek i próbuje przeforsować w świadomości swoich odbiorców zainteresowanie ściśle określonymi przez nich kierunkami ale na Boga, czy ludzie nie mają internetu? Czy tak ciężko zwrócić czasem uwagę na innych sportowców niż Justyna Kowalczyk? Jeśli tak, po co głosować. Skoro żal komuś poświęcić kilka minut na zasięgnięcie informacji o danym sportowcu, dowiedzeniu się co i gdzie on zdobył, dlaczego zasłużył na miano sportowca roku, to dziwne, że nie żal mu kilku złotych na wysłanego smsa czy pocztowy znaczek. Właśnie tyle kosztuje pokazanie mistrzowi świata, że nie jest nic wart. A na pewno nie jest wart więcej, niż srebrny medal na szyi Justyny Kowalczyk. Smutne.

Warto odnotować, że jeśli na polskiego sporowca roku głosowaliby Amerykanie, pierwszą pozycję, bezdyskusyjnie zajęłaby Agnieszka Radwańska. Za jej plecami natomiast, biliby się pewnie Marcin Gortat, Jerzy Janowicz czy Robert Kubica. Gdyby to nasi niemieccy sąsiedzi zasiedli do głosowania, o triumf powalczyliby zapewne między sobą Robert Lewandowski, Kamil Stoch, Paweł Fajdek, a na wysokie miejsce mogłyby na pewno liczyć nasze biathlonistki, Krysia Pałka i Monika Hojnisz. Prawda jest bowiem taka, że, obok krajów skandynawskich, to właśnie w Polsce, głównie dzięki Justynie Kowalczyk i jej zwycięstwom, biegi narciarskie mają jakieś większe znaczenie. U reszty populacji natomiast, poza oczywiście małym gronem fanów i trenującymi tę dyscyplinę zawodnikami, nikogo ona ani nie grzeje ani nie ziębi. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Fajnie jest doceniać sukcesy naszych gwiazd ale nie fajnie jest ich nie doceniać a właśnie to robią głosujący w plebiscycie PS.
Szkoda, że tak wielu ludzie, zanim wyśle sms, bądź zaznaczy krzyżyk przy niewłaściwym nazwisku, nie pomyśli nad krzywdzącą, dla zasłużonych sportowców, decyzją.
Ciężko przypuszczać by cokolwiek w tym temacie się zmieniło. Z Justyną Kowalczyk jest jak z Leo Messim. Mogliby nie startować/ grać cały rok a i tak w świadomości fanów są głównymi kandydatami do triumfu w różnorakich plebiscytach. W tym drugim przypadku, sytuacja prawdopodobnie się już nie zmieni ale jeśli chodzi o nasz kraj, jeśli kibice w dalszym ciągu chcieliby robić szopkę z potencjalnie profesjonalnego plebiscytu, nadszedłby chyba czas by pomyśleć o jego zlikwidowaniu…

Futbolowe orły i…piłkarskie jaja.

Artur Boruc nie zgarnął niestety nagrody dla najlepszego gracza miesiąca Premier League ale przecież wszystko jeszcze przed nim. Jeśli Southampton w dalszym ciągu będzie piąć się ku górze to…kto wie! A jeśli Artur poza świetnymi paradami będzie się popisywał podobnymi strzałami jak na zgrupowaniu Reprezentacji Polski, zgarnie nie tylko tytuł piłkarza miesiąca ale i całego sezonu.

Tym razem po tę prestiżową nagrodę sięgnął Aaron Ramsey. Walijski pomocnik Arsenalu Londyn, zresztą jak cała jego drużyna, prezentuje się w tym sezonie znakomicie. W pełni zasłużył sobie na miano piłkarza miesiąca a nam Polakom pozostaje jedynie satysfakcja z powodu tego, iż dla niektórych zwycięzcą powinien zostać…Boruc.
„Ramsey był doskonały, ale to Boruc miał większy wpływ na świetną postawę drużyny” – tak całą sytuację skomentował dziennikarz Daily Mail Adrian Durham.

***

Tottenham pękł i to konkretnie. Oba kluby z Manchesteru oraz Chelsea zaliczyły poważny falstart. W takiej sytuacji największym faworytem do sięgnięcia po mistrzowski tytuł pozostaje wspomniany już Arsenal. Od wielu sezonów to właśnie Kanonierzy byli piątym kołem u wozu. Klubem z wielkimi aspiracjami i w zasadzie tylko aspiracjami. Po najważniejsze trofea sięgali inni. Taki stan rzeczy musiał w końcu za bardzo obciążyć psychikę Arsena Wengera gdyż Francuz jeszcze przed pierwszą kolejką zakomunikował wszem i wobec, że jeśli jego zespół nie zdobędzie w tym sezonie ani jednego trofeum, odejdzie on z Emirates Stadium. Jak widać po postawie Arsenalu, słowa trenera zadziałały niezwykle motywująco na piłkarzy. Szczęsny i jego koledzy liderują w tabeli i na dzień dzisiejszy prezentują się chyba najbardziej obiecująco. Czy transfer Ozila był przepustką do mistrzowskiej korony?

***

Temat Waldemara Fornalika zaczyna chyba bardziej przynudzać aniżeli plotki na temat transferu Roberta Lewandowskiego wyskakujące jeszcze do niedawna nawet z lodówki. Różnica w obu tych przypadkach jest jednak zasadnicza – tematu selekcjonera nie można zamieść pod dywan ani obejść dookoła. Z tym trzeba walczyć.
Pomijając już kwestię dziwnych powołań, trzeba zwrócić uwagę na postępujące stadium choroby u naszego trenera. Czy słyszy głosy? Być może. W końcu, kto jak kto ale akurat pan Fornalik nie powinien wychodzić przed szereg i posuwać się do zarzucania kibicom braku wsparcia. Jego zdaniem, nie ma chyba drugiego kraju, w którym reprezentacja narodowa miała jeszcze szanse na awans a nie otrzymywałaby wsparcia. Po pierwsze – bzdura. Po drugie – też bzdura.
Pan Fornalik powinien zmienić front i dziękować za to, że przy grze jaką serwują nam jego podopieczni, aż tylu wiernych fanów wciąż tę kadrę wspiera. Prawda jest taka, że kibice wspierają i będą wspierać zawsze, bez względu na wyniki, co wcale nie wyklucza lawiny krytyki, którą z brakiem wsparcia pomylił właśnie selekcjoner. Te dwie rzeczy warto rozgraniczyć.
Być może warto się zgodzić w jednej sprawie, a raczej w połowie zdania. Polska jest chyba jedynym krajem, który ma jeszcze szansę na awans…i tak kaleczy grę. Zwycięstwa z San Marino i Mołdawią nie są raczej powodem do radości. O innych wynikach, w trosce o swoje zdrowie lepiej nie wspominać.
Pan Waldek ma raczej zagwarantowane, że w przypadku awansu na Mundial w Brazylii otrzyma tyle wsparcia, że będzie się mógł w nim pławić jeszcze wiele długich lat.

***

Nie milkną jeszcze echa spotkania na szczycie Ekstraklasy pomiędzy Wisłą Kraków a Legią Warszawa. Wszystko za sprawą dziennikarza Przeglądu Sportowego, którego albo za bardzo poniosła fantazja albo jeszcze do teraz zabija smutki spowodowane porażką mistrzów Polski w napojach alkoholowych. Ów człowiek postanowił chyba wystartować w konkursie na największego suchara bo inaczej tego żenującego artykułu nie sposób skomentować.
Wygląda na to, że autor tych bzdur jest mocno związany z warszawskim klubem i nie mogąc się pogodzić z porażką swojego ulubionego zespołu, postanowił uderzyć w najłatwiejszy do ustrzelenia cel w Krakowie czyli Patryka Małeckiego. Skrzydłowy Wisły tyle już w swoim życiu nawywijał, że bardzo łatwo zrobić z niego kozła ofiarnego. Nie trzeba się nawet zbytnio natrudzić by cała Polska wytykała go placami. Tak przynajmniej myślał pan MM, kiedy spod jego ‚pióra” wychodziło to…’zgłoszenie naruszenia dobrego imienia Legii adresowane do Komisji Ligii’. Dziennikarz nie spodziewał się chyba tego, że po ukazaniu się artykułu, jedyną osobą wytykaną palcami przez Polaków będzie nie Patryk a on sam.
O co ta cała afera? 33 tysiące ludzi a wraz z nimi Małecki, zaśpiewali dumnie: „Legła Warszawa”. Coś w tym złego? Czyż warszawski klub chwilę wcześniej nie poległ w boiskowej batalii? Czy czyjekolwiek dobre imię zostało w tym momencie naruszone? Bez jaj. Oburzenie z powodu ‚znajomości słów’ przez Patryka dolało oliwy do ognia. Śmiać się czy płakać? Wszyscy ludzie w tym kraju, którzy choć trochę ogarniają futbolowy temat doskonale znają te słowa. Najlepiej znają jednak sami Legioniści, którym dane było je usłyszeć chyba na każdym obiekcie w Polsce.
Sprawą Małeckiego zajmie się teraz Komisja Ligi, która rozważy nawet…ukaranie go. Inaczej niż parodią nazwać tego nie można. Jeśli karę dostanie Mały, trzeba będzie ukarać także Smoka Wawelskiego, który stworzył z Patrykiem tego dnia duet.
Niektórym przydałoby się wylać wiadro zimnej wody na łeb. Dla otrzeźwienia.

***

Nasz Bohater!

Ciężko sobie przypomnieć moment w historii Sportu, kiedy to kibice cieszyli się ze zwycięstwa danego zawodnika, nie ze względu na to, że jest Polakiem, nie dlatego, że pokonał Niemców/Rosjan/Norwegów* (wedle uznania) ale właśnie dlatego, że wygrał akurat on. Piotr Żyła. W przeciągu kilku miesięcy polski skoczek stał się swego rodzaju bohaterem narodowym i to nie ze względu na jego osiągnięcia na skoczniach Świata ale na barwne wystąpienia przed kamerą. Piotrek jest już gwiazdą (chociaż, jak sam przyznaje, nie chce nią być) i co warte podkreślenia, w przeciwieństwie do innych gwiazd, ma prawie samych zwolenników. Swoją szczerością i prostotą, przede wszystkim prawdziwością zdobył uwielbienie Polaków. Nie musiał walczyć o swoją popularność, zrobił to ot tak, przyszło mu to zupełnie naturalnie, tak jak naturalnie przychodzą mu do głowy odpowiedzi, których udziela dziennikarzom podczas wywiadów. Każdemu chyba, kto oglądał Piotrka w akcji przeszło przez myśl, że nie jest on normalny. Albo, że przed zawodami musiał coś brać/palić/pić. No tak, inni by do takiego stanu się doprowadzić potrzebują pomocy, ale nie ten chłopakMrugnięcie okiem Żyła zawładnął telewizją, zawładnął internetem i sercami Polaków. W ostatnim konkursie skoków zawładnął w końcu też skocznią a triumf ten cieszył o wiele bardziej niż wszystkie inne odniesione przez pozostałych naszych sportowców. Ale po co to wszystko pisać skoro o Piotrku się nie pisze, Piotrka się słucha i ogląda Śmiech







Polska górą!

Chyba tylko tak tytułować można dzień 2 marca 2013 roku. Dla polskich sportowców były to 24 wspaniałe, wyjątkowe i prawdopodobnie jedyne takie w życiu godziny.  Srebro Justyny Kowalczyk na Mistrzostwach Świata, Brąz polskich skoczków na tych samych Mistrzostwach, srebro Anny Rogowskiej i brąz Katarzyny Broniatowskiej na Halowych Mistrzostwach Europy, zwycięstwo w finale Pucharu CEV Muszyny, czwarte miejsce Krystyny Pałki w biegu pościgowym w PŚ w Oslo oraz bramki zdobyte przez Roberta Lewandowskiego(2), Radosława Majewskiego i Grzegorza Krychowiaka – to wspaniałe osiągnięcia polskich sportowców, wszystkie sukcesy przyszły niemalże w jednym momencie a warto odnotować, że dziś, jeden dzień później kolejne powody do dumy przyniósł nam Adam Kszczot, który w świetnym stylu został Mistrzem na 800m na Halowych Mistrzostwach Europy. Pięknie.

Oczywiście, chociaż każdy z tych wyników jest niewątpliwym sukcesem, ma jednak swoją wartość w tzw hierarchii kibiców. I tak najwspanialszą wiadomością wczorajszego dnia, obok której nikt nie przeszedł obojętnie było zdobycie medalu przez naszych skoczków. Cała sytuacja tym większą radość wszystkim sprawiła, że początkowo skoczkowie znaleźli się poza podium. Historię największego sukcesu polskich skoczków zna jednak już każdy i najlepiej nacieszyć oczy i uszy poniższymi obrazkami.

Medal cieszy niezmiernie i jednocześnie pozostaje lekki niedosyt bo srebro było… o krok.

Cieszy też drugie miejsce Justyny Kowalczyk, chociaż w oczach kibiców wynik naszej Królowej Nart nie jest tym oczekiwanym. Wszyscy, włącznie z trenerem naszej biegaczki, liczyli na kilka medali i co najmniej jeden złoty, właśnie we wczorajszym biegu. Mistrzostwa Justyna kończy tylko z jednym srebrem ale skoro sama zainteresowana jest zadowolona z takiego wyniku to i nam nie wypada narzekać.

Równie świetną wiadomością i także mającą znamiona niespodzianki jest wyczyn siatkarek Muszyny, które pokonały siatkarską potęgę na gorącym tureckim terenie i tym samym sięgnęły po Puchar CEV.

W świetnym stylu do gry powrócił Robert Lewandowski, który w meczu z Hannoverem zdobył dwie bramki. Dzięki nim Lewy został liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi.

http://www.youtube.com/watch?v=E04OmOLrszc

Kolejnego gola i zarazem kolejny tytuł bohatera meczu zdobył Radek Majewski. Piłkarz Nottingham Forest kolejny raz mocno zapukał tym samym do drzwi kadry i oby jak najszybciej otworzył je Waldemar Fornalik.

http://www.youtube.com/watch?v=-7_SRXhcLYo

Najważniejszą bramkę tego weekendu zdobył jednak Grzegorz Krychowiak. Polak został uznany najlepszym piłkarzem meczu z PSG a jego trafienie było jedynym w tym spotkaniu.

Polska górą!