Archiwa tagu: prezes

Od ogórka do potęgi? W trzy lata do sukcesu polskiej piłki!

z20967277Q,Radosc-polskiej-druzyny-po-golu-strzelonym-Rumunii

Trzy lata – czy to krótko czy długo? Oczywiście, wszystko, jak zwykle zresztą, zależy od naszych oczekiwań i podejścia do sprawy. W sytuacjach czysto życiowych trzyletni okres to szmat czasu, podczas którego wszystko potrafi diametralnie się zmienić. W sporcie wcale nie jest inaczej. A wręcz przeciwnie. Czas jest bardzo ważnym czynnikiem w życiu każdego sportowca. W dużej mierze to właśnie on decyduje o sukcesach i porażkach. Nierzadko jest tym jedynym faktorem, który dzieli i rozdaje, a co za tym idzie potrafi napełnić nadzieją lub bez skrupułów z niej obedrzeć.
Jak się okazało, dla nas Polaków, czas ten, wbrew pozorom, okazał się bardzo krótki i łaskawy. Trzy ostatnie lata, jeśli można tak powiedzieć, przeleciały jak z bicza strzelił, dostarczając nam mnóstwa wspaniałych emocji i dając nadzieję na więcej…

Chyba wszyscy doskonale pamiętają lata łez i upokorzeń, których przez wiele ostatnich lat przysparzali nam nasi piłkarze. Zarówno Reprezentacja Polski jak i kluby nie rozpieszczały nas poziomem swojej gry, o sukcesach nie wspominając. W czasach kiedy kibice z różnych zakątków świata, szczególnie ci ze Starego Kontynentu, mogli zachwycać się sukcesami swoich drużyn czy to na arenie międzynarodowej, czy w europejskich pucharach, u nas wciąż przypominano o pojedynczych, wątpliwej konkurencyjności z dokonaniami rywali, wyczynami Polaków. Tak, chodzi o ten Widzew w LM, Wisłę z Schalke i Parmą czy Lecha z Manchesterem City albo Polskę pod batutą Benhakkera. Na prawdę, nie ma (i nie było) się czym chwalić. Ale wiadomo, przez te wszystkie lata upokorzeń, jakoś trzeba było sobie osłodzić życie.
Poza wspominaniem ciągle ‚legendarnych’ już pojedynków, kibicom pozostało marzyć o lepszym jutrze. Przecież jesteśmy narodem walczącym i niezwyciężonym. Tak łatwo się nie poddajemy a na pewno nie robią tego kibice. Oni nie. Nawet kiedy na murawie zawodzili piłkarze, fani wciąż wierzyli w swoich idoli. Było warto! Chyba nadszedł właśnie ten moment by uznać, iż (fanfary!) polska piłka wkroczyła na dużo, dużo wyższy poziom. Przestaliśmy być ogórkami! Futbol w Polsce się reaktywował! W trzy lata – bo mniej więcej tyle, odkąd trenerem kadry został Adam Nawałka, zajęło naszej Reprezentacji przeobrażenie się z drużyny piłkarsko upośledzonej i bitej przez każdego w prawdziwy dream team, którego boją się najlepsze reprezentacje świata.
Tak jest. Bez zbędnych ceregieli trzeba otwarcie powiedzieć, że stoimy dziś w miejscu, o którym jeszcze trzy lata temu mogliśmy jedynie pomarzyć a na stojących w nim piłkarzy, patrzeć z zazdrością. Dziś, kiedy takie reprezentacje jak Argentyna, Holandia czy Czechy przechodzą kryzys, Polacy grają jak z nut. W oficjalnych pojedynkach o punkty od wielu spotkań nie potrafią znaleźć pogromcy, mimo, że na swojej drodze stawali na przeciwko Mistrzów Świata czy późniejszych Mistrzów Europy. Nasi piłkarze coraz częściej decydują o jakości najlepszych klubów Europy, swoją postawą zachwycając ekspertów i zaskarbiając sobie sympatię kibiców. Wśród rywali budzą niesamowity respekt i zazdrość co nie rzadko widać w relacjach boiskowych i w tunelu prowadzącym na murawę. Polska stoi dziś w jednym szeregu obok takich ekip jak Niemcy czy Anglia co najlepiej świadczy o poprawie stanu polskiego futbolu. A nie można nam przecież zapomnieć o ogromnym sukcesie Legii Warszawa, która spełniła marzenia większości kibiców i dokonała, wydawać by się kiedyś mogło, rzeczy niemożliwej – a takim właśnie określa się jej awans do upragnionej Ligi Mistrzów, gdzie zremisowała nawet z Realem Madryt, strzelając mu aż trzy bramki.

To wszystko nie jest przypadkiem. To dorodne owoce pracy.
-Pracy piłkarzy – zapieprzania w klubach by wywalczyć sobie miejsce w składzie, rywalizując z podobnej klasy zawodnikiem zza granicy – kiedyś nie do pomyślenia by Polak takową rywalizację wygrał.
-Pracy trenera, Adama Nawałki – człowieka, który dokonał cudu! Jak on to zrobił?
-Zbigniewa Bońka – Bez wątpienia, gdyby nie było Zibiego na stanowisku prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie byłoby tego sukcesu. Być może nie byłoby wtedy też Nawałki i tylu klasowych piłkarzy w tak dobrych klubach.

Trzy główne ogniwa, które w trzy lata diametralnie zmieniły obraz polskiej piłki. Z nędzy do pieniędzy, można by rzec bo historia naszego futbolu przypomina niejako piękną bajkę o kopciuszku…
I co najlepsze, odnosząc się do głośnego filmu kanału Łączy nas Piłka o naszej drużynie narodowej, wygląda na to, że: To dopiero początek!
Nasza drużyna wciąż się rozwija. Wygląda na to, że wciąż ma w sobie ogromne pokłady chęci, ambicji i możliwości. Bez wątpienia, do Mistrzostw Świata w Rosji naszym zawodnikom na pewno nie zabraknie zaangażowania a kto wie, może te trzy lata to nie wszystko, może śpiewane przez kibiców nieco życzeniowo i fantazyjnie jak co roku po nieudanych dla nas turniejach: „Już za cztery lata Polska będzie Mistrzem Świata!”, przeistoczy się w rzeczywistość? Czy po ostatnich dniach, miesiącach, latach ktoś jest w stanie z czystym sumieniem uznać to za marzenia ściętej głowy?

Kosecki odgrywa swój autorski dramat…

Dziś już śmiało można wskazać największy błąd , jaki za swojej kadencji na stołku prezesa PZPN popełnił Zbigniew Boniek. Jest nim oczywiście, zatrudnienie na stanowisku wiceprezesa Związku Romana Koseckiego. Chyba nawet sam „Zibi” nie przypuszczał, że tak szybko przyjdzie mu pożałować swojej decyzji.
To właśnie Kosecki, wedle opinii publicznej, był największym rywalem Bońka w walce o prezesurę, jednak rzeczywistość okazała się dla niego brutalna. Wybory przegrał z kretesem. „Kosy” nie byłoby więc dziś w Związku, gdyby nie…Boniek. To właśnie on wyciągnął rękę do swojego kontrkandydata i dał posadę. Czy zrobił to z litości, czy może rzeczywiście imponowały mu pomysły Koseckiego? Dziś, to już nieważne.
Ewidentnie widać, że drogi obu panów rozeszły się a ich relacje mocno się ochłodziły.
Fakty są takie, że RK na oczach wszystkich zaczyna kąsać rękę, która go karmi. Wszystko, co robi i o czym mówi, jasno daje do zrozumienia, że nie ugnie się przed niczym by osiągnąć swój cel. A wygląda na to, że jest nim udowodnienie wszystkim, że to on a nie Boniek, powinien rządzić polską piłką.
O ich konflikcie zrobiło się głośno, kiedy Kosecki po raz pierwszy publicznie sprzeciwił się Bońkowi na posiedzeniu PZPN-u. „Zibi” słusznie skrytykował wtedy swojego podwładnego za ‘wywlekanie brudów’ na światło dzienne. W odwecie, „Kosa” rozpoczął medialną nagonkę na Prezesa. Nagle zaczęło mu przeszkadzać, że Boniek swoją twarzą firmuje jednego z Bukmacherów, choć wcześniej, kiedy ten temat nie schodził z pierwszych stron gazet, Kosecki milczał. Na łamach prasy wylewa żale, wbijając kolejne szpilki w Bońka, kreując jego postać niemal na demonicznego dyktatora.
Mogłoby się wydawać, że, tylko naprawdę odważny człowiek wdaje się w otwartą wojnę z kimś takim jak ZB, choć w jego przypadku, to chyba zwykła bezmyślność, wszak w ostatnim czasie nie raz już się nią wykazał.
Najbardziej jednak w zachowaniu Koseckiego razi jego brak wdzięczności i lojalności wobec osoby, dzięki której dziś w ogóle ma możliwość decydowania o losach polskiego futbolu. Sam jakby o tym zapomniał, w wywiadach daje bowiem do zrozumienia, że posadę w PZPN zyskał dzięki głosowaniu jego członków a przecież każdy wie, jak było naprawdę.
„Kosa” nie przypuszczał chyba, że w niedługim czasie, on sam wskoczy pod nastawiony przez siebie topór a tak właśnie się stało. Odwrócili się od niego już kibice, nie wiadomo jednak, jak długo zachowanie swojego podwładnego, tolerować będzie sam Boniek…

Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Wystarczyło niecałe pięć miesięcy by bez wyrzutów sumienia przyznać, że Zbigniew Boniek jest tym, na kogo kibice czekali od lat. Chociaż większość kibiców wyczekała aż Zibi w końcu zajmie stołek Prezesa PZPN-u i uporządkuje cały bałagan, który stworzyli jego poprzednicy, to jego wybór, zaraz po wielkiej euforii, przyniósł także niepewność. Dużo było wątpliwości, czy aby na pewno były piłkarz Reprezentacji Polski sprawdzi się także na czele Związku, czy wszystko co obiecywał do tej pory, nie będzie jedynie pustym słowem, które tylko pomogło mu osiągnąć wymarzony cel. Być może Boniek nie sprawdził się jako trener ale udowodnił już, że jako Prezes PZPN-u jest najlepszy. Być może, jest nawet lepszym Prezesem niż był piłkarzem a przecież piłkarzem był Z-N-A-K-O-M-I-T-Y-M!

Nie trzeba było długo czekać by Boniek zaczął robić porządek. Od pierwszych minut swojej prezesury pokazał, że dobro polskiej piłki jest dla niego najważniejsze. Otoczył się ludźmi, którzy nie zawsze byli po jego stronie ale ludźmi inteligentnymi, odpowiedzialnymi, z kontaktami i z pomysłem ale przede wszystkim tymi, którzy, podobnie jak ich szef, na pierwszym miejscu stawiają dobro piłki i świetne relacje na linii kibice – PZPN.

Tak jak nowy Papież został nazwany Papieżem biedaków, tak Zibi stał się Prezesem kibiców. Każdy kolejny ruch szefa Związku imponuje kibicom i daje się we znaki władzy. Rząd nie spodziewał się, że Boniek będzie osobą tak inną od nich wszystkich. Osobą uczciwą, która walczy o cele najważniejsze, pomijając przy tym korzyści swoje. Krytyka ustawy anty-hazardowej, reklamowanie swoim nazwiskiem Bukmachera oraz zrzeczenie się pensji za pracę w PZPN tylko pogorszyło obraz obecnej władzy w oczach rodaków. Politycy mają świadomość, że Boniek udowadnia wszystkim, że da się walczyć o ludzi i idee w taki sposób by nikt nie ucierpiał. Wyznaje zupełnie odwrotną filozofię niż Polski Rząd. W czasach kiedy najwyższe w kraju persony toczą otwartą wojnę przeciw kibicom, na przeciw nim wychodzi Boniek, udowadniając swoją klasę jako człowieka sprawiedliwego, u którego rzeczy takie jak chociażby korupcja miejsca mieć nie będą.

Dzięki Prezesowi na światło dzienne wychodzą wszystkie zaniedbania jakich nabawił się Związek pod rządami jego poprzedników. Wszystkie, niekorzystne umowy podpisane za kadencji Laty, jak m.in. głośna sprawa autokarowa, ta związana z prawami telewizyjnymi czy ziemią pod nową siedzibę Związku. Kumoterstwo, korupcja, szantaże, konflikty – to wszystko jest już za nami, a stało się tak dzięki Bońkowi i ludziom, którzy go otaczają. Wszyscy ci, którzy działali na szkodę PZPN-u stracili już posady. Jedyną rysą na szkle w jego wizerunku jest zwolnienie z pracy Mirosława Dawidowskiego, który prowadził kadrę Polski u-16. Tu jednak nie o samo zwolnienie chodzi, bo Boniek był temu przeciwny, ale o to, że dał za wygraną Romanowi Koseckiemu (odpowiadającemu za szkolenie) i nie wymógł na nim decyzji o powrocie trenera na ławkę.

Mimo tego, że wiele mediów tylko czeka na najmniejsze potknięcie czy błąd pana Zbyszka, ten ze spokojem robi swoje. Wszystkie ataki, wszystkie wypowiedzi anty-bońkowe wywołują jedynie szyderczy śmiech i politowanie dla autorów. Jak na razie Prezes nie popełnił żadnych karygodnych działań, za które należałaby mu się ostra krytyka. Większość próbuje iść drogą krętą i zasadą: Kiedy nie ma tematów to trzeba je wymyślić.

Zbigniew Boniek walczy o wizerunek Związku, Ekstraklasy i przede wszystkim Polskiej Reprezentacji. Najświeższym więc tematem do dyskusji i ‚czepiania się’ Prezesa jest jego wypowiedź o braku akceptacji na powoływanie obcokrajowców do kadry. Przecież właśnie to było jednym z głównych powodów krytyki poprzednich władz i Franciszka Smudy, którzy lubowali się w ‚sprowadzaniu’ do drużyny narodowej piłkarzy nie mających zbyt wiele wspólnego z Polską. Dziś mamy pewność, iż tylko prawdziwi Polacy, kochający Polskę i mówiący w języku ojczystym będą reprezentować nasz kraj. W końcu będziemy mogli utożsamiać się z kadrą.

Najważniejsze jednak w działaniach Bońka jest jego podejście do kibiców. Sytuacja w jakiej się oni znaleźli jest fatalna, kiedy wydawało się, że nie ma nadziei na polepszenie relacji władzy z fanami piłki, pojawił się właśnie on. Jako jedyny ma świadomość tego, kto w środowisku piłkarskim jest najważniejszy i kto, mimo tego jest traktowany jak margines społeczny. Człowiek ten udowadnia, że zna wartość kibica. Docenia to, że fanatycy w imię miłości do barw klubowych poświęcają wszystko, niejednokrotnie swoje własne życie. Rozumie ich wybory i argumenty, co więcej chce walczyć o ich prawa, które rękami władzy i służb są im odbierane na każdym kroku. Idący na mecz, często traktowani gorzej niż zwierzęta. Boniek, patrzący trzeźwo na takie działania, otwarcie gani i jednocześnie wymaga poniesienia odpowiedzialności przez winnych takiego stanu rzeczy. Prezes popiera także rzeczy dla fanatyków najważniejsze, czyli race i oprawy, rzeczy bezpieczne a jednak zakazywane. Zakazywane tylko w wyniku ludzkiej złośliwości. Jest także przeciwny kartom kibica, które są teraz wymagane przy wejściu na ligowe stadiony. Aby pokazać, że ufa kibicom anulował im wyjazdowe zakazy i chce naprawić stan rzeczy jaki aktualnie panuje podczas podróży na wyjazdowy mecz swojego zespołu. Fani również odwdzięczają się mu zaufaniem, najlepiej świadczy o tym fakt, że z większości stadionów zniknęła przyśpiewka „Jebać PZPN”. Bo przecież Boniek z nieudolnością sędziów ma niewiele wspólnego ale z jego pomocą i ten problem da się załatwić.

Wojna rządu, służb i mediów z kibicami trwa w najlepsze, rzeczywistość jest zakłamywana i do tej pory ta walka była nierówna, teraz jednak kibice zyskali sojusznika, którego nie da się zamieść pod dywan, i który będzie pierwszym w pojedynku o sprawiedliwość. W końcu mamy Prezesa, który robi świetną robotę i dąży do poprawy całego środowiska piłkarskiego w tym kraju. Dziś nie trzeba się już bać o przyszłość. Boniek to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Zbliża się „lepsze jutro”?

Wielkimi krokami zbliża się dzień, kiedy oficjalnie zaprezentowani zostaną kandydaci na nowego prezesa PZPN. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jednym z nich będzie również Zbigniew Boniek. Świetna to wiadomość dla kibiców i wszystkich tych, którzy pragną zmian, ozdrowienia polskiej piłki a co za tym idzie również wyższego poziomu naszych drużyn narodowych jak i klubowych. Przede wszystkim Prezesa, który będzie walczył o dobro kibiców. Z kimś takim jak Boniek na czele Związku nikt w Futbolowej Centrali nie będzie już traktował Polski jako gorszego gatunku. Człowiek, który budzi respekt i szacunek u ludzi na całym świecie. Inteligentny, szanowany, racjonalnie myślący. Z pomysłem na „lepsze jutro” dla rodzimej piłki. Po tylu latach ciężko sobie wyobrazić PZPN jako Związek wolny od oszustwa, korupcji, kumoterstwa, wyrachowania i przy tym chamstwa, braku kultury i elokwencji. Do tej pory byliśmy tego wszyscy świadkami, bezradni wobec nieuczciwych gierek. Teraz nadchodzi moment, by na czele stanął odpowiedni człowiek. Kibice nie mają prawa głosu w wyborach ale głośno mogą wpłynąć na tych, którzy prawo to posiadają. To szansa by poprzeć jedyny słuszny wybór. Aby móc kandydować w wyborach na Prezesa PZPN, trzeba zebrać 15 głosów poparcia od członków organizacji(wojewódzkich ZPN, klubów Ekstraklasy lub 1 ligi), z tym problemu być nie powinno. Wśród innych kandydatów na Prezesa są: Roman Kosecki, Tomasz Jagodziński, Grzegorz Lato, Zdzisław Kręcina, Ryszard Czarnecki, Mieczysław Golba, Andrzej Olechowski, Eugeniusz Nowak oraz w tym momencie główny faworyt Stefan Antkowiak. Obecny Prezes Grzegorz ‚Summer” Lato szanse ma raczej nie wielkie. Już nie tylko kibice zauważają problem i otwarcie żądają zmian ale także posiadający prawo głosu „Baronowie”. Ktokolwiek nie zostałby nowym Prezesem, zmiany są raczej pewne. Gorzej już (chyba) być nie może. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że 26 października to Zibi stanie na czele PZPN-u.