Archiwa tagu: polska

Od ogórka do potęgi? W trzy lata do sukcesu polskiej piłki!

z20967277Q,Radosc-polskiej-druzyny-po-golu-strzelonym-Rumunii

Trzy lata – czy to krótko czy długo? Oczywiście, wszystko, jak zwykle zresztą, zależy od naszych oczekiwań i podejścia do sprawy. W sytuacjach czysto życiowych trzyletni okres to szmat czasu, podczas którego wszystko potrafi diametralnie się zmienić. W sporcie wcale nie jest inaczej. A wręcz przeciwnie. Czas jest bardzo ważnym czynnikiem w życiu każdego sportowca. W dużej mierze to właśnie on decyduje o sukcesach i porażkach. Nierzadko jest tym jedynym faktorem, który dzieli i rozdaje, a co za tym idzie potrafi napełnić nadzieją lub bez skrupułów z niej obedrzeć.
Jak się okazało, dla nas Polaków, czas ten, wbrew pozorom, okazał się bardzo krótki i łaskawy. Trzy ostatnie lata, jeśli można tak powiedzieć, przeleciały jak z bicza strzelił, dostarczając nam mnóstwa wspaniałych emocji i dając nadzieję na więcej…

Chyba wszyscy doskonale pamiętają lata łez i upokorzeń, których przez wiele ostatnich lat przysparzali nam nasi piłkarze. Zarówno Reprezentacja Polski jak i kluby nie rozpieszczały nas poziomem swojej gry, o sukcesach nie wspominając. W czasach kiedy kibice z różnych zakątków świata, szczególnie ci ze Starego Kontynentu, mogli zachwycać się sukcesami swoich drużyn czy to na arenie międzynarodowej, czy w europejskich pucharach, u nas wciąż przypominano o pojedynczych, wątpliwej konkurencyjności z dokonaniami rywali, wyczynami Polaków. Tak, chodzi o ten Widzew w LM, Wisłę z Schalke i Parmą czy Lecha z Manchesterem City albo Polskę pod batutą Benhakkera. Na prawdę, nie ma (i nie było) się czym chwalić. Ale wiadomo, przez te wszystkie lata upokorzeń, jakoś trzeba było sobie osłodzić życie.
Poza wspominaniem ciągle ‚legendarnych’ już pojedynków, kibicom pozostało marzyć o lepszym jutrze. Przecież jesteśmy narodem walczącym i niezwyciężonym. Tak łatwo się nie poddajemy a na pewno nie robią tego kibice. Oni nie. Nawet kiedy na murawie zawodzili piłkarze, fani wciąż wierzyli w swoich idoli. Było warto! Chyba nadszedł właśnie ten moment by uznać, iż (fanfary!) polska piłka wkroczyła na dużo, dużo wyższy poziom. Przestaliśmy być ogórkami! Futbol w Polsce się reaktywował! W trzy lata – bo mniej więcej tyle, odkąd trenerem kadry został Adam Nawałka, zajęło naszej Reprezentacji przeobrażenie się z drużyny piłkarsko upośledzonej i bitej przez każdego w prawdziwy dream team, którego boją się najlepsze reprezentacje świata.
Tak jest. Bez zbędnych ceregieli trzeba otwarcie powiedzieć, że stoimy dziś w miejscu, o którym jeszcze trzy lata temu mogliśmy jedynie pomarzyć a na stojących w nim piłkarzy, patrzeć z zazdrością. Dziś, kiedy takie reprezentacje jak Argentyna, Holandia czy Czechy przechodzą kryzys, Polacy grają jak z nut. W oficjalnych pojedynkach o punkty od wielu spotkań nie potrafią znaleźć pogromcy, mimo, że na swojej drodze stawali na przeciwko Mistrzów Świata czy późniejszych Mistrzów Europy. Nasi piłkarze coraz częściej decydują o jakości najlepszych klubów Europy, swoją postawą zachwycając ekspertów i zaskarbiając sobie sympatię kibiców. Wśród rywali budzą niesamowity respekt i zazdrość co nie rzadko widać w relacjach boiskowych i w tunelu prowadzącym na murawę. Polska stoi dziś w jednym szeregu obok takich ekip jak Niemcy czy Anglia co najlepiej świadczy o poprawie stanu polskiego futbolu. A nie można nam przecież zapomnieć o ogromnym sukcesie Legii Warszawa, która spełniła marzenia większości kibiców i dokonała, wydawać by się kiedyś mogło, rzeczy niemożliwej – a takim właśnie określa się jej awans do upragnionej Ligi Mistrzów, gdzie zremisowała nawet z Realem Madryt, strzelając mu aż trzy bramki.

To wszystko nie jest przypadkiem. To dorodne owoce pracy.
-Pracy piłkarzy – zapieprzania w klubach by wywalczyć sobie miejsce w składzie, rywalizując z podobnej klasy zawodnikiem zza granicy – kiedyś nie do pomyślenia by Polak takową rywalizację wygrał.
-Pracy trenera, Adama Nawałki – człowieka, który dokonał cudu! Jak on to zrobił?
-Zbigniewa Bońka – Bez wątpienia, gdyby nie było Zibiego na stanowisku prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie byłoby tego sukcesu. Być może nie byłoby wtedy też Nawałki i tylu klasowych piłkarzy w tak dobrych klubach.

Trzy główne ogniwa, które w trzy lata diametralnie zmieniły obraz polskiej piłki. Z nędzy do pieniędzy, można by rzec bo historia naszego futbolu przypomina niejako piękną bajkę o kopciuszku…
I co najlepsze, odnosząc się do głośnego filmu kanału Łączy nas Piłka o naszej drużynie narodowej, wygląda na to, że: To dopiero początek!
Nasza drużyna wciąż się rozwija. Wygląda na to, że wciąż ma w sobie ogromne pokłady chęci, ambicji i możliwości. Bez wątpienia, do Mistrzostw Świata w Rosji naszym zawodnikom na pewno nie zabraknie zaangażowania a kto wie, może te trzy lata to nie wszystko, może śpiewane przez kibiców nieco życzeniowo i fantazyjnie jak co roku po nieudanych dla nas turniejach: „Już za cztery lata Polska będzie Mistrzem Świata!”, przeistoczy się w rzeczywistość? Czy po ostatnich dniach, miesiącach, latach ktoś jest w stanie z czystym sumieniem uznać to za marzenia ściętej głowy?

Mamy dream team! Czyli…Na co stać Reprezentację Polski?

0005MF42XPPIFJHT-C122-F4

Cały czas, począwszy od spotkania z Irlandią Północną, przez Niemcy i Ukrainę, aż po mecz ze Szwajcarią, nie mogę pozbyć się jakiegoś dziwnego, mocno zakorzenionego w mojej głowie przeczucia, że Reprezentacja Polski cały czas gra na jakimś minimum swoich możliwości, i że w odpowiednim, być może decydującym o naszych losach na tym turnieju momencie, Adam Nawałka wysypie z rękawa kilka asów…

Wszystko zaczęło się od dwóch sparingów naszej drużyny, rozegranych na chwilę przed wylotem do Francji. Tyle było po nich lamentu i zgrzytania zębami, że nawet najwięksi optymiści zaczynali wątpić w jakość zespołu. Już na samym turnieju, okazało się, że zarówno mecz z Holandią, jak i Litwą były świetnie zrealizowanym spektaklem, mającym dać odpowiedzi naszemu sztabowi szkoleniowemu na ostatnie nurtujące ich pytania, a przy okazji, nie obnażyć się przed turniejowymi rywalami. Udało się? Udało. I to jak!

Na początek, Polacy rozgnietli Irlandię Północną. Malkontenci zapewne powiedzą, że wygrali tylko jedną bramką ale historia Irlandczyków na tym turnieju, oraz fakt, że w żadnym z kolejnych spotkań, mierząc się z zespołami teoretycznie mocniejszymi od nas, nie dali się nikomu pokonać więcej niż jednym trafieniem, powinny ich satysfakcjonować. Tym bardziej, że o ile wynik wysoki nie był, Polacy pokazali, że nie przyjechali do Francji na wakacje ale żeby osiągnąć jak najlepszy rezultat.
Z Niemcami, ekipą MŚ i głównymi pretendentami do tytułu, tylko potwierdzili swój akces do walki o najlepszy wynik w historii występów Polski na ME. Przez chwilę, można się było zastanawiać, czy to Polacy grali tak świetnie, że nasi sąsiedzi nie byli w stanie ani przez chwilę nam zagrozić, czy może to oni nie są przygotowani do tego turnieju w 100%. Wątpliwości szybko zostały rozwiane w kolejnych meczach zarówno polskiej, jak i niemieckiej ekipy.
I tylko z Ukrainą, Polacy momentami nie zachwycali. Ale… Zwycięzców się przecież nie sądzi a i skład lekko eksperymentalny, dający nieco odpocząć kilku naszym Orłom, powinien znów nas pamięcią przywrócić do ostatnich naszych meczów towarzyskich…

Ostatni bój ze Szwajcarią, rozwiał już chyba wszelkie wątpliwości na temat siły polskiej reprezentacji. W pierwszej połowie graliśmy jak z nut, w drugiej znów schowaliśmy umiejętności pod koc. Jakbyśmy nie chcieli by kolejni rywale dowiedzieli się o nas zbyt wiele…
Na całe szczęście, Polacy uchylili nieco rąbka tajemnicy w karnych, gdzie potwierdzili swoją wielkość i bezbłędnie wprowadzili nas do ćwierćfinału – dokonując rzeczy historycznych…

Polacy podczas Euro zachwycają formacją defensywną. Jedyną dotąd bramkę straciliśmy po fenomenalnym strzale Szwajcara. Bez wątpienia – bramka turnieju a także mocny kandydat do nagrody Puskasa podczas ceremonii przyznania Złotej Piłki. Po prostu – nic nie dało się zrobić…

Równie wspaniale, jak nasi brakarze i obrońcy, radzą sobie dotychczas nasi skrzydłowi. Radę daje także środek pola, choć, trzeba to powiedzieć głośno –  szczególnie po Grzegorzu Krychowiaku, spodziewamy się jeszcze lepszych występów.
Nieco zastrzeżeń możemy mieć, a w zasadzie musimy, do polskiego ataku, który współtworzą Lewandowski i Milik. Ten pierwszy, rzadko decyduje się na indywidualne szarże czy strzały z daleka, a jeśli już, zwykle są mocno oddalone od światła bramki. W przypadku drugiego, chyba nie trzeba tego mówić… dziesiątki sytuacji, pudło, pudło i jeszcze jedno pudło… Nie wiadomo, co nagle stało się z Arkiem i dlaczego nawet jego lewa noga, jedna z najlepszych w Europie, nie funkcjonuje… Zdajemy sobie sprawę jak wielką pracę obaj wykonują i jak przeciwko nim grają rywale ale bez względu na te niedogodności powinni dać z siebie więcej.
Pomyślcie, co by było, gdyby w kolejnych spotkaniach, Reprezentacja Polski została wzmocniona Lewym i Milikiem, jakich znamy z występów w eliminacjach do Euro? To byłoby coś wielkiego!
Ale zaraz… może i to jest małym elementem spektaklu, który dopiero ma wypalić? I z odpaleniem najcięższych dział, Adam Nawałka czeka do decydującej fazy turnieju?

No właśnie. Mamy wspaniały kolektyw. Drużynę, której wystarczy dokręcić lekko śrubkę, by była demolującym rywala potworem. Tych chłopaków cechuje niesamowity spokój i opanowanie, a także, co u nas jest nowością, przekonanie o swojej sile. W końcu, po latach upokorzeń, możemy być dumni z polskich piłkarzy a znamiennym obrazkiem, potwierdzającym ten fakt jest przedmeczowe spotkanie w tunelu z kolejnymi rywalami. Nadeszły wreszcie czasy, kiedy to przeciwnicy z dozą respektu, podziwu i zazdrości spoglądają w stronę Polaków. Dumnie stojących i przede wszystkich uśmiechniętych Polaków. Naprawdę, serce się raduje, kiedy patrzy się na tak zmotywowanych i walecznych reprezentantów naszego kraju.
Wraz z jakością czysto sportową, od kadrowiczów emanuje niesamowity wręcz humor i poczucie przynależności do ekipy. Choć w tym miejscu, chyba odpowiedniejszym słowem byłaby: Rodzina. Bo Reprezentacja Polski na dzień dzisiejszy jest jedną wielką rodziną. Mającą swoje słabe i mocne strony, momenty kłótni i sporów, mającą ciche dni, ale która w momencie zagrożenia, pójdzie za sobą w ogień .
Najlepszym dowodem na to wszystko jest zachowanie Roberta Lewandowskiego i Kuby Błaszczykowskiego, pomiędzy którymi nie ma wielkiej przyjaźni a którzy w kolejnych meczach udowadniają, iż w taki ogień za sobą by skoczyli, nawet jeśli tym gorącym płomieniem są tylko nasi rywale. No cóż, nie ma co mówić – mamy prawdziwy dream team. Drużynę, która stąpa mocno po ziemi i pewnie prze do celu.

Jakiż więc mamy ten cel, drodzy Państwo? Choć nasi skromni panowie się nie przyznają, choć nie chcą zapeszać, nie bójmy się chociaż my tego przyznać – Idziemy po Mistrzostwo Europy! Jak Grecja czy Dania w przeszłości… Idziemy i nie zatrzyma nas żadna zgraja gwiazdek, ponieważ mamy nad nimi ogromną przewagę. Kilkunastu mocnych charakterów. 100% ambicji i 100% waleczności.
Jedyną przeszkodę na drodze do zwycięstwa może się okazać zmęczenie. Jeśli zdrowie pozwoli, nie wątpmy w siłę Reprezentacji Polski i Adama Nawałki. Dobitnie już nam udowodnili jak wielką mają wartość. Bez względu na wszystko – Już są zwycięzcami!

A po Euro? No właśnie, bez względu na wynik Polacy już wygrali te Mistrzostwa. Zaraz po nich, będą rozchwytywani przez największe kluby Europy. A kolejne propozycje popłyną w stronę Ekstraklasy, gdzie menadżerowie z całego świata, będą szukać kolejnych diamentów na miarę obecnych reprezentantów. Niby to zwykła kolej rzeczy ale cieszy jak diabli. I duma rozpiera serce! I wiecie co? Jak nigdy, życzę kolejnych bramek Kubie Błaszczykowskiemu. Zasłużył jak nikt inny. Niech walnie Portugalii ze trzy bramki i weźmie sobie tytuł króla strzelców! Bo dlaczego nie?

Co z tą Szwajcarią? Kierunek 1/8 i dalej!

314bfad8-b663-42db-9fc2-ea71b89e5409

Przed Polską prawdopodobnie najważniejszy mecz na Euro – ze Szwajcarią. Wszystko, co było przedtem, czyli awans z fazy grupowej, było naszym celem minimum. Wszystko, co będzie potem (jeśli będzie) – nazwiemy sukcesem. Jeśli uda nam się wywalczyć awans do półfinału, nie mówiąc już o rundach następnych, będziemy w niebie a świętowania nie będzie końca…

Fazę grupową, mimo kującej w oczy nieskuteczności, zakończyliśmy z robiącym wrażenie bilansem, jako:
- Jedna z czterech ekip na turnieju z 7 punktami na koncie (Niemcy, Chorwacja, Francja)
- Jedna z dwóch drużyn z ‚czystym kontem’ (Niemcy).
Czego chcieć więcej, można by powiedzieć ale w tym momencie tego nie róbmy. Wszyscy doskonale wiedzą, czego pragniemy i jeśli wierzyć słowom Adama Nawałki, a on przecież dotychczas nas nie zawiódł i nie oszukał, w kolejnym spotkaniu do świetnej gry defensywnej, którą Polacy zachwycali m.in w meczu z Niemcami, dołożymy jeszcze cegiełkę w ataku. Jeśli do siatki znowu zaczną trafiać Milik i przede wszystkim Lewandowski – jesteśmy w domu! A chyba właśnie nadszedł odpowiedni moment by obu panom przypomniało się dlaczego to oni, występują na samym czubie układanki naszego selekcjonera…

Po tym co pokazała nasza drużyna w poprzednich spotkaniach, chyba nie musimy aż w takiej panice podchodzić do naszego kolejnego rywala. Szwajcaria wcale nie należy do piłkarskich potęg a jeśli bliżej przyjrzymy się sytuacji w ich grupie, dojrzymy, iż ten ich awans z drugiego miejsca oraz mała strata do Francji były bardziej wypadkową słabości grupy i rywali, aniżeli ich jakości. Gospodarze podczas Euro nie zachwycają, dwa razy, z dużo słabszymi rywalami udało się im wyrwać wygraną na zwykłym farcie. W starciu ze Szwajcarią, także nie zachwycali i musieli zadowolić się jedynie jednym oczkiem. A właśnie ta Szwajcaria ledwo co pokonała Albanię i tylko zremisowała z Rumunią. Być może cała ta trójka momentami zachwycała walecznością ale ile w tym wszystkim było jakości?
Na pewno, w tym kontekście o wiele więcej można by przypisać najsłabszej w grupie C – Ukrainie. Oni, szczególnie w meczu z nami i Niemcami pokazywali, że potrafią wiele, po prostu mieli pecha i sytuacja, w jakiej obecnie się znajduje drużyna, mocno przyhamowała ich zapędy. Irlandia Północna ma także w rękach nogach o wiele większego asa, niż te którymi dysponowały dwie ostatnie ekipy w grupie A. Warto zastanowić się, czy jeśli nam i Niemcom udało się pokonać Irlandczyków z Północy tylko jednokrotnie, czy taka Szwajcaria w ogóle by tego dokonała? Na dzień dzisiejszy, bez względu na wszystko to Polska pokazała się z lepszej strony. Nawałka idealnie dopasowuje taktykę pod kolejnych rywali i bez wątpienia, tak samo będzie podczas sobotniego spotkania. Jeśli naszym Orłom uda się wejść na poziom gry w destrukcji, jaki zaprezentowali w spotkaniu z Mistrzami Świata, Szwajcarzy nie będą mieli z nami szans. O atak nie musimy się martwić, bo czy obrońcy naszych rywali mogą się równać z reprezentantami Niemiec? Nie bójmy się założyć sobie planu, jakim będzie awans do kolejnej rundy. To już nie jest pompowanie balonika ale rzeczywistość, w której jesteśmy jednym z lepszych zespołów na tym turnieju.
Mamy naprawdę mocny skład. Za chwilę Canal+ nie będzie nadążał z pokazywaniem spotkań w Champions League bo w większości czołowych klubów świata występować będą nasi reprezentanci. Z tej mąki może wyrosnąć naprawdę okazały chleb więc dlaczego w końcu nie mamy w coś uwierzyć? Stać nas na pokonanie Szwajcarów? Stać! A potem? Chorwacja, Portugalia, Walia, Belgia… Los dał nam szansę. A wszystkim, którzy zacierają ręce nad pojedynkami ekip z drugiej części drabinki, gdzie rywalizować będą Francuzi, Anglicy, Włosi, Niemcy i Hiszpanie chyba należy przypomnieć, że żaden z zespołów swoją grą nie zaprezentował jakości, dającej powody do typowania ich na największych faworytów. Za to Chorwacja, Walia czy Polska… Chyba ciekawiej i skuteczniej jest właśnie u nas. Czy ktoś z ‚polskiej’ części drabinki sięgnie po tytuł? Miejmy nadzieję, do póki piłka…

Z Ukrainą o pełną pulę! Warto grać na Polskę…

bonusy-bukmacherow-nowe

Po dwóch kolejkach turnieju we Francji, nasza reprezentacja pod względem dorobku punktowego ustępuje miejsca jedynie gospodarzom, oraz zawsze wielkim drużynom Włoch i Hiszpanii. Podobnie jak my, cztery oczka na swoim koncie zgromadziły takie zespoły jak Niemcy, Szwajcaria oraz Chorwacja. Towarzystwo iście doborowe, nieprawdaż? Tym bardziej biorąc pod uwagę, iż nasze konto zasililiśmy w spotkaniach z dwoma najsilniejszymi (jak się okazało) rywalami w grupie C… a w ostatnim spotkaniu, o trzy punkty i pierwsze miejsce zagramy ze słabo spisującą i rozbitą od środka Ukrainą. Patrząc na formę oraz przygotowanie mentalne polskiego zespołu – Tego nie da się spieprzyć! Gramy o zwycięstwo, o wysokie zwycięstwo, dające nam pozycję lidera w grupie i… łatwiejszych rywali na drodze do tytułu Mistrza Europy!

Nie bójmy się takich stwierdzeń. Zatrzymaliśmy wielkich Niemców, którzy zupełnie nie radzili sobie z polską defensywą a jeśli udało się tego dokonać z drużyną typowaną jako pewnik do finału, dlaczego miałoby się nie udać z innymi? Na dzień dzisiejszy, prezentujemy naprawdę wysoki poziom a przygotowanie taktyczne Adama Nawałki idealnie wkomponowuje się w styl gry naszych kolejnych rywali. Drzwi do naprawdę dobrego wyniku w tym turnieju stoją przed nami otworem i dotychczas nawet nie zaskrzypiały. Przeciągu nie ma i być może jeszcze długo go nie będzie. Zarówno nasi piłkarze jak i kibice są pewni, że przed lipcem, czyli jeszcze przez dziesięć dni, do Polski wracać nie zamierzają. Miejmy nadzieję, że przygoda Reprezentacji Polski we Francji zakończy się dopiero dziesiątego lipca…

Patrząc na dotychczasowe wydarzenia boiskowe i poziom prezentowany przez uczestników, nikomu nie przyjdzie na myśl, skreślić nas przedwcześnie z listy zespołów aspirujących do końcowego triumfu. Przecież nikt nikomu nie odda punktów za darmo. Aż dziw bierze, że wszyscy tak łatwo typują Niemców do łatwej wygranej w starciu z Irlandią Północną. Przecież im, podobnie jak nam, może być ciężko przebić się przez mur zbudowany przez tak liczna grupę defensorów trzeciej obecnie drużyny grupy C. Milikowi raz się udało ale nie jest powiedziane, że uda się to Mullerowi. A nawet jeśli, nikt nie powinien liczyć na wysoką wygraną. Waleczni Irlandczycy postawią wszystko na jedną kartę. Napędzeni zwycięstwem z Ukrainą, mogą postawić Niemcom wysoko powieszoną poprzeczkę. Polsce w starciu z żółto-niebieską armią może być o tyle łatwiej, że nasi rywale, których podczas tego turnieju nie mieliśmy prawa zestawiać z przymiotnikami opisującymi zwycięzców, są już zapewne przyszykowani na drogę powrotną do swojej ojczyzny. Można więc uznać, że z Polską zagrają już na walizkach. Wszystko, co działo się w okół ukraińskiej kadry, nie napawa optymizmem ich fanów, za to nam stawia na drodze niezwykłą szansę, którą wykorzystamy tylko, ogrywając wysoko swojego rywala. Oczywiście, ciągle przyjmując, że Niemcom jednak uda się ograć Irlandię Północną. My w takim przypadku, albo musimy wygrać z Ukraińcami o jedną bramkę więcej i liczyć na to, iż drużyna Joachima Loewa w starciu z Irlandczykami będzie nagminnie karana żółtymi kartonikami, które przy równej ilości punktów Niemiec i Polski, pozwolą nam na wygranie pozycji lidera poprzez klasyfikację fair-play, albo… strzelić  dwie bramki więcej niż nasi sąsiedzi. Wtedy możemy być pewni swego… Być może uda nam się uniknąć rywalizacji z Hiszpanią na wcześniejszym etapie rozgrywek bo w tym momencie, to chyba jedyny rywal na tym turnieju, którego moglibyśmy się obawiać. Cała reszta, choć dużo od nas bogatsza i może silniejsza kadrowo, bardziej rozreklamowana i faworyzowana, mogłaby się na nas przejechać. Walczymy więc dalej!

Do tej pory, turniej we Francji układa nam się koncertowo. Nie bez przyczyny rywale coraz bardziej zaczynają się nas obawiać. Jesteśmy nieprzewidywalni i z każdą kolejną minutą gry, groźniejsi. Warto chyba więc na tej dobrej grze naszych reprezentantów trochę zarobić. Kursy na zwycięstwo Polski mogą podwoić stawkę. Jeszcze więcej można zyskać typując wygraną naszych Orłów różnicą więcej niż jednej bramki. Po spotkaniu z Niemcami, dobrym kierunkiem ulokowania swoich pieniędzy powinien być także typ na strzelca w osobie Arkadiusza Milika. Chyba nikt nie ma wątpliwości, iż napastnik (jeszcze) Ajaxu będzie chciał się zrehabilitować i zamknąć usta krytykom. O strzeleniu przez niego dwóch lub więcej goli w tym spotkaniu mówić chyba nie wypada ale… zaryzykować chyba warto!

Oprócz typów na Polskę, można się pokusić także na kursy na zwycięstwo Walii, Czech i Anglii. Jeśli ktoś nie jest pewny Niemców, można obstawić, że nie Irlandii nie uda im się pokonać więcej niż jedną bramką. Chociaż… Ile osób obstawiało wczoraj zwycięstwo Rumunii z Albanią, tyluż nie nazwie już żadnej z drużyn faworytem. Z cyklu: #Euroniespodzianki #przegraćzbukiem

Mamy to! Irlandia Północna pokonana! Czas na spostrzeżenia…

CkxPoFFXIAQXHFo

Polska pokonała w swoim pierwszym meczu na Euro Irlandię Północną. Co prawda, tylko 1-0 ale… Każdy kto obserwował przebieg tego spotkania, taktykę naszych rywali oraz wyniki dotychczasowych spotkań na tym turnieju – powinien się cieszyć! Zadanie wykonane na piątkę! Cóż można rzec więcej?

#1 Kolejny raz trzeba to powtórzyć: Nawałka to właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Rozpracował Irlandię, co przecież może się nie udać ani Niemcom, ani Ukrainie… Jak na razie to my mamy trzy punkty i fotel lidera grupy C. Ufajmy selekcjonerowi w to, że rozpracuje kolejnych naszych rywali i już w następnym spotkaniu będziemy świętować upragniony awans.

#2 Krychowiak – to jest nasz największy skarb w drużynie. Nic dodać, nic ująć. Niech już idzie do tej Barcelony albo innego wielkiego klubu żeby rządzić w Champions League.

#3 Kapustka – nie zapeszając, chyba największy wygrany Euro. Dzięki jego dyspozycji w meczu z Irlandią, zapewne jutro niezwykle pracowity dzień czeka wielu managerów europejskich potęg oraz… sekretarkę Cracovii ;-). Za to Nawałka będzie miał spory problem na głowie. Bo jak tu upchnąć w jedenastce zarówno Kapiego, jak i Grosika oraz Błaszczykowskiego? Kuba albo Grosik zamiast Jędzy?

#4 No właśnie… „Co z tą Legią?”, można by zapytać, patrząc na grę Jędrzejczyka, Pazdana i Jodłowca. Jeśli po wygranym meczu mielibyśmy wskazać najsłabsze ogniwa to trzeba byłoby ich szukać właśnie wśród piłkarzy Mistrza Polski. Jędza kompletnie nie radził sobie z wrzutkami w pole karne, przez co straciliśmy mnóstwo szans oddanie strzałów. Jodłowiec co prawda zagrał krótko ale od momentu, w którym zmienił Krzysztofa Mączyńskiego, Polska straciła wszystkie swoje walory a przede wszystkim – spokój. W grę naszej Reprezentacji wkradło się zbyt dużo nerwowości, co mogło kosztować nas utratę bramki a kibiców zapewne dużo zdrowia. Najwięcej zastrzeżeń można mieć jednak do Pazdana, który od wyjścia na murawę, aż do ostatniego gwizdka wyglądał na mocno niespokojnego i wystraszonego. Jeśli tak zadziałała na niego słaba Irlandia, to co będzie kiedy przyjdzie mu zagrać z Ukrainą czy Niemcami? Czy Salamon albo Cionek nie dawałby nam większej pewności? Gdyby nie świetna gra Kapustki i Mączyńskiego, odpowiedzialność za rozkojarzenie ww graczy zrzucilibyśmy przynajmniej na poziom Ekstraklasy…

#5 Mamy prawo oczekiwać od tych chłopaków sukcesu. Chyba nigdy nie mieliśmy Reprezentacji, w której panowałaby tak dobra atmosfera i wiara, przy jednoczesnym wysokim poziomie zawodników. Konkret!

#6 Robert Lewandowski nawet jeśli nie trafia do siatki potrafi zrobić sto innych rzeczy, którymi udowadnia jak ważną postacią jest dla tej drużyny. I to właśnie jest kapitan polskiej reprezentacji. Dziękujemy!

#7 Milik – gdyby nie ta bramka zostałby zakwalifikowany do grupy, która w meczu zawodziła ale… napastników rozlicza się z goli a w takiej sytuacji: Arek Milik został bohaterem.

#8 Na duże słowa i brawa po spotkaniu zasłużyli też Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek i Krzysztof Mączyński – bez nich nie byłoby tego sukcesu. Ciężko ocenić Szczęsnego czy Glika na tle Irlandii Północnej, która za dużo w ofensywie nie pokazała.

#9 Z Niemcami zagramy już na większym luzie i z większą dawką pewności siebie. Co więcej, ze wszystkich drużyn na turnieju to chyba właśnie Niemcy boją się nas najbardziej i właśnie tutaj powinniśmy szukać swojej szansy.

#10 Niezadowolonym z wyniku kibicom należy przypomnieć, iż sędzia kalosz nas oszukał! Nie podyktował karnego, nie upominał Irlandczyków żółtymi kartkami, o które tak przecież upominał się Tomasz Hajto, za to upomniał takową Bartosza Kapustkę podczas jego czystej interwencji. Jak żyć?
Świętujmy sukces!

A gdyby tak… Reprezentacja przywdziała klubowe koszulki!

kadra

Jutro w Krakowie na stadionie Wisły, Reprezentacja Polski rozegra swój ostatni mecz kontrolny przed wyjazdem do Francji. Dziś, poza treningami, zawodników oraz sztab czekała sesja zdjęciowa, której efekty dostarczyły mnóstwa materiałów do powstania kolejnych memów i śmiesznych komentarzy w stylu: „Nowe nabytki Wisły”, „Ładnie się Wisła wzmacnia na nowy sezon”, itd., itp….
Niby to tylko internetowa zabawa ale… Daje do myślenia! W tym momencie warto więc zadać następujące pytanie: Czy polski klub złożony z zawodników obecnej reprezentacji, mógłby sięgnąć po Ligę Mistrzów? Po tą wspaniałą i tak upragnioną przez nas od lat LIGĘ MISTRZÓW.

Wyobraźmy sobie na chwilę, że to naprawdę była sesja piłkarzy Wisły a nie naszych Orłów. Jaką wartość mogłaby mieć ta drużyna w starciach z Realem czy Barceloną? Jak wyglądaliby ci sami zawodnicy, trenujący ze sobą na co dzień a nie tylko od wielkiego dzwonu? To chyba mogłoby wypalić…
W tym momencie, żaden klub Ekstraklasy nie może się pochwalić tak wartościowymi zawodnikami, jakich do dyspozycji ma Adam Nawałka. Nawet jeśli w którymś zespole uda się zbudować dosyć silny dream team, to albo nie był on dość dobry by otworzyć drzwi do Champions League, albo najsilniejsze ogniwa, przed decydującym testem, uciekały za granicę, co z góry przekreślało nasze szanse na sukces. Polska liga wciąż jest traktowana jako trampolina a nie punkt docelowy kariery, czemu oczywiście nie ma się co dziwić. Ani nie mamy tak ogromnych pieniędzy, jakimi w większości mogą pochwalić się kluby europejskich lig, ani nie mamy sukcesów, które mogłyby działać jak magnes na potencjalnych poszukiwaczy nowego pracodawcy.
Co więcej, pokładanie nadziei i obdarzenie zaufaniem piłkarzy zza granicy nigdy nie zapewni nam pewności co do tego, czy ów zawodnik, mimo zapewnień o chęci kontynuacji współpracy za chwilę nie wywinie jakiegoś numeru i nie ucieknie w pogoni za pieniędzmi, do którejś z silniejszych lig. Takie rzeczy zdarzały się przecież nie raz. A Polak to jednak Polak. Oprócz profesjonalizmu i swoich własnych pobudek, miałby dodatkowy powód by zostać na pokładzie i walczyć dla swojego kraju. Podobnie jak w reprezentacji. Ci jednak, gdy tylko ukażą swój talent w pełnej krasie, także wyjeżdżają za granicę. Nasze najsilniejsze ogniwa grają na co dzień w Niemczech, Hiszpanii czy Francji.  Ale czym my ich możemy przekonać do pozostania w kraju? Z pustego nawet Salamon salomon nie naleje…
Szkoda, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, by wspomóc polskie kluby w walce o upragnioną Ligę Mistrzów właśnie w taki sposób. Przecież wszyscy, od lat, pragną tego samego.
Zapewne każdy z naszych kadrowiczów chciałby sięgnąć po zwycięstwo w tych prestiżowych rozgrywkach i na pewno większość, jeśli nie wszyscy, woleliby tego dokonać w barwach jakiegoś rodzimego klubu…

Szkoda, że realizacja tegoż planu wydaje się na dziś raczej niemożliwa. Żadnego z właścicieli klubów Ekstraklasy nie stać na sprowadzenie chociażby trzech piłkarzy pierwszej jedenastki naszych Orłów, nie mówiąc już o całej drużynie. A poza tym? Kontrakty, zapiski, kary, umowy, papierki, managerowie… Dużo tego. Niestety. Na dzień dzisiejszy możemy więc pomarzyć o polskim klubie w Champions League, chyba że… Bogaty Polski Związek Piłki Nożnej wyłoży pieniądze na wykup naszych reprezentantów a ci zgodzą się przez dwa sezony, w imię dobra polskiej piłki, pokopać trochę w Ekstraklasie… Ehh, marzenia…
Nieśmiało w tym miejscu warto chyba przypomnieć, że najwspanialsze chwile w europejskich pucharach polskie kluby przeżywały wtedy, kiedy o ich sile stanowili Reprezentanci Polski. Pamiętacie mecze z Schalke, Realem Saragossa, Lazio czy Parmą?

Polska trenerami stoi… Czyli Nawałka wybrał szeroki skład na Euro!

adam-nawalka_25605732

Na chwilę dało się chyba zapomnieć, że nasz ukochany kraj zamieszkuje niezliczona ilość trenerskich talentów. Oczywiście, tylko garstka jak się okazuje, może poszczycić się papierami potwierdzającymi fach w ręku ale cała reszta, oj,  ta cała reszta ma niewyobrażalny… trenerski nos! Jakieś 80% polskiego społeczeństwa doskonale zna się na wszystkich tajnikach pracy szkoleniowca i choć w swoich CV nie mogą dopisać sobie żadnej notki potwierdzającej wykonywanie jakichkolwiek czynności w ów zawodzie, mają świadomość swojego talentu i przeznaczenia. Oj marnują się nam rodacy… Aż dziw bierze, że w całej historii futbolu, tylko dwóm szkoleniowcom udało się osiągnąć dobry wynik na arenie międzynarodowej. Niestety tylko jeden z nich prowadził naszą reprezentację…

Ale do rzeczy: Adam Nawałka ogłosił szeroką kadrę na zgrupowanie przed wyjazdem na Mistrzostwa Europy do Francji. Kadra ta liczy 28 zawodników:

Bramkarze: Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Artur Boruc, Przemysław Tytoń

Obrońcy: Thiago Cionek, Paweł Dawidowicz, Kamil Glik, Artur Jędrzejczyk, Michał Pazdan, Łukasz Piszczek, Bartosz Salamon, Jakub Wawrzyniak

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski, Kamil Grosicki, Tomasz Jodłowiec, Bartosz Kapustka, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty, Krzysztof Mączyński, Sławomir Peszko, Maciej Rybus, Filip Starzyński, Paweł Wszołek, Piotr Zieliński

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Mariusz Stępiński, Artur Sobiech

Na turniej, nasz selekcjoner może zabrać jedynie (Ranieri pewnie powiedziałby w tym miejscu ‚aż’ ) dwudziestu trzech graczy i wiadomo, że nie dla wszystkich zbliżające się wielkimi krokami zgrupowanie, będzie miało szczęśliwe zakończenie. Pięciu graczy będzie bowiem musiało opuścić je ze skwaszonymi minami i poczuciem niewykorzystanej szansy.
Patrząc jednak na reakcję większości Polaków, Nawałka decydując się na taką a nie inną ekipę, wywołał burzę lamentów, jaką swego czasu udało się już wytworzyć Pawłowi Janasowi. Każdy to zna: Dlaczego ten a nie tamten? Co w kadrze robi ten, dlaczego nie ma tamtego? itd…
Naprawdę, komentarze kibiców polskich selekcjonerów (z zamiłowania, nie z wykształcenia) dają do myślenia. Niektóre wręcz prowokują do rzeczowego myślenia i chęci zadania wielu pytań. Np: Czy nie sensowniej było powołać 48-osobową kadrę i z bliska przyjrzeć się każdemu? Może jakieś dodatkowe testy? Frank de Boer będąc w tak klarownej sytuacji jaką ma Adam Nawałka, zapewne zdecydowałby się na wyścigi sprinterskie i na Euro pojechaliby ci najszybsi. Milik przynajmniej nie musiałby się przejmować jakimś turniejem we Francji i zamiast tego, przebierałby w wakacyjnych ofertach. Może podobnego problemu nie miałby też Lewandowski? Rzeczywiście, Nawałka słabo kombinuje. Ale zaraz, zaraz… Może po ostatnim spotkaniu Lechii z Legią, stwierdził, że pomysł na zaskoczenie rywala wystawieniem nawet sobie nieznanego składu, pożądanego efektu na pewno nie przyniesie? Dobrze, że mógł wyciągnąć wnioski z błędów Czerczesowa bo dla nas Polaków oznacza to mniej więcej tyle, iż na ten moment, turniej dla naszej reprezentacji jeszcze się nie zakończył.

Teraz na serio, czy przez cały okres swojej kadencji Nawałka dał komuś powody do wątpliwości na temat jego pracy czy jakichkolwiek podjętych decyzji? No właśnie! Nawet kiedy wydawało się, że jego wybory to są oderwane od rzeczywistości i większość z nas kręciła na nie nosem, zawsze wychodził z nich obronną ręką, ba prawie zawsze okazywało się, że po prostu miał rację. Najlepiej więc, dla nas i dla niego będzie, jeśli każdy Polak czujący się lepszym kandydatem od Nawałki na stanowisko selekcjonera, przynajmniej do zakończenia Euro 2016, najzwyklej w świecie – odpuści. Nawałka doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i konsekwencji swoich decyzji. Były one na pewno przemyślane i dokładnie analizowane. Do Francji pojedzie grupa zgrana i idealnie dopasowana. Z gotowym planem A, B i C. A pewnie i w zanadrzu Nawałka będzie miał kilka dodatkowych kart, by w decydującym momencie sięgnąć po jokera…
W tym momencie to w jego rękach spoczywa los naszej drużyny i jeśli w meczu przeciwko Niemcom chciałby wystawić Dawidowicza, albo jeśli w ataku na Ukrainę wyszedłby Boruc – powinniśmy to zaakceptować. Sąd ostateczny nad selekcjonerem będzie miał miejsce dopiero po finałach a jeśli wtedy, dane nam będzie świętować jakiś sukces, wszystkim niedowiarkom będzie po prostu wstyd. Ale czy wtedy ktoś się przyzna, że zwątpił?

Do szerokiej kadry nie udało się trafić Borysiukowi, Teodorczykowi, Mili, Wolskiemu czy Szukale. Wśród niezadowolonych, pojawiają się także głosy wspominające o Wasilewskim czy Małeckim. I owszem, wśród tych zawodników są tacy, którzy tej drużynie mogliby coś dać ale… jeśli nie zdaliby egzaminu, za ich powołanie oberwałby Nawałka, nie grupa wszechwiedzących treneiro (z zamiłowania, nie z wykształcenia). Fajnie, że o powołaniach decydowała aktualna forma i umiejętności oraz sto tysięcy innych argumentów, o których nie mamy nawet pojęcia a nie zasługi. Te szybko mogłyby wyjść nam bokiem w sytuacji zagrożenia, kiedy potrzebowalibyśmy wyjścia awaryjnego…

Dzień po jednej z ważniejszych decyzji ale jeszcze nie najważniejszej w wykonaniu Adama Nawałki, śmiało możemy przyznać, że dobrze, iż papierów trenerskich nie można od tak kupić sobie na czarnym rynku!

Buki świętują, mistrzowie fetują, spadkowicze walczą!

635983030921989150

We Francji – PSG, we Włoszech – Juventus, w Niemczech – Bayern, w Anglii – Leicester(!), w Holandii – Aj… PSV, w Hiszpanii – Barcelona (?) a w Polsce – Legia (?). Tak chyba wygląda kompletna lista krajowych mistrzów w największych (lub w przypadku polskiej, najbardziej dla nas interesujących ;-) ) ligach europejskich. ‚Chyba’, ponieważ po dzisiejszych wydarzeniach na boiskach holenderskich, wypadałoby zachować resztki ostrożności, przynajmniej do ostatnich minut decydujących spotkań sezonu 2015/2016, by później nie świecić oczami przed zdezorientowanymi i przede wszystkim zmartwionymi kibicami.
To prawda, ciężko przypuszczać by Legia, a tym bardziej Barca wypuściła z rąk mistrzowski tytuł ale… Czy ktoś spodziewał się, że Ajax na ostatniej prostej koncertowo przerżnie trofeum? No właśnie! Bukmacherzy na całym świecie chyba właśnie liczą zyski. Albo, co równie ciekawe, łatają dziury po niespodziewanym sukcesie nowych triumfatorów Premier League. Co by nie mówić – dzieje się!

O ile w przypadku takich zespołów jak Paris Saint Germain, Juventus czy Bayern, od początku sezonu można było się spodziewać, iż kolejka po kolejce, będą dumnie kroczyć w kierunku mistrzowskich tytułów, nie tracąc ani na chwilę rezonu, czy nie dostarczając swoim fanom niepotrzebnych pokładów wątpliwości, o tyle w przypadku całej reszty – można rzec, że historia pisała się po swojemu.
Barcelona, choć od początku również rozbijała swoich rywali i w pewnym momencie wydawało się nawet, iż na koniec sezonu, poza wszelkimi tytułami, jej piłkarze będą mogli świętować także różnorakie rekordy, to wszystko diametralnie zmieniło się już w ostatniej fazie rozgrywek. Duma Katalonii koncertowo roztrwoniła całą przewagę nad Atletico i Realem i jej kibice mogli zacząć drżeć o końcowy triumf. Blaugrana chyba w porę się otrząsnęła z piłkarskiej niedoli i znów wróciła na zwycięskie tory, ponownie mogąc się pochwalić mianem głównego faworyta do mistrzostwa. Forma, w jakiej na dzień dzisiejszy są jej zawodnicy, nie pozostawia złudzeń – tylko krok dzieli Barcelonę od odebrania medali za krajowy tytuł. Prawdopodobnie właśnie o tym przekonani byli także podczas swojego dzisiejszego spotkania, zawodnicy Atletico Madryt, którzy, podobnie zresztą jak wspomniany już Ajax Amsterdam, dali się pokonać spadkowiczowi, tracąc przy tym wszelkie nadzieje na triumf w Primera Division. Wiary w nie nie tracą za to jeszcze Królewscy, którzy w porę wrócili do gry o najwyższe cele i wciąż tracą do liderującej Barcy tylko jeden punkt. Czy jednak Real może się okazać równie wielkim szczęściarzem roku, jakim od dziś jest PSV Eindchoven? A czy Blaugrana stanie się frajerem większym od Ajaxu? To już chyba niewykonalne… A może?

Ajax, Ajax, Ajax… Cóż tu można powiedzieć. Stara prawda mówi, że czasem lepiej nie powiedzieć nic, jeśli jedynymi słowami przychodzącymi do głowy i na język są… przekleństwa. No tak, inaczej być nie może. Mistrzowski medal należy się temu, kto potrafiłby wytłumaczyć taktykę trenera Ajaxu na to spotkanie. Dlaczego, przy niekorzystnym wyniku, boisko opuścił najlepszy strzelec zespołu, a w jego miejsce, desygnowany do gry został nominalny pomocnik? Tego nie wie nikt, nie wie nikt! Chyba nawet sam de Boer…

W zupełnie innym humorze od Arkadiusza Milika znajduje się dziś inny nasz stranieri, który od wczoraj oficjalnie może nazywać się mistrzem Anglii, choć tamtejsze przepisy dobitnie próbowały mu tę fetę ograniczyć, nie honorując go symbolicznym medalem. Polak się jednak nie dał! Dumnie świętował tytuł a jego koledzy z drużyny dobitnie pokazali światu, jaką rolę w zespole pełni Wasilewski. Kto wie, może chociaż de Boer (?) czy bez Marcina, jego Leicester świętowałby dziś mistrzostwo? W chwili takich wątpliwości trzeba pamiętać, jak ważną postacią w szatni i na boisku był Wasyl w sezonach poprzednich, w których jego klub toczył boje o piłkarskie życie…
O tym człowieku powinno pisać się w samych superlatywach. Bez względu na wpadki, na słabsze mecze, jak ten z Arsenalem, to jest po prostu gość! Nie bez kozery wśród fanów Anderlechtu nosi się mianem klubowej legendy, nie bez powodu został właśnie Mistrzem Premier League!
Taka była wola nieba!

Podobnie jak w przypadku Legii, która w decydującym momencie pokazała klasę ogrywając vice-lidera aż 4-0. Jeśli nie wydarzy się jakaś katastrofa, nawet w przypadku porażki w Gdańsku, w ostatniej kolejce na Łazienkowskiej odbędzie się mistrzowska feta. Klub ze stolicy w idealny więc sposób będzie mógł świętować swoją rocznicę.  Mistrzostwo i krajowy puchar. Czy można chcieć czegoś więcej?
Zapewne tak. Zapytajcie Ajaksu, Piasta czy Anderlechtu – oni chcieliby sięgnąć po mistrzostwo, taki Lech Poznań chciałby wywalczyć chociaż Puchar Polski. Ale najlepsze jest to, że wszyscy mistrzowie, ww Juventus, Bayern, PSG czy Barca chcieliby mieć coś, czego mieć w tym sezonie nie mogą. Champions League – po najważniejszy skalp w tym roku mogą bowiem sięgnąć już tylko Real i Atletico i chyba żadne z nich nie zamieniłoby tego na mistrzowski tytuł. Futbol nie jest prosty, futbol jest skomplikowany!

Finlandia na odwagę i jedzie się do Francji!

11.10.2015 POLSKA - IRLANDIA ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY UEFA EURO 2016 PILKA NOZNA

5-0 z Finlandią! Wow! Wynik, mimo fatalnej postawy rywala i tak zasługuje na uznanie. Tym bardziej jeśli spojrzymy na wyjściową jedenastkę Polaków, w której, w przeciwieństwie do meczu z Serbią, aż roiło się od wielkich znaków zapytania. W ogóle, już teraz śmiało chyba możemy przyznać, iż starcie z Finami było dla kilku naszych zawodników ‚ostatnią szansą na Euro’, której przynajmniej w większości nie zmarnowali.
Sam mecz z przeciętnymi dziś Skandynawami o przygotowaniu naszego zespołu do Mistrzostw Europy nie powiedział nam nic, bo powiedzieć nam nie mógł. Finlandia to zupełnie inna półka niż wszyscy uczestnicy turnieju we Francji, dlatego nawet po najlepszej grze polskiej drużyny, nie będziemy w stanie do końca ocenić ich możliwości. W tym miejscu, warto więc chyba zastanowić się nad słusznością wyboru naszych sparingpartnerów w przygotowaniach do Euro, gdyż żaden z zespołów, z którym mierzyliśmy się do tej pory, albo z którym przyjdzie nam stoczyć boje na chwilę przed wyjazdem do Francji, nie zakwalifikował się do tej imprezy. Co gorsze, poza Holandią, której jakości odmówić nie możemy, żaden z naszych rywali, ani Serbia, ani Litwa a już na pewno nie Finlandia, nie będzie dostatecznie dobrym by przetestować na nim rozwiązania, które później mogłyby zaowocować z dużo silniejszymi Niemcami, Ukraińcami czy nawet Irlandią Północną. Czy nie lepiej więc byłoby spotkać się z którymkolwiek uczestnikiem francuskiego turnieju? No cóż, na dywagacje już za późno a jak na razie, Adam Nawałka nie dał nam żadnych powodów do zmartwień czy nieufności.

Musimy wierzyć w słuszność jego decyzji i końcowego wyboru kadry na ME. Tym razem (prawdopodobnie) nie grozi nam sytuacja, do jakiej doprowadził niegdyś Paweł Janas i braku powołania dla np. Roberta Lewandowskiego raczej się nie doczekamy ;-).
No właśnie, spotkania z Serbami i Finami, choć nam kibicom i dziennikarzom niewiele dały w kontekście oceny jakości drużyny, to już samemu selekcjonerowi rozjaśniły sytuację kadrową. Jury w składzie: Agustin Egurrola, Michał Piróg i Adam Nawałka, właśnie zaczęło rozdawać bilety do Francji i chyba możemy uznać, że trzon, szkielet, korpus drużyny już się ukształtował a kolejne miesiące, aż do ostatecznej, oficjalnej decyzji selekcjonera będą zażartą walką o być może ostatnie dwa-trzy miejsca w samolocie, a oczy obserwatorów w tym czasie zwrócone będą na naszą Ekstraklasę.

Biletów na Euro jest tylko dwadzieścia trzy, a biorąc pod uwagę, że do Francji zabrać trzeba trójkę goalkeeperów, to liczba szczęśliwców zmaleje nam do dwudziestu.
Pewniakami do wyjazdu są na pewno Fabiański, Szczęsny i Boruc wśród bramkarzy, Lewandowski i Milik jako napastnicy, Błaszczykowski, Grosicki, Krychowiak wśród pomocników i Glik oraz Piszczek jako obrońcy. Tym panom, Euro może przejść koło nosa tylko z jednej przyczyny, o której lepiej na wszelki wypadek teraz nie wspominać, żeby czasem nie wykrakać.
Wszyscy inni zawodnicy, w niektórych przypadkach bardziej pewni, inni nieco mniej, muszą jeszcze walczyć o utrzymanie formy. Nikt przecież nie dostanie biletu za darmo albo za zasługi. I o ile w przypadku ww graczy, ciężko przypuszczać by którykolwiek z nich nagle zaczął bumelować, o tyle kariery całej reszty w każdej chwili mogą zaliczyć wpadkę, która skreśliłaby ich z listy powołanych.
Na dzień dzisiejszy, do Francji jadą więc też: Wszołek, Zieliński, Salamon, Pazdan, Rybus, Jodłowiec i Wawrzyniak. 17 wybrańców a wolnych miejsc jeszcze tylko sześć. Kto o nie zawalczy?
W obwodzie pozostają jeszcze: Teodorczyk, Jędrzejczyk, Kapustka, Starzyński, Lewczuk, Borysiuk, Mączyński, Mila, Peszko, Sobiech, Stępiński, Szukała i Olkowski, a pamiętać trzeba, że ktoś taki jak Adam Nawałka, w każdej chwili może sięgnąć po zawodnika, który nagle, swoją świetną grą, złapie go za serce.
Jeszcze nikt nie powiedział ostatniego słowa i bez wątpienia, możemy liczyć na ciekawą rywalizacje aż do ostatniego okresu przygotowawczego, podczas którego dwudziestu trzech zawodników otrzyma wiadomość, na którą każdy profesjonalny piłkarz czeka odkąd pierwszy raz kopnie futbolówkę. Tak więc, w bloki startowe, Finlandia na odwagę i jedziemy podbić Francję!

Obraz po Serbii… Spostrzeżenia.

blaszczykowski_11

Za nami pierwszy mecz Polaków po dłuższej przerwie. Mecz towarzyski a to oznacza mniej więcej tyle, że nie należy oceniać go do końca poważnie. Nie należy płakać i zarzucać naszym reprezentantom słabszej postawy, nie lamentować i bluzgać pod adresem Biało-Czerwonych i co najważniejsze, nie wyobrażać sobie sromotnej porażki naszej kadry podczas Euro we Francji. Nie czas na to. Mecz z Serbią, jak już wspomniałam, był meczem towarzyskim, spotkaniem, w którym Adam Nawałka szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania i testował pewne rozwiązania, o których większość z nas zapewne nie ma pojęcia. Nikt z nas nie powinien więc oczekiwać, że Lewandowski walnie kolejnych pięć bramek, albo jeszcze lepiej, że Krychowiak będzie jeździł na dupie od jednego pola karnego do drugiego. To nie ta kategoria spotkania i trzeba mieć świadomość, iż w tym momencie nie są nam potrzebne żadne kontuzje u kluczowych zawodników. Spotkanie z Serbią, podobnie zresztą jak to z Finlandią są ostatnim etapem przygotowań drużyny do najważniejszego turnieju, być może najważniejszego nie tylko w tym roku ale w całej polskiej historii. Dopiero ostatnie zgrupowanie kadry przed Mistrzostwami Europy będzie już tylko formalnością, szlifowaniem diamentu, który olśniewać ma u Trójkolorowych. I dopiero wtedy będziemy mogli oceniać przygotowanie naszych zawodników do zawojowania Europy.
Na dzień dzisiejszy, możemy więc wysnuć jedynie kilka wniosków:

1. Jakub Błaszczykowski kolejny raz udowadnia jak ważną postacią jest dla Reprezentacji Polski. W zasadzie był najjaśniej świecącą gwiazdą meczu z Serbią i bez wątpienia, tym występem zabukował już sobie bilet do Francji. Wszyscy w okół, kibice i dziennikarze martwili się, czy nie dostający szans na grę w Fiorentinie Kuba, będzie w stanie dać jakość Reprezentacji Polski i sam zainteresowany dał im chyba najlepszą odpowiedź. W ogóle, aż dziw bierze, że komukolwiek do głowy przychodzą takie wątpliwości. Szczególnie jeśli chodzi o dziennikarzy, którzy notabene w tej kadrze siedzą od środka już od wielu lat. Przecież każdy przeciętny kibic kadry, zdążył już dawno zauważyć, że Błaszczykowski najlepsze mecze w Reprezentacji rozgrywa wtedy, kiedy ma problemy w klubie lub kiedy dopiero wraca po kontuzji i w okół jego osoby pojawia się masa pytajników. To walczak z krwi i kości. Gdyby każdemu z naszych chciało się tak jak jemu, bylibyśmy spokojni o… Mistrzostwo Świata. Forma Kuby nie jest dla nas problemem, za to problem ma jego klubowy trener, może powinien w końcu zauważyć, że kiedy stawiał na Błaszczykowskiego, Fiorentina była liderem Serie A, a dziś wszyscy widzą, jak na klub z Florencji zadziałały jego roszady…

2. Polska jest niesamowicie bogatą reprezentacją! Tak, mamy coś czego nie ma nikt inny! Na jednej pozycji mamy taki urodzaj, że prawdopodobnie zazdroszczą nam tego wszyscy selekcjonerzy świata… Bramkarze! Mamy nie jednego, nie dwóch ale aż kilku światowej sławy goalkeeperów. Można zachwycać się Neuerem czy Buffonem ale z nimi jest tak, jak w znanym przysłowiu: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Szczęsny, Fabiański czy Boruc również mają wysokie umiejętności ale wiadomo, nie grają aż w tak utytułowanych klubach i nie mają tam na tyle dobrych kolegów w formacji obronnej, jak ww gracze, stąd też ich medialność jest dużo mniejsza i wydają się przez to słabsi. Ale my wcale nie mamy czego się wstydzić. Każdy z nich mógłby śmiało w pojedynkę uratować naszej drużynie wynik i popisać się w trakcie spotkania kilkoma niebywałymi interwencjami. Doceńmy ich klasę. I zauważcie, że jeśli któregokolwiek bramkarza innej reprezentacji wykluczyłaby z gry kontuzja, jego kolegów z drużyny ogarnąłby głęboki niepokój, czego konsekwencją mogłaby być lawina błędów. U nas tego nie ma. Bez względu na to, kto stoi u nas między słupkami, obrońcy nie muszą się niczego obawiać. Poziom jakości u każdego z nich jest bowiem podobny. Ta sama dobra szkoła. Dobre bo POLSKIE!

3. Grosicki, podobnie chyba jak wspomniany wyżej Kuba, ma tendencję do słabszej postawy, kiedy jego sytuacja klubowa jest unormowana. Mimo, że mecz z Serbią był tylko testem, wypadałoby by taki piłkarz jak zawodnik Rennes, nawet wyrwany w środku nocy ze snu, potrafi dograć idealną piłkę na głowę (czy tam nogę) naszych rosłych przecież napastników. Przecież ich widać! W tym elemencie, dużo lepiej prezentował się Łukasz Piszczek, widać tę niemiecką jakość i dbałość o szczegóły. Co więcej, warto zauważyć, że mimo rozłamu klubowego byłej trójki z Dortmundu, ich zgranie i szukanie się na boisku, wciąż może być naszym atutem i na Euro przynieść nam wiele korzyści.

4. Brakowało ligowców! O ile meczu z Serbią nie możemy traktować tak poważnie jak spotkań eliminacyjnych, o tyle mamy prawo porównywać je do innych towarzyskich meczów, między innymi tego z Islandią. Wczorajsza potyczka była pierwszą od dwóch lat, w której podstawową jedenastką tworzyli gracze, występujący jedynie na boiskach lig zagranicznych. I co? Kadra zaprezentowała się średnio dobrze. Wygrali bo wygrali, ale momentami nasz rywal ( można o nim powiedzieć wiele złego, co w dniu meczu przelewało się przez polskie media), złożony z kilku światowych gwiazd, stawiał nam poprzeczkę nad wyraz wysoko. Nie możemy dopuścić do tego, by którykolwiek nasz rywal na Euro, pozwalał sobie na taką swobodę w pobliżu pola karnego Polaków. U Niemców czy Ukraińców jest ogrom piłkarzy, którzy, w przeciwieństwie do Serbów, potrafią świetnie przymierzyć. A trzeba pamiętać, iż wtedy nie będzie już czasu na poprawę. Teraz jeszcze go mamy. Czego więc nam trzeba?

5. Lepszy środek pola! Może Krychowiak i Zieliński są odpowiednią parą na Euro ale na pewno nie w formie, w jakiej wczoraj zaprezentowali się polskim kibicom. Wiadomo, ten pierwszy potrzebuje czasu by wrócić do gry, którą czarował przed kontuzją ale czasu na przebudowę wszystkiego jest za mało. Z Zielińskim w ogóle jest dziwna sytuacja. Kiedy przejrzymy wypowiedzi na temat jego gry dziennikarzy i kibiców, znajdziemy masę skrajnych opinii. No właśnie. Gro osób uważa Zielińskiego za najlepszego piłkarza meczu, podczas gdy inni po tym spotkaniu wykreślili jego nazwisko z podstawowej jedenastki.
Piotrek bez wątpienia jest świetnym piłkarzem dużo widzi na boisku ale zauważmy, że nasz środek w tym spotkaniu nie zrobił zbyt wiele by zatrzymać Serbów i nie dopuścić ich do naszego pola karnego, a także niewiele by stworzyć sytuację dla Lewandowskiego i Milika. Dużo częściej grę prowadzono skrzydłami a piłki dogrywali Błaszczykowski, Grosicki, Piszczek i Rybus. Nie tak to ma wyglądać i zarówno Zieliński jak i Krychowiak muszą wziąć odpowiedzialność na barki.

6. Więcej wniosków z gry wyciągniemy po meczu z Finlandią. Oby nie było po niej kaca ale szansa na to się zwiększyła po tym, kiedy Adam Nawałka nie wysłał powołań dla Sławka Peszko i naszego byłego Prezydenta ;-).
Z innych pozaboiskowych spostrzeżeń, warto zwrócić uwagę na fakt, iż dużo lepiej mecze naszych Orłów ogląda się kiedy za transmisję bierze się profesjonalna ekipa Polsatu. Szczególnie jeśli skupimy się na komentarzu. Dobrze, że zamiast Szpakowskiego, za mikrofonem będziemy mieć Borka i Hajto. Bramki Polaków na pewną będą lepiej smakować a przestoje w grze zostaną wzbogacone nutką piłkarskiej historii, może wrócimy wspomnieniami do któregoś ze składów Reprezentacji Polski? Na pewno nikomu nie przyjdzie do głowy by się zdrzemnąć w trakcie transmisji, bo słuchając przez dłuższy czas głosu zasłużonego Pana Darka, nie raz miało się na to ochotę…