Archiwa tagu: nawalka

Mamy dream team! Czyli…Na co stać Reprezentację Polski?

0005MF42XPPIFJHT-C122-F4

Cały czas, począwszy od spotkania z Irlandią Północną, przez Niemcy i Ukrainę, aż po mecz ze Szwajcarią, nie mogę pozbyć się jakiegoś dziwnego, mocno zakorzenionego w mojej głowie przeczucia, że Reprezentacja Polski cały czas gra na jakimś minimum swoich możliwości, i że w odpowiednim, być może decydującym o naszych losach na tym turnieju momencie, Adam Nawałka wysypie z rękawa kilka asów…

Wszystko zaczęło się od dwóch sparingów naszej drużyny, rozegranych na chwilę przed wylotem do Francji. Tyle było po nich lamentu i zgrzytania zębami, że nawet najwięksi optymiści zaczynali wątpić w jakość zespołu. Już na samym turnieju, okazało się, że zarówno mecz z Holandią, jak i Litwą były świetnie zrealizowanym spektaklem, mającym dać odpowiedzi naszemu sztabowi szkoleniowemu na ostatnie nurtujące ich pytania, a przy okazji, nie obnażyć się przed turniejowymi rywalami. Udało się? Udało. I to jak!

Na początek, Polacy rozgnietli Irlandię Północną. Malkontenci zapewne powiedzą, że wygrali tylko jedną bramką ale historia Irlandczyków na tym turnieju, oraz fakt, że w żadnym z kolejnych spotkań, mierząc się z zespołami teoretycznie mocniejszymi od nas, nie dali się nikomu pokonać więcej niż jednym trafieniem, powinny ich satysfakcjonować. Tym bardziej, że o ile wynik wysoki nie był, Polacy pokazali, że nie przyjechali do Francji na wakacje ale żeby osiągnąć jak najlepszy rezultat.
Z Niemcami, ekipą MŚ i głównymi pretendentami do tytułu, tylko potwierdzili swój akces do walki o najlepszy wynik w historii występów Polski na ME. Przez chwilę, można się było zastanawiać, czy to Polacy grali tak świetnie, że nasi sąsiedzi nie byli w stanie ani przez chwilę nam zagrozić, czy może to oni nie są przygotowani do tego turnieju w 100%. Wątpliwości szybko zostały rozwiane w kolejnych meczach zarówno polskiej, jak i niemieckiej ekipy.
I tylko z Ukrainą, Polacy momentami nie zachwycali. Ale… Zwycięzców się przecież nie sądzi a i skład lekko eksperymentalny, dający nieco odpocząć kilku naszym Orłom, powinien znów nas pamięcią przywrócić do ostatnich naszych meczów towarzyskich…

Ostatni bój ze Szwajcarią, rozwiał już chyba wszelkie wątpliwości na temat siły polskiej reprezentacji. W pierwszej połowie graliśmy jak z nut, w drugiej znów schowaliśmy umiejętności pod koc. Jakbyśmy nie chcieli by kolejni rywale dowiedzieli się o nas zbyt wiele…
Na całe szczęście, Polacy uchylili nieco rąbka tajemnicy w karnych, gdzie potwierdzili swoją wielkość i bezbłędnie wprowadzili nas do ćwierćfinału – dokonując rzeczy historycznych…

Polacy podczas Euro zachwycają formacją defensywną. Jedyną dotąd bramkę straciliśmy po fenomenalnym strzale Szwajcara. Bez wątpienia – bramka turnieju a także mocny kandydat do nagrody Puskasa podczas ceremonii przyznania Złotej Piłki. Po prostu – nic nie dało się zrobić…

Równie wspaniale, jak nasi brakarze i obrońcy, radzą sobie dotychczas nasi skrzydłowi. Radę daje także środek pola, choć, trzeba to powiedzieć głośno –  szczególnie po Grzegorzu Krychowiaku, spodziewamy się jeszcze lepszych występów.
Nieco zastrzeżeń możemy mieć, a w zasadzie musimy, do polskiego ataku, który współtworzą Lewandowski i Milik. Ten pierwszy, rzadko decyduje się na indywidualne szarże czy strzały z daleka, a jeśli już, zwykle są mocno oddalone od światła bramki. W przypadku drugiego, chyba nie trzeba tego mówić… dziesiątki sytuacji, pudło, pudło i jeszcze jedno pudło… Nie wiadomo, co nagle stało się z Arkiem i dlaczego nawet jego lewa noga, jedna z najlepszych w Europie, nie funkcjonuje… Zdajemy sobie sprawę jak wielką pracę obaj wykonują i jak przeciwko nim grają rywale ale bez względu na te niedogodności powinni dać z siebie więcej.
Pomyślcie, co by było, gdyby w kolejnych spotkaniach, Reprezentacja Polski została wzmocniona Lewym i Milikiem, jakich znamy z występów w eliminacjach do Euro? To byłoby coś wielkiego!
Ale zaraz… może i to jest małym elementem spektaklu, który dopiero ma wypalić? I z odpaleniem najcięższych dział, Adam Nawałka czeka do decydującej fazy turnieju?

No właśnie. Mamy wspaniały kolektyw. Drużynę, której wystarczy dokręcić lekko śrubkę, by była demolującym rywala potworem. Tych chłopaków cechuje niesamowity spokój i opanowanie, a także, co u nas jest nowością, przekonanie o swojej sile. W końcu, po latach upokorzeń, możemy być dumni z polskich piłkarzy a znamiennym obrazkiem, potwierdzającym ten fakt jest przedmeczowe spotkanie w tunelu z kolejnymi rywalami. Nadeszły wreszcie czasy, kiedy to przeciwnicy z dozą respektu, podziwu i zazdrości spoglądają w stronę Polaków. Dumnie stojących i przede wszystkich uśmiechniętych Polaków. Naprawdę, serce się raduje, kiedy patrzy się na tak zmotywowanych i walecznych reprezentantów naszego kraju.
Wraz z jakością czysto sportową, od kadrowiczów emanuje niesamowity wręcz humor i poczucie przynależności do ekipy. Choć w tym miejscu, chyba odpowiedniejszym słowem byłaby: Rodzina. Bo Reprezentacja Polski na dzień dzisiejszy jest jedną wielką rodziną. Mającą swoje słabe i mocne strony, momenty kłótni i sporów, mającą ciche dni, ale która w momencie zagrożenia, pójdzie za sobą w ogień .
Najlepszym dowodem na to wszystko jest zachowanie Roberta Lewandowskiego i Kuby Błaszczykowskiego, pomiędzy którymi nie ma wielkiej przyjaźni a którzy w kolejnych meczach udowadniają, iż w taki ogień za sobą by skoczyli, nawet jeśli tym gorącym płomieniem są tylko nasi rywale. No cóż, nie ma co mówić – mamy prawdziwy dream team. Drużynę, która stąpa mocno po ziemi i pewnie prze do celu.

Jakiż więc mamy ten cel, drodzy Państwo? Choć nasi skromni panowie się nie przyznają, choć nie chcą zapeszać, nie bójmy się chociaż my tego przyznać – Idziemy po Mistrzostwo Europy! Jak Grecja czy Dania w przeszłości… Idziemy i nie zatrzyma nas żadna zgraja gwiazdek, ponieważ mamy nad nimi ogromną przewagę. Kilkunastu mocnych charakterów. 100% ambicji i 100% waleczności.
Jedyną przeszkodę na drodze do zwycięstwa może się okazać zmęczenie. Jeśli zdrowie pozwoli, nie wątpmy w siłę Reprezentacji Polski i Adama Nawałki. Dobitnie już nam udowodnili jak wielką mają wartość. Bez względu na wszystko – Już są zwycięzcami!

A po Euro? No właśnie, bez względu na wynik Polacy już wygrali te Mistrzostwa. Zaraz po nich, będą rozchwytywani przez największe kluby Europy. A kolejne propozycje popłyną w stronę Ekstraklasy, gdzie menadżerowie z całego świata, będą szukać kolejnych diamentów na miarę obecnych reprezentantów. Niby to zwykła kolej rzeczy ale cieszy jak diabli. I duma rozpiera serce! I wiecie co? Jak nigdy, życzę kolejnych bramek Kubie Błaszczykowskiemu. Zasłużył jak nikt inny. Niech walnie Portugalii ze trzy bramki i weźmie sobie tytuł króla strzelców! Bo dlaczego nie?

Co z tą Szwajcarią? Kierunek 1/8 i dalej!

314bfad8-b663-42db-9fc2-ea71b89e5409

Przed Polską prawdopodobnie najważniejszy mecz na Euro – ze Szwajcarią. Wszystko, co było przedtem, czyli awans z fazy grupowej, było naszym celem minimum. Wszystko, co będzie potem (jeśli będzie) – nazwiemy sukcesem. Jeśli uda nam się wywalczyć awans do półfinału, nie mówiąc już o rundach następnych, będziemy w niebie a świętowania nie będzie końca…

Fazę grupową, mimo kującej w oczy nieskuteczności, zakończyliśmy z robiącym wrażenie bilansem, jako:
- Jedna z czterech ekip na turnieju z 7 punktami na koncie (Niemcy, Chorwacja, Francja)
- Jedna z dwóch drużyn z ‚czystym kontem’ (Niemcy).
Czego chcieć więcej, można by powiedzieć ale w tym momencie tego nie róbmy. Wszyscy doskonale wiedzą, czego pragniemy i jeśli wierzyć słowom Adama Nawałki, a on przecież dotychczas nas nie zawiódł i nie oszukał, w kolejnym spotkaniu do świetnej gry defensywnej, którą Polacy zachwycali m.in w meczu z Niemcami, dołożymy jeszcze cegiełkę w ataku. Jeśli do siatki znowu zaczną trafiać Milik i przede wszystkim Lewandowski – jesteśmy w domu! A chyba właśnie nadszedł odpowiedni moment by obu panom przypomniało się dlaczego to oni, występują na samym czubie układanki naszego selekcjonera…

Po tym co pokazała nasza drużyna w poprzednich spotkaniach, chyba nie musimy aż w takiej panice podchodzić do naszego kolejnego rywala. Szwajcaria wcale nie należy do piłkarskich potęg a jeśli bliżej przyjrzymy się sytuacji w ich grupie, dojrzymy, iż ten ich awans z drugiego miejsca oraz mała strata do Francji były bardziej wypadkową słabości grupy i rywali, aniżeli ich jakości. Gospodarze podczas Euro nie zachwycają, dwa razy, z dużo słabszymi rywalami udało się im wyrwać wygraną na zwykłym farcie. W starciu ze Szwajcarią, także nie zachwycali i musieli zadowolić się jedynie jednym oczkiem. A właśnie ta Szwajcaria ledwo co pokonała Albanię i tylko zremisowała z Rumunią. Być może cała ta trójka momentami zachwycała walecznością ale ile w tym wszystkim było jakości?
Na pewno, w tym kontekście o wiele więcej można by przypisać najsłabszej w grupie C – Ukrainie. Oni, szczególnie w meczu z nami i Niemcami pokazywali, że potrafią wiele, po prostu mieli pecha i sytuacja, w jakiej obecnie się znajduje drużyna, mocno przyhamowała ich zapędy. Irlandia Północna ma także w rękach nogach o wiele większego asa, niż te którymi dysponowały dwie ostatnie ekipy w grupie A. Warto zastanowić się, czy jeśli nam i Niemcom udało się pokonać Irlandczyków z Północy tylko jednokrotnie, czy taka Szwajcaria w ogóle by tego dokonała? Na dzień dzisiejszy, bez względu na wszystko to Polska pokazała się z lepszej strony. Nawałka idealnie dopasowuje taktykę pod kolejnych rywali i bez wątpienia, tak samo będzie podczas sobotniego spotkania. Jeśli naszym Orłom uda się wejść na poziom gry w destrukcji, jaki zaprezentowali w spotkaniu z Mistrzami Świata, Szwajcarzy nie będą mieli z nami szans. O atak nie musimy się martwić, bo czy obrońcy naszych rywali mogą się równać z reprezentantami Niemiec? Nie bójmy się założyć sobie planu, jakim będzie awans do kolejnej rundy. To już nie jest pompowanie balonika ale rzeczywistość, w której jesteśmy jednym z lepszych zespołów na tym turnieju.
Mamy naprawdę mocny skład. Za chwilę Canal+ nie będzie nadążał z pokazywaniem spotkań w Champions League bo w większości czołowych klubów świata występować będą nasi reprezentanci. Z tej mąki może wyrosnąć naprawdę okazały chleb więc dlaczego w końcu nie mamy w coś uwierzyć? Stać nas na pokonanie Szwajcarów? Stać! A potem? Chorwacja, Portugalia, Walia, Belgia… Los dał nam szansę. A wszystkim, którzy zacierają ręce nad pojedynkami ekip z drugiej części drabinki, gdzie rywalizować będą Francuzi, Anglicy, Włosi, Niemcy i Hiszpanie chyba należy przypomnieć, że żaden z zespołów swoją grą nie zaprezentował jakości, dającej powody do typowania ich na największych faworytów. Za to Chorwacja, Walia czy Polska… Chyba ciekawiej i skuteczniej jest właśnie u nas. Czy ktoś z ‚polskiej’ części drabinki sięgnie po tytuł? Miejmy nadzieję, do póki piłka…

Z Ukrainą o pełną pulę! Warto grać na Polskę…

bonusy-bukmacherow-nowe

Po dwóch kolejkach turnieju we Francji, nasza reprezentacja pod względem dorobku punktowego ustępuje miejsca jedynie gospodarzom, oraz zawsze wielkim drużynom Włoch i Hiszpanii. Podobnie jak my, cztery oczka na swoim koncie zgromadziły takie zespoły jak Niemcy, Szwajcaria oraz Chorwacja. Towarzystwo iście doborowe, nieprawdaż? Tym bardziej biorąc pod uwagę, iż nasze konto zasililiśmy w spotkaniach z dwoma najsilniejszymi (jak się okazało) rywalami w grupie C… a w ostatnim spotkaniu, o trzy punkty i pierwsze miejsce zagramy ze słabo spisującą i rozbitą od środka Ukrainą. Patrząc na formę oraz przygotowanie mentalne polskiego zespołu – Tego nie da się spieprzyć! Gramy o zwycięstwo, o wysokie zwycięstwo, dające nam pozycję lidera w grupie i… łatwiejszych rywali na drodze do tytułu Mistrza Europy!

Nie bójmy się takich stwierdzeń. Zatrzymaliśmy wielkich Niemców, którzy zupełnie nie radzili sobie z polską defensywą a jeśli udało się tego dokonać z drużyną typowaną jako pewnik do finału, dlaczego miałoby się nie udać z innymi? Na dzień dzisiejszy, prezentujemy naprawdę wysoki poziom a przygotowanie taktyczne Adama Nawałki idealnie wkomponowuje się w styl gry naszych kolejnych rywali. Drzwi do naprawdę dobrego wyniku w tym turnieju stoją przed nami otworem i dotychczas nawet nie zaskrzypiały. Przeciągu nie ma i być może jeszcze długo go nie będzie. Zarówno nasi piłkarze jak i kibice są pewni, że przed lipcem, czyli jeszcze przez dziesięć dni, do Polski wracać nie zamierzają. Miejmy nadzieję, że przygoda Reprezentacji Polski we Francji zakończy się dopiero dziesiątego lipca…

Patrząc na dotychczasowe wydarzenia boiskowe i poziom prezentowany przez uczestników, nikomu nie przyjdzie na myśl, skreślić nas przedwcześnie z listy zespołów aspirujących do końcowego triumfu. Przecież nikt nikomu nie odda punktów za darmo. Aż dziw bierze, że wszyscy tak łatwo typują Niemców do łatwej wygranej w starciu z Irlandią Północną. Przecież im, podobnie jak nam, może być ciężko przebić się przez mur zbudowany przez tak liczna grupę defensorów trzeciej obecnie drużyny grupy C. Milikowi raz się udało ale nie jest powiedziane, że uda się to Mullerowi. A nawet jeśli, nikt nie powinien liczyć na wysoką wygraną. Waleczni Irlandczycy postawią wszystko na jedną kartę. Napędzeni zwycięstwem z Ukrainą, mogą postawić Niemcom wysoko powieszoną poprzeczkę. Polsce w starciu z żółto-niebieską armią może być o tyle łatwiej, że nasi rywale, których podczas tego turnieju nie mieliśmy prawa zestawiać z przymiotnikami opisującymi zwycięzców, są już zapewne przyszykowani na drogę powrotną do swojej ojczyzny. Można więc uznać, że z Polską zagrają już na walizkach. Wszystko, co działo się w okół ukraińskiej kadry, nie napawa optymizmem ich fanów, za to nam stawia na drodze niezwykłą szansę, którą wykorzystamy tylko, ogrywając wysoko swojego rywala. Oczywiście, ciągle przyjmując, że Niemcom jednak uda się ograć Irlandię Północną. My w takim przypadku, albo musimy wygrać z Ukraińcami o jedną bramkę więcej i liczyć na to, iż drużyna Joachima Loewa w starciu z Irlandczykami będzie nagminnie karana żółtymi kartonikami, które przy równej ilości punktów Niemiec i Polski, pozwolą nam na wygranie pozycji lidera poprzez klasyfikację fair-play, albo… strzelić  dwie bramki więcej niż nasi sąsiedzi. Wtedy możemy być pewni swego… Być może uda nam się uniknąć rywalizacji z Hiszpanią na wcześniejszym etapie rozgrywek bo w tym momencie, to chyba jedyny rywal na tym turnieju, którego moglibyśmy się obawiać. Cała reszta, choć dużo od nas bogatsza i może silniejsza kadrowo, bardziej rozreklamowana i faworyzowana, mogłaby się na nas przejechać. Walczymy więc dalej!

Do tej pory, turniej we Francji układa nam się koncertowo. Nie bez przyczyny rywale coraz bardziej zaczynają się nas obawiać. Jesteśmy nieprzewidywalni i z każdą kolejną minutą gry, groźniejsi. Warto chyba więc na tej dobrej grze naszych reprezentantów trochę zarobić. Kursy na zwycięstwo Polski mogą podwoić stawkę. Jeszcze więcej można zyskać typując wygraną naszych Orłów różnicą więcej niż jednej bramki. Po spotkaniu z Niemcami, dobrym kierunkiem ulokowania swoich pieniędzy powinien być także typ na strzelca w osobie Arkadiusza Milika. Chyba nikt nie ma wątpliwości, iż napastnik (jeszcze) Ajaxu będzie chciał się zrehabilitować i zamknąć usta krytykom. O strzeleniu przez niego dwóch lub więcej goli w tym spotkaniu mówić chyba nie wypada ale… zaryzykować chyba warto!

Oprócz typów na Polskę, można się pokusić także na kursy na zwycięstwo Walii, Czech i Anglii. Jeśli ktoś nie jest pewny Niemców, można obstawić, że nie Irlandii nie uda im się pokonać więcej niż jedną bramką. Chociaż… Ile osób obstawiało wczoraj zwycięstwo Rumunii z Albanią, tyluż nie nazwie już żadnej z drużyn faworytem. Z cyklu: #Euroniespodzianki #przegraćzbukiem

Mamy to! Irlandia Północna pokonana! Czas na spostrzeżenia…

CkxPoFFXIAQXHFo

Polska pokonała w swoim pierwszym meczu na Euro Irlandię Północną. Co prawda, tylko 1-0 ale… Każdy kto obserwował przebieg tego spotkania, taktykę naszych rywali oraz wyniki dotychczasowych spotkań na tym turnieju – powinien się cieszyć! Zadanie wykonane na piątkę! Cóż można rzec więcej?

#1 Kolejny raz trzeba to powtórzyć: Nawałka to właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Rozpracował Irlandię, co przecież może się nie udać ani Niemcom, ani Ukrainie… Jak na razie to my mamy trzy punkty i fotel lidera grupy C. Ufajmy selekcjonerowi w to, że rozpracuje kolejnych naszych rywali i już w następnym spotkaniu będziemy świętować upragniony awans.

#2 Krychowiak – to jest nasz największy skarb w drużynie. Nic dodać, nic ująć. Niech już idzie do tej Barcelony albo innego wielkiego klubu żeby rządzić w Champions League.

#3 Kapustka – nie zapeszając, chyba największy wygrany Euro. Dzięki jego dyspozycji w meczu z Irlandią, zapewne jutro niezwykle pracowity dzień czeka wielu managerów europejskich potęg oraz… sekretarkę Cracovii ;-). Za to Nawałka będzie miał spory problem na głowie. Bo jak tu upchnąć w jedenastce zarówno Kapiego, jak i Grosika oraz Błaszczykowskiego? Kuba albo Grosik zamiast Jędzy?

#4 No właśnie… „Co z tą Legią?”, można by zapytać, patrząc na grę Jędrzejczyka, Pazdana i Jodłowca. Jeśli po wygranym meczu mielibyśmy wskazać najsłabsze ogniwa to trzeba byłoby ich szukać właśnie wśród piłkarzy Mistrza Polski. Jędza kompletnie nie radził sobie z wrzutkami w pole karne, przez co straciliśmy mnóstwo szans oddanie strzałów. Jodłowiec co prawda zagrał krótko ale od momentu, w którym zmienił Krzysztofa Mączyńskiego, Polska straciła wszystkie swoje walory a przede wszystkim – spokój. W grę naszej Reprezentacji wkradło się zbyt dużo nerwowości, co mogło kosztować nas utratę bramki a kibiców zapewne dużo zdrowia. Najwięcej zastrzeżeń można mieć jednak do Pazdana, który od wyjścia na murawę, aż do ostatniego gwizdka wyglądał na mocno niespokojnego i wystraszonego. Jeśli tak zadziałała na niego słaba Irlandia, to co będzie kiedy przyjdzie mu zagrać z Ukrainą czy Niemcami? Czy Salamon albo Cionek nie dawałby nam większej pewności? Gdyby nie świetna gra Kapustki i Mączyńskiego, odpowiedzialność za rozkojarzenie ww graczy zrzucilibyśmy przynajmniej na poziom Ekstraklasy…

#5 Mamy prawo oczekiwać od tych chłopaków sukcesu. Chyba nigdy nie mieliśmy Reprezentacji, w której panowałaby tak dobra atmosfera i wiara, przy jednoczesnym wysokim poziomie zawodników. Konkret!

#6 Robert Lewandowski nawet jeśli nie trafia do siatki potrafi zrobić sto innych rzeczy, którymi udowadnia jak ważną postacią jest dla tej drużyny. I to właśnie jest kapitan polskiej reprezentacji. Dziękujemy!

#7 Milik – gdyby nie ta bramka zostałby zakwalifikowany do grupy, która w meczu zawodziła ale… napastników rozlicza się z goli a w takiej sytuacji: Arek Milik został bohaterem.

#8 Na duże słowa i brawa po spotkaniu zasłużyli też Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek i Krzysztof Mączyński – bez nich nie byłoby tego sukcesu. Ciężko ocenić Szczęsnego czy Glika na tle Irlandii Północnej, która za dużo w ofensywie nie pokazała.

#9 Z Niemcami zagramy już na większym luzie i z większą dawką pewności siebie. Co więcej, ze wszystkich drużyn na turnieju to chyba właśnie Niemcy boją się nas najbardziej i właśnie tutaj powinniśmy szukać swojej szansy.

#10 Niezadowolonym z wyniku kibicom należy przypomnieć, iż sędzia kalosz nas oszukał! Nie podyktował karnego, nie upominał Irlandczyków żółtymi kartkami, o które tak przecież upominał się Tomasz Hajto, za to upomniał takową Bartosza Kapustkę podczas jego czystej interwencji. Jak żyć?
Świętujmy sukces!

Finlandia na odwagę i jedzie się do Francji!

11.10.2015 POLSKA - IRLANDIA ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY UEFA EURO 2016 PILKA NOZNA

5-0 z Finlandią! Wow! Wynik, mimo fatalnej postawy rywala i tak zasługuje na uznanie. Tym bardziej jeśli spojrzymy na wyjściową jedenastkę Polaków, w której, w przeciwieństwie do meczu z Serbią, aż roiło się od wielkich znaków zapytania. W ogóle, już teraz śmiało chyba możemy przyznać, iż starcie z Finami było dla kilku naszych zawodników ‚ostatnią szansą na Euro’, której przynajmniej w większości nie zmarnowali.
Sam mecz z przeciętnymi dziś Skandynawami o przygotowaniu naszego zespołu do Mistrzostw Europy nie powiedział nam nic, bo powiedzieć nam nie mógł. Finlandia to zupełnie inna półka niż wszyscy uczestnicy turnieju we Francji, dlatego nawet po najlepszej grze polskiej drużyny, nie będziemy w stanie do końca ocenić ich możliwości. W tym miejscu, warto więc chyba zastanowić się nad słusznością wyboru naszych sparingpartnerów w przygotowaniach do Euro, gdyż żaden z zespołów, z którym mierzyliśmy się do tej pory, albo z którym przyjdzie nam stoczyć boje na chwilę przed wyjazdem do Francji, nie zakwalifikował się do tej imprezy. Co gorsze, poza Holandią, której jakości odmówić nie możemy, żaden z naszych rywali, ani Serbia, ani Litwa a już na pewno nie Finlandia, nie będzie dostatecznie dobrym by przetestować na nim rozwiązania, które później mogłyby zaowocować z dużo silniejszymi Niemcami, Ukraińcami czy nawet Irlandią Północną. Czy nie lepiej więc byłoby spotkać się z którymkolwiek uczestnikiem francuskiego turnieju? No cóż, na dywagacje już za późno a jak na razie, Adam Nawałka nie dał nam żadnych powodów do zmartwień czy nieufności.

Musimy wierzyć w słuszność jego decyzji i końcowego wyboru kadry na ME. Tym razem (prawdopodobnie) nie grozi nam sytuacja, do jakiej doprowadził niegdyś Paweł Janas i braku powołania dla np. Roberta Lewandowskiego raczej się nie doczekamy ;-).
No właśnie, spotkania z Serbami i Finami, choć nam kibicom i dziennikarzom niewiele dały w kontekście oceny jakości drużyny, to już samemu selekcjonerowi rozjaśniły sytuację kadrową. Jury w składzie: Agustin Egurrola, Michał Piróg i Adam Nawałka, właśnie zaczęło rozdawać bilety do Francji i chyba możemy uznać, że trzon, szkielet, korpus drużyny już się ukształtował a kolejne miesiące, aż do ostatecznej, oficjalnej decyzji selekcjonera będą zażartą walką o być może ostatnie dwa-trzy miejsca w samolocie, a oczy obserwatorów w tym czasie zwrócone będą na naszą Ekstraklasę.

Biletów na Euro jest tylko dwadzieścia trzy, a biorąc pod uwagę, że do Francji zabrać trzeba trójkę goalkeeperów, to liczba szczęśliwców zmaleje nam do dwudziestu.
Pewniakami do wyjazdu są na pewno Fabiański, Szczęsny i Boruc wśród bramkarzy, Lewandowski i Milik jako napastnicy, Błaszczykowski, Grosicki, Krychowiak wśród pomocników i Glik oraz Piszczek jako obrońcy. Tym panom, Euro może przejść koło nosa tylko z jednej przyczyny, o której lepiej na wszelki wypadek teraz nie wspominać, żeby czasem nie wykrakać.
Wszyscy inni zawodnicy, w niektórych przypadkach bardziej pewni, inni nieco mniej, muszą jeszcze walczyć o utrzymanie formy. Nikt przecież nie dostanie biletu za darmo albo za zasługi. I o ile w przypadku ww graczy, ciężko przypuszczać by którykolwiek z nich nagle zaczął bumelować, o tyle kariery całej reszty w każdej chwili mogą zaliczyć wpadkę, która skreśliłaby ich z listy powołanych.
Na dzień dzisiejszy, do Francji jadą więc też: Wszołek, Zieliński, Salamon, Pazdan, Rybus, Jodłowiec i Wawrzyniak. 17 wybrańców a wolnych miejsc jeszcze tylko sześć. Kto o nie zawalczy?
W obwodzie pozostają jeszcze: Teodorczyk, Jędrzejczyk, Kapustka, Starzyński, Lewczuk, Borysiuk, Mączyński, Mila, Peszko, Sobiech, Stępiński, Szukała i Olkowski, a pamiętać trzeba, że ktoś taki jak Adam Nawałka, w każdej chwili może sięgnąć po zawodnika, który nagle, swoją świetną grą, złapie go za serce.
Jeszcze nikt nie powiedział ostatniego słowa i bez wątpienia, możemy liczyć na ciekawą rywalizacje aż do ostatniego okresu przygotowawczego, podczas którego dwudziestu trzech zawodników otrzyma wiadomość, na którą każdy profesjonalny piłkarz czeka odkąd pierwszy raz kopnie futbolówkę. Tak więc, w bloki startowe, Finlandia na odwagę i jedziemy podbić Francję!

To jak, plan minimum: awans do 1/16? a może coś więcej…

d22b59c65f774bf7833dc03aadac1875-d22b59c65f774bf7833dc03aadac1875-0-preview.1000

Łysy z UEFA wykonał swoją robotę dla nas, przyszedł więc czas abyśmy i my, a raczej nasi piłkarze wykonali swoją. A patrząc na drogę, jaką w początkowej fazie turnieju przyjdzie nam przebyć, oczekiwań możemy mieć wiele, w końcu kiedy jak nie teraz?

Na francuskich boiskach Reprezentacja Polski zmierzy się kolejno z Irlandią Północną, Niemcami i Ukrainą. Czyli prawdę mówiąc, nie trafiliśmy źle… Nie jest to oczywiście grupa z rodzaju ‚szybko, łatwo i przyjemnie’, jak chociażby ta, w której znalazła się Reprezentacja gospodarzy ale ewidentnie nie ma tu mowy o grupie śmierci (a tych na turnieju nie zabraknie), czy chociażby rywalach ‚nie do przejścia’, a mówiąc szczerze, z naszego punktu widzenia, bez udawanej tzw. poprawności politycznej, trafiliśmy wręcz idealnie.  Trzeba otwarcie powiedzieć, że wyniki losowania okazały się dla nas łaskawe. Mogliśmy trafić o wiele gorzej i modlić się już dziś o najniższy wymiar kary, za to wylosowanie grupy łatwiejszej było raczej mało realnym marzeniem, dlatego właśnie, przyjmijmy ten dar od losu jako szansę. Szansę, którą trzeba wykorzystać!

Patrząc na ranking FIFA, to my powinniśmy się obawiać wszystkich naszych wyżej notowanych rywali, jednak, jak wiadomo rankingi nie grają a więc wypada na wszystko spojrzeć realnym okiem i wtedy wyjdzie na to, że jednym z głównych faworytów do awansu będzie Reprezentacja… Polski.
Tak właśnie, Polska. Choć większość dziennikarzy i kibiców za pewniaka do zajęcia pierwszego miejsca i srogiego zlania reszty rywali, w tym także nas, uważa Niemców, notabene aktualnych Mistrzów Świata, to nie ulega wątpliwości, że w grupie C, to właśnie Polacy mogą wzbudzać największy respekt. I wcale nie chodzi o naszą siłę, która przy naszych bogatych sąsiadach wciąż prezentuje się raczej ubogo, ale o wielką niewiadomą, jaką dla całej reszty stawki turnieju we Francji stanowić będzie nasza drużyna narodowa. A my, kibice wiemy najlepiej, że bać się jest czego kogo.

Po raz kolejny warto podkreślić, że z pierwszego koszyka naszych potencjalnych rywali, to właśnie Niemcy obawiali się nas najbardziej. I pechowo dla nich, los znów skrzyżował nasze drogi. Bezpośrednie pojedynki tych drużyn w ostatnich czasach, dla obu tych stron do łatwych nie należały. Polska nauczyła się grać przeciw najlepszej drużynie świata, dzięki czemu odnieśli nad nimi pierwsze, jakże historyczne zwycięstwo w eliminacjach do Euro. Co prawda, w rewanżu to Niemcy sięgnęli po trzy punkty ale wcale nie jest powiedziane, że na obcym dla wszystkich terenie, gdzie na pewno trybuny odziane będą w biało-czerwone barwy, Orłom Adama Nawałki nie uda się powtórzyć sukcesu sprzed kilkunastu miesięcy lub chociażby ugrać, jakże cennego remisu.
Piłkarze Loewa, na pewno podejdą do spotkania z nami z dużym respektem, na pewno też zagrają ostrożnie, szukając wszelkich sposobów na wyłączenie z gry świetnie im znanego a przy tym stworzonego przez nich samych bramkostrzelnego potwora, Roberta Lewandowskiego. Prawdopodobnie, w momencie gdy otworzono kulkę z napisem ‚POLSKA’, Niemcy zaczęli żałować, iż przyłożyli rękę do oszlifowania naszego cennego diamentu. Oni jak nikt inny wiedzą, jakim potencjałem i siłą charakteryzuje się nasz napastnik. Zagadką pozostaje jedynie fakt, czy będą w stanie go powstrzymać, a jeśli nawet im się to uda, czy jednocześnie od gry odetną także naszych pozostałych piłkarzy? Zadanie ciężkie i miejmy nadzieję, że w czasie turnieju, dla Niemców okaże się zdaniem niewykonalnym…
Jesteśmy w stanie z tym zespołem wygrać, tym bardziej jesteśmy zdolni się im przeciwstawić i wywalczyć, czy też wygryźć zwycięski dla nas remis. Bo czemu nie?

Kolejnym po Niemcach rywalem, do którego musimy na baczność postawić wszystkie nasze armaty jest bez wątpienia Ukraina. Czyli zespół również nam dobrze znany, choć na naszą korzyść działa fakt, iż na dzień dzisiejszy oni nie mogą powiedzieć o nas tego samego. Od czasu, kiedy mierzyliśmy się po raz ostatni minęło sporo czasu, podczas którego Reprezentacja Polski przeszła istną metamorfozę i z tamtą drużyną niewiele ma ona wspólnego, a może nawet nic, poza oczywiście nazwą i emblematami. Polska z chłopca do bicia przeobraziła się w drużynę pretendującą do zespołu z wysokiej półki, być może kiedyś potentata światowej piłki. Być może. A Ukraina? To wciąż średniak. Do pokonania. Nie mają aż tylu mocnych stron, ile można doszukać się ich w naszym zespole. Skrzydła to za mało by nas straszyć. Kiedy my straszymy, nie mówimy tylko Lewandowskim, ale o całej podstawowej jedenastce, w której każdy piłkarz dokłada ogromną cegiełkę do sukcesu. A potem dokładamy jeszcze rezerwowych, którym jakości na pewno nie brakuje, a po których wejściu na murawę na pewno siła naszej drużyny nie ulega pomniejszeniu.
Być może na papierze Ukraina i Polska, pod względem potencjału i możliwości wyglądają podobnie ale nie oszukujmy się, mamy zespół mocny jak nigdy, powinniśmy zjeść Ukraińców na śniadanie bez większego wysiłku. W tunelu prowadzącym na murawę przed meczem, kiedy ich największa gwiazda, Jewhen Konoplanka, spojrzy w oczy Grzegorzowi Krychowiakowi, powinien już być przekonany o końcowym triumfatorze spotkania.

Naszym ostatnim i prawdopodobnie najsłabszym rywalem w grupie (bo od czegoś są niespodzianki i nikt nie wie, czy Irlandia czasem nie okaże się lepsza od Ukrainy) będzie Irlandia Północna. W wyniku losowania, nie spotkamy się w zaplanowanym wcześniej sparingu z tym zespołem, a co za tym idzie nie poznamy ich tak dobrze, jak chociażby dwóch pozostałych rywali ale o różnicy, jaka dzieli zespół Polski i Irlandii Północnej, najlepiej świadczą wywiady obu trenerów po ceremonii losowania.
Do meczów kontrolnych przed samym Euro, zostało około trzech miesięcy, w Poznaniu mieliśmy się spotkać właśnie z naszym turniejowym rywalem ale z wiadomych względów, do spotkania nie dojdzie. PZPN musi wybrać sobie nowego rywala, choć, mimo scenariusza, który był bardzo prawdopodobny, i który życie zdecydowało się narysować, i tak przygotowali już wszystkie materiały na temat Irlandii Północnej. To się nazywa profesjonalizm i prawidłowe podejście do sytuacji. Pytany o wspomnianego rywala Adam Nawałka, jakby czytał z otwartej książki wymienia wszystkie jego mocne strony i punkty, na które trzeba zwrócić uwagę. Natomiast, postawiony w tej samej sytuacji trener naszych rywali, asekuracyjnie mówi o tym, że kojarzy, iż dobry jest Błaszczykowski. Niech to najlepiej świadczy o tym, która z tych drużyn ale też federacji bardziej poważnie traktuje francuski turniej.

To wcale nie pompowanie balonika, i tak wszystko zweryfikuje boisko ale czas spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że mamy ogromną szansę na największy sukces naszej drużyny w ostatnich latach, a na pewno największy sukces w historii na Mistrzostwach Europy. Jeśli uda nam się wywalczyć tylko drugie miejsce w grupie, spotkamy się z drugim zespołem z najsłabiej obsadzonej grupy na tym turnieju. Czy los nam nie pofarcił? Kolejny raz. Ale teraz jest inaczej. Czuć w powietrzu tę magię, kiedy gra nasza drużyna narodowa. Nie ma wątpliwości co do jakości grającej w nich piłkarzy i przede wszystkim nie ma tylu pytajników co do prawidłowości zasiadania na miejscu selekcjonera Adama Nawałki.
I jeszcze jedno, co najlepiej zobrazuje przemianę tej drużyny, znów powołując się na tunel prowadzony na murawę i stojących w nim piłkarzy. Reprezentanci Ukrainy i Irlandii Północnej w większości będą spoglądać na stojące obok nich światowe gwiazdy, od których mogliby wziąć autograf. Połowa Niemców, przynajmniej od patrzenia na jednego z naszych piłkarzy będzie miała ciężko w spodenkach i będzie odczuwała pewien niepokój. Kiedyś, jeszcze przed metamorfozą, tak wyglądali nasi reprezentanci. Na Euro, jak i w Eliminacjach, Polacy będą stać dumnie prezentując Orła na piersi, przekonani o swojej sile i pewni swoich umiejętności. Naznaczeni by wygrywać, przygotowani na walkę do ostatnich minut… Po zwycięstwo!

Polska na Euro – Czy jest się kogo bać?

ru-1-r-640,0-n-2029635upt9

Znamy już wszystkich uczestników przyszłorocznych Mistrzostw Europy we Francji. Wśród 24 ekip, które wywalczyły sobie bilety na tę imprezę jest jeden czarny koń.
Zespół, który nagle wdarł się przebojem na piłkarskie salony, gdzie zachwyca swoją grą najbardziej wymagających kibiców oraz ekspertów . Drużyna idealnie łącząca młodzieńczy wigor z doświadczeniem, drużyna, której kolektyw tworzą wspólnie gwiazdy światowego formatu z zupełnymi nowicjuszami. Grająca z fantazją i polotem, zachwycająca rozegraniem i walecznością, z wykończeniem akcji godnym najlepszego speca od czarnej roboty…
Kto to? To rzeczywiście niespodzianka. Nikt nie spodziewał się, że zespół ten w tak świetnym stylu wywalczy sobie awans na Euro, że po drodze, której jedyna słuszna droga prowadziła na trójkolorowe ziemie, przejadą się jak walec. Gniotąc i tłamsząc rywali, i to takich rywali, przed którymi do tej pory jedynie mogli się pokłonić, rywali, którzy nie raz i nie dwa pokazywali, jak wielka dzieli ich różnica.  Różnica w jakości. Dziś ta jakość jest po przeciwnej stronie.
To prawdziwy zgrany team. Jedność. Drużyna na boisku i poza nim. Z trenerem z wizją i jak się okazuje, wyobraźnią, której jedynie można mu pozazdrościć. Jak pieprzony jasnowidz przewidujący najlepsze rozwiązania. Idealnie przestawiający pionki, jakby czytał w myślach i wyprzedzał każdy ruch rywala. Diament. Dopiero co wydobyty a jednak już oszlifowany. Świetny selekcjoner to i świetna reprezentacja kraju…

O kim mowa? O zespole, którego na dzień dzisiejszy boją się chyba wszyscy uczestnicy turnieju, i co najlepsze, na czele z zespołami z koszyka pierwszego. To prawdopodobnie jedyna, obok Reprezentacji Włoch drużyna, która wywołuje niepokój wśród potencjalnych rywali. Być może dlatego, że oprócz wiadomej już dla wszystkich niebywałej siły, wciąż pozostaje wielką niewiadomą. Zależnie od przeciwnika, potrafi zmienić się jak kameleon. Trzeba grać twardo i nieustępliwie? Ok. Szybko i precyzyjnie? Nie ma sprawy! Wielką sztuką jest umiejętność dopasowania się do sytuacji i w przypadku owego zespołu, tak właśnie jest…

Dobra, posłodzone jest jak w cukiernicy, więc wypadałoby w końcu zdradzić który to taki odważny i wspaniały uczestnik, choć chyba każdy obserwujący Eliminacje, jak i sytuację w okół turnieju zdążył się tego domyślić.
Tak, nie może być inaczej… To oczywiście Polska. Nasza kadra narodowa pod batutą Adama Nawałki. To właśnie polską reprezentację umieszczają dziś media w całej Europie jako pewniaka do stworzenia tzw. grupy śmierci, w której gra toczyć się będzie właśnie o życie. Włochy i Polska – zestaw niezwykle elektryzujący. Fajnie się to wszystko czyta, fajnie się tego słucha. Wielu z nas, nigdy wcześniej nie doświadczyło w swoim życiu sytuacji, w której to nasza reprezentacja wzbudzała by w rywalach postrach. A tak właśnie się dzieje. Czas więc by skończyć wreszcie grać kopciuszka, czas przestać studzić emocje i przebijać napompowany balonik. Pompujmy go dalej bo stoimy nad urwiskiem i tylko od nas w tym momencie zależy, czy wykonując skok uda nam się wylądować na solidnym gruncie czy runiemy w przepaść. Wszystko w naszych rekach i albo weźmiemy rozbieg i mocno się wybijemy albo po prostu, z białą flagą w ręku damy nura w głąb czarnej dziury. Kto ma niby nam w tym przeszkodzić? No właśnie. Jeśli sami nie spieprzymy tego Euro, to może być ono pokolorowane w biało-czerwone barwy. Barwy zwycięstwa.

Przestańmy w końcu myśleć o tej drużynie jak o ogórkach. Popatrzmy wstecz i wróćmy z powrotem. Jest różnica? No przecież. I to jaka! To już nie jest zlepek piłkarzy z oderwanym od rzeczywistości selekcjonerem. Mamy niesamowity dream team, z którego możemy być dumni. Przecież tej drużyny zazdrości dziś nam cała Europa. Takiej atmosfery w szatni nie ma chyba w żadnym innym zespole. A to wielki skarb. Cieszmy się więc tym co mamy i bądźmy dla tych chłopaków wsparciem. Uwierzmy w ich siłę i potencjał, niech oni także w siebie uwierzą. Przecież coś w tym jest, jeśli wzbudzamy taki respekt u rywali. O ile podczas poprzednich wielkich imprez piłkarskich, Polka wygrywała w głosowaniach na faworyta do tytułu czy najgroźniejszego rywala, głównie dzięki głosom rodaków, o tyle teraz, opcję ‚Polska’ w tego typu sondach, co raz częściej przyciskać będą kibice naszych rywali.

Coś w tym jest. Nie bez kozery to na naszych Reprezentantów ostrzą sobie pazury największe europejskie kluby. Nie bez przyczyny na Polaków z wielkim uznaniem i nutą zazdrości patrzą sami rywale na murawie. To są perełki. doczekaliśmy się. W końcu. I tym razem właśnie trzeba pompować balon. Niech do naszych przyszłych przeciwników ze wzmożoną siłą dochodzą informacje o potędze Reprezentacji Polski. Niech to potęguje w nich obawy, niech się boją i podejdą do nas z rezerwą. Tym razem mamy podstawy by tego nie zepsuć. Mamy podstawową jedenastkę i mamy rezerwy, których wcześniej nie mieliśmy. Mamy drużynę, która gryzie trawę w stylowy sposób a nie lansuje swój styl na trawie. Wierzmy, że Nawałka zrobi wszystko by przez to pół roku pozostałe do Euro, poprawić grę naszej defensywy a wtedy będziemy w raju.
Wyobraźcie sobie, że ogrywamy Niemcy, Francję czy Hiszpanię? Jeśli udało się Wam to zobaczyć gdzieś w myślach, to znak, że możecie zobaczyć to także na żywo, na francuskich boiskach…

A jeśli nie… Jeśli Polacy coś w koncertowy sposób spieprzą, jeśli nie uda im się wyjść  grupy, dopiero wtedy będziemy płakać. A może nie, bo przecież przez lata się do tego przyzwyczailiśmy więc… czemu by nie zaryzykować i powierzyć swojego dumnego serca tej drużynie?

Gramy o pełną pulę! Szkocja i Irlandia na rozkładzie czyli wygrajmy marzenia!

ggg

Już za kilka dni czekają nas wielkie emocje i przede wszystkim ciężkie zadania. Arcyważny i arcytrudny test, którymi będą eliminacyjne mecze ze Szkocją (wyjazd) i Irlandią (dom). Zagramy o awans na Mistrzostwa Europy 2016 i przyszłość całej polskiej piłki nożnej. Tak, wbrew pozorom, nasi piłkarze nie grają tylko o bilety do Francji.
Jeśli w tych spotkaniach zdobędą odpowiednią liczbę punktów i załatwią sobie prawo gry na najważniejszej europejskiej imprezie futbolowej co będzie ogromnym sukcesem, w końcowym rozrachunku może się to okazać swoistym fundamentem pod naprawdę okazałą budowlę.

O co więc walczą jeszcze nasi reprezentanci? Łatwo odpowiedzieć – o przyszłość swoją i całej polskiej piłki.
Oczywiście, walczą już od dawna, nie tylko podczas eliminacyjnych meczów ale także w swoich klubach, codziennie od kilkunastu miesięcy.
Cofając się pamięcią wstecz co najmniej o kilka lat, kiedy o sile naszej kadry stanowili przede wszystkim Smolarek, Krzynówek czy Dudek, czyli piłkarze grający na co dzień w bardzo dobrych europejskich markach, można było zauważyć naszą dumę. Mieliśmy kilka powodów do uśmiechów co weekend. Z szarej rzeczywistości przenosiliśmy się na wyższy poziom, gdzie kilku wybrańcom dane było uczestniczyć w piłkarskich świętach, obok wielkich gwiazd, wielkich nazwisk. Kiedyś tak, a dziś? Dziś przecież tych radości mamy o wiele więcej. Wręcz ton kilka, od groma i jeszcze trochę. Już nie cieszymy się widząc Polaka obok nawet masy gwiazdorów ponieważ to Polacy aspirują do miana tychże gwiazd. To o naszych zawodnikach rozpisują się kibice, gazety, internety i całe grono kolegów po fachu. Z dumą w sercu możemy obserwować jak coraz większa ilość polskich piłkarzy staje się gorącym towarem na transferowym rynku, o których biją się najpotężniejsze kluby świata. Co więcej, a dla nas chyba najważniejsze, sukcesy i status Polaków przerodziły się w największą siłę Reprezentacji Polski od wielu lat. Prawie wszystko, czego od tej drużyny oczekiwaliśmy, jest już na swoim miejscu.
Lewandowski to w tej chwili piłkarz numer jeden ostatniego tygodnia. Mówią o nim wszyscy. Stoi w jednym szeregu obok Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo a chyba nawet o tej dwójce zapomniano na chwil kilka, kiedy Robert pakował kolejne gole w ostatnich trzech meczach.
Błaszczykowski, kiedy wydawało się, że kończy swoją wielką karierę na najwyższym poziomie, zrobił ruch, który zaskoczył nas wszystkich, a jak się okazało, rozbił tym bank. Dzięki transferowi do Fiorentiny, Kuba utrzymał się w topie i wciąż gra o najwyższe cele. Wystarczyły mu trzy mecze by przekonać do siebie fanów swojego nowego klubu oraz by umocnić się w gronie silnych ogniw naszej kadry.
Milik, mimo chwilowych problemów, wciąż trzyma poziom w Ajaxie a w parze z Lewym biją inne duety reprezentacyjne na głowę.
Krychowiak w dalszym ciągu stanowi o sile środka pola reprezentacji choć w swoim klubie, po zdobyciu pucharu LE,  przechodzi ogromny kryzys. Wydaje się jednak, że w końcu czarna seria musi się skończyć i jeśli wszystko pójdzie w dobrym kierunku Sewilla odblokuje się w meczu z najlepszym z rywali, czyli Barcą a Grzesiek odzyskując pewność gry, wróci z tą siłą na mecze ze Szkocją i Irlandią.
Glik i nie trzeba mówić więcej, czołowy piłkarz w całej Italii. Gwiazda i ostoja. Klasa sama w sobie.
O bramkarzach mówić nie trzeba, mamy na tym polu wielki urodzaj, jak żadna inna reprezentacja. Kogo byśmy tam nie wystawili, Szczęsnego, Boruca, Fabiańskiego, Kuszczaka czy ze dwóch, trzech goalkeeperów z Ekstraklasy, możemy być spokojni. Tylko co wśród powołanych notorycznie robi Tytoń, wciąż pozostaje tajemnicą selekcjonera… Ale tak czy siak, na grę szans on nie ma, więc nie ma się czym przejmować.
Dalej można wymieniać innych graczy, którzy co mecz mają swój duży udział w punktach, które do tej pory zgromadziliśmy na koncie, nie ważne czy to piłkarze na co dzień występujący za granicami kraju, czy ci z polskiej ligi. Każdy, dosłownie każdy dołożył swoją cegiełkę w dotychczasowy sukces. Największą jednak zapisujemy na konto Adama Nawałki, który całą zbieraninę indywidualności, często samolubnych do szczytu możliwości lub ociekających gwiazdorstwem na kilometr, zebrał w kupę i stworzył z niej świetnie rozumiejącą się maszynkę do wygrywania. Wznosimy się na szczyt, na razie nie wśród piłkarskich potęg, a solidnych europejskich drużyn ale… wszystko przed nami!
Mamy dobry zespół, który jeśli ma gorsze momenty, to ze względu na pojedyncze słabe ogniwa. Trzeba albo je wyeliminować albo dać im czas, którego jednak w tym momencie nie mamy. Szkoda, że nasz selekcjoner nie decydował się na pójście na całość i sięgnięcie po czarne konie, ludzi, którzy mogliby zasiąść na ławce i w ciężkim momencie spróbować pomóc drużynie. Bo o ile na bramce, czy w ataku mamy na ten moment zdecydowanych pewniaków to już w pozostałych dwóch strefach, obronie i pomocy, potrzebujemy dodatkowego ognia. Wydaje się nawet, że to odpowiednia chwila by wrócić do propozycji Ojgena Polańskiego, który jest przecież piłkarzem bardzo dobrym i przede wszystkim ma ogromne doświadczenie w meczach o stawkę na wysokim poziomie. Ewidentnie brakuje nam w reprezentacji kogoś takiego jak on. Tutaj jednak wszystko leży w rękach Nawałki.
Warto też rozważyć kandydatury defensorów z Ekstraklasy, którzy mogliby wspomóc drużynę narodową i nawiązać rywalizację z piłkarzami, takimi jak m.in. Szukała, któremu zdarzają się wręcz wielbłądy… Może Burliga? Golla?
No nic, bez selekcjonera i jego decyzji, możemy tylko gdybać, gadać i myśleć. Albo mu zaufać, wszak od kilkunastu miesięcy udowadnia nam, że jest człowiekiem odpowiednim na to stanowisko. Na pewno wie co robi. Oby tylko nie stało się jak z Janasem, za czasów którego też wydawało się, że to ten, że ma głowę na karku a potem jednym wyborem wszystko szlag trafił.
Wracając jednak do tematu szans na potęgę naszej piłki, którą zapoczątkować miałby awans na Euro,…
Wyobraźcie sobie, że Lewandowski w dalszym ciągu utrzymuje formę z ostatnich dni, że z każdym meczem co raz lepiej idzie Błaszczykowskiemu, Milikowi i całej reszcie. Media, szczególnie te zagraniczne, pieją z zachwytu. Oczy włodarzy największych klubów Europy zwracają się ku naszym gwiazdom. Ich myśli kierują się na Ekstraklasę, w której chcą znaleźć kolejne diamenty, podobne do wyżej wymienionych piłkarzy. Prosty schemat ludzkiej wyobraźni…
Jeśli więc Lewy i spółka nie spuszczą z tonu, a wręcz przeciwnie, ze swojej gry, będą czerpać pełnymi garściami, zaowocuje to świetną grą Reprezentacji Polski, awansem na Euro, popularnością i popytem na rynku transferowym ich samych ale też innych Polaków, tych już grających za granicą, oraz młodych zawodników z rodzimych lig. Co za tym idzie? Kasa, wielkie pieniądze na… transfery. Jeśli nasze kluby będą sprzedawać za grube pieniądze, będzie ich stać na zastąpienie dziur piłkarzami większego formatu niż dotychczas sprowadzany szrot z kartą w ręku. Biznes goni biznes. Jak widać w rękach nogach powołanych na spotkania ze Szkocją i Irlandią leży przyszłość całego polskiego futbolu. Więc… Do boju Polsko!

Temat ciężki, nie warto się rozpisywać…

Pisać o pracy Adama Nawałki na stanowisku selekcjonera po pierwszym meczu polskiej reprezentacji pod jego wodzą byłoby głupotą. Podobnież sprawa ma się z powołaniami…
Wiadomo, zarówno mecz ze Słowacją jak i kilka najbliższych będą służyć trenerowi do testowania. Nawet gdyby w każdym z kolejnych trzech spotkań, Nawałka wystawił zupełnie inne jedenastki, nikt nie mógłby mieć do niego pretensji.

Inaczej sprawa ma się już w przypadku piłkarzy, którzy przecież, bez względu na personę zasiadającą na trenerskim stołku, mają obowiązek grać w piłkę na najwyższym poziomie. Nasi tego nie robili. Kaleczyli grę, robili masę błędów na poziomie piłkarskiego gimnazjum (bez urazy). Polscy kibice, kiedy w drugiej połowie zjednoczyli gardła śpiewając „Co Wy robicie?!”, zapomnieli dodać drugiej, jakże cennej frazy: „Wy polską piłkę hańbicie”. Wyszłoby wprost idealnie.

Dwie warte odnotowania rzeczy z tego spotkania to bez wątpienia świetna kontra Krychowiaka na Hamsiku – ktoś w tej drużynie ma jednak charakter, oraz fakt, że Nawałce coś się jednak udało zmienić. Sprawić by Robert Lewandowski zagrał jeszcze słabiej niż w meczach poprzednich też jest sztuką…

Brawo chłopaki!

A Piast rady nie dał.

Tylko do przerwy Piast stwarzał wrażenie, że nawiąże do drugiego beniaminka i też zaliczy otwarcie sezonu na plus.  Doświadczenie wzięło górę i Górnik wykiwać się nie dał. Drużyna Nawałki, osłabiona po odejściu kilku piłkarzy, z kimś wygrywać musi a Piast na początek był dla nich jak 3punkty na tacy, które mimo początkowych problemów, udało im się zachować w swoich rękach. 1-2 to dla Piasta najniższy wymiar kary i nauczka: Jeśli prowadzisz a nie masz wystarczających umiejętności by dowieźć korzystny wynik do końca, wzorem Lenczyka postaw w bramce autobus i chroń jej jak byś chronił swojego ligowego życia bo za parę miesięcy obudzisz się z ręką w nocniku i ktoś Ci zaśpiewa: „1 liga! 1 liga!…”