Archiwa tagu: mistrzostwo

Mamy dream team! Czyli…Na co stać Reprezentację Polski?

0005MF42XPPIFJHT-C122-F4

Cały czas, począwszy od spotkania z Irlandią Północną, przez Niemcy i Ukrainę, aż po mecz ze Szwajcarią, nie mogę pozbyć się jakiegoś dziwnego, mocno zakorzenionego w mojej głowie przeczucia, że Reprezentacja Polski cały czas gra na jakimś minimum swoich możliwości, i że w odpowiednim, być może decydującym o naszych losach na tym turnieju momencie, Adam Nawałka wysypie z rękawa kilka asów…

Wszystko zaczęło się od dwóch sparingów naszej drużyny, rozegranych na chwilę przed wylotem do Francji. Tyle było po nich lamentu i zgrzytania zębami, że nawet najwięksi optymiści zaczynali wątpić w jakość zespołu. Już na samym turnieju, okazało się, że zarówno mecz z Holandią, jak i Litwą były świetnie zrealizowanym spektaklem, mającym dać odpowiedzi naszemu sztabowi szkoleniowemu na ostatnie nurtujące ich pytania, a przy okazji, nie obnażyć się przed turniejowymi rywalami. Udało się? Udało. I to jak!

Na początek, Polacy rozgnietli Irlandię Północną. Malkontenci zapewne powiedzą, że wygrali tylko jedną bramką ale historia Irlandczyków na tym turnieju, oraz fakt, że w żadnym z kolejnych spotkań, mierząc się z zespołami teoretycznie mocniejszymi od nas, nie dali się nikomu pokonać więcej niż jednym trafieniem, powinny ich satysfakcjonować. Tym bardziej, że o ile wynik wysoki nie był, Polacy pokazali, że nie przyjechali do Francji na wakacje ale żeby osiągnąć jak najlepszy rezultat.
Z Niemcami, ekipą MŚ i głównymi pretendentami do tytułu, tylko potwierdzili swój akces do walki o najlepszy wynik w historii występów Polski na ME. Przez chwilę, można się było zastanawiać, czy to Polacy grali tak świetnie, że nasi sąsiedzi nie byli w stanie ani przez chwilę nam zagrozić, czy może to oni nie są przygotowani do tego turnieju w 100%. Wątpliwości szybko zostały rozwiane w kolejnych meczach zarówno polskiej, jak i niemieckiej ekipy.
I tylko z Ukrainą, Polacy momentami nie zachwycali. Ale… Zwycięzców się przecież nie sądzi a i skład lekko eksperymentalny, dający nieco odpocząć kilku naszym Orłom, powinien znów nas pamięcią przywrócić do ostatnich naszych meczów towarzyskich…

Ostatni bój ze Szwajcarią, rozwiał już chyba wszelkie wątpliwości na temat siły polskiej reprezentacji. W pierwszej połowie graliśmy jak z nut, w drugiej znów schowaliśmy umiejętności pod koc. Jakbyśmy nie chcieli by kolejni rywale dowiedzieli się o nas zbyt wiele…
Na całe szczęście, Polacy uchylili nieco rąbka tajemnicy w karnych, gdzie potwierdzili swoją wielkość i bezbłędnie wprowadzili nas do ćwierćfinału – dokonując rzeczy historycznych…

Polacy podczas Euro zachwycają formacją defensywną. Jedyną dotąd bramkę straciliśmy po fenomenalnym strzale Szwajcara. Bez wątpienia – bramka turnieju a także mocny kandydat do nagrody Puskasa podczas ceremonii przyznania Złotej Piłki. Po prostu – nic nie dało się zrobić…

Równie wspaniale, jak nasi brakarze i obrońcy, radzą sobie dotychczas nasi skrzydłowi. Radę daje także środek pola, choć, trzeba to powiedzieć głośno –  szczególnie po Grzegorzu Krychowiaku, spodziewamy się jeszcze lepszych występów.
Nieco zastrzeżeń możemy mieć, a w zasadzie musimy, do polskiego ataku, który współtworzą Lewandowski i Milik. Ten pierwszy, rzadko decyduje się na indywidualne szarże czy strzały z daleka, a jeśli już, zwykle są mocno oddalone od światła bramki. W przypadku drugiego, chyba nie trzeba tego mówić… dziesiątki sytuacji, pudło, pudło i jeszcze jedno pudło… Nie wiadomo, co nagle stało się z Arkiem i dlaczego nawet jego lewa noga, jedna z najlepszych w Europie, nie funkcjonuje… Zdajemy sobie sprawę jak wielką pracę obaj wykonują i jak przeciwko nim grają rywale ale bez względu na te niedogodności powinni dać z siebie więcej.
Pomyślcie, co by było, gdyby w kolejnych spotkaniach, Reprezentacja Polski została wzmocniona Lewym i Milikiem, jakich znamy z występów w eliminacjach do Euro? To byłoby coś wielkiego!
Ale zaraz… może i to jest małym elementem spektaklu, który dopiero ma wypalić? I z odpaleniem najcięższych dział, Adam Nawałka czeka do decydującej fazy turnieju?

No właśnie. Mamy wspaniały kolektyw. Drużynę, której wystarczy dokręcić lekko śrubkę, by była demolującym rywala potworem. Tych chłopaków cechuje niesamowity spokój i opanowanie, a także, co u nas jest nowością, przekonanie o swojej sile. W końcu, po latach upokorzeń, możemy być dumni z polskich piłkarzy a znamiennym obrazkiem, potwierdzającym ten fakt jest przedmeczowe spotkanie w tunelu z kolejnymi rywalami. Nadeszły wreszcie czasy, kiedy to przeciwnicy z dozą respektu, podziwu i zazdrości spoglądają w stronę Polaków. Dumnie stojących i przede wszystkich uśmiechniętych Polaków. Naprawdę, serce się raduje, kiedy patrzy się na tak zmotywowanych i walecznych reprezentantów naszego kraju.
Wraz z jakością czysto sportową, od kadrowiczów emanuje niesamowity wręcz humor i poczucie przynależności do ekipy. Choć w tym miejscu, chyba odpowiedniejszym słowem byłaby: Rodzina. Bo Reprezentacja Polski na dzień dzisiejszy jest jedną wielką rodziną. Mającą swoje słabe i mocne strony, momenty kłótni i sporów, mającą ciche dni, ale która w momencie zagrożenia, pójdzie za sobą w ogień .
Najlepszym dowodem na to wszystko jest zachowanie Roberta Lewandowskiego i Kuby Błaszczykowskiego, pomiędzy którymi nie ma wielkiej przyjaźni a którzy w kolejnych meczach udowadniają, iż w taki ogień za sobą by skoczyli, nawet jeśli tym gorącym płomieniem są tylko nasi rywale. No cóż, nie ma co mówić – mamy prawdziwy dream team. Drużynę, która stąpa mocno po ziemi i pewnie prze do celu.

Jakiż więc mamy ten cel, drodzy Państwo? Choć nasi skromni panowie się nie przyznają, choć nie chcą zapeszać, nie bójmy się chociaż my tego przyznać – Idziemy po Mistrzostwo Europy! Jak Grecja czy Dania w przeszłości… Idziemy i nie zatrzyma nas żadna zgraja gwiazdek, ponieważ mamy nad nimi ogromną przewagę. Kilkunastu mocnych charakterów. 100% ambicji i 100% waleczności.
Jedyną przeszkodę na drodze do zwycięstwa może się okazać zmęczenie. Jeśli zdrowie pozwoli, nie wątpmy w siłę Reprezentacji Polski i Adama Nawałki. Dobitnie już nam udowodnili jak wielką mają wartość. Bez względu na wszystko – Już są zwycięzcami!

A po Euro? No właśnie, bez względu na wynik Polacy już wygrali te Mistrzostwa. Zaraz po nich, będą rozchwytywani przez największe kluby Europy. A kolejne propozycje popłyną w stronę Ekstraklasy, gdzie menadżerowie z całego świata, będą szukać kolejnych diamentów na miarę obecnych reprezentantów. Niby to zwykła kolej rzeczy ale cieszy jak diabli. I duma rozpiera serce! I wiecie co? Jak nigdy, życzę kolejnych bramek Kubie Błaszczykowskiemu. Zasłużył jak nikt inny. Niech walnie Portugalii ze trzy bramki i weźmie sobie tytuł króla strzelców! Bo dlaczego nie?

Buki świętują, mistrzowie fetują, spadkowicze walczą!

635983030921989150

We Francji – PSG, we Włoszech – Juventus, w Niemczech – Bayern, w Anglii – Leicester(!), w Holandii – Aj… PSV, w Hiszpanii – Barcelona (?) a w Polsce – Legia (?). Tak chyba wygląda kompletna lista krajowych mistrzów w największych (lub w przypadku polskiej, najbardziej dla nas interesujących ;-) ) ligach europejskich. ‚Chyba’, ponieważ po dzisiejszych wydarzeniach na boiskach holenderskich, wypadałoby zachować resztki ostrożności, przynajmniej do ostatnich minut decydujących spotkań sezonu 2015/2016, by później nie świecić oczami przed zdezorientowanymi i przede wszystkim zmartwionymi kibicami.
To prawda, ciężko przypuszczać by Legia, a tym bardziej Barca wypuściła z rąk mistrzowski tytuł ale… Czy ktoś spodziewał się, że Ajax na ostatniej prostej koncertowo przerżnie trofeum? No właśnie! Bukmacherzy na całym świecie chyba właśnie liczą zyski. Albo, co równie ciekawe, łatają dziury po niespodziewanym sukcesie nowych triumfatorów Premier League. Co by nie mówić – dzieje się!

O ile w przypadku takich zespołów jak Paris Saint Germain, Juventus czy Bayern, od początku sezonu można było się spodziewać, iż kolejka po kolejce, będą dumnie kroczyć w kierunku mistrzowskich tytułów, nie tracąc ani na chwilę rezonu, czy nie dostarczając swoim fanom niepotrzebnych pokładów wątpliwości, o tyle w przypadku całej reszty – można rzec, że historia pisała się po swojemu.
Barcelona, choć od początku również rozbijała swoich rywali i w pewnym momencie wydawało się nawet, iż na koniec sezonu, poza wszelkimi tytułami, jej piłkarze będą mogli świętować także różnorakie rekordy, to wszystko diametralnie zmieniło się już w ostatniej fazie rozgrywek. Duma Katalonii koncertowo roztrwoniła całą przewagę nad Atletico i Realem i jej kibice mogli zacząć drżeć o końcowy triumf. Blaugrana chyba w porę się otrząsnęła z piłkarskiej niedoli i znów wróciła na zwycięskie tory, ponownie mogąc się pochwalić mianem głównego faworyta do mistrzostwa. Forma, w jakiej na dzień dzisiejszy są jej zawodnicy, nie pozostawia złudzeń – tylko krok dzieli Barcelonę od odebrania medali za krajowy tytuł. Prawdopodobnie właśnie o tym przekonani byli także podczas swojego dzisiejszego spotkania, zawodnicy Atletico Madryt, którzy, podobnie zresztą jak wspomniany już Ajax Amsterdam, dali się pokonać spadkowiczowi, tracąc przy tym wszelkie nadzieje na triumf w Primera Division. Wiary w nie nie tracą za to jeszcze Królewscy, którzy w porę wrócili do gry o najwyższe cele i wciąż tracą do liderującej Barcy tylko jeden punkt. Czy jednak Real może się okazać równie wielkim szczęściarzem roku, jakim od dziś jest PSV Eindchoven? A czy Blaugrana stanie się frajerem większym od Ajaxu? To już chyba niewykonalne… A może?

Ajax, Ajax, Ajax… Cóż tu można powiedzieć. Stara prawda mówi, że czasem lepiej nie powiedzieć nic, jeśli jedynymi słowami przychodzącymi do głowy i na język są… przekleństwa. No tak, inaczej być nie może. Mistrzowski medal należy się temu, kto potrafiłby wytłumaczyć taktykę trenera Ajaxu na to spotkanie. Dlaczego, przy niekorzystnym wyniku, boisko opuścił najlepszy strzelec zespołu, a w jego miejsce, desygnowany do gry został nominalny pomocnik? Tego nie wie nikt, nie wie nikt! Chyba nawet sam de Boer…

W zupełnie innym humorze od Arkadiusza Milika znajduje się dziś inny nasz stranieri, który od wczoraj oficjalnie może nazywać się mistrzem Anglii, choć tamtejsze przepisy dobitnie próbowały mu tę fetę ograniczyć, nie honorując go symbolicznym medalem. Polak się jednak nie dał! Dumnie świętował tytuł a jego koledzy z drużyny dobitnie pokazali światu, jaką rolę w zespole pełni Wasilewski. Kto wie, może chociaż de Boer (?) czy bez Marcina, jego Leicester świętowałby dziś mistrzostwo? W chwili takich wątpliwości trzeba pamiętać, jak ważną postacią w szatni i na boisku był Wasyl w sezonach poprzednich, w których jego klub toczył boje o piłkarskie życie…
O tym człowieku powinno pisać się w samych superlatywach. Bez względu na wpadki, na słabsze mecze, jak ten z Arsenalem, to jest po prostu gość! Nie bez kozery wśród fanów Anderlechtu nosi się mianem klubowej legendy, nie bez powodu został właśnie Mistrzem Premier League!
Taka była wola nieba!

Podobnie jak w przypadku Legii, która w decydującym momencie pokazała klasę ogrywając vice-lidera aż 4-0. Jeśli nie wydarzy się jakaś katastrofa, nawet w przypadku porażki w Gdańsku, w ostatniej kolejce na Łazienkowskiej odbędzie się mistrzowska feta. Klub ze stolicy w idealny więc sposób będzie mógł świętować swoją rocznicę.  Mistrzostwo i krajowy puchar. Czy można chcieć czegoś więcej?
Zapewne tak. Zapytajcie Ajaksu, Piasta czy Anderlechtu – oni chcieliby sięgnąć po mistrzostwo, taki Lech Poznań chciałby wywalczyć chociaż Puchar Polski. Ale najlepsze jest to, że wszyscy mistrzowie, ww Juventus, Bayern, PSG czy Barca chcieliby mieć coś, czego mieć w tym sezonie nie mogą. Champions League – po najważniejszy skalp w tym roku mogą bowiem sięgnąć już tylko Real i Atletico i chyba żadne z nich nie zamieniłoby tego na mistrzowski tytuł. Futbol nie jest prosty, futbol jest skomplikowany!

Komu mistrzostwo, komu?

ekstraklasa_trofeum_470

Nasza ukochana polska liga, zwana inaczej Ekstraklasą, doszła już do etapu rozgrywek, w którym zwykle, w sezonach poprzednich, dało się już wskazać jednego głównego kandydata do mistrzowskiego tytułu, ewentualnie dwóch, którzy o ten tytuł mieliby stoczyć pasjonujący bój. Tym razem, nawet dla największych wyjadaczy ligowych emocji, to zadanie może się okazać arcytrudne, czy wręcz nie do wykonania…

Świetnie pamiętamy ostatnie lata zmagań polskich ligowców. Prym wiodły w niej głównie dwie drużyny, Legia Warszawa i Lech Poznań. Co prawda, żadna z nich nie osiągnęła aż takiej przewagi, głównie jeśli spojrzymy na inne aspekty aniżeli suma zgromadzonych punktów, jaką przez wiele lat mogła poszczycić się Wisła Kraków ale oba te zespoły osiągnęły poziom, który stawiał ich w roli faworytów do podniesienia zwycięskiej patery na finiszu rozgrywek. Warto zauważyć, że w ciągu ostatnich piętnastu lat (!), tylko dwóm innym drużynom, poza ww trójce, udało sięgnąć się po mistrzostwo. Sztuki tej udało się dokonać Zagłębiu Lubin i Śląskowi Wrocław, co tylko potwierdza, iż w Ekstraklasie, wszystko może się zdarzyć i często zdarzają się rzeczy nieprzewidywalne. Czy taką nie byłaby np. mistrzowska feta w Gliwicach?

Patrząc na ‚sucho’ na aktualną tabelę Ekstraklasy, to właśnie Piast jest w tej chwili najbliżej osiągnięcia pożądanego przez wszystkich ligowców celu. Od początku ich gra spędza sen z powiek rywalom a kibice wszystkich klubów, w tym także samych Gliwiczan, kręcą głową z niedowierzania. I właśnie, ciężko komukolwiek uwierzyć, mimo wciąż dużej przewagi w tabeli nad resztą stawki, że liderowi uda się utrzymać chociażby w pierwszej trójce, a co dopiero sięgnąć po najcenniejszy laur. Ostatnie spotkania w wykonaniu podopiecznych Radoslava Latala, tylko te wątpliwości pogłębiają…

Co dalej? Dalej mamy Pogoń Szczecin, która do ostatniego weekendu, pozostawała jedynym w stawce zespołem niepokonanym. Ale jak wiadomo, każda seria kiedyś się kończy a w polskiej lidze, gdzie te serie nigdy nie są nadzwyczaj długie, kończy się to raczej szybciej niż każdy by oczekiwał. Szczególnie, jeśli ciąg nieprzegranych spotkań nie idzie w parze z zapierającą dech w piersiach grą. A jak wiadomo, czasem lepiej przegrać jedno czy dwa spotkania, niż zremisować pięć ale o tym Portowcy wiedzą chyba najlepiej. 1-4 z Cracovią potwierdza tylko tę regułę bo piękna seria bez porażki ani nie podniosła piłkarzom Pogoni poziomu pewności siebie, ani nie uczyniła z nich lepszych zawodników. Teraz powinno już pójść raczej z górki, nie wiadomo tylko ile kolejnych porażek na swoim koncie zniesie Czesław Michniewicz?

Trzecia na dziś w stawce Cracovia, ta sama, która ujarzmiła w końcu rozbrykanych Portowców, jest chyba najbardziej nieprzewidywalnym zespołem w całej Ekstraklasie. Młodzi gniewni, jeźdźcy bez głowy i szaleńcy, tak chyba można określić piłkarzy prowadzonych przez Jacka Zielińskiego. Świetne spotkania, po których ręce składają się do oklasków, przeplatają tymi, których wstydzić się będą przed swoimi wnukami. I to chyba największa bolączka Janusza Filipiaka. Marzący od wielu, wielu lat o mistrzowskim tytule prezes, prawdopodobnie znów będzie musiał się obejść smakiem. Za dużo w Cracovii tych przeskoków formy by zawalczyć oo coś więcej niż miejsca 4-6, tym bardziej mając w pamięci sezony poprzednie i słabe strony zespołu Pasiaków. Zespół ten od lat nie potrafi radzić sobie z presją, co jest oczywiście wypadkową braku doświadczenia.

Legia Warszawa, wiadomo, nawet gdyby dziś znajdowała się pod kreską, i tak większość fanów, w niej upatrywałaby przyszłego mistrza. Tak działa marketing i ludzki umysł. Większości z nas zakodowano już jakiś czas temu, że przez najbliższych kilkanaście lat Legia będzie miała monopol na złote medale. Forma, kasa i poprzednie sukcesy, tylko to podtrzymały. Przekonanie to było na tyle silne, że nawet fatalne spieprzenie poprzedniego sezonu, nie zniwelowało wiary w tę drużynę. Na dzień dzisiejszy jednak, Legia nie gra futbolu ani na wysokim poziomie, ani nawet takiego gwarantującego jej walkę o mistrzowski tytuł, oczywiście, pod warunkiem, że z tej walki, sami nie wypiszą się rywale. Jeśli na Łazienkowskiej nic się nie zmieni, Legia może zaliczyć jeden z gorszych sezonów ostatnich lat, tym bardziej, że niewielu ludzi zauważa w nowym szkoleniowcu warszawskiego zespołu podobieństwo do Leo Beenhakkera czy Roberta Maaskanta. Oby w przypadku Czerczesowa nie skończyło się tak samo, czyli by chwilowy zachwyt i zaślepienie nazwiskiem i dorobkiem, nie doprowadziły to totalnej klęski…

Korona Kielce, to chyba największa niespodzianka górnej części tabeli. Po cichu, tylnymi drzwiami, ciułają punkciki. Niby ich gra nie zachwyca, może nawet mniej niż zespołów, na dziś znajdujących się o wiele niżej, ale jakimś cudem udało się im uzbierać aż 20 punktów, przy bilansie 11-11… Co by jednak nie powiedzieć, Korona na miejsce w czołowej trójce ma raczej marne szanse, aby nie powiedzieć, że nie ma ich wcale…

Wisła Kraków, czyli zespół grający najpiękniejszą piłkę w całej lidze. Tak grać na jeden kontakt, tak odgrywać, chcieliby chyba wszyscy rywale ale razić taką nieskutecznością, nie chciałby chyba nikt. Oj brakuje tej drużynie kogoś, kto odciążyłby nieco Pawła Brożka w strefie pola karnego rywala. I brakuje też chyba Sarkiego, na którego powrót czekają niecierpliwie i kibice i sami piłkarze. Większa kadra i poprawa skuteczności mogłyby dać Białej Gwieździe pozycję faworyta do końcowego triumfu, choć dziś, patrząc przez pryzmat ciężkiej sytuacji finansowej i dołku, w jakim od wielu lat znajduje się krakowski klub, wydaje się to mało realne ale… to Ekstraklasa, tu wszystko może się zdarzyć.

Na siódmym miejscu plasuje się aktualnie Lechia Gdańsk. Czyli, przedsezonowy murowany kandydat do tytułu. I tak od co najmniej dwóch sezonów. Gdańszczanie mają wszystko czego potrzebuje klub chcący nie tylko wziąć w cuglach krajowe mistrzostwo ale i zaistnieć w Europie. Efektów jednak brak. Jak na razie. Ostatnie spotkania, może nie gra ale wyniki, dają wiarę w poprawę. Taakie światełko w tunelu. Jeśli von Heesenovi uda się obudzić swoich podopiecznych, mogą zawalczyć na koniec o pierwszą trójkę, jednak strata, jaką na dziś mają do aktualnego lidera, może okazać się zbyt duża, nawet biorąc pod uwagę podzielenie ich przez pół. Przecież rywale nagle nie staną, nie pozwolą Lechii, od tak na dogonienie ich…

Zagłębie Lubin to ostatni zespół, który plasuje się dziś nad kreską, ale nie ostatni, który wciąż pozostaje w walce o mistrzowski tytuł. Jeśli w przypadku Korony, Pogoni czy Cracovii, byliśmy bardziej na nie, to Zagłębie mogłoby w końcowym rozrachunku powalczyć o ‚coś’ więcej. Może to przeczucie, może doświadczenie ale Lubinianie to jeden z tych zespołów, które mogą okazać się nie tylko ‚czarnym koniem’ ale drużyną, odbierającą rywalom punkty w najważniejszych momentach.

Pod kreską oznaczającą podział na grupy mistrzowską i spadkową znajduje się jeszcze jedna drużyna, która powinna szturmem podbić tę pierwszą grupę. Aktualni jeszcze mistrzowie kraju, Lech Poznań. Wybudzili się z zimowego snu, późno bo późno, ale jednak i co by nie mówić, ewidentnie widać, że piłkarze przez długie miesiące specjalnie przechodzili koło gry by pozbyć się ze stanowiska ówczesnego trenera, Macieja Skorży. W cudowne uzdrowienia, nikt o zdrowych zmysłach raczej nie uwierzy, efekt nowej miotły działa też chyba tylko za granicą, u nas to jedynie przykrywka pod co sezonowe gierki polskich ligowców. Prawda jest taka, że Lech znów jest w grze. Formę mają chyba na swoim najwyższym poziomie, przy którym sięgali po ostatni tytuł. Z obojętnie którym zespołem by się teraz nie mierzyli, będą faworytem spotkania. Co jednak z wygraniem ligi? Tutaj sytuacja jest arcytrudna, cel może nierealny nawet. Dziewięć punktów do strefy mistrzowskiej – do wykonania, w przeciągu powiedzmy sześciu spotkań. Strata do największego rywala Legii – jedenaście oczek, jeśli się uda to odrobić, dopiero na finiszu. Teoretycznie łatwiej będzie Poznaniakom wyprzedzić Pogoń, Cracovię i Koronę. Wydaje się jednak, że czwarte miejsce to szczyt, o jaki Kolejorz może powalczyć, na własne życzenie oczywiście. Chyba nie przypuszczali, że rywale w czasie gdy Lech obudzi się do gry, będą leżeć i pachnieć? Tak to nie działa.

Kto zatem zawalczy o przejęcie po Lechu korony mistrza Polski? Biorąc pod uwagę dotychczasową grę, potencjał, słabe i mocne strony, co będzie łatwiej wyeliminować, co za to zyskać, i przede wszystkim, kto najlepiej poradzi sobie z presją, jednoznacznie wskazuje na walkę pomiędzy trzema zespołami. Piast Gliwice, Legia Warszawa i Wisła Kraków. Druga trójka, która może podmienić, którąś z ww drużyn, czyli taka swoista ławka rezerwowych to na dziś Lechia Gdańsk, Lech Poznań i Cracovia. Ale… Czy ktoś by się zdziwił, gdyby medale za mistrzostwo odebrali na koniec piłkarze Pogoni Szczecin? No właśnie, Ekstraklasę kocha się za nieprzewidywalność, jej nie trzeba rozumieć ;-)

Inauguracja Ekstraklasy! Kto mistrzem? Kto spadnie? Tego nie wie nikt…

Sezon ogórkowy mamy za sobą i z racji tego, że kluby nie rozpieszczały nas swoją ofensywą transferową…
W końcu jest! Do gry wraca Ekstraklasa, nowa Ekstraklasa! Nie ważne, że nie posiada odpowiedniego poziomu, nie ważne, że po jej boiskach biega więcej parodystów aniżeli wielkich zawodowców, ważne, że jest nasza, polska i jedyna w swoim rodzaju.
Na stadionach Ekstraklasy nie raz działy się dziwne rzeczy, śmiało można stwierdzić, że to najbardziej nieprzewidywalna liga w Europie. A przecież teraz zapowiada się jeszcze ciekawiej, wszak zmieniła się formuła najwyższej klasy rozgrywkowej. Jeśli więc do tej pory, ktoś próbował przewidzieć przyszłość i wskazać końcowych zwycięzców lub przegranych a jego skuteczność nie była zbyt wysoka… Teraz może być tylko gorzej.  Głupotą byłoby przyznawanie dziś komukolwiek tytułu/spadku, zanim nie potwierdzi on na murawie swoich aspiracji. Życiową prawdą jest fakt, że „kto dużo gada, ten mało robi” i najwięcej na ten temat wie jeden z zespołów polskiej ligi…
Ale… pobawić się w typowanie można zawsze, można przeanalizować potencjał i wskazać faworytów, bez żadnych konsekwencji bo i tak wszystko rozstrzygnie się na zielonej trawie.

O mistrzostwo powalczą:
Legia, Lech, Śląsk i Zagłębie. W tym roku trudniejsze niż kiedykolwiek będzie wytypowanie nowego Mistrza Polski. Nawet jeśli, tak jak dotychczas, drużyna będzie wygrywać w miarę regularnie, nie sięgnie od razu po paterę. Tym razem odejmą jej połowę punktów, będzie zmuszona zagrać kolejnych kilka spotkań z najsilniejszymi rywalami i dopiero wtedy okaże się, czy potwierdzi ona swoje mistrzowskie aspiracje. Pierwsze miejsce w ligowej tabeli na koniec sezonu zajmie zespół, którego wskaźniki formy, zawędrują najwyżej podczas ostatnich siedmiu kolejek sezonu. Musi on jednak znajdować się w grupie mistrzowskiej i nie mieć ogromnej straty do ówczesnego lidera rozgrywek.
Jak zwykle, w gronie faworytów mamy Legię i Lecha. Drużyna z Warszawy, rok w rok, według fachowców jest głównym kandydatem do tytułu a ile mają ich w swoim dorobku, w ciągu ostatnich dziesięciu  lat, wie każdy.
Kolejorz wyrósł natomiast na największego rywala…Legii. Od kilku lat, właśnie taki scenariusz kreuje się w głowach większości kibiców, którzy zapominają, że to nie Primera Division czy Serie A ale Ekstraklasa, w której nikt nie jest pewny niczego. Nie warto stawiać na tę dwójkę wszystkich pieniędzy bo można się zdziwić. Jeśli Legia ma zamiar prezentować poziom podobny do tego z pierwszej połowy meczu z mistrzami Walii, wtedy nie zobaczymy jej nawet na ligowym podium.
Kto może odebrać im złote medale? Śląsk lub Zagłębie.
Wrocławianie potwierdzili swoją siłę we wczorajszym meczu w europejskich pucharach. Niezmieniony trzon zespołu + nowi klasowi piłkarze +… wbrew pozorom, świetnie wykonana praca przez wyśmiewanego w Polsce Staszka Levego mogą okazać się barierą nie do pokonania. Prawdopodobnie, właściciele Śląska podjęli najlepsze decyzje z całej stawki, jeśli chodzi o zbudowanie dream teamu walczącego o najwyższe cele.
Podobnie sprawa ma się z Zagłębiem. Wydawało się, że po najlepszych piłkarzy z upadającej Polonii, sięgną największe polskie kluby, jednak to Miedziowi wyciągnęli z Konwiktorskiej najsmakowitsze kąski a także podebrali serce zespołu z Zabrza. Przy tych transferach, nawet odejście Szymona Pawłowskiego nie powinno działać na ich szkodę i jeśli trener przygotował odpowiednio zespół, może się on okazać czarnym koniem tego sezonu.

O utrzymanie powalczą…

Cracovia, Podbeskidzie, Widzew, Ruch, Pogoń. Nie można oszukiwać faktów, na dzień dzisiejszy te pięć zespołów wydaje się być pewniakami do zajęcia ostatnich miejsc w stawce.
Cracovia ma chyba najsłabszą kadrę, dodatkowo forma jaką piłkarze Pasów prezentowali na tle drużyn I ligi, także nie porywa.
Podbeskidzie z dniem odejścia Roberta Demjana straciło swój największy atut, a wśród jego następców nie widać kogoś, kto miałby strzelać bramkę za bramką.
Widzew spróbuje powalczyć młodzieżą ale trudno powiedzieć, na ile spotkań (jeśli w ogóle) będą w stanie walczyć samą szybkością i jak szybko odczują niedobór doświadczenia. Prawdopodobnie bardzo szybko.
Ruch Chorzów pozostaje wielką niewiadomą bo choć w składzie ma kilku naprawdę dobrych graczy to może się okazać, jak w zeszłym sezonie, że nie będzie potrafił tego wykorzystać. Nie sposób nie zauważyć, że w Chorzowie mięli skład nawet na miejsce premiowane awansem do Pucharu Europy a skończyli walcząc o utrzymanie. W tym roku sytuacja może się powtórzyć.
Pogoń – Trudno w tym zespole odnaleźć jakiś potencjał. Poprzedni sezon w wykonaniu piłkarzy ze Szczecina przyniósł tak wiele negatywnych emocji, że do dziś niesmak pozostał. Zespół ten, na dzień dzisiejszy, zbliżony klasowo do Ruchu, Podbeskidzia i Widzewa.

W grupie mistrzowskiej zagrają także…
Wisła, Lechia, Piast i … Jagiellonia lub Zawisza.
W przypadku Wisły, chyba tylko ludzie niezwykle naiwni wierzą w jej spadek. Nie można zapominać, że mimo słabego sezonu, w kadrze tego zespołu wciąż są świetni piłkarze, którymi nie pogardziłaby połowa stawki Ekstraklasy (drugiej nie byłoby stać na ich utrzymanie). Wisła to wciąż Wisła, nawet mając ogromne problemy, wciąż jest mocniejszą drużyną od połowy rywali a Smuda już nie raz udowodnił w przeszłości, że w ligowych warunkach, potrafi zrobić coś z niczego.
Lechia ze składem z poprzedniego sezonu, kilkoma wzmocnieniami i Probierzem na ławce, ma prawo wierzyć w dobry wynik. Jeśli Biało-Zieloni, zainaugurują sezon zwycięstwem, jeśli pierwszą kolejkę potraktują poważniej od sparingu z Barceloną, później pójdzie im z górki. Potencjał mają duży, pozostaje więc kwestia współpracy drużyny z nowym trenerem i jej efekty.
Piast był największą niespodzianką poprzedniego sezonu i nic nie wskazuje na to, że miałby to być tylko jednorazowy wyskok z ich strony. Zespół z Gliwic ma przed sobą przyszłość, stać go co najmniej na wyrównanie wyniku sprzed kilku miesięcy.
Jagiellonia może dużo stracić na odejściu Tomasza Frankowskiego, nie tylko jeśli chodzi o pomoc fizyczną na murawie, ile o tę psychiczną w szatni. Na plus, raczej na pewno, wyjdzie im za to zamiana na linii Hajto – Stokowiec. Były trener Czarnych Koszul udowodnił, że ma papiery dobre wyniki i będzie chciał to potwierdzić także w Białymstoku.
Największym rywalem Jagi, w bezpośredniej rywalizacji o miejsce w tabeli, będzie Zawisza. Co roku, któryś z beniaminków wchodzi z buta bez pukania do bram Ekstraklasy i zabiera punkty najlepszym. W I Lidze, piłkarze z Bydgoszczy imponowali nie tylko formą ale też zaangażowaniem i ambicją. Ich kibice nie mają się chyba co martwić o nagły spadek umiejętności swoich zawodników, a nie straszna im chyba także trema związana z wyższą klasą rozgrywkową. W końcu to dorośli już mężczyźni…

W grupie spadkowej zagrają także…

Górnik i Korona.
Zabrzanie stracili jedno z najważniejszych ogniw w swoim zespole – Olka Kwieka. Nie rzadko, to on miał największy udział w zwycięstwach swojego zespołu. Teraz, linią pomocy ma dyrygować Radek Sobolewski, z którym kontraktu nie przedłużyła Wisła. Sobol nie wytrzyma fizycznie całego sezonu, ciężko powiedzieć, czy wytrzyma każdy mecz w pełnym wymiarze czasowym, a na pewno, nie  wprowadzi ożywienia w ofensywie Górnika. Sprawa Nakoulmy także nie jest do końca jasna i jego zaangażowanie może być porównywalne do rundy wiosennej poprzedniego sezonu. Wydaje się, że Górnik ma za mało argumentów by walczyć o najwyższe cele, z drugiej strony ma ich zbyt dużo by być się o utrzymanie, dlatego śmiało można im przypisać najwyższe miejsce w grupie spadkowej.
Podobnie ma się sprawa Korony Kielce. Drużyna ta nie ma raczej szans na puchary ale nie musi się martwić o utrzymanie. Są w lidze dużo lepsi i o wiele słabsi. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba się Kielczan obawiać, szczególnie na ich obiekcie. Są niezwykle groźną ekipą, jednak sezon zaczynają bez najważniejszego ogniwa – Maćka Korzyma a to może ich dużo kosztować.

Mistrzem będzie… Śląsk.
Spadnie… Cracovia i Widzew.
O puchary powalczą… Lech, Legia, Zagłebie
Najbardziej zaskoczą pozytywnie… (jesień) Zagłębie, Lechia, (wiosna) Wisła
Najbardziej zaskoczą negatywnie… (jesień) Górnik Zabrze, (wiosna) Piast Gliwice
O tytuł króla strzelców powalczą… Teodorczyk, Saganowski, Papadopulos i Paixao
Najwięcej bramek stracą… Cracovia i Widzew
Najmniej bramek stracą… Legia i Lechia
Najwięcej bramek strzelą… Lech i Śląsk
Najmniej bramek strzelą… Widzew, Jagiellonia i Pogoń.
Najlepszym obrońcą zostanie… Wołąkiewicz
Najlepszym pomocnikiem zostanie… Mila
Najlepszym napastnikiem zostanie… król strzelców
Odkryciem roku zostanie… Paixao
Najlepszym obcokrajowcem zostanie… Sarki
Najlepszym bramkarzem zostanie… Kuciak
Najwięcej żółtych kartek zarobi… Korona
Najmniej żółtych kartek zarobi… Piast