Archiwa tagu: media

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Navratilova publicznie krytykuje Radwańską? Bardzo dobrze!

uid_a174dfd760473b45e3296173a81cbca81421753703259_width_800_play_0_pos_0_gs_0

Fala oburzenia zalała polskie media po porażce naszej rakiety numer jeden w pojedynku z utytułowaną Venus Williams w ćwierćfinale prestiżowego Australian Open. I co najlepsze, to wcale nie Agnieszce dostało się po uszach (co przecież byłoby normalną koleją rzeczy) a Martinie Navratilovej, czyli nowej członkini sztabu trenerskiego polskiej zawodniczki. Nie, Czeszka nie oberwała za to, jakoby słabo przygotowała Radwańską do najważniejszego turnieju początku tego roku ale za… skrytykowanie swojej podopiecznej.
Front przeciw byłej świetnej tenisistce osiągnął dziś takie rozmiary, że sama Martina zmuszona była ustosunkować się do swoich słów i nieco załagodzić całą sytuację, tłumacząc się wszystkim dookoła, punkt po punkcie, co miała na myśli i dlaczego powiedziała właśnie tak a nie inaczej. Od A do Z… Tylko po co?

Czy osoba trenera w sporcie nie jest czasem tą jedyną, która ma prawo zagnić, zbesztać i zażądać wyjaśnień od swojego podopiecznego w razie niewykonania przez niego ustalonych wcześniej planów? To wydaje się przecież takie… normalne. Trener to autorytet, wzór, mentor i guru. To on ma nauczać i prowadzić. Wspierać ale i wymagać. Chwalić i krytykować kiedy trzeba. Tym bardziej jeśli jego wachlarz doświadczeń jest na tyle ogromny by nikomu do głowy nie przyszło, poddawać pod wątpliwość jego kompetencji. No tak, sprawa wydaje się prosta ale chyba nie w Polsce…
Nikomu nie trzeba chyba przypominać kim jest, a raczej kim była i co osiągnęła w tenisie Navratilova. Nikomu także nie trzeba przedstawiać Agnieszki Radwańskiej i jej dokonań braków. Na koncie Polki nie ma ani jednego triumfu w turniejach Wielkiego Szlema a przecież właśnie to jest marzeniem każdej profesjonalnej tenisistki. Podsumowując, Aga zatrudniła Martinę właśnie po to, by ta pomogła jej wyjść na szczyt i osiągnąć w końcu upragniony cel, który w przypadku naszej zawodniczki nosi nazwę Wimbledon. I tego się trzymajmy. Oczywiście, ani Agnieszka, ani tym bardziej jej nowa trenerka, nie byłyby sobą gdyby miały się skupić tylko na tym jednym turnieju i nie zawalczyć o pełną pulę. Stąd też wzięła się ostra reakcja czeskiej gwiazdy na słabą postawę Radwańskiej.
Miała do tego święte prawo. A że wszystko co chciała przekazać Polce nie zamknęło się tylko w czterech ścianach a usłyszał o tym cały świat? Tym lepiej! Ona jak nikt zdaje sobie sprawę z faktu, iż takie zabiegi potrafią zdziałać cuda, szczególnie jeśli ich autorem jest osoba, o byciu, którą marzyło się od dziecka. Czasem krytyka może być konstruktywna i zamiast kogoś złamać, wręcz przeciwnie – wyniesie go na piedestał. Może to samo czeka Polkę?

Navratilova tym bardziej nie powinna tłumaczyć się z krytyki, którą skierowała pod adresem Agnieszki, gdyż wszyscy, którzy najgłośniej dziś ją za to tępią, sami nie szczędzili ostrych słów Polce po jej kolejnych porażkach. Hejt hejtowi nierówny? Jakież to zakłamane. Media, kibice i Robert Radwański, im wszystkim, nie raz i nie dwa, zdarzało się ganić Agę za jej grę a także wybory poza kortowe. Niektórzy mieszali ją nawet z błotem. Dziś, kiedy ktoś z zewnątrz śmiał przyjąć ich grę i również skrytykować polską tenisistkę, nagle jakby się otrząsnęli i murem stanęli za Radwańską. Nagle tak pokochali Agnieszkę? Nie, to tak zwany syndrom psa ogrodnika… Więcej nie trzeba tłumaczyć…

Wyobraźmy sobie na miejscu Radwańskiej Stana Wawrinkę. Wyobraźmy sobie Ferrera lub Berdycha, światowe gwiazdy, podobnie jak Polka, jednak nie tak utytułowane jak Czeszka czy Nadal lub Federer. Czy któryś z nich, gdyby został skrytykowany przez coucha, którego notabene sam sobie wybrał do sztabu trenerskiego, miałby się obrazić i zerwać współpracę? Nie sądzę! Mimo statusu, miejsca w ścisłej światowej czołówce, które obecnie zajmują, mają świadomość tego, jak wiele im jeszcze brakuje do ich mentora. I chyba normalnym wydaje się sytuacja, w której gdy trener mówi, podopieczny słucha i wykonuje jego zadania. Czyż nie?

Zejdźmy na ziemię i cieszmy się, że taki ktoś jak Navratilova zgodził się pomóc Agnieszce w spełnieniu marzeń. Jeśli się uda, ci wszyscy, którzy dziś rzucają piorunami w kierunku czeskiej gwiazdy, będą zmuszeni nie tylko ją przeprosić ale wręcz postawić jej pomnik. Jeden, drugi oczywiście postawią Radwańskiej. Potem zagłosują na nią w konkursie na Sportowca roku i będą czcić, aż do kolejnej porażki…

Powiedz prawdę, zostań zrównany z podłogą…

Media huczą! Skandaliczne, karygodne, brzydkie zachowanie Jerzego Janowicza na konferencji prasowej! Najchętniej wszyscy zgodnie, wzorem Rycha Peji, zwołaliby tłum by wymierzyć mu ‚sprawiedliwość’. Za co? Za prawdę! Tak, Janowicz po prostu powiedział prawdę. Można się przyczepić do stylu w jakim to zrobił ale tak naprawdę, na nikim kto chociaż trochę śledził rozwijającą się w ostatnim czasie karierę Jurka, nie zrobiło to wrażenia, ba, większość na pewno przyjęła ową sytuację z uśmiechem na ustach. No, taki już jest ten Jerzyk, że wszystkiego się po nim można spodziewać, a że zazwyczaj reaguje zbyt ostro, jakby bronił się przed całym światem, czyni z niego łatwy cel do ataku mediów, czyhających tylko na jakiś jego błąd. No więc się doczekali…

Wszyscy wiemy (czasem nawet z autopsji) jak to jest krytykować sportowca. My Polacy, jesteśmy w tym mistrzami. Chwalimy i doceniamy zwycięzców i zapominamy o ich sukcesach w trudnych chwilach. To taka nasza narodowa domena, którą ciężko przeskoczyć. Wszystko rysujemy w czarnych barwach, doszukując się dodatkowo samych minusów. Przodują w tym oczywiście media i właśnie o tym na konferencji prasowej mówił Janowicz. No, może nie mówił, może trochę podniósł głos ale do krzyków było daleko… Mimo tego, dziennikarze całą tę sytuację odebrali jako atak na kolegę po fachu, więc i na nich samych. No cóż, nie codziennie ktoś próbuje wejść w ich skórę. Tym razem to nie oni byli stroną wyjmującą najcięższe działa więc jakoś trzeba to sobie odbić, najlepiej medialnym linczem…

Na JJ posypała się fala krytyki, co kompletnie nie mieści się w głowie. Przecież dopiero co, podobną ofensywę wobec dziennikarzy objęła Justyna Kowalczyk, której również nie podobało się ich zachowanie względem jej osoby. Polska biegaczka, choć nie podniosła ani raz głosu, wbiła w środowisko dziennikarskie dużo grubszą szpilkę, aniżeli dziś Janowicz. No ale wtedy, żadna gazeta, żadne radio i żadna strona internetowa nie zająknęły się nawet o karygodnym czy skandalicznym zachowaniu Kowalczyk. Normalka…

Fajnie, że ktoś w końcu zaczyna walczyć o polski sport. Nawet jeśli musi przy tym odrzucić na bok dobre wychowanie i kulturalny język. Może media zaczną w końcu wykonywać swój zawód według zasad o jakich coraz częściej zapominają…

Inną sprawą oczywiście jest forma Janowicza i frajersko przegrany przez Polskę mecz z Chorwacją. Tak być nie powinno i ani sam Jurek, ani Michał Przysiężny a nawet nasi debliści, którzy ledwo co uciułali jedyny dla nas punkt, nie powinni pozostać bezkarni. Wszyscy, na czele z trenerem, zasłużyli na krytykę. Nie dlatego, że przegrali ale za styl, w jakim to się stało. Co jak co ale i Jurek, i Przysiężny i Matkowski z Fyrstenbergiem byli w stanie roznieść swoich rywali w drobny mak. I ani słabsza forma ani żadne inne wyssane z palca powody, nie usprawiedliwiają wyników naszych tenisistów. Tym bardziej przegranej z siedemnastoletnim juniorem…

Wszyscy, i dziennikarze i tenisiści powinni jak najprędzej udać się do łazienki. Odkręcić prysznic z lodowatą wodą i włożyć pod nią głowę. Tak na otrzeźwienie!

Dlaczego telewizja milczy?

Poniższe filmiki powinny być jednym z głównych tematów ostatnich dni…

Przyzwyczajeni już do oglądania wszelakich starć kibiców, czy to z policją, czy meksykańskimi marynarzami, a nawet kibiców z kibicami, chyba właśnie tego oczekiwalibyśmy od mediów. Tak się jednak nie dzieje. Niestety.
Ktoś zapyta: Dlaczego? To proste. W sytuacjach, w których nie tak łatwo jest znaleźć głównego winowajcę, wróć, inaczej, w sytuacjach, w których łatwo jest zgonić całą winę na kibiców, telewizja znajduje dla siebie pożywienie. Temat gorący, pożądany i modny. Temat akceptowany przez Rząd i przede wszystkim wygodny dla głównych zainteresowanych. Nic, tylko pokazywać i siać propagandę anty-kibolską. A jakże, niech ciemny lud wie jacy źli są chuligani, niech się ich przestrzega przed złym środowiskiem, niech nie przyjdzie nikomu do głowy ich bronić i wspierać…
Telewizja jak nikt inny potrafi zmanipulować materiały na temat kibiców piłki nożnej, jak nikt inny potrafi zmontować materiał przedstawiający ich w złym świetle. Wystarczy dać im pierwszą stronę książki, z szybkością światła dorobią kolejnych dwieście stron akt… Daj im Boże, że kibice ci nie mają akurat wystarczających dowodów na swoją obronę, ooo, wtedy to media dopiero mogą sobie poużywać. Wtedy żadne argumenty fanatyków nie są w stanie przebić się przez natłok krzywdzących dla nich, sfałszowanych informacji.
Inaczej sytuacja wygląda kiedy kibice mają w ręce ewidentne dowody winy rywala, w tym przypadku funkcjonariuszy policji. Wtedy, co oczywiste, media milczą. I kto im coś zrobi? Kibice mogą krzyczeć, mogą zalewać materiałami cały internet a i tak połowa populacji tego kraju nawet ich nie obejrzy. I wciąż pozostaną w ciemnej dupie, w świecie, który zbudowały media, w zakłamanym surrealistycznym obrazie życia, wyimaginowanym przez ludzi słono za to opłacanych. Bo przecież tak jest im wygodnie. A Ty człowieku, włącz sobie wiadomości na jednym bądź drugim kanale, żyj dalej w świecie fikcji i kłamstwa. Nieświadomie lub wręcz przeciwnie. Bo tak jest przecież modnie…

A potem spójrz na Ukrainę, spójrz na Putina i zapytaj, czy właśnie tak ma wyglądać przyszłość Twoich dzieci?

Tylko w Polsce – winni zawsze kibole!

Wczoraj wieczorem całą Polskę obiegła informacja jakoby chuligani Ruchu Chorzów zaatakowali meksykańskich marynarzy na gdyńskiej plaży. Największe polskie media – stacje telewizyjne i internetowe wydania gazet, zgodnie nadmuchiwały balonik o haniebnym rasistowskim ataku ‚pseudokibiców’ na biednych obywateli Meksyku. Oliwy do ognia dolewali mieszkańcy Gdyni czy przebywający tam na wakacjach turyści, których wypowiedzi, cytowane przez wspomniane już media, jasno wskazywały winnych zaistniałej sytuacji. Przez tych kilkanaście godzin, wszyscy obywatele, w szczególności ci nie ogarnięci w temacie, zdążyli sobie wyrobić opinie na temat fanów z Chorzowa…

Ale od początku: Kibice Ruchu przyjechali do Gdyni na pucharowy mecz swojej drużyny z Arką Gdynia. Meksykanie natomiast, są członkami załogi „Cuauhtemoc”, statku szkoleniowego meksykańskiej Marynarki Wojennej, który dzień wcześniej zacumował w gdyńskim porcie. Obie grupy od ok. południa przebywały na tamtejszej plaży i ok. godziny 15.00 doszło pomiędzy nimi do awantury.

Wersje podawane przez media i niby-świadków wskazywały na to, że winnymi całej sytuacji byli kibice chorzowskiego Ruchu, którzy napadli na bezbronnych, wypoczywających na plaży meksykańskich marynarzy. Atak ten miał mieć podłoże rasistowskie, o czym świadczyć mają kierowane pod adresem Meksykanów wyzwiska typu ‚brudasy’ czy ‚czarnuchy’. W ogóle, fani z Chorzowa mieli od samego rana wlewać w siebie hektolitry alkoholu, zaczepiać wszystkich w około, obrażać i zakłócać wypoczynek głośnymi śpiewami czy rzucając petardy hukowe. Według podawanych informacji, w całym zajściu najbardziej ucierpiał obywatel Meksyku, zraniony przez kibiców nożem.

Wersja podawana przez chorzowskich kibiców zupełnie różniła się od tej podawanej przez media. Według nich, Meksykanie zaczepiali Polki a kiedy jeden z marynarzy zaczął najpierw obmacywać jedną z kobiet a później, kiedy ta go odepchnęła, uderzył ją w twarz, kibice mieli ruszyć jej na ratunek. W trakcie bójki, fan chorzowskiej drużyny miał zostać ugodzony nożem w klatkę piersiową. Właśnie noże i butelki po piwie z ubitym dnem miały być narzędziami użytymi przez pijanych Meksykanów w walce ze Ślązakami.

Oczywiście, prawie wszyscy uwierzyli w tę pierwszą wersję, w końcu ‚kibole’ w naszym kraju od dawna są kreowani na największe zło chodzące po tym świecie. Media wykorzystują każdy nadarzający się moment by tę nienawiść w obywatelach jeszcze nasilić. Tak było i tym razem. Ogrom krytyki jaki spadł na kibiców Ruchu bił chyba rekordy, politycy odchodzili od zmysłów planując najlepszy sposób na przeprosiny Meksyku za wybryk polskich chuliganów, nawet na Facebooku powstał specjalny profil „Przepraszamy meksykanów za bandytów z Polski”. Jak się jednak okazało, przepraszać to oni powinni ale nie Meksykanów a…kibiców Ruchu Chorzów, wszak to ich wersja wydarzeń bliższa była prawdy i przecież, w przeciwieństwie do wszystkich innych, chronili oni obywateli naszego kraju przed haniebnym zachowaniem obcokrajowców.

Policja sprawdziła monitoring, przesłuchała świadków i poinformowała, że winnymi całej sytuacji są meksykańscy marynarze, którzy, tak jak mówili kibice, zaczepiali plażowiczów a jedną z kobiet uderzyli.
Dziwne jest to, że aż tylu mieszkańców tego kraju ma zaciemniony umysł, wierzący we wszystko co pojawia się w telewizji. Nie jest przecież tajemnicą, że kibice wszystkich polskich klubów, wyłączając dwa krakowskie, nie używają ‚sprzętów’, więc nóż musiał być własnością meksykańskich przybyszów. Kto w ogóle chodzi na plażę z nożem? Chyba tylko matki (i to raczej w skali ewenementu), które używają go do przygotowywania posiłków. Zresztą owym nożem został ugodzony kibic Ruchu, co tylko potwierdza te tezę. Lepiej było (a może łatwiej?) jednak wierzyć kłamstwom przedstawianym przez media, które z góry narzucały przebieg sytuacji i winę kiboli. I nawet powód ataku na marynarzy wydawał się im niewystarczający. Coraz mniej w tym kraju gentlemanów a coraz więcej c… ludzi, którzy biernie przyglądają się przemocy wobec kobiet, wolą udawać, że nic nie widzą a pomagają im w tym wszystkim politycy, którzy nie reagują na krzywdy swoich obywateli i martwiąc się jedynie o swoje dobre imię, wolą karać Polaków. Tak samo było w Poznaniu. Kiedy na Litwie fani Lecha byli obrażani przez tamtejszych kibiców , nazywani „polskimi kurw…”, wtedy rząd nie zrobił nic, kiedy jednak to Lech wywiesił transparent skierowany w stronę Litwinów, oburzenie sięgnęło zenitu i posypały się kary a rząd… kajał się przed naszymi sąsiadami. Kiedy siostry Radwańskie były obrażane w Izraelu, rząd także nie stanął w ich obronie. Za każdym razem sytuacja się powtarza. Wystarczy sobie przypomnieć walki polskich i rosyjskich kibiców podczas Euro 2012 i patrząc na reakcję rosyjskich polityków aż wzbiera w człowieku zazdrość. Tak to wygląda na świecie, prawie każdy rząd walczy o swoich obywateli i liczy się z ich losem, każdy tylko nie polski, tutaj bowiem, modniejsze jest przepraszanie wszystkich za zachowanie swoich rodaków. Normalka. Z takim podejściem, w niedługim czasie, Polska zacznie przypominać Anglię, opętaną przez Arabów, nie szanujących ani Polaków ani polskiego prawa.

Poza zachowaniem mediów i rządu razi także zachowanie policji, której nigdy nie ma tam gdzie akurat jest potrzebna. Do niczego by nie doszło gdyby policja była na miejscu i chociażby z pewnej odległości obserwowała tak dużą grupę zorganizowanych kibiców. Zamiast nich, to właśnie ‚stróże prawa’ ;-)  powinni byli interweniować w chwili napastowania kobiety przez meksykańskich marynarzy. Dziwne, że potrafią uprzykrzać życie kibicom w każdym możliwym momencie a akurat w chwili, gdy taka ilość przyjezdnych przebywa na terytorium wroga, nikt nawet jej nie dogląda. Coś tu jest nie tak…

Nawet w chwili gdy prawda wyszła na jaw, nikt nie potrafił wystosować odpowiednich przeprosin w kierunku chorzowskich kibiców. Nie ważne co robili wcześniej, co później ale fakty są takie, że nie oni byli winni całej tej sytuacji, wbrew temu, o czym od wczoraj trąbili dziennikarze i przypadkowe osoby. Zakłamywanie rzeczywistości nie najlepiej świadczy o rzetelności mediów, więc wypadałoby to zdementować w sposób tak nachalny, jak wczoraj informowano o chuligańskiej napaści ‚pseudokibiców’.
Tak w ogóle, kto to wymyślił?  Czy człowiek, będący na co dzień lekarzem, kiedy kogoś uderzy, media rozpisują się o pseudolekarzu? Czy mówi się o pseudotancerzach? Pseudowędkarzach?  Może czas zacząć nazywać rzeczy po imieniu, zacznijmy więc od pseudodziennikarzy…