Archiwa tagu: ME

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Szybka piłka! Po ME pozostał tylko gniew.

27.01.2016 EHF EURO 2016 - POLSKA - CHORWACJA - PILKA RECZNA

Polscy piłkarze ręczni na ME organizowanych na własnym podwórku zajęli ‚aż’ siódme miejsce. Na własne życzenie…
Emocje już opadły, lecz próby zrozumienia postawy naszych zawodników w meczu z Chorwacją wciąż nie osiągnęły zaspokajających je argumentów. Porażka wciąż boli, tak samo jak bolała kilka dni temu, tak samo jak bolała tuż po ostatniej sekundzie meczu i boleć będzie pewnie jeszcze długo.
Jeśli ktokolwiek z nas myśli, że nie zna przysłowiowego uczucia, upadku z „deszczu pod rynnę”, zapewne się myli, uważam bowiem, że od jakiegoś czasu zna je doskonale. Idealnie bowiem opisuje je droga naszych szczypiornistów od spotkania z Norwegią do katastrofy z Chorwatami. A idąc krok dalej, licząc od rywalizacji z Francuzami, zaliczyliśmy swoisty upadek z samego szczytu na dno. Dno i sto metrów mułu…

Choć media w naszym kraju często pompują balonik, wspierają sportowców w chwilach sukcesu by potem ostrzelać ich krytyką w momentach kryzysu i zbyt często przesadzają z tym drugim przypadku, to bez wątpienia nie zrobiły tego tym razem. Oj nie. Po meczu z Chorwacją na usta każdego Polaka cisnęły się najgorsze słowa. Nie można więc dziwić się dziennikarzom, dziwić za to możemy się wszystkim oburzonym tym faktem, w tym take naszym reprezentantom… piłki nożnej. Tak, panowie Milik, Krychowiak i Lewandowski, a więc najlepsi obecnie piłkarze kadry postanowili wyrazić swoje oburzenie faktem krytyki wobec szczypiornistów. Miejmy nadzieję, że z ich strony to tylko zwykła kurtuazja i tzw. zmowa plemników polskich sportowców a nie przygotowywanie sobie pewnej podkładki pod swój słabszy występ, w którymś ze spotkań podczas ME. Choć znając naszą Reprezentację piłkarską w obecnych czasach, ciężko sobie wyobrazić, że panowie mieliby przejść obok jakiegoś meczu, odpuścić i po prostu nie walczyć. Chociaż, czyż nie tak do tej pory opisywało się się szczypiornistów? No tak… To oni byli tymi walczakami, oni byli tymi, którzy potrafili przyznać się do błędu, kiedy dali dupy i oni potrafili publicznie poddać się krytyce. Nagle, kiedy skompromitowali się jak nigdy wcześniej, potrzebują obrońców? Wolne żarty…

Mecz z Chorwatami do dziś wywołuje wśród kibiców skrajne emocje. Do dziś ciężko komukolwiek uwierzyć w to co wydarzyło się w krakowskiej Arenie i może właśnie tak trzeba do tego podejść. Być może jedynym wyjściem z sytuacji jest dokładne zbadanie ‚czystości’ tego spotkania? Przecież wszyscy byliśmy pewni awansu! Chorwacja i Francja już pewnie szykowały rezerwacje na samolot aż tu nagle sytuacja mieniła się diametralnie. Jak to możliwe, że jedyni sportowcy – mężczyźni w tym kraju, którym walki raczej się nie odmawiało, zupełnie bez niej oddali rywalom półfinał ME? Porażkę zrozumiałby każdy, naprawdę, ale nie w takim stylu! Tego wybaczyć nie można, po prostu się nie da…
Nie jest możliwe to by nagle kilkunastu zawodników oduczyło się grać, rzucać, podawać a nawet biegać… No tak się nie da. Można zrozumieć słabszy dzień jednego, dwóch, może trzech ale nie k… całej drużyny! Bez pomysłu, bez chęci bez ambicji i honoru. Tak zagrali. Nikt nie atakował, podstawowy bramkarz nie bronił, jak więc mieliśmy wygrać?
Jak wytłumaczyć tę katastrofę, bo na miano porażki, ta maskarada nawet nie zasługuje? Po walce to nasi przegrali z Norwegią, Chorwaci przeciwko nam nawet nie musieli się zbytnio starać. Z którego miejsca na boisku by nie uderzyli, bili nas boleśnie. Choć faktem tym przejęci wydawali się jedynie kibice. Ci w hali i ci przed telewizorami, miliony załamanych ludzi, wierzących do ostatnich minut w zmianę postawy Polaków. Naprawdę, nasi szczypiorniści powinni dziękować Bogu, że przyszło im reprezentować Polskę a nie taką Turcję czy inny kraj, w którym za słabe wyniki i brak walki, nie trzeba na klatę przyjmować jedynie krytyki…

Wstyd i hańba – to tak dotknęło naszych reprezentantów? To słabe określenie na nich grę. Dziwnym trafem, ludzie, którzy potrafili dokonywać niemożliwego kilka dni wcześniej, nagle zapomnieli jak trafić w światło bramki. Bramki, która nie była wcale rozmiarów tej, do której trafiać zwykli zawodnicy hokeja na trawie… Nikt naszych nie poinformował rodaków o żadnym wirusie, który zaatakował całą drużynę, więc nie mają nic na usprawiedliwienie swojej słabej gry. Dziwnym jednak trafem do półfinału nie awansowała Francja, która przy porażce (wyższej niż 4 bramki) Polski była najpoważniejszym kandydatem ale właśnie nasz ówczesny rywal, któremu potrzebne do tego było aż jedenaście bramek różnicy. To chyba jakiś kabaret. Przecież w całym turnieju żaden zespół, nawet najsłabszy, nie zaprezentował się tak karygodnie jak Polacy w starciu z Chorwacją. Czy po tym, jak na początku, pewni awansu, dali się zaskoczyć i przestali nagle wierzyć w awans, po prostu odpuścili, by awans nie wywalczyła też reprezentacja Trójkolorowych? To byłoby karygodne… Czy jakaś chorwacka mafia im groziła? Ktoś ich zmusił do poddania meczu? No bo jak inaczej to wytłumaczyć? Tak po prostu się nie da… Gdyby to był jeden sportowiec, można by uwierzyć w nagły spadek formy ale nie w to, że nagle wszyscy, jak jeden mąż, przechodzą obok meczu. Podają rywalom albo gubią piłki, trafiają w poprzeczki, słupki albo obok bramki… Zmęczenie? Rywalizacją z najsłabszą Białorusią dwa dni wcześniej? A może trudami całego turnieju? No ale ze Szwecją jakimś cudem wygrać się udało…
Coś tu jest nie tak. Zapewne sprawa i tak ucichnie i nie dowiemy się prawdy. Gdyby nie fakt, że na własnych śmieciach nasi siatkarze zostali Mistrzami Świata(!), patrząc na szczypiornistów teraz oraz piłkarzy podczas Euro 2012 moglibyśmy pomyśleć, że nie służy nam własne podwórko…

PS. Odnosząc się do wczorajszej sytuacji podczas wręczania medali, warto się zastanowić, kto bardziej przy okazji ME zasłużył na gwizdy…

Pompowanie balonika – poziom hard.

I niech uczą się zwolennicy innych dyscyplin sportowych od swoich kolegów lubujących się w koszykówce tego jak napompować naprawdę wielki balon. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że w temacie kosza dużo łatwiej było wpoić społeczeństwu pewne prawdopodobieństwo sukcesu niż w tematach innych sportów zespołowych. Dlaczego? prosta sprawa…

O futbolu „wszyscy wszystko wiedzą”, więc wcisnąć komuś bajer o niezwykłej sile czy to Reprezentacji Polski czy po prostu któregoś z polskich klubów, nierzadko graniczy z cudem. Bajki jak były, tak nadal są przekazywane ale ile procent społeczeństwa naprawdę się na to łapie, nie trudno zgadnąć. Odkąd sukcesy zaczęli osiągać siatkarze czy szczypiorniści, poziom nie tyle zainteresowania co znajomości obu tych dyscyplin podniósł się niewyobrażalnie. Szczególnie w tym pierwszym przypadku, nie za bardzo można jednak mówić o jakimkolwiek pompowaniu balonika, ponieważ zarówno liga jak i drużyna narodowa są w ścisłej światowej czołówce. Automatycznie więc, im bliżej do jakiejś większej międzynarodowej imprezy, tym nasi siatkarze lądują na jednym z pierwszych miejsc w grupie faworyzowanych ekip. Podobnie sprawa się miała ze szczypiornistami, kiedy jeszcze pod wodzą Bogdana Wenty walczyli oni o najwyższe cele na turniejach takich jak MŚ czy ME. I tak jak w przypadku wszystkiego co ludzkie, równocześnie ze spadkiem formy naszej drużyny, spadało też zainteresowanie piłką ręczną, a że ludzie przez okres chwały trochę tę dyscyplinę poznali, tak po odejściu z niej trenera Wenty, byli już świadomi czarnej przyszłości szczypiorniaka.
Jeśli można uznać, że wśród czterech najważniejszych gier zespołowych, oprócz ww jest jeszcze koszykówka to w naszym kraju, biorąc pod uwagę poziom zainteresowania społeczeństwa, znajdzie się ona na szarym końcu w tej hierarchii. Nie ma sukcesów – nie ma kibiców. Brutalna rzeczywistość. A z drugiej strony, skoro tak niewielu zna aktualne realia panujące na europejskich parkietach, tym łatwiej jest manipulować ich naiwnością. Nadzieja bez pokrycia – można by rzec. Nie inaczej.
Od kilku tygodni bowiem bombardowały nas informacje o wielkiej sile polskiej reprezentacji, o równie wielkich absencjach w kadrach rywali i przede wszystkim… Marcinie Gortacie. No przecież NBA i te sprawy. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego lidera, lidera z prawdziwego zdarzenia. I do tego jeszcze Lampe i Ignerski. Nieważne, że znajomość nazwisk innych koszykarzy była znikoma, ta trójka miała nam zapewnić (po kolei) wyjście z grupy, 1/4 a nawet medal. Kto się dał nabrać? No właśnie. Wierzyli nawet dziennikarze piszący na co dzień o innych dyscyplinach…
Balonik tak szybko jak został nadmuchany, tak szybko pękł. Niby nadzieja umiera ostatnia i lepiej jest być sceptycznym by dać się mile się zaskoczyć ale po dwóch pierwszych meczach, nasza reprezentacja może liczyć tylko na cud a przecież do Wigilii jeszcze daleko więc i na cuda przyjdzie nam poczekać. A zima i śnieg to raczej czas Kowalczyk i skoczków narciarskich aniżeli panów biegających za piłką po różnej wielkości i szerokości boiskach.

Polska górą!

Chyba tylko tak tytułować można dzień 2 marca 2013 roku. Dla polskich sportowców były to 24 wspaniałe, wyjątkowe i prawdopodobnie jedyne takie w życiu godziny.  Srebro Justyny Kowalczyk na Mistrzostwach Świata, Brąz polskich skoczków na tych samych Mistrzostwach, srebro Anny Rogowskiej i brąz Katarzyny Broniatowskiej na Halowych Mistrzostwach Europy, zwycięstwo w finale Pucharu CEV Muszyny, czwarte miejsce Krystyny Pałki w biegu pościgowym w PŚ w Oslo oraz bramki zdobyte przez Roberta Lewandowskiego(2), Radosława Majewskiego i Grzegorza Krychowiaka – to wspaniałe osiągnięcia polskich sportowców, wszystkie sukcesy przyszły niemalże w jednym momencie a warto odnotować, że dziś, jeden dzień później kolejne powody do dumy przyniósł nam Adam Kszczot, który w świetnym stylu został Mistrzem na 800m na Halowych Mistrzostwach Europy. Pięknie.

Oczywiście, chociaż każdy z tych wyników jest niewątpliwym sukcesem, ma jednak swoją wartość w tzw hierarchii kibiców. I tak najwspanialszą wiadomością wczorajszego dnia, obok której nikt nie przeszedł obojętnie było zdobycie medalu przez naszych skoczków. Cała sytuacja tym większą radość wszystkim sprawiła, że początkowo skoczkowie znaleźli się poza podium. Historię największego sukcesu polskich skoczków zna jednak już każdy i najlepiej nacieszyć oczy i uszy poniższymi obrazkami.

Medal cieszy niezmiernie i jednocześnie pozostaje lekki niedosyt bo srebro było… o krok.

Cieszy też drugie miejsce Justyny Kowalczyk, chociaż w oczach kibiców wynik naszej Królowej Nart nie jest tym oczekiwanym. Wszyscy, włącznie z trenerem naszej biegaczki, liczyli na kilka medali i co najmniej jeden złoty, właśnie we wczorajszym biegu. Mistrzostwa Justyna kończy tylko z jednym srebrem ale skoro sama zainteresowana jest zadowolona z takiego wyniku to i nam nie wypada narzekać.

Równie świetną wiadomością i także mającą znamiona niespodzianki jest wyczyn siatkarek Muszyny, które pokonały siatkarską potęgę na gorącym tureckim terenie i tym samym sięgnęły po Puchar CEV.

W świetnym stylu do gry powrócił Robert Lewandowski, który w meczu z Hannoverem zdobył dwie bramki. Dzięki nim Lewy został liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi.

http://www.youtube.com/watch?v=E04OmOLrszc

Kolejnego gola i zarazem kolejny tytuł bohatera meczu zdobył Radek Majewski. Piłkarz Nottingham Forest kolejny raz mocno zapukał tym samym do drzwi kadry i oby jak najszybciej otworzył je Waldemar Fornalik.

http://www.youtube.com/watch?v=-7_SRXhcLYo

Najważniejszą bramkę tego weekendu zdobył jednak Grzegorz Krychowiak. Polak został uznany najlepszym piłkarzem meczu z PSG a jego trafienie było jedynym w tym spotkaniu.

Polska górą!