Archiwa tagu: krychowiak

Mamy to! Irlandia Północna pokonana! Czas na spostrzeżenia…

CkxPoFFXIAQXHFo

Polska pokonała w swoim pierwszym meczu na Euro Irlandię Północną. Co prawda, tylko 1-0 ale… Każdy kto obserwował przebieg tego spotkania, taktykę naszych rywali oraz wyniki dotychczasowych spotkań na tym turnieju – powinien się cieszyć! Zadanie wykonane na piątkę! Cóż można rzec więcej?

#1 Kolejny raz trzeba to powtórzyć: Nawałka to właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Rozpracował Irlandię, co przecież może się nie udać ani Niemcom, ani Ukrainie… Jak na razie to my mamy trzy punkty i fotel lidera grupy C. Ufajmy selekcjonerowi w to, że rozpracuje kolejnych naszych rywali i już w następnym spotkaniu będziemy świętować upragniony awans.

#2 Krychowiak – to jest nasz największy skarb w drużynie. Nic dodać, nic ująć. Niech już idzie do tej Barcelony albo innego wielkiego klubu żeby rządzić w Champions League.

#3 Kapustka – nie zapeszając, chyba największy wygrany Euro. Dzięki jego dyspozycji w meczu z Irlandią, zapewne jutro niezwykle pracowity dzień czeka wielu managerów europejskich potęg oraz… sekretarkę Cracovii ;-). Za to Nawałka będzie miał spory problem na głowie. Bo jak tu upchnąć w jedenastce zarówno Kapiego, jak i Grosika oraz Błaszczykowskiego? Kuba albo Grosik zamiast Jędzy?

#4 No właśnie… „Co z tą Legią?”, można by zapytać, patrząc na grę Jędrzejczyka, Pazdana i Jodłowca. Jeśli po wygranym meczu mielibyśmy wskazać najsłabsze ogniwa to trzeba byłoby ich szukać właśnie wśród piłkarzy Mistrza Polski. Jędza kompletnie nie radził sobie z wrzutkami w pole karne, przez co straciliśmy mnóstwo szans oddanie strzałów. Jodłowiec co prawda zagrał krótko ale od momentu, w którym zmienił Krzysztofa Mączyńskiego, Polska straciła wszystkie swoje walory a przede wszystkim – spokój. W grę naszej Reprezentacji wkradło się zbyt dużo nerwowości, co mogło kosztować nas utratę bramki a kibiców zapewne dużo zdrowia. Najwięcej zastrzeżeń można mieć jednak do Pazdana, który od wyjścia na murawę, aż do ostatniego gwizdka wyglądał na mocno niespokojnego i wystraszonego. Jeśli tak zadziałała na niego słaba Irlandia, to co będzie kiedy przyjdzie mu zagrać z Ukrainą czy Niemcami? Czy Salamon albo Cionek nie dawałby nam większej pewności? Gdyby nie świetna gra Kapustki i Mączyńskiego, odpowiedzialność za rozkojarzenie ww graczy zrzucilibyśmy przynajmniej na poziom Ekstraklasy…

#5 Mamy prawo oczekiwać od tych chłopaków sukcesu. Chyba nigdy nie mieliśmy Reprezentacji, w której panowałaby tak dobra atmosfera i wiara, przy jednoczesnym wysokim poziomie zawodników. Konkret!

#6 Robert Lewandowski nawet jeśli nie trafia do siatki potrafi zrobić sto innych rzeczy, którymi udowadnia jak ważną postacią jest dla tej drużyny. I to właśnie jest kapitan polskiej reprezentacji. Dziękujemy!

#7 Milik – gdyby nie ta bramka zostałby zakwalifikowany do grupy, która w meczu zawodziła ale… napastników rozlicza się z goli a w takiej sytuacji: Arek Milik został bohaterem.

#8 Na duże słowa i brawa po spotkaniu zasłużyli też Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek i Krzysztof Mączyński – bez nich nie byłoby tego sukcesu. Ciężko ocenić Szczęsnego czy Glika na tle Irlandii Północnej, która za dużo w ofensywie nie pokazała.

#9 Z Niemcami zagramy już na większym luzie i z większą dawką pewności siebie. Co więcej, ze wszystkich drużyn na turnieju to chyba właśnie Niemcy boją się nas najbardziej i właśnie tutaj powinniśmy szukać swojej szansy.

#10 Niezadowolonym z wyniku kibicom należy przypomnieć, iż sędzia kalosz nas oszukał! Nie podyktował karnego, nie upominał Irlandczyków żółtymi kartkami, o które tak przecież upominał się Tomasz Hajto, za to upomniał takową Bartosza Kapustkę podczas jego czystej interwencji. Jak żyć?
Świętujmy sukces!

Krychowiak w jedenastce „France Football”, dlaczego właśnie on?

Grzegorz-Krychowiak-Sevilla-Arsenal-535134

Co zwykle robią siedemnastoletnie dziewczyny? Mnóstwo rzeczy, oczywiście od plotkowania na temat facetów, po buszowanie po galeriach handlowych włącznie. Ja mając lat siedemnaście, byłam już na tyle ‚zajawiona’ piłką, że oglądałam mecz Polaków u-20 na Mistrzostwach Świata w Kanadzie. Mecz nie byle jaki bo z wielką, chodź jeszcze wtedy młodą drużyną Brazylii, w której składzie prym wiodła wschodząca gwiazda światowego futbolu, czyli Alexandre Pato.
Któż nie zna tego nazwiska? Swego czasu, również na wspomnianym turnieju, mówiło się o nim jako następcy takich zawodników jak Ronaldo, Ronaldinho czy Kaka, szczególnie, że poza narodowością łączyły ich także barwy klubowe. Wszyscy bowiem występowali w drużynie AC Milan a przecież jeszcze wtedy, Rossoneri, na czele z Adriano Gallianim lubili poszaleć na rynku transferowym, zagarniając na San Siro najsmakowitsze kąski.
Takim właśnie kąskiem według wszystkich był wtedy Pato. Jeśli dobrze pamiętam (choć minęło już sporo czasu), w Kanadzie wszystkie oczy kibiców były zwrócone właśnie na niego, to on miał być najjaśniej świecącą postacią tego turnieju i świetnymi występami zwiększyć swoją wartość na rynku. Plany jednak już na wstępie pokrzyżowała mu Reprezentacja Polski a ściślej mówiąc… Grzegorz Krychowiak.

Młody wtedy, nieznany szerzej nawet polskiej publiczności pomocnik, znakomitym strzałem z rzutu wolnego dał nam zwycięstwo nad wielkim faworytem. Chyba właśnie wtedy ówczesny piłkarz rezerw Girondins Bordeaux skradł moje kibicowskie serce. Niby to tylko uderzenie z wolnego ale miało ono w sobie tę magię, to ‚coś’, co porywa i każe chcieć więcej.
Trzy punkty w meczu otwarcia (nomen omen) nie otworzyły wtedy Polsce drzwi do sukcesu,  i wydawało się, że także nasi piłkarze, na czele z Krychowiakiem nie zwrócili na siebie uwagi zagranicznych managerów. O piłkarzu grającym na co dzień we Francji było przez następnych kilkanaście miesięcy dosyć cicho, kilkuletnie wojaże na wypożyczeniach pomiędzy Bordeaux, Reims i Nantes nieco uchyliły mu okno na futbolowy świat a nam ożywiły nadzieję na duże wzmocnienie naszej drużyny narodowej.
Jak już wspomniałam, jako że Krycha szybko wyjechał za granicę, nam kibicom nie było dane obserwować jego pierwszych piłkarskich szlifów w którymś z polskich klubów, dlatego też mógł on uchodzić za jedną wielką niewiadomą. Nie dziwi więc nikogo fakt, że transfer do ligi hiszpańskiej, a przede wszystkim drużyny Sewilli został przyjęty w naszym kraju z dużą rezerwą, głównie wśród dziennikarzy, którzy, nie wierzyli do końca w potencjał rodaka. Dziś zapewne większość z nich bije się w pierś…

Historia Polaka w hiszpańskiej drużynie to wielki skok jakościowy pod każdym względem. Bajka o kopciuszku? Polskiemu pomocnikowi bliżej w tym momencie do Robota aniżeli kruchej dziewczyny ale fakt faktem, droga jaką dumnie kroczy nasz reprezentant jak na razie usłana jest różami. Sukces goni sukces. Grzesiek swoją postawą na boisku bardzo szybko ujął za serca kibiców i dziennikarzy na półwyspie Iberyjskim.  Ci pierwsi nie bez kozery śpiewają, że chcą w drużynie jedenastu Krychowiaków, podczas gdy ci drudzy nazywają Polaka ‚maszyną’. Prawdopodobnie nikt, na czele ze sztabem szkoleniowym i kolegami z drużyny, nie wyobraża sobie dziś Sewilli bez polskiego defensora. Tak, z tegoż powodu, mimo dosyć krótkiego stażu w zespole, Polakowi udało się przywdziać na ramię opaskę kapitana. To wielki zaszczyt ale i wielkie nadzieje, chyba nieco prośba o pozostanie Grześka w drużynie z Andaluzji, choć patrząc na formę i rosnące z każdym dniem oczekiwania wobec naszego rodaka a przede wszystkim ogromny potencjał, jaki w dalszym ciągu, mimo już prezentowanych nam walorów, drzemie w jego osobie, wydaje się, że kwestią czasu będzie jego transfer do jednego z najlepszych klubów Europy. Barca, Real, Atletico? Być może zupełnie inna liga? Widząc ciągle rozwijający się talent Krychy i wierząc w udany występ samego piłkarza Sewilli, jak i Reprezentacji Polski podczas Euro,  bez wątpienia kolejnym kierunkiem jaki na kontynuację swojej kariery wybierze Polak, będzie zespół walczący co roku tylko o najwyższe cele, a więc zwycięstwo w Champions League. Bez względu na to, która drużyna okaże się być nowym pracodawcą Krychowiaka, nie możemy wątpić w słuszność tego wyboru.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że żaden inny piłkarz z polskim paszportem a może i w La Liga, nie jest aż tak zakręcony na punkcie futbolu jak on. I wcale nie mówimy o łączeniu pracy z hobby, bo w przypadku Grześka tak to nie działa. On po prostu przesiąknął do reszty zajęciem, które na co dzień wykonuje i podporządkował mu całe swoje życie. Abstynent, zadowalający się jedynie wodą (nie mylić z wódą), stroniący od imprezowego stylu życia, tak przecież pasującego do zawodu piłkarza. W szczęśliwym związku, z wielkim poczuciem humoru i dużym zasobem inteligencji. Perełka w świecie futbolu. I co najważniejsze: Made in Poland.

Charakter to jedna i najprawdopodobniej najpotężniejsza zaleta, jaką w swoich rękach nogach sobie ma Grzegorz. To ta wypadkowa, która zaprowadzi go nam sam szczyt bo bez wątpienia właśnie u jego progu znajduje się dziś Polak. Ponad siedem lat po wygranym meczu z Brazylią, ówczesny złoty chłopiec, Pato przepadł w otchłań zapomnienia. Świat futbolu zapomniał o nim, jak o każdym piłkarzu, który na własne życzenie, głównie przez słabość charakteru, przegrał swoją karierę. Dziś, mając na karku ledwie dwadzieścia sześć lat, grywa w swoim rodzinnym kraju, nie przypominając ani trochę tych, do których kiedyś go przyrównywano. A piłkarz, który przed laty w meczu młodzieżowych Mistrzostw Świata ukazał światu swój talent, dziś podbija kolejne serca piłkarskich smakoszy. Świetnie spisującego się przez cały sezon w Sewilli i Reprezentacji Polski Krychowiaka docenili ludzie, którzy przez wiele lat uchodzili za wyrocznię pod tym względem, czyli dziennikarze „France Football”, umieszczając Polaka w najlepszej jedenastce roku 2015! Któż wtedy, podczas meczu Polska – Brazylia mógł pomyśleć, że po kilku latach to on a nie wspomniany już Pato, znajdzie się w takim zestawieniu?

To wielkie wyróżnienie, biorąc pod uwagę fakt, kogo w owej grupie zabrakło ale też ciekawy temat do dyskusji, patrząc na to ilu kibiców i dziennikarzy sceptycznie podeszło do takiego wyboru dziennikarzy FF. Według nich miejsce polskiego pomocnika powinien zająć Sergio Busquets, reprezentant FC Barcelony…
Oczywiście, nawet ktoś interesujący się futbolem od święta doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że najlepszym zespołem w Europie jest klub z Katalonii, wszak kolejny raz piłkarze tej drużyny sięgnęli po zwycięstwo w Lidze Mistrzów i jak przystało na takiego kibica, uznaje on przy okazji, że również wszyscy zawodnicy tego zespołu spełniają wszelkie kryteria bycia najlepszymi. Do takich samych wniosków co sezon dochodzą także (a jakże by inaczej!) wszyscy Socios, a więc fani ‚Dumy Katalonii’. Dlaczego więc zamiast Hiszpana, zwycięzcy Champions League i boiskowego kolegi Messiego i Naymara, miejsce w jedenastce 2015 roku France Football zajął Grzegorz Krychowiak? Może właśnie dlatego, że samo bycie członkiem najlepszej drużyny świata, wbrew pozorom, nie czyni każdego z poszczególnych jej piłkarzy najlepszymi na swych pozycjach. Być może dziennikarzom, którzy do swojego zestawienia najlepszych piłkarzy wybrali m.in. Krychowiaka potrzeba większych dowodów na piłkarską jakość niż sama przynależność do najsilniejszej obecnie drużyny na Starym Kontynencie, być może oni również zdecydowali się postawić na tę iskrę? To ‚coś’, co porywa za serce i każe chcieć więcej?

Porównując statystyki obu piłkarzy za pośrednictwem oficjalnej strony LaLiga a także serwisów takich jak Goal.com (tutaj profil Polaka nie jest pełny – chociażby brak zdjęcia, oceny umiejętności poszczególnych elementów gry) i WhoScored.com ciężko wyróżnić któregokolwiek z nich jako zdecydowanie lepszego. Nikogo nie zdziwi fakt, że Busquets częściej jest przy posiadaniu piłki (wszak gra w Barcelonie, która zawsze przez większą część spotkania utrzymuje się przy piłce), czy to że Krychowiak wygrywa więcej pojedynków w powietrzu aniżeli Hiszpan. Piłkarz Barcy wykazuje się lepszą celnością podań (tu bez wątpienia decydującym czynnikiem jest styl gry kreowany przez Katalończyków) za to Krychowiak częściej decyduje się na oddanie strzału.
Noty obu panów niewiele się od siebie różnią i o ile serwis goal.com wyższą ocenę daje piłkarzowi Barcy, o tyle już w serwisie WhoScored.com króluje nasz rodak. W tym miejscu warto więc zastanowić się nad innymi czynnikami aniżeli gra ww piłkarzy, które mogły przeważyć szalę na korzyść Krychowiaka, przy wyborze do jedenastki 2015 roku dziennikarzy FF.

I tak, jako że oczywistością jest to, iż Barcelona jest dużo lepszym zespołem niż Sewilla a także, że dysponuje ona większą liczbą indywidualnie lepszych zawodników, automatycznie daje im to pewien rodzaj swobody. Nie trzeba nawet podjąć zbyt dużego ryzyka twierdząc, iż każdemu piłkarzowi prezentującemu w miarę wysoki poziom sportowy, łatwiej byłoby grać w drużynie z Katalonii. Wiadomo, z dwóch piłkarzy o podobnych walorach sportowych, dużo ciężej jest rywalizować o najwyższe cele temu, obok którego nie biega kilkunastu najlepszych piłkarzy Europy, którym wystarczy podać futbolówkę na kilka metrów i jedynie spoglądać na dalszy ciąg wydarzeń w ofensywie. Tak, gracz ze słabiej obsadzonej drużyny, musi w grę włożyć o wiele więcej siły i serca, niż ten wykonujący jedynie wyznaczony zakres obowiązków, na którym zdecydowanie nie ciąży aż taka presja. Co więcej, gdyby tak spróbować zamienić obu piłkarzy, można by dojść do wniosku, jakoby Krychowiakowi nie brakowało zbyt wielu argumentów by zadomowić się w najlepszej jedenastce Europy, natomiast Busquetsowi, który w przeciwieństwie do Polaka nigdy nie grał w żadnym innym klubie poza Barceloną, mogłoby być ciężko zaadoptować się nie tylko w nowych okolicznościach ale także samej taktyce, gdzie trener i koledzy nagle zaczęliby wymagać od niego o wiele więcej…

Wbrew pozorom, także głosy o wycenie obu piłkarzy przez serwis Transfermarkt nie muszą działać na korzyść Busquetsa. Oczywiście, jest on w tym momencie warty o wiele więcej od Krychowiaka (50 mln do 25mln na korzyść Hiszpana) ale jest to podyktowane jedynie doświadczeniem, czyli różnicą czasu jaki na boiskach LaLigi (najlepszej europejskiej ligi) oraz Ligi Mistrzów spędzili obaj panowie a w tym pojedynku Krycha niewiele ma jeszcze do powiedzenia, oraz liczbą trofeów, które obu zawodnikom można zapisać na konto i gdzie również to Hiszpan ma zdecydowaną przewagę. Przyjmując więc do siebie fakt, że rywalizacja na tym polu do wyrównanych nie należała już na samym starcie, oraz prognozując, że przy transferze do jednego z czołowych klubów Europy i rozegraniu tam przynajmniej jednej świetnej rundy, wartość rynkowa polskiego pomocnika mogłaby przekroczyć tę widniejącą dziś przy nazwisku gracza Barcelony, w ogóle nie powinniśmy brać tego pod uwagę.
Inaczej spojrzymy na wszystko, jeśli pod lupę weźmiemy wiek obu zawodników a mianowicie fakt, iż Grzegorz Krychowiak jest o dwa lata młodszym zawodnikiem aniżeli Busquets. Komuś może się wydawać, iż ta różnica, plus zdecydowana różnica w wycenie obu piłkarzy, działa na korzyść Hiszpana, ale to jedynie wynik braku wyobraźni. Dwa lata to zdecydowanie dużo czasu, szczególnie w świecie futbolu by wznieść się na wyżyny, jak i stoczyć się na samo dno. Tu znów powołamy się na znany slogan: ‚Co by było gdyby…’ i zarysujemy dosyć realny zarys dalszej kariery Polaka na przełomie kolejnych dwóch lat, w których to podpisze on kontrakt z jednym z czołowych klubów Starego Kontynentu, oczywiście będąc dużym wzmocnieniem swojej nowej drużyny, przyczyniając się do zdobycia przez nią nie tylko krajowego mistrzostwa ale też trofeum Ligi Mistrzów. Indywidualnie osiągając wtedy świetne statystyki, windujące go na pierwszą pozycję wśród defensywnych pomocników Europy i zapewniając mu miejsce w najlepszej jedenastce roku na gali UEFA. I to tylko biorąc pod uwagę grę w barwach klubowych, a trzeba pamiętać, że w międzyczasie Krychowiak z dużymi nadziejami wystąpi także na Euro. Dwa lata. Niby nic takiego a jednak. Okres dwóch lat może Polakowi przynieść żniwa, o jakich Busquets będzie mógł już wtedy jedynie sobie przypominać. Ciężko bowiem przypuszczać, że za dwa lata Barcelona dalej będzie dzielić i rządzić w Europie. Przecież w futbolu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie a jeśli Barcelona po, przypuśćmy, wygraniu kolejnej edycji Champions League, nie przebuduje znacząco swojej drużyny, prawdopodobnie znów da się zamknąć w czarnej dziurze wypalenia. Czy wtedy Busquets trafi na ławkę rezerwowych, czy może zdecyduje się na transfer do innego klubu, czyli wielką niewiadomą? Być może obu panom przyjdzie stoczyć jednak pojedynek o miejsce w wyjściowej jedenastce Dumy Katalonii? To zapewne byłoby ciekawym ale prawdopodobnie najmniej realnym scenariuszem…

To oczywiście tylko wyobrażenia przyszłości, zakładanie różnych wersji a przecież rozmawiamy o teraźniejszości i powodach, z jakich to Polak a nie reprezentant Hiszpanii, znalazł się w jedenastce roku France Football.
Wśród fanów Blaugrany pojawiają się głosy, jakoby miał to być zamierzony efekt, wręcz wymierzony w stronę katalońskiego klubu siarczysty policzek lub co też dało się słyszeć, efekt przeludnienia przedstawicieli tylko jednego klubu. Otóż, w jedenastce znalazło się już miejsce dla zdecydowanych pewniaków, czyli kolejno: Messiego, Neymara, Iniesty i Alvesa i dokooptowanie do tego grona kolejnego zawodnika katalońskiego klubu mogłoby zostać źle odebrane w piłkarskim światku ( choć dziennikarze ”L’Equipe” takich obaw jednak nie mieli ). Co jak co, ciężko taką wersję wydarzeń w ogóle brać pod uwagę, gdyż dominacja samego klubu z Katalonii jest tak duża, że ktoś próbujący obniżyć skalę ich sukcesów przez nie docenienie wyróżniających się w ich zespole piłkarzy wystawiłby się jedynie na pośmiewisko. Gdyby taki stan rzeczy miał mieć miejsce, pod ‚obstrzał’ wzięty zostałby któryś z czołowych zawodników, takich jak chociażby Iniesta czy Neymar. Po prostu, łatwiej niektórym szerzyć teorie spiskowe niż przyznać, że jeśli w drużynie prowadzonej przez Luisa Enrique jest kilku zawodników, których gra porywa za serce i najzwyczajniej w świecie zachwyca, to w śród nich nie ma niestety Sergio Busquetsa. Za to w takiej samej sytuacji ale u chłopaków z Andaluzji, najbardziej wyróżniającą się postacią w zespole jest właśnie Grzegorz Krychowiak. Co mecz, na boisku pozostawia serce i prawdopodobnie właśnie to urzekło w nim dziennikarzy France Football. Skoro nie widać znaczącej różnicy w grze dwójki zawodników pod względem statystycznym, oczy otwiera się na zupełnie inne walory, a tych zdecydowanie więcej jest po stronie Polaka. Prawdopodobnie wybierając jedenastkę roku 2015, redakcja FF rzeczywiście zobaczyła u Krychy iskrę, tę samą, którą miał on w sobie już na MŚ u-20 w Kanadzie. I być może kiedy ich koledzy po fachu z innych redakcji, kierowali się rozumem konstruując swoje jedenastki, kiedy woleli postawić na bezpieczny wybór, z którego nie będą się musieli zbytnio tłumaczyć, a który każdy piłkarski laik po prostu zaakceptuje, oni kierowali się sercem. Rozum i Serce, odwieczne dylematy, co rusz komplikujące życie i dostarczające nowych powodów do dyskusji.
Ale kiedy przeciwnicy wyboru Krychowiaka do jedenastki roku przez znany francuski tygodnik w dalszym ciągu będą powoływać się na wszelkie inne zestawienia, w których rywalizację wygrywa Busquets, niech zastanowią się dlaczego to Krychowiak został nominowany do drużyny roku UEFA, za to na próżno wśród kandydatów szukać hiszpańskiego defensora…

Statystyki:

LaLiga porównanie
Goal.com busquets krychowiak
WhoScored.com busquets krychowiak

Jedziemy do Francji!!!

12105784_914072128641250_8855286586551830303_n

Stało, lub stanęło się, jak dało się słyszeć z szatni naszych piłkarzy po meczu, z szatni, która tego wieczoru tętniła życiem w najlepsze, z szatni, w której wczoraj aż roiło się od gwiazd wielkiego formatu, szatni, w której jak nigdy dało się wyczuć przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę. Szatni zwycięzców, ludzi, którzy doprowadzili do euforii wszystkich Polaków. Zrobili to! Awansowali na Euro! Ale… To dopiero początek!!!

Awansowaliśmy na drugą najważniejszą imprezę futbolową na świecie co akurat dla nas, patrząc na historię naszej reprezentacji, jest całkiem dużym wyczynem. Co więcej, zrobiliśmy to w naprawdę niezłym stylu, po drodze pokonując przecież pierwszy raz w życiu mistrzów świata, Niemców. Oczywiście,  zdarzały nam się wpadki i słabsze momenty ale częściej gra naszych zawodników mogła napawać nas dumą. Doceńmy więc ten awans i podziękujmy za wspaniałe emocje, których przez ostatnie miesiące było nam pod dostatek.

Nie ma sensu dziś zastanawiać się nad tym, co by było gdyby…
Gdybyśmy przegrali w ostatnim meczu z Irlandią lub stracili bramkę w ostatnich sekundach, osiągając ‚tylko’ remis, gdybyśmy powalczyli trochę bardziej w rewanżowym spotkaniu z Niemcami lub dwumeczu ze Szkocją.
Albo trafilibyśmy do baraży albo zajęlibyśmy pierwsze miejsce w grupie. Albo – albo. Jeden punkt różnicy między nami i Niemcami, Jedna bramka, która mogła nas szybko przerzucić z nieba do piekła, tak niewiele a jednak końcowy efekt diametralnie się różni…
Na co nam to wszystko? Cieszmy się z sukcesu naszej reprezentacji, nie bez powodu świętujemy od wczoraj jak po zdobyciu mistrzostwa Europy a nie tylko wywalczeniu awansu na Euro. I nie ważne, że oprócz nas, do Francji jadą takie ekipy jak Albania, Słowacja czy Irlandia Północna. One, tak jak i my, wywalczyły awans na boisku, pokonały teoretycznie silniejsze od siebie drużyny i zasłużenie zdobyły bilety do Francji. Nie ujmujmy sobie dokonań, tylko dlatego, że ta sama sztuka, udała się teoretycznie słabszym od nas rywalom. Przecież po drugiej stronie barykady stoją dziś zespoły z tzw. topu, bez których  mistrzostwa Europy wydawały się do tej pory jakimś surrealizmem a jednak, rzeczywistość okazała się na tyle okrutna, że jeżeli pojadą do Francji, to tylko w roli kibiców. Ale to już nie nasz problem. Zajmijmy się swoim życiem i przygotowaniami do najważniejszej imprezy w historii polskiej piłki. Owszem, graliśmy już zarówno na ME jak i MŚ ale wydaje się, że tym razem stoimy przed wielką szansą, być może największą od wielu, wielu lat. Tak zgranego i silnego zespołu nie mieliśmy chyba nigdy wcześniej, czas więc to wykorzystać i sięgnąć po coś więcej niż awans, który jednak na ten moment, co trzeba jeszcze raz podkreślić, jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Wczorajszy sukces ma wielu ojców, w zasadzie każdy z naszych reprezentantów dołożył do niego swoją cegiełkę. Największe jednak zasługi w awansie ma oczywiście Adam Nawałka. Trener, w którego na początku nie wierzył w zasadzie nikt, którego decyzje niejednokrotnie wzbudzały strach czy zdziwienie, a bez którego w dalszym ciągu tkwilibyśmy w dobrze nam znanej przeciętności. Dziś Adama Nawałkę kochają miliony Polaków. W ręku ma na tyle mocny kredyt zaufania u kibiców reprezentacji, że prawdopodobnie nawet postawienie na bramce Sławka Peszki, znalazłoby u wielu z nich zrozumienie. Tak wiele kontrowersyjnych decyzji podjął podczas pracy z kadrą Nawałka a mimo to, trzeba przyznać, że choć nie raz chwytaliśmy się za głowę, czy go przeklinaliśmy, wszystkie się obroniły. Dziś wypadałoby tylko przeprosić. Więc, sorry trenerze!
Zarówno zmiana kapitana, jak i wszelkie ‚dziwne’ powołania, wszystko złożyło się na wielki wynik. Teraz bez obaw możemy spoglądać na przygotowania do Euro, mając pewność, że na stołku selekcjonera siedzi facet znający się na rzeczy.
Denerwować  zaczniemy się dopiero podczas losowania grup ale czy powinniśmy się kogokolwiek obawiać? Jeśli pokonuje się mistrzów świata, można wygrać z każdym a na pewno, inaczej niż w przeszłości, można zaprezentować niezłą piłkę i nie przynieść wstydu. Z Nawałką na ławce tak właśnie powinno być.

Oprócz niego wielkie brawa należą się wszystkim naszym piłkarzom, którzy przez całe eliminacje przyjeżdżali na zgrupowania tej reprezentacji. Tak, nie tylko ci, którzy harowali na murawie zasługują na podziękowania ale także ci, których obecność w szatni w ciągu ostatnich miesięcy zbudowała wspaniałą, rodzinną atmosferę.

Fajnie się patrzy na tych chłopaków. Aż łezka się w oku kręci widząc ile dla nich znaczy gra w reprezentacji narodowej. Nie możemy jednak zapomnieć, że na samej atmosferze a bez umiejętności, nie zajechalibyśmy aż tak daleko. Mamy naprawdę świetnych piłkarzy, których pozycja w europejskim futbolu rośnie każdego dnia. Reprezentacja znów zaczyna być dla nich zaszczytem, zespołem, dla którego gra to nie pusty obowiązek a nagroda i największe honory.

Dotychczasowi selekcjonerzy starali się opierać swoją drużynę przede wszystkim na Polakach występujących na co dzień za granicą. Z tego względu, byliśmy ‚zmuszeni’ kibicować wielu wynalazkom i ludziom, którzy z naszym krajem mieli niewiele wspólnego. Liczył się tylko status danego piłkarza. Nie rzadko powołanie otrzymywał zawodnik siedzący na co dzień na ławce zagranicznego klubu, zamiast piłkarza regularnie występującego w klubie Ekstraklasy. Wszystkim, zapewne wielu też kibicom, wydawało się, że to logiczne i jedynie słuszne rozwiązanie. Dopiero Nawałka pokazał, jak duży był to błąd.
Postawił na piłkarzy, w których poza nim nie wierzył chyba nikt, być może nawet sami zainteresowani. Któż by się spodziewał, że zawodnicy tacy jak Mączyński czy Wawrzyniak będą stanowili o sile tej reprezentacji, że wspólnie z Lewandowskim czy Błaszczykowskim odbierać będą podobne laury. Jak mantrę, powtarzać można jedno: Nawałka. ON im zaufał, przekazał cenne rady i wskazówki, ONI odwdzięczyli się dobrą grą. Na tyle dobrą, że oglądając kolejne mecze, ciężko doszukać się zbyt wielu różnic w poziomach naszych reprezentantów. Oczywiście mamy kilku liderów, jak Lewy, Kuba, Glik czy Krychowiak ale bez całej reszty nie tworzyliby oni idealnego teamu.
W tym miejscu znów należy więc powtórzyć, że sukces jaki osiągnęła ta drużyna jest sukcesem wspólnym. Mamy magiczną drużynę, z której możemy być niewyobrażalnie dumni, jednak karygodnym błędem byłoby nie wskazanie dominującego składnika w całej operacji pod nazwą Francja, zakończonej pomyślnie, czyli osoby Roberta Lewandowskiego.
Można się sprzeczać lub nie ale w ciągu ostatniego roku piłkarz Bayernu przeszedł niesamowitą metamorfozę w kadrze. Z piłkarza, który kompletnie nie potrafił się odnaleźć na boisku, dla którego bramki wydawały się być zaczarowane stał się potworem połykającym rywali w całości. Najlepszym strzelcem eliminacji i co najważniejsze prawdziwym liderem. Kapitanem z prawdziwego zdarzenia, na jakiego ta drużyna zasługuje. Widać, że od czasu gry w drużynach u Smudy czy Fornalika, zwyczajnie odżył. Aż miło się patrzy na tak grającego Lewandowskiego, z jeszcze większą werwą i przyjemnością niż  ma to miejsce w Bayernie Monachium, czy wcześniej w Borussii Dortmund. Jego radość z gry jest niesamowita. Lewandowski to perła, diament, rzadkiej postaci. Piłkarz kompletny, który być może zdetronizuje w niedługim czasie z piedestału najlepszego piłkarza globu, Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. To tylko kwestia czasu. W ostatnich meczach zarówno w klubie jak i kadrze ale przede wszystkim w spotkaniu z Irlandią pokazał, że w przeciwieństwie do ww dwójki dysponuje dużo większym wachlarzem możliwości w połączeniu gry ofensywnej i defensywnej. Czy ktoś widział tak walczących w destrukcji jak Lewy, Argentyńczyka czy Portugalczyka? Czy któryś z nich z równie nieskrywaną radością potrafi się cieszyć z bramek z swoich kolegów i tym bardziej w decydującym momencie, zamiast samemu pokusić się o kolejnego do pobicia rekordu gola, oddać mu piłkę? Który z nich gra bardziej zespołowo, niechaj pierwszy rzuci kamień ;-). Lewandowski w wielu kwestiach może im dorównać. Podobnie jak oni potrafi uderzyć z każdej, nawet niedogodnej sytuacji, piłka go szuka, ma niesamowity zmysł strzelecki i potencjał. Na pewno lepiej od obojga umie się zastawić czy podjąć inteligentną decyzję zagrania do partnera czy utrzymania przy piłce w trudnym momencie. W ogóle Robert, jeśli się mu dobrze przyjrzeć, to trochę mieszanka Messiego, Ronaldo i Zlatana Ibrahimovicia. To właśnie jego atut. Jeśli temu pierwszemu brakuje wzrostu potrzebnego do gry przy stałych fragmentach, uderzeniach głową to Polak to ma. Jeśli drugiego często gubi samolubne zachowanie i brak współpracy z partnerami, Lewy radzi sobie z tym wyśmienicie. A gdy Ibrę ponoszą zbyt duże emocje lub kiedy jest za wolny by zaatakować podanie od kolegi, Lewandowski już dawno to zrobił, ma tę inteligencję, opanowanie i szybkość. Ma w sobie determinację i chęć by wciąż stawać się lepszym piłkarzem. Ten tytuł to tylko kwestia czasu, na pewno. Oprócz umiejętności Lewandowski ma również coś jeszcze, świeżość, której w piłce ostatnio brakuje. Nowa jakość, od której zarówno Leo jak i Cristiano już dawno nas odzwyczaili. W końcu na salony wkroczył ktoś, kto może z nimi rywalizować na najwyższym poziomie. Lewy KING! Bohater narodowy, o którym świat jeszcze nie raz i nie dwa usłyszy. Być może najmocniej swoją obecność w czołówce zaznaczy we Francji? Oby!

Mamy drużynę z wielkim potencjałem. Przynajmniej na teraz. Nie czas jednak by już dziś ustalać skład, czy chociażby powołania na Euro. Do finałów zostało sporo czasu, piłkarze mogą pozmieniać kluby, ich sytuacja może diametralnie się zmienić. Wiadomo jak jest w piłce. Tu kontuzja, tam słabsza forma lub wręcz przeciwnie, nagły jej przypływ. O tym, kogo powinniśmy wysłać na mistrzostwa zaczniemy dywagować, kiedy piłkarska centrala upomni się o nominacje ale i tak wszelkie decyzje podejmie wtedy nasz selekcjoner a my, miejmy nadzieję, bezgranicznie mu zaufamy i pozwolimy w spokoju przygotowywać się do wielkiego turnieju, w którym kolejny raz zagramy o coś więcej niż tylko zwycięstwo. Bo z marzeniami, jak z apetytem jest tak samo, one także rosną w miarę jedzenia…

Zwycięstwo przyszło w bólach

W towarzyskim meczu, rozgrywanym na Stadionie Narodowym, Polska pokonała Republikę Południowej Afryki 1-0.  Najszczęśliwszym człowiekiem po dzisiejszym meczu jest zapewne strzelec gola – Marcin Komorowski, który najpierw trafił dla swojego klubu Tereka Grozny a dziś dał zwycięstwo drużynie narodowej.  Sam mecz w sobie nie zachwycił, początek mógł wprowadzić w mylne wyobrażenie o dużej przewadze naszych graczy w polu. Powodem tego, że Polacy nie strzelili większej ilości bramek jest brak umiejętności wykańczania akcji u naszych napastników, co raziło dziś po oczach, gdy Sobiech i Piech marnowali kolejne świetne okazje. U dzisiejszych rywali problem tkwił w szczęściu, a raczej jego braku. Piłkarze RPA mogli łapać się za głowę, kiedy kolejne strzały lądowały obok słupków. I tutaj warto poruszyć kwestię zwycięzcy głosowania kibiców (o którym 100 razy nie omieszkał w trakcie relacji wspomnieć komentator) na najlepszego polskiego piłkarza w meczu. Wygrał Przemysław Tytoń, który akurat dziś wcale dobrze nie zagrał. W kilku sytuacjach pokazał, że brakuje mu regularnej gry w klubie, nie tego Przemka oglądaliśmy w trakcie Euro. W meczu z Anglią w bramce powinien stanąć Tomasz Kuszczak, który jako jedyny z potencjalnych kandydatów do gry na tej pozycji, jest w gazie. Na co dzień występuje na boiskach Championschips, co tylko może nam pomóc.  Za dzisiejsze spotkanie warto wyróżnić szczególnie trzech piłkarzy. Miano najlepszych dzielą Wszołek, Krychowiak i Grosicki.  Pierwszy zanotował wspaniały debiut, godnie zastępując Błaszczykowskiego, drugi, tak jak w Reims był płucami tej drużyny, Grosicki natomiast, zaprezentował się w końcu tak jak, każdy od niego tego oczekiwał. Jeśli Waldemar Fornalik w dalszym ciągu będzie szedł tą drogą i w kadrze rzeczywiście będą grali najlepsi, z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość. Kadra oparta na młodych ale świetnych piłkarzach, występujących co kolejkę na boiskach Europy może stać się solidną ekipą, wzbudzającą respekt. Dużo pracy przed nimi ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że warto. Krychowiak, Wszołek, Milik, Sobota, Grosicki, Sobiech, Rybus, Borysiuk – to tylko niektórzy z młodych, zdolnych, którzy powinni być etatowymi reprezentantami. W Ekstraklasie tych diamentów jest coraz więcej, kolejni pojawiają się także w młodzieżowych drużynach europejskich klubów. Czas teraz na ważny sprawdzian w postaci meczu z Anglią. Dzisiaj nasi następni rywale pokonali San Marino 5-0, co było do przewidzenia. Niespodziankę zrobili nam za to Mołdawianie, którzy nie pozwolili strzelić sobie gola Ukraińcom i ich mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Fornalik przejrzał na oczy

Nareszcie pierwszy oznak swojej odmienności od Smudy pokazał Waldemar Fornalik. Powiększył listę piłkarzy zza granicy i wysłał powołania do najbardziej „gorących” wśród tematów nieobecnych. Krychowiak i Glik w kadrze. To już coś, jeszcze tylko pozbyć się tych „trybuniarzy” i znaleźć odpowiednich kandydatów na napastnika z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory w kadrze mamy na tej pozycji duże niewiadome. Nawet Lewandowski, który w Niemczech jest świetny w kadrze jest nic nie wnoszącym, szarym, takim jak wielu innych piłkarzem.Tak po prostu, nie zmienia tego jedna bramka z Grecją( o 2 pozostałych nawet nie wspominajmy). Saganowski, piłkarz dojrzały, kiedyś bardzo dobry teraz? To się okaże po kilku meczach czy może jeszcze godzić Legię i kadrę.Do tego Piech, chociaż chyba bardziej z sentymentu i przyjaźni niż z powodu obecnej formy. W meczach ligowych i pucharowych(europejskich) 0 bramek, słownie: zero. Jedną zdobył w PP ale z takim rywalem(bez urazy) to tak jakby liczyć mu bramki zdobywane na treningach…Mecz zweryfikuje wszystko, przede wszystkim prawdę o napastnikach naszej reprezentacji.

Oprócz ww powołania otrzymali też  Wawrzyniak, Murawski i Sobota. Zobaczymy czy dostaną szansę na dłuższy występ.

Lechia górą. A co za granicą?

Pogoni pary wystarczyło tylko na jeden mecz i w dzisiejszym spotkaniu musiała uznać wyższość Lechii Gdańsk.  Piękną bramką popisał się Traore, drugiego gola po fajnej kontrze i dobitce zdobył Surma.

Dzisiejszy mecz tylko udowodnił jaka polska Ekstraklasa jest nieprzewidywalna i wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Dziś możesz być Wielki, być liderem, jutro możesz spuścić głowę bo spadasz na dno. W pierwszej kolejce w każdym spotkaniu padało więcej niż 2 bramki, w drugiej tylko w dwóch meczach. Możemy być pewni, że jeszcze nie raz zaskoczy nas ta nasza marna, słabiutka liga, którą tak przeklinamy a jednak wciąż się katujemy i ją oglądamy. Bo jest nasza i żadna inna, z gwiazdami największego formatu nam jej nie zastąpi.

Swoją drogą, ze Śląskiem nie jest tak źle. Na koncie ma 3punkty a to więcej niż mistrz Hiszpanii, Real Madryt, który ma 1 punkcik. Wczoraj prowadząc na wyjeździe 1-0 dał sobie wbić dwie bramki drużynie Getafe i jak na razie jego sytuacja w tabeli jest nieciekawa. Oczywiście nikt sobie tym głowy nie zaprząta bo i tak każdy w klubie wie, że na koniec sezonu miejsce będzie wśród dwóch najlepszych. Martwi ich jedynie pięciopunktowa strata do Barcelony. Barca też była wczoraj blisko sprawienia niespodzianki, jednak wtedy Messi dał o sobie znać i strzelił dwa gole.W drużynie Levante zadebiutował za to Darek Dudka, zagrał nie wiele, jednak wszystko idzie w dobrym kierunku. Cieszmy się, rzadko widujemy rodaka biegającego po boiskach Primera Division.

W lidze francuskiej PSG, okrzyknięte już przez wszystkich nowym mistrzem, zanotowało kolejny(trzeci) remis z rzędu i jak na razie z mistrza to ma tylko budżet i prasę przedsezonową. Trzeciego gola z rzędu nie strzelił Obraniak, nie zrobił tego także Ibrahimovic. Skończyło się 0-0 i pozostał niedosyt z jednej i drugiej strony.  Cieszyć może sie za to Krychowiak. Kolejny mecz w lidze francuskiej, zwycięstwo i radość z gola, co prawda potem zweryfikowano to jako gola samobójczego jednak na otarcie łez pozostaje fakt wybrania go zawodnikiem meczuUśmiech Tylko gdzie to powołanie do kadry?

W lidze tureckiej Mierzejewski i Małecki kolejny raz nie powąchali nawet murawy. Być może powoływanie tego pierwszego ma na celu uskutecznianie przez niego grzania ławki podczas meczu drużyny Narodowej. W końcu w Turcji nabiera cennego doświadczenia.

Manchester City nie dał rady drużynie Liverpoolu i tylko zremisował, chociaż z przebiegu spotkania to drużyna gospodarzy nie dała rady utrzymać dwukrotnego prowadzenia. Planowo swoje mecze wygrali Swansea i Everton oraz Chelsea. Manchester United pokonał 3-2 drużynę Fulham.

W lidze włoskiej wielkie zaskoczenie wywołała porażka Milanu w pierwszym spotkaniu na własnym stadionie z Sampdorią. Odeszło kilku piłkarzy ale czy to znaczy, że od każdego można zbierać bęcki? Wygrali Inter(duży kurs jak na grę z beniaminkiem) i Juventus, Lazio i Genoa, Fiorentina w cięzkim spotkaniu pokonała Udinese. Na brawa zasługuje wysokie zwycięstwo Napoli na terenie Palermo (3-0). Drugą niemiłą niespodziankę swoim fanom sprawiła Roma, która tylko zremisowała 2-2 z Catanią. W wyjazdowym spotkaniu Torino ze Sieną, w podstawowym składzie zagrał Kamil Glik. Stoper nie pozwolił rywalom na zdobycie bramki i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.