Archiwa tagu: Klopp

Bayern z Pucharem Ligi Mistrzów!

Finał tegorocznej Ligi Mistrzów był niezwykle emocjonujący. Po końcowym gwizdku aż chciało się zobaczyć jeszcze dogrywkę i rzuty karne. Bo chyba właśnie te ostatnie byłyby najlepszym zakończeniem tego pięknego wieczoru.  Zarówno Bayern jak i Borussia wyszły na murawę, jak dwóch wytrawnych pięściarzy. Dwie połowy przypominały dwie rundy bokserskie. I tak – pierwsza należała do piłkarzy Jurgena Kloppa, druga do Bayernu, dodatkowo ci drudzy, przed końcowym gongiem, posłali decydujący, nokautujący cios. Borussia już się nie podniosła. Nie zdążyła.

Pierwsza połowa była chyba dla wielu wielkim zaskoczeniem. Dortmund atakował, skórę Bayernu, raz po raz, ratować musiał Neuer. Okazało się, że nie taki ten Bayern straszny jak go malują. O ile jego klasa jest niepodważalna, o tyle jeszcze dużo brakuje mu do osiągnięcia perfekcji, przewagi jaka dzieliła jakiś czas temu Barcelonę od reszty europejskiej stawki. Wydawało się, że za moment drużyna Heynckesa pożegna się z pucharem, swoje okazje marnowali jednak Lewandowski, Błaszczykowski i Reus, żaden piłkarz w czarno-żółtym trykocie nie potrafił pokonać świetnie dysponowanego bramkarza rywali. Bayern, choć wydawało się, że sami jego zawodnicy nie wiedzą co się dzieje, był tylko uśpiony. Wystarczyła chwila nieuwagi by gra przeniosła się pod pole karne Borussii. Każda akcja była niezwykle groźna, szczególnie się we znaki dawały rzuty rożne w wykonaniu gwiazd z Monachium. Kiedy w końcu Bayern włączył się do gry na 100%, poznaliśmy drugiego bohatera wieczoru. Był nim Roman Weidenfeller. Golkiper, podobnie jak wcześniej jego kolega po fachu, wyczyniał cuda w bramce. Tylko dzięki nim (lub przez nich) nie oglądaliśmy dużej ilości bramek na Wembley. Kiedy już jednak piłka wpadła do bramki, cieszyć mogli się kibice z Monachium. Ich szczęście nie trwało jednak zbyt długo, bo już osiem minut później piłkę z siatki wyjmował Neuer. Gra toczyła się na nowo. Byliśmy świadkami naprawdę ciekawego widowiska, w które nie wpasował się niestety sędzia. Być może inaczej potoczyłyby się późniejsze wydarzenia na boisku gdyby arbiter, po podyktowaniu rzutu karnego dla Borussii, pokazał także drugą żółtą (a w konsekwencji czerwoną) kartkę Dante. Później, jego los powinien podzielić także Robert Lewandowski, który najpierw uderzył a potem zdeptał Boatenga. Może jeśli oba zespoły kończyłyby ten mecz w dziesiątkę, doczekalibyśmy dogrywki, może jedna z tych ekip wygrałaby wcześniej, może padłoby jeszcze więcej bramek, a może, nie zobaczylibyśmy już żadnej – tego się nie dowiemy.  W 89 minucie spotkania, Bayern sięgnął po trofeum. Po tylu minutach starań, tylu nieudanych akcji ze strony Robbena, w końcu trafił do siatki. W swoim, z jednej strony pewnym, z drugiej rozpaczliwym, ataku na bramkę Weidenfellera, okazał się nieuchwytny i, mając w pamięci dwa poprzednie finały Champions Ligue oraz kolejne 89 minut finałowego starcia z Borussią, odkupił wszystkie swoje winy. Nikt tak jak on nie pragnął tego zwycięstwa. Zasłużył na nie, za wszystkie przegrane do tej pory spotkania, w których miał swój wielki udział, teraz w końcu to on zapewnił wygraną…

Bayern zasłużenie sięgnął po puchar lecz to samo można by powiedzieć, gdyby Ligę Mistrzów zdobyła Borussia. Oba zespoły stworzyły świetne widowisko, godne finału, oba miały swoje sytuacje i w zasadzie nikt chyba nie ośmieli się powiedzieć, że różnica między tymi drużynami była widoczna. Bayern był po prostu skuteczniejszy, świetnie poradził sobie z presją, która na nim ciążyła. Nikt dziś nie powie, że zespół Kloppa był słaby, że nie radził sobie zbyt dobrze bo przecież wcale tak nie było. Finał godny finału i finaliści godni Ligi Mistrzów.

Z presją nie poradził sobie za to Lewandowski. Dwa strzały z dalszej odległości (chociaż jeden piękny)i chamski faul na rywalu na pewno nie przyniosły mu chluby. A wręcz przeciwnie… Lewy z finału LM przypominał trochę Lewego z Reprezentacji Polski. Nie takiego Roberta chcemy oglądać…Do najlepszych meczów w swoim wykonaniu, finału nie zaliczy też Błaszczykowski, chociaż nie można mu odmówić ambicji i chęci. Starał się, szarpał, zabrakło niewiele by został bohaterem. Najlepszym z Polaków był jednak Piszczek, który dobrze wykonywał swoje zadania, nie zawiódł zaufania trenera i kibiców i chyba właśnie dlatego, to on najbardziej przeżywał tę porażkę.

http://rutube.ru/video/ba86655f76b11afafc20d0ef0ec570da/

Finał był w miarę wyrównany, zarówno Bayern jak i Borussia udowodniły swoją klasę i potwierdziły dlaczego to właśnie oni znaleźli się tego dnia na Wembley. Byli najlepsi w przeciągu całej, zakończonej właśnie edycji Champions Ligue. Tego, jaka różnica dzieliła piłkarzy obu tych drużyn od całej reszty stawki, mogliśmy się przekonać już podczas fazy grupowej.  Niezrozumiałe więc w tym momencie jest to, jaką jedenastkę Ligi Mistrzów przedstawia serwis goal.com. Kpina. Czy to miał być żart?

Zabrakło w niej miejsca dla naszych reprezentantów. W ogóle,  jedynym graczem Borussii, którego dziennikarze tego serwisu umieścili w zestawieniu jest…nieobecny w finale, Mario Goetze. W jedenastce znalazło się także ‚tylko’ trzech graczy Bayernu. Tyle samo miejsc obsadzili piłkarze Juventusu a po jednym graczu przedstawiciele Realu, Malagi, PSG i Barcelony. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
Pewne miejsce, bez wątpienia, ma Cristiano Ronaldo. Portugalczyk kolejny rok z rzędu udowadnia swoją klasę. Tym razem okazał się najlepszym strzelcem Ligi Mistrzów. Można by się kłócić z obsadą bramki, gdyż trzech piłkarzy robiło różnicę na tle całej reszty. Są to Neuer, Weidenfeller i Caballero. W zestawieniu goal.com znalazł się ten ostatni ale typujący zapomnieli chyba, że Malaga rozegrała aż trzy spotkania mniej od swoich niemieckich rywali, w trakcie których, tamci popisywali się świetnymi obronami. Szczególnie Weidenfeller zasłużył na miano najlepszego bramkarza w tej edycji LM, nawet w bezpośredniej rywalizacji z Caballero, wyszedł na plus.
Nie na miejscu jest także wystawianie ‚aż’ trzech graczy Juve. Nie jest to przecież jedenastka Serie A a samych rozgrywek Ligi Mistrzów i obrońcy Starej Damy wypisali się już z niej w dwumeczu z Bayernem. 8 bramek straconych w 10 meczach było kryterium? Bayern w 13 meczach stracił 11 a w bezpośrednim starciu między tymi drużynami tylko Juventus wyciągał piłkę z siatki (4 razy)… Jeśli nie ma miejsca w jedenastce dla Piszczka, który w pojedynkę wyłączył z gry Ronaldo (4) oraz wielu innych świetnych piłkarzy, nigdy nie schodził poniżej pewnego, wysokiego poziomu, to coś w tym jest nie tak… O ile jednak można się sprzeczać na temat wielu kandydatur w linii obrony czy pomocy, tak wybór napastnika jakiego dokonali dziennikarze ów portalu może budzić jedynie zażenowanie lub współczucie… Leo Messi. W tym momencie, chyba najwierniejsi fani Barcy pukają się w czoło… Jeden dobry mecz w wykonaniu Argentyńczyka po fazie grupowej (rewanż z Milanem) nie jest chyba wystarczającym powodem by znaleźć się w tym zestawieniu. Ostatnie spotkania Barcelony w Champions Ligue w przypadku Messiego wyglądały następująco: nie grał wcale, grał ale był niewidoczny, był najsłabszym ogniwem na boisku. Bądźmy poważni. Jedynym kandydatem, który zasłużył na miejsce w tej jedenastce jest Robert Lewandowski. Pomijając finał, był najjaśniejszą gwiazdą w Dortmundzie. Był drugim strzelcem, po Ronaldo, w tych rozgrywkach a cztery gole strzelone w jednym meczu Realowi, do razu zdyskwalifikowały resztę konkurencji.

Caballero – Lahm, Bonucci, Thiago Silva, Chiellini – Schweinsteiger, Vidal – Robben, Goetze, Ronaldo – Messi

Ludzie, którzy przyczynili się do powstania tej jedenastki powinni chyba zmienić zawód bo jedynym słowem, którym można określić ich dzieło jest: KOMPROMITACJA.

Chyba nikogo już nie zdziwi, jeśli kolejny raz Złotą Piłkę dadzą Messiemu…

 

Mecz sezonu, mecz roku, mecz życia…Finał na Wembley!

Zniecierpliwieni kibice już zaczynają odliczać godziny do zbliżającego się, wielkimi krokami, finału Ligi Mistrzów. Cała Europa zmienia plany. Ekstraklasa startuje już w czwartek aby w sobotni wieczór żaden mecz nie kolidował ze spotkaniem Bayernu z Borussią. Nawet X-Factor, w obawie przed największą katastrofą słupków oglądalności, przeniósł swój finał na niedzielę. Bez wątpienia czeka nas wielkie wydarzenie a fakt, że w najważniejszym meczu tego sezonu wystąpi aż trzech Polaków, powoduje, że przed telewizorami zasiądzie zapewne dużo więcej osób aniżeli gdyby mieli oglądać finał w wykonaniu dwóch hiszpańskich potentatów. Wszystkie inne stacje telewizyjne oprócz TVP i Canal+ muszą przyjąć, że tego wieczoru będą na pozycji przegranej, chociażby dwoili i troili się, wymyślając najbardziej ciekawe programy. Piłka na najwyższym poziomie + polski akcent = sukces.

Mecz zapowiada się niezwykle emocjonująco. W finale spotkają się dwie najlepsze drużyny tej edycji Ligi Mistrzów, jednocześnie obie są przedstawicielami tej samej ligi.
Przez ostatnie sezony przygoda Borussii Dortmund z europejskimi pucharami nie wyglądała najlepiej a przecież w Bundeslidze była niekwestionowanym numerem jeden. Po latach okupowania niższych miejsc w ligowej stawce, udało się nie tylko dogonić czołówkę ale i odprawić ich z kwitkiem i to na czele z wielkim Bayernem Monachium. Wszystko było w jak najlepszym porządku a jednak ich gra w klubowych rozgrywkach europejskich stanowiła duży problem. W sezonie 2011/2012, Dortmundczycy zakończyli swój udział w Champions Ligue na fazie grupowej, w której zajęli…ostatnie miejsce. Za rywali mając Arsenal, Marsylię i Olympiakos. Gdzie dziś są te drużyny? A gdzie jest Borussia? W ciągu jednego sezonu, po kompletnej klapie na europejskim placu gry,  drużyna Jurgena Kloppa przeszła niesamowitą metamorfozę mentalną. Z zespołu nie radzącego sobie najlepiej grając przeciwko siedzącym, od dłuższego czasu, w ‚temacie’ rywalom, stała się maszynką koszącą wszystkich po kolei, bez względu na klasę przeciwnika. Dorosła. Po dwóch latach ligowej dominacji, zapragnęła czegoś więcej i aby to osiągnąć, podjęła decyzję o potraktowaniu rodzimych rozgrywek jako przeprawy przed celem ważniejszym. Znając już dobrze smak mistrzowskiego tytułu, nie chcieli kolejny sezon się nim zadowolić, tym razem chcieli poznać smak o wiele bardziej wykwintny, smak triumfu w najbardziej elitarnych rozgrywkach klubowych w Europie. Ta drużyna idealnie wkomponowuje się w ludzkość, podobnie przecież zachowuje się człowiek, który porzuca swoje dotychczasowe życie/pracę, wychodząc naprzeciw przygodzie i nowym sytuacjom. Chyba właśnie tak można zdefiniować przemianę Borussii, jaka zaszła w przeciągu kilku miesięcy, w jej szeregach. ‚Nową jakość’ od razu poczuły faworyzowane w spotkaniach z nią drużyny. Real Madryt, Manchester City i Ajax, wszystkie te zespoły, od początku do końca trwania fazy grupowej nie byli w stanie chociażby zbliżyć się piłkarsko do Dortmundczyków. Chociaż każdy kolejny mecz w wykonaniu piłkarzy Borussii udowadniał ich klasę a także dawał jasność, jaki cel postawili przed sobą, brakowało dostatecznych argumentów by przekonać o tym dużą rzeszę kibiców i bukmacherów. Nie zmieniły tego także spotkania z Szachtarem i Malagą a już (ponowna) konfrontacja z Realem Madryt wywołała wręcz masowy ruch odbierający Borussii minimalne szanse na finał. Zaskoczyli więc wszystkich nie raz i nie dwa, zaskoczyli kilkakrotnie i być może jeszcze zaskoczą nie raz. Za każdym razem startowali gdzieś z tyłu, gdzieś na straconej już pozycji a na końcu i tak wznosili w górę ręce w geście triumfu. Walczyli od początku, aż do ostatnich minut, wygrywali pewnie bądź po heroicznej walce, przeciwstawiali się losowi lub szli z nim w jednym kierunku, poczuli smak zwycięstw ale też remisów i porażki, nie raz o losach spotkania decydowała indywidualna postawa jednego piłkarza ale częściej mogliśmy oglądać niesamowitą pracę zbiorową, zespół z prawdziwego zdarzenia. Borussia przeszła niesamowitą drogę do miejsca, w którym dziś się znajduje. Bez wątpienia ta drużyna jest gotowa na finał, jest gotowa na zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Chociaż to właśnie końcowe zwycięstwo w tych rozgrywkach jest głównym celem drugiej drużyny Bundesligi to nie sposób nie zauważyć, że już sam finał jest wielkim sukcesem. Jeszcze kilka miesięcy temu, sami zawodnicy tego zespołu nie wyobrażali sobie, że mogliby zajść aż tak daleko, że staną przed największą szansą w swoim życiu, taką, która może im się już nigdy nie przytrafić, a na pewno nie w tej samej koszulce, z tymi samymi partnerami. Motywacja w zespole jest więc niewyobrażalna (nikt nie potrafi tak zmotywować swoich piłkarzy jak Klopp (ostatnia wypowiedź w sprawie Lewandowskiego mówi wszystko) ;-) ), bo chyba każdy z nich niczego bardziej w tym momencie nie pragnie, mimo to, gdzieś w środku, na pewno panuje przekonanie, że wcale tego nie muszą wygrać, że nic się nie stanie, jeśli puchar podniesie ktoś inny. Kolejny raz więc, ci ludzie wyjdą na murawę bez łatki faworyta, bez niepotrzebnych obciążeń w postaci oczekiwań wszystkich dookoła. Kolejny raz przystąpią do meczu by udowodnić swoją wartość, zagrają dla siebie samych, dla drużyny, dla swoich kibiców. Prawdopodobnie dla Borussii będzie to także mecz o przyszłość tego klubu. Zwycięstwo wyniosłoby ich na szczyt. Pieniądze, promocja, transfery. Porażka może spowodować drastyczny upadek, pomijając oczywiście sukces czysto piłkarski jakim jest sam finał, klub potrzebuje pieniędzy i nowych nabytków klasy porównywalnej do tych, którzy opuszczą Dortmund. Można więc śmiało rzec, że finał Ligi Mistrzów w sezonie 2012/13 będzie  meczem o sukces nie tylko tego sezonu ale i kolejnych.

Bayern Monachium stoi zupełnie po innej stronie. Ma wszystko, pieniądze, renomę, piłkarzy (obecnych oraz zakontraktowanych na następny sezon) ale przede wszystkim jasną, klarowną przyszłość. Bez względu na wynik sobotniego spotkania, Bayern będzie faworytem do wszystkich możliwych triumfów w sezonie następnym, od Ligi Mistrzów począwszy. Początek tej edycji w ich wykonaniu nie był aż tak kolorowy jak w przypadku Borussii. Przytrafiła im się niespodziewana i wstydliwa porażka z BATE Borysów. Później, rywalizowali o pierwsze miejsce w grupie z Valencią i ten bój wygrali. Na swojej dalszej drodze rywalizowali kolejno z Arsenalem, Juventusem i Barceloną. Gra przeciwko dwóm ostatnim rywalom pokazała prawdziwą siłę tego zespołu. Bayern stał się największym faworytem tej edycji Champions Ligue. Jeśli wygra, nikogo to nie zdziwi. Będzie to przypieczętowanie sezonu idealnego i, według wielu, przejęcie tronu po Barcelonie, rozpoczęcie nowej ery, nowego, najlepszego klubu świata. Jeśli jednak zespół Juppa Heynckesa przegrałby tę batalię? Chyba sami piłkarze nie wierzą w taki scenariusz, a przecież większość z nich nie raz już przechodziła przez te trudne chwile. Bayern, od reformy tych rozgrywek czyli 1993 roku, tylko raz sięgnął po puchar. Ostatnimi czasy, w finałach musiał uznać wyższość Interu i Chelsea, podobnie ma się sprawa reprezentacji Niemiec, w której dużą liczbę stanowią piłkarze Bayernu. I do MŚ i ME, drużyna przystępuje jako faworyt, mimo to, nie sięga po puchary. Czy to pech? Czy może zbyt wielka pewność siebie, nieadekwatna do możliwości? Porażka w finale LM nie byłaby niczym nowym, niczym, czego wcześniej nie doświadczyliby w Monachium ale byłaby za to podwójnie bolesna. Chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w obecnej sytuacji, kiedy Bayern przez dwa lata musiał przyjmować na barki upokorzenia ze strony Borussii i gdy w końcu udało im się przemóc, udowodnić na rodzimych boiskach, że są lepsi, porażka w najważniejszym meczu sezonu, odbiłaby się na ich psychice. Ciężko byłoby znieść kolejne upokorzenie, tym bardziej od zespołu teoretycznie słabszego, nad którym ma się ogromną przewagę w tabeli ligowej. To, jak duże znaczenie ma triumf w LM dla wielu osób związanych z Bayernem, pokazał ostatni ligowy mecz z Borussią. Niektórzy nie wytrzymali presji, mimo tego, że przecież tamto spotkanie nie miało żadnego znaczenia w kontekście przeszłości jak i przyszłości. Jeśli można stwierdzić, że Borussia jest gotowa to zwycięstwo, można też powiedzieć, że Bayern nie jest gotowy na porażkę w finale, nie w sytuacji, w której jest prawie murowanym faworytem według opinii publicznej, bukmacherów, jak i zapewne samych siebie.

Oba zespoły zasługują na ten puchar. Oba w swoich szeregach mają świetnych piłkarzy, którzy potrafią zrobić różnicę. Ciężko odpowiedzieć, który z nich ma silniej obsadzone poszczególne pozycje. Można by porównywać klasę Neuera i Weidenfellera, Lewandowskiego i Mandzukicia, Lahma czy Piszczka itd…Każdy z nich jest niepowtarzalny, każdy ma wady i zalety, każdy może w odpowiednim momencie zaliczyć mecz życia i tak samo, popełnić karygodny błąd, który będzie kosztował jego zespół stratę bramki. O końcowym triumfie nie zdecyduje forma poszczególnych piłkarzy ale forma całego zespołu, nie umiejętności prezentowane przez cały sezon ale tego jednego wieczoru. Forma dnia. Oczywiście, zadecyduje też trenerski nos. Geniusz Kloppa i Heynckesa. Obaj są największymi ojcami sukcesu, bez których piłkarze Borussii i Bayernu nie stanęliby przed taką szansą. Puchar Ligi Mistrzów będzie więc wielkim początkiem bądź końcem trenerskiej kariery. Klopp może z hukiem rozpocząć swoją przygodę na ławce trenerskiej, Heynckes natomiast, może pożegnać się z trybunami, w najlepszy, możliwy sposób. Jako zwycięzca. Jedynym zespołem, który trenerowi Bayernu może w tym przeszkodzić jest właśnie Borussia. Nikt tak dobrze ich nie zna jak właśnie drużyna Kloppa, nikt tak jak oni, nie rozumie gry Monachijczyków…

Bez względu na to, co wydarzy się w sobotni wieczór, kibice oczekują wyrównanej walki i mnóstwa emocji. Nie warto wyrokować nad szansami obu drużyn. W futbolu przecież wszystko jest możliwe a zanim zabrzmi pierwszy gwizdek, oba zespoły mają po 50% szans. Dopiero boisko zweryfikuje nasze wyobrażenia wobec najważniejszego meczu w tym roku.

Słaba Borussia poklepała matę

Bayern w końcu się doczekał. Po dwóch sezonach dominacji na niemieckich boiskach Borussia oddała rywalom pole na wszystkich frontach. Superpuchar Niemiec wygrał Bayern, w Bundeslidze Dortmund może walczyć tylko i wyłącznie o miejsce drugie, wczoraj pożegnali się również z myślą o obronie wywalczonego przed rokiem Pucharu Niemiec. Szczerze mówiąc Monachijczycy miażdżyli ekipę Kloppa pod każdym względem. Tak grających gości dawno nie oglądaliśmy i można się zastanawiać w czym leży problem. To już drugi mecz z rzędu Borussii, o którym zapewne chcieliby wszyscy jak najszybciej zapomnieć.

Już sam początek meczu pokazał, że będzie to jednostronny pojedynek. Dziwić mógł fakt, że w pierwszej jedenastce zabrakło miejsca dla Jakuba Błaszczykowskiego, który sam informował, że będzie do meczu gotowy w 100%. Jak się później okazało decyzja Kloppa byłą błędna. Polski skrzydłowy gdy tylko zameldował się na murawie od razu przyspieszył grę swojego zespołu, zaprezentował się z dużo lepszej strony niż większość jego kolegów. Zawiódł szczególnie Robert Lewandowski, który na pucharowy mecz przeniósł swoją reprezentacyjną dyspozycję. Robert był najsłabszym zawodnikiem meczu, odcięty od podań kolegów, kompletnie nie radzi sobie z grą, co kolejny raz udowodnił i raczej nie podwyższył swojej ceny, o czym od kilku dni donosiły media. Blado wypadł także Łukasz Piszczek, który pierwszy rajd ofensywny zaliczył dopiero w końcowych fragmentach spotkania.

http://www.youtube.com/watch?v=jaqzGe7QXbY

Borussia nie znalazła wczoraj recepty na świetnie grający Bayern ale sami są sobie winni. Nie wygra się bowiem meczu stojąc w miejscu i grając bojaźliwie, nie starając się zbytnio zagrozić przeciwnikom. Mówi się jednak, że gra się tak, jak pozwala na to rywal. Chociaż nie ulega wątpliwości, że Bayern zagrał bardzo dobrze, konsekwentnie i 1-0 był najniższym wymiarem kary to nie można zapominać, że w dużej mierze to Borussia oddała ten mecz, oddała go bez walki. Jeśli w ciągu kilku najbliższych dni gra ekipy z Dortmundu nie poprawi się to także o Ligę Mistrzów może być ciężko…

Bayern z Mistrzostwem, Bayern z Superpucharem i Bayern z największymi szansami na Puchar Niemiec.