Archiwa tagu: kadra

Od ogórka do potęgi? W trzy lata do sukcesu polskiej piłki!

z20967277Q,Radosc-polskiej-druzyny-po-golu-strzelonym-Rumunii

Trzy lata – czy to krótko czy długo? Oczywiście, wszystko, jak zwykle zresztą, zależy od naszych oczekiwań i podejścia do sprawy. W sytuacjach czysto życiowych trzyletni okres to szmat czasu, podczas którego wszystko potrafi diametralnie się zmienić. W sporcie wcale nie jest inaczej. A wręcz przeciwnie. Czas jest bardzo ważnym czynnikiem w życiu każdego sportowca. W dużej mierze to właśnie on decyduje o sukcesach i porażkach. Nierzadko jest tym jedynym faktorem, który dzieli i rozdaje, a co za tym idzie potrafi napełnić nadzieją lub bez skrupułów z niej obedrzeć.
Jak się okazało, dla nas Polaków, czas ten, wbrew pozorom, okazał się bardzo krótki i łaskawy. Trzy ostatnie lata, jeśli można tak powiedzieć, przeleciały jak z bicza strzelił, dostarczając nam mnóstwa wspaniałych emocji i dając nadzieję na więcej…

Chyba wszyscy doskonale pamiętają lata łez i upokorzeń, których przez wiele ostatnich lat przysparzali nam nasi piłkarze. Zarówno Reprezentacja Polski jak i kluby nie rozpieszczały nas poziomem swojej gry, o sukcesach nie wspominając. W czasach kiedy kibice z różnych zakątków świata, szczególnie ci ze Starego Kontynentu, mogli zachwycać się sukcesami swoich drużyn czy to na arenie międzynarodowej, czy w europejskich pucharach, u nas wciąż przypominano o pojedynczych, wątpliwej konkurencyjności z dokonaniami rywali, wyczynami Polaków. Tak, chodzi o ten Widzew w LM, Wisłę z Schalke i Parmą czy Lecha z Manchesterem City albo Polskę pod batutą Benhakkera. Na prawdę, nie ma (i nie było) się czym chwalić. Ale wiadomo, przez te wszystkie lata upokorzeń, jakoś trzeba było sobie osłodzić życie.
Poza wspominaniem ciągle ‚legendarnych’ już pojedynków, kibicom pozostało marzyć o lepszym jutrze. Przecież jesteśmy narodem walczącym i niezwyciężonym. Tak łatwo się nie poddajemy a na pewno nie robią tego kibice. Oni nie. Nawet kiedy na murawie zawodzili piłkarze, fani wciąż wierzyli w swoich idoli. Było warto! Chyba nadszedł właśnie ten moment by uznać, iż (fanfary!) polska piłka wkroczyła na dużo, dużo wyższy poziom. Przestaliśmy być ogórkami! Futbol w Polsce się reaktywował! W trzy lata – bo mniej więcej tyle, odkąd trenerem kadry został Adam Nawałka, zajęło naszej Reprezentacji przeobrażenie się z drużyny piłkarsko upośledzonej i bitej przez każdego w prawdziwy dream team, którego boją się najlepsze reprezentacje świata.
Tak jest. Bez zbędnych ceregieli trzeba otwarcie powiedzieć, że stoimy dziś w miejscu, o którym jeszcze trzy lata temu mogliśmy jedynie pomarzyć a na stojących w nim piłkarzy, patrzeć z zazdrością. Dziś, kiedy takie reprezentacje jak Argentyna, Holandia czy Czechy przechodzą kryzys, Polacy grają jak z nut. W oficjalnych pojedynkach o punkty od wielu spotkań nie potrafią znaleźć pogromcy, mimo, że na swojej drodze stawali na przeciwko Mistrzów Świata czy późniejszych Mistrzów Europy. Nasi piłkarze coraz częściej decydują o jakości najlepszych klubów Europy, swoją postawą zachwycając ekspertów i zaskarbiając sobie sympatię kibiców. Wśród rywali budzą niesamowity respekt i zazdrość co nie rzadko widać w relacjach boiskowych i w tunelu prowadzącym na murawę. Polska stoi dziś w jednym szeregu obok takich ekip jak Niemcy czy Anglia co najlepiej świadczy o poprawie stanu polskiego futbolu. A nie można nam przecież zapomnieć o ogromnym sukcesie Legii Warszawa, która spełniła marzenia większości kibiców i dokonała, wydawać by się kiedyś mogło, rzeczy niemożliwej – a takim właśnie określa się jej awans do upragnionej Ligi Mistrzów, gdzie zremisowała nawet z Realem Madryt, strzelając mu aż trzy bramki.

To wszystko nie jest przypadkiem. To dorodne owoce pracy.
-Pracy piłkarzy – zapieprzania w klubach by wywalczyć sobie miejsce w składzie, rywalizując z podobnej klasy zawodnikiem zza granicy – kiedyś nie do pomyślenia by Polak takową rywalizację wygrał.
-Pracy trenera, Adama Nawałki – człowieka, który dokonał cudu! Jak on to zrobił?
-Zbigniewa Bońka – Bez wątpienia, gdyby nie było Zibiego na stanowisku prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie byłoby tego sukcesu. Być może nie byłoby wtedy też Nawałki i tylu klasowych piłkarzy w tak dobrych klubach.

Trzy główne ogniwa, które w trzy lata diametralnie zmieniły obraz polskiej piłki. Z nędzy do pieniędzy, można by rzec bo historia naszego futbolu przypomina niejako piękną bajkę o kopciuszku…
I co najlepsze, odnosząc się do głośnego filmu kanału Łączy nas Piłka o naszej drużynie narodowej, wygląda na to, że: To dopiero początek!
Nasza drużyna wciąż się rozwija. Wygląda na to, że wciąż ma w sobie ogromne pokłady chęci, ambicji i możliwości. Bez wątpienia, do Mistrzostw Świata w Rosji naszym zawodnikom na pewno nie zabraknie zaangażowania a kto wie, może te trzy lata to nie wszystko, może śpiewane przez kibiców nieco życzeniowo i fantazyjnie jak co roku po nieudanych dla nas turniejach: „Już za cztery lata Polska będzie Mistrzem Świata!”, przeistoczy się w rzeczywistość? Czy po ostatnich dniach, miesiącach, latach ktoś jest w stanie z czystym sumieniem uznać to za marzenia ściętej głowy?

A gdyby tak… Reprezentacja przywdziała klubowe koszulki!

kadra

Jutro w Krakowie na stadionie Wisły, Reprezentacja Polski rozegra swój ostatni mecz kontrolny przed wyjazdem do Francji. Dziś, poza treningami, zawodników oraz sztab czekała sesja zdjęciowa, której efekty dostarczyły mnóstwa materiałów do powstania kolejnych memów i śmiesznych komentarzy w stylu: „Nowe nabytki Wisły”, „Ładnie się Wisła wzmacnia na nowy sezon”, itd., itp….
Niby to tylko internetowa zabawa ale… Daje do myślenia! W tym momencie warto więc zadać następujące pytanie: Czy polski klub złożony z zawodników obecnej reprezentacji, mógłby sięgnąć po Ligę Mistrzów? Po tą wspaniałą i tak upragnioną przez nas od lat LIGĘ MISTRZÓW.

Wyobraźmy sobie na chwilę, że to naprawdę była sesja piłkarzy Wisły a nie naszych Orłów. Jaką wartość mogłaby mieć ta drużyna w starciach z Realem czy Barceloną? Jak wyglądaliby ci sami zawodnicy, trenujący ze sobą na co dzień a nie tylko od wielkiego dzwonu? To chyba mogłoby wypalić…
W tym momencie, żaden klub Ekstraklasy nie może się pochwalić tak wartościowymi zawodnikami, jakich do dyspozycji ma Adam Nawałka. Nawet jeśli w którymś zespole uda się zbudować dosyć silny dream team, to albo nie był on dość dobry by otworzyć drzwi do Champions League, albo najsilniejsze ogniwa, przed decydującym testem, uciekały za granicę, co z góry przekreślało nasze szanse na sukces. Polska liga wciąż jest traktowana jako trampolina a nie punkt docelowy kariery, czemu oczywiście nie ma się co dziwić. Ani nie mamy tak ogromnych pieniędzy, jakimi w większości mogą pochwalić się kluby europejskich lig, ani nie mamy sukcesów, które mogłyby działać jak magnes na potencjalnych poszukiwaczy nowego pracodawcy.
Co więcej, pokładanie nadziei i obdarzenie zaufaniem piłkarzy zza granicy nigdy nie zapewni nam pewności co do tego, czy ów zawodnik, mimo zapewnień o chęci kontynuacji współpracy za chwilę nie wywinie jakiegoś numeru i nie ucieknie w pogoni za pieniędzmi, do którejś z silniejszych lig. Takie rzeczy zdarzały się przecież nie raz. A Polak to jednak Polak. Oprócz profesjonalizmu i swoich własnych pobudek, miałby dodatkowy powód by zostać na pokładzie i walczyć dla swojego kraju. Podobnie jak w reprezentacji. Ci jednak, gdy tylko ukażą swój talent w pełnej krasie, także wyjeżdżają za granicę. Nasze najsilniejsze ogniwa grają na co dzień w Niemczech, Hiszpanii czy Francji.  Ale czym my ich możemy przekonać do pozostania w kraju? Z pustego nawet Salamon salomon nie naleje…
Szkoda, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, by wspomóc polskie kluby w walce o upragnioną Ligę Mistrzów właśnie w taki sposób. Przecież wszyscy, od lat, pragną tego samego.
Zapewne każdy z naszych kadrowiczów chciałby sięgnąć po zwycięstwo w tych prestiżowych rozgrywkach i na pewno większość, jeśli nie wszyscy, woleliby tego dokonać w barwach jakiegoś rodzimego klubu…

Szkoda, że realizacja tegoż planu wydaje się na dziś raczej niemożliwa. Żadnego z właścicieli klubów Ekstraklasy nie stać na sprowadzenie chociażby trzech piłkarzy pierwszej jedenastki naszych Orłów, nie mówiąc już o całej drużynie. A poza tym? Kontrakty, zapiski, kary, umowy, papierki, managerowie… Dużo tego. Niestety. Na dzień dzisiejszy możemy więc pomarzyć o polskim klubie w Champions League, chyba że… Bogaty Polski Związek Piłki Nożnej wyłoży pieniądze na wykup naszych reprezentantów a ci zgodzą się przez dwa sezony, w imię dobra polskiej piłki, pokopać trochę w Ekstraklasie… Ehh, marzenia…
Nieśmiało w tym miejscu warto chyba przypomnieć, że najwspanialsze chwile w europejskich pucharach polskie kluby przeżywały wtedy, kiedy o ich sile stanowili Reprezentanci Polski. Pamiętacie mecze z Schalke, Realem Saragossa, Lazio czy Parmą?

Obraz po Serbii… Spostrzeżenia.

blaszczykowski_11

Za nami pierwszy mecz Polaków po dłuższej przerwie. Mecz towarzyski a to oznacza mniej więcej tyle, że nie należy oceniać go do końca poważnie. Nie należy płakać i zarzucać naszym reprezentantom słabszej postawy, nie lamentować i bluzgać pod adresem Biało-Czerwonych i co najważniejsze, nie wyobrażać sobie sromotnej porażki naszej kadry podczas Euro we Francji. Nie czas na to. Mecz z Serbią, jak już wspomniałam, był meczem towarzyskim, spotkaniem, w którym Adam Nawałka szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania i testował pewne rozwiązania, o których większość z nas zapewne nie ma pojęcia. Nikt z nas nie powinien więc oczekiwać, że Lewandowski walnie kolejnych pięć bramek, albo jeszcze lepiej, że Krychowiak będzie jeździł na dupie od jednego pola karnego do drugiego. To nie ta kategoria spotkania i trzeba mieć świadomość, iż w tym momencie nie są nam potrzebne żadne kontuzje u kluczowych zawodników. Spotkanie z Serbią, podobnie zresztą jak to z Finlandią są ostatnim etapem przygotowań drużyny do najważniejszego turnieju, być może najważniejszego nie tylko w tym roku ale w całej polskiej historii. Dopiero ostatnie zgrupowanie kadry przed Mistrzostwami Europy będzie już tylko formalnością, szlifowaniem diamentu, który olśniewać ma u Trójkolorowych. I dopiero wtedy będziemy mogli oceniać przygotowanie naszych zawodników do zawojowania Europy.
Na dzień dzisiejszy, możemy więc wysnuć jedynie kilka wniosków:

1. Jakub Błaszczykowski kolejny raz udowadnia jak ważną postacią jest dla Reprezentacji Polski. W zasadzie był najjaśniej świecącą gwiazdą meczu z Serbią i bez wątpienia, tym występem zabukował już sobie bilet do Francji. Wszyscy w okół, kibice i dziennikarze martwili się, czy nie dostający szans na grę w Fiorentinie Kuba, będzie w stanie dać jakość Reprezentacji Polski i sam zainteresowany dał im chyba najlepszą odpowiedź. W ogóle, aż dziw bierze, że komukolwiek do głowy przychodzą takie wątpliwości. Szczególnie jeśli chodzi o dziennikarzy, którzy notabene w tej kadrze siedzą od środka już od wielu lat. Przecież każdy przeciętny kibic kadry, zdążył już dawno zauważyć, że Błaszczykowski najlepsze mecze w Reprezentacji rozgrywa wtedy, kiedy ma problemy w klubie lub kiedy dopiero wraca po kontuzji i w okół jego osoby pojawia się masa pytajników. To walczak z krwi i kości. Gdyby każdemu z naszych chciało się tak jak jemu, bylibyśmy spokojni o… Mistrzostwo Świata. Forma Kuby nie jest dla nas problemem, za to problem ma jego klubowy trener, może powinien w końcu zauważyć, że kiedy stawiał na Błaszczykowskiego, Fiorentina była liderem Serie A, a dziś wszyscy widzą, jak na klub z Florencji zadziałały jego roszady…

2. Polska jest niesamowicie bogatą reprezentacją! Tak, mamy coś czego nie ma nikt inny! Na jednej pozycji mamy taki urodzaj, że prawdopodobnie zazdroszczą nam tego wszyscy selekcjonerzy świata… Bramkarze! Mamy nie jednego, nie dwóch ale aż kilku światowej sławy goalkeeperów. Można zachwycać się Neuerem czy Buffonem ale z nimi jest tak, jak w znanym przysłowiu: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Szczęsny, Fabiański czy Boruc również mają wysokie umiejętności ale wiadomo, nie grają aż w tak utytułowanych klubach i nie mają tam na tyle dobrych kolegów w formacji obronnej, jak ww gracze, stąd też ich medialność jest dużo mniejsza i wydają się przez to słabsi. Ale my wcale nie mamy czego się wstydzić. Każdy z nich mógłby śmiało w pojedynkę uratować naszej drużynie wynik i popisać się w trakcie spotkania kilkoma niebywałymi interwencjami. Doceńmy ich klasę. I zauważcie, że jeśli któregokolwiek bramkarza innej reprezentacji wykluczyłaby z gry kontuzja, jego kolegów z drużyny ogarnąłby głęboki niepokój, czego konsekwencją mogłaby być lawina błędów. U nas tego nie ma. Bez względu na to, kto stoi u nas między słupkami, obrońcy nie muszą się niczego obawiać. Poziom jakości u każdego z nich jest bowiem podobny. Ta sama dobra szkoła. Dobre bo POLSKIE!

3. Grosicki, podobnie chyba jak wspomniany wyżej Kuba, ma tendencję do słabszej postawy, kiedy jego sytuacja klubowa jest unormowana. Mimo, że mecz z Serbią był tylko testem, wypadałoby by taki piłkarz jak zawodnik Rennes, nawet wyrwany w środku nocy ze snu, potrafi dograć idealną piłkę na głowę (czy tam nogę) naszych rosłych przecież napastników. Przecież ich widać! W tym elemencie, dużo lepiej prezentował się Łukasz Piszczek, widać tę niemiecką jakość i dbałość o szczegóły. Co więcej, warto zauważyć, że mimo rozłamu klubowego byłej trójki z Dortmundu, ich zgranie i szukanie się na boisku, wciąż może być naszym atutem i na Euro przynieść nam wiele korzyści.

4. Brakowało ligowców! O ile meczu z Serbią nie możemy traktować tak poważnie jak spotkań eliminacyjnych, o tyle mamy prawo porównywać je do innych towarzyskich meczów, między innymi tego z Islandią. Wczorajsza potyczka była pierwszą od dwóch lat, w której podstawową jedenastką tworzyli gracze, występujący jedynie na boiskach lig zagranicznych. I co? Kadra zaprezentowała się średnio dobrze. Wygrali bo wygrali, ale momentami nasz rywal ( można o nim powiedzieć wiele złego, co w dniu meczu przelewało się przez polskie media), złożony z kilku światowych gwiazd, stawiał nam poprzeczkę nad wyraz wysoko. Nie możemy dopuścić do tego, by którykolwiek nasz rywal na Euro, pozwalał sobie na taką swobodę w pobliżu pola karnego Polaków. U Niemców czy Ukraińców jest ogrom piłkarzy, którzy, w przeciwieństwie do Serbów, potrafią świetnie przymierzyć. A trzeba pamiętać, iż wtedy nie będzie już czasu na poprawę. Teraz jeszcze go mamy. Czego więc nam trzeba?

5. Lepszy środek pola! Może Krychowiak i Zieliński są odpowiednią parą na Euro ale na pewno nie w formie, w jakiej wczoraj zaprezentowali się polskim kibicom. Wiadomo, ten pierwszy potrzebuje czasu by wrócić do gry, którą czarował przed kontuzją ale czasu na przebudowę wszystkiego jest za mało. Z Zielińskim w ogóle jest dziwna sytuacja. Kiedy przejrzymy wypowiedzi na temat jego gry dziennikarzy i kibiców, znajdziemy masę skrajnych opinii. No właśnie. Gro osób uważa Zielińskiego za najlepszego piłkarza meczu, podczas gdy inni po tym spotkaniu wykreślili jego nazwisko z podstawowej jedenastki.
Piotrek bez wątpienia jest świetnym piłkarzem dużo widzi na boisku ale zauważmy, że nasz środek w tym spotkaniu nie zrobił zbyt wiele by zatrzymać Serbów i nie dopuścić ich do naszego pola karnego, a także niewiele by stworzyć sytuację dla Lewandowskiego i Milika. Dużo częściej grę prowadzono skrzydłami a piłki dogrywali Błaszczykowski, Grosicki, Piszczek i Rybus. Nie tak to ma wyglądać i zarówno Zieliński jak i Krychowiak muszą wziąć odpowiedzialność na barki.

6. Więcej wniosków z gry wyciągniemy po meczu z Finlandią. Oby nie było po niej kaca ale szansa na to się zwiększyła po tym, kiedy Adam Nawałka nie wysłał powołań dla Sławka Peszko i naszego byłego Prezydenta ;-).
Z innych pozaboiskowych spostrzeżeń, warto zwrócić uwagę na fakt, iż dużo lepiej mecze naszych Orłów ogląda się kiedy za transmisję bierze się profesjonalna ekipa Polsatu. Szczególnie jeśli skupimy się na komentarzu. Dobrze, że zamiast Szpakowskiego, za mikrofonem będziemy mieć Borka i Hajto. Bramki Polaków na pewną będą lepiej smakować a przestoje w grze zostaną wzbogacone nutką piłkarskiej historii, może wrócimy wspomnieniami do któregoś ze składów Reprezentacji Polski? Na pewno nikomu nie przyjdzie do głowy by się zdrzemnąć w trakcie transmisji, bo słuchając przez dłuższy czas głosu zasłużonego Pana Darka, nie raz miało się na to ochotę…

Co z tym Głową?

Spór o Głowackiego

Im lepiej na boisku radzi sobie jakiś piłkarz, tym bardziej wzbiera fala zainteresowania jego osobą w kontekście gry dla narodowej reprezentacji. Tym razem mamy do czynienia z podobną sytuacją bo na świeczniku ustawiono Arkadiusza Głowackiego, który przeżywa właśnie drugą młodość. I choć Głowa a raczej jego dyspozycja ligowa imponuje wszystkim dookoła to już sprawa powołania dla stopera Wisły Kraków na mecze z Ukrainą i Anglią nie każdego przekonuje.

Dlaczego warto postawić na Głowackiego? Czyli argumenty za powołaniem:

-”Im starszy tym lepszy” – i już wiadomo co łączy Arka z winem  ;-),
-  Forma w jakiej aktualnie znajduje się Wiślak jest pierwszym i zarazem najważniejszym argumentem w ręku samego piłkarza jak i selekcjonera.
-Gra dla reprezentacji narodowej jest nagrodą za dobrą dyspozycję w lidze a Głowacki prezentuje się na dzień dzisiejszy najlepiej ze wszystkich defensorów posiadających polski paszport.
-Krótka przygoda stopera w Turcji owocuje dziś większymi umiejętnościami, spokojem i pewnością siebie, które wpływają także na grę jego partnerów. W skrócie: Dobra postawa Głowy = dobra postawa całej linii defensywnej.
-Głowacki, jak nikt inny, posiada dar dowodzenia na murawie. Wielki charakter i prawdziwy wzór do naśladowania dla młodych zawodników. Kierują nim o wiele wyższe wartości niż pieniądze.
- Dla samej kadry i prowadzącego nią selekcjonera nie liczy się przeszłość danego zawodnika czy statystyki sprzed kilku lat, liczy się „tu i teraz” a teraz Głowacki jest na szczycie.
-Każdemu należy dać drugą szansę a obrońca krakowskiej Wisły zapracował na nią w ciągu ostatnich kilku tygodni jak nikt inny.
- Grając o pełną stawkę, z rywalami takimi jak Anglia i Ukraina, nie możemy sobie pozwolić na najmniejszy błąd czy potknięcie, a co za tym idzie powołanie dla piłkarzy nie będących w formie lub siedzących na co dzień na ławce rezerwowych.
-Skoro szanse na awans mamy i tak już tylko iluzoryczne to czemu nie dać mu szansy wykazania się?
-Zagramy z rywalami z najwyższej półki a Wiślak jako jeden z nielicznych może poszczycić się rywalizacją z napastnikami o podobnej klasie sportowej. Słowem: niezły bagaż doświadczenia.
-Dla reprezentacji gra się sercem a Głowackiemu serca na pewno nie brakuje. Obrońca Wisły znany jest z tego, że wkłada…głowę tam, gdzie inny piłkarz boi się włożyć nawet nogę.

Dlaczego Głowacki nie powinien grać w kadrze? Czyli argumenty przeciwko powołaniu:

-Najczęściej wysuwany: „Bo szans dostał już kilka i żadnej nie wykorzystał”.
-Głowacki jest prawdopodobnie największym pechowcem w historii polskiej kadry. Jak nie żółta karta to czerwona, jak nie samobójczy gol to… sprokurowany rzut karny.
-Dobra gra w klubie nie jest równoznaczna z równie wysoką dyspozycją na płaszczyźnie reprezentacyjnej.
-Styl i ustawienie jakie Głowacki wyrobił pod batutą Franka Smudy nie musi znaleźć odzwierciedlenia u Waldemara Fornalika.
-Brak zgrania i zrozumienia z pozostałymi kadrowiczami.
-Głowacki świetnie czuje się w roli dyrygenta, w kadrze musiałby dzielić tę rolę z przynajmniej pięcioma innymi piłkarzami.
- Wieczny argument krytyków piłkarskich mówi: „Za stary” czyli (uwaga: w rzeczywistości wcale nie musi to być prawdą) mniej zwinny, wolniejszy.
-Rywale, na tle których świetnie spisuje się Głowacki (Piast, Lech czy Pogoń) są o kilka klas gorsi niż rywale, z którymi w meczach eliminacyjnych ma spotkać się nasza kadra.
-Ryzyko. Mówi się, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana ale powołanie dla obrońcy Wisły Kraków, ze względu na jego poprzednie występy z orzełkiem na piersi, niesie za sobą duże ryzyko. Nie wiadomo czy Fornalik jak i cała drużyna są gotowi by postawić wszystko na jedną kartę.

Kto za a kto przeciw? 

Eksperci są za, nawet Orest Lenczyk nie widzi innej możliwości. Wspomniani już krytycy, w dużej liczbie kibiców, nie widzą dla Głowackiego miejsca wśród powołanych. Co ciekawe i nieco śmieszne zarazem, jest to, że dużą część przeciwników powołania Głowy do kadry stanowią…fani Wisły Kraków. Podobnie zresztą podchodzili do sytuacji Pawła Brożka.
*Ich zdaniem szansa gry Arka w drużynie narodowej (a nawet już same treningi na zgrupowaniu) niesie za sobą zagrożenie kontuzją i stratę ważnego ogniwa w rozgrywkach klubowych.
*Równie często zaznaczają, że Polska przegrała już eliminacje do MŚ/nie ma najmniejszych szans w starciach z Ukrainą i Anglią więc narażanie na uraz czy zmęczenie podróżami Głowackiego jest bez sensu i za bardzo ryzykowne dla samego zawodnika oraz jego klubu.
*Z góry zakładają także, że powołanie dla ich ulubieńca może go niepotrzebnie…rozproszyć. Straci dotychczasową formę i w razie popełnionego błędu w trakcie meczu reprezentacji, będzie mu to ‚siedziało w głowie’.

Wszystkie te argumenty można by nawet uznać za racjonalne, życiowe gdyby nie były… żałosne.
Po pierwsze: Ryzyko kontuzji jest wkalkulowane w karierę każdego piłkarza. I tak jak najwięcej wypadków zdarza się w domu, tak samo najwięcej kontuzji może przydarzyć się w klubie. Nieważne czy to zgrupowanie kadry, mecz ligowy czy nawet zabawa z dzieckiem w zaciszu domowym, wszędzie istnieje takie samo ryzyko odniesienia urazu. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Franciszka Smudy, który stwierdził, że kontuzji nabawiają się tylko lenie. Piłkarze zasuwający na treningach nie muszą się obawiać urazów a tak własnie jest z jego piłkarzami. I coś w tym jest. O ile w poprzednich sezonach Reymonta 22 dosyć często zamieniało się w szpital, o tyle w tym sezonie, odpukać, Wiślacy są okazami zdrowia.
Po drugie: „Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski ród…” To się śpiewa na stadionie Wisły Kraków. Są koszulki patriotyczne, organizowane marsze, zdarza się też śpiewać hymn Polski. Patriotyzm pełną gębą aż tu nagle… niektórzy zaczynają wyśmiewać drużynę narodową i z czystym sumieniem planować jej potencjalne osłabienie w ważnych starciach z Anglią i Ukrainą. Czyż to nie hipokryzja? Ukochany klub reprezentuje nasze miasto ale kadra reprezentuje cały kraj i jako obywatele tegoż kraju powinniśmy działać na jego korzyść. Nie można jednemu odbierać by drugi miał więcej. Nie bierzmy przykładu z polityków.
* Po trzecie: Zakładając, że najgłośniej krzyczący o braku sensu w powołaniu Głowy ‚siedzą’ w futbolu dłużej niż 4-5 lat, trzeba przyznać, że kibice Wisły jak żadni inni powinni cieszyć się z napływających powołań dla zawodników ich klubu. Wystarczy sięgnąć pamięcią wstecz o kilka lat by przypomnieć sobie kolejne reprezentacje narodowe, których trzon stanowili własnie Wiślacy. W przeszłości od zawodników z Krakowa zaczynali selekcjonerzy ustalanie składu i wychodziło to i Reprezentacji i Białej Gwieździe na dobre. Wisła była na szczycie a kadra zamiast się kompromitować, potrafiła zachwycać. Czyż kryzys krakowskiej Wisły nie zbiegł się w czasie z upadkiem polskiej drużyny narodowej?
*Po czwarte: Czy Głowacki dzieląc grę w klubie i kadrze, może stracić na jakości? Oczywiście, wszystko się może zdarzyć ale… przypadek Radka Sobolewskiego jest najlepszym przykładem odwrotnego procesu. Do póki były kapitan Wisły grał w Reprezentacji Polski, do póty imponował także niesamowitą formą w klubie. Natomiast w momencie zakończenia reprezentacyjnej kariery, opadł nieco jego zapał na klubowej płaszczyźnie. Wciąż był zawodnikiem z wysokiej półki ale swego rodzaju ‚wypompowania’, kibicom spostrzegawczym nie dało się nie zauważyć.
*Po piąte: Gra z orzełkiem na piersi jest marzeniem dla każdego zawodnika. Nie oszukujmy się. Tu nie grają roli pieniądze ani inne przyziemne pobudki, to coś więcej. Nie można więc decydować za żadnego piłkarza czy ma on dostać szansę zaprezentowania się w kadrze, kosztem zmęczenia/ryzyka kontuzji itd.. Litości. Nie odbierajmy mu marzeń. Tym bardziej jeśli taki ktoś jak Głowacki ma coś do udowodnienia sobie i ludziom, którzy w niego zwątpili. Kiedy jak nie teraz? To może być jego ostatnia szansa na osiągnięcie celu wyznaczonego sobie gdzieś na początku kariery. Jeśli ktoś ma prawo mieć pretensje o potencjalne powołanie to ewentualnie tą osobą mógłby być Smuda.
Wyjeżdżają z Wisły na zgrupowania różni piłkarze, niektórzy za ocean, w kilkunastogodzinne podróże samolotem/pociągiem i raz na jakiś czas wracają z urazem. Normalka. W żadnym innym klubie, kibice nie stosują takich ruchów, jak czyni to w tym momencie garstka kibiców Wisły. Gra w drużynie narodowej to przecież powód do dumy. Nie inaczej.
Najlepszym przykładem na potwierdzenie powyższych wniosków jest Paweł Brożek. Miał być zmęczony po kadrze (profesjonalny piłkarz!), miał wrócić z kontuzją i ogólnie jego powołanie miało źle wpłynąć na wynik Wisły w starciu z Piastem. Jak było? Brożek strzelił dwie bramki i został uznany zawodnikiem meczu…

Powołać czy nie?

Jasne, że powołać. Argumenty na plus zdecydowanie wypychają te przeciwne. W obecnych okolicznościach, kiedy tak naprawdę nie mamy prawie nic do stracenia a możemy zyskać naprawdę wiele, warto postawić na najlepszych. Na dzień dzisiejszy grono najlepszych defensorów otwiera właśnie Głowacki.
Na koniec pozostaje jednak najważniejsza kwestia, przy której cały ten tekst może okazać się niepotrzebny. Spór o powołanie Głowackiego jak najbardziej jest żywo toczony i ludzie przekrzykują się w argumentowaniu swoich racji ale nikt jeszcze nie podał stanowiska samego zainteresowanego.  Czy Arek w ogóle myśli jeszcze o grze w Reprezentacji Polski? Czy chciałby jeszcze założyć koszulkę z orzełkiem i bronić barw narodowych? Może nie czuje się już na siłach i cała ta dyskusja nie ma najmniejszego sensu. A ponadto, powszechnie wiadomo, że do tanga trzeba dwojga, nawet jeśli Głowę w kadrze widzą kibice i on sam, powołanie musi mu najpierw wysłać Waldemar Fornalik.

Brawa dla Obraniaka

Czym się różni nasza Reprezentacja Narodowa od innych, tych lepszych zespołów w szczególności?  Tam sprawy między piłkarzami są załatwiane w szatni, nikt przed kamerami raczej nie krytykuje swojego kolegi, tym bardziej kapitan. Ale nie w Polsce, tu musi być zawsze inaczej, gorzej. „Kapitan” Błaszczykowski, świetny piłkarz, wielki talent i ambicja ale po sukcesach w Dortmundzie ten skromny chłopak stał się swego rodzaju gwiazdorem. Zupełnie nie nadaje się na kapitana. Już po sprawie z biletami wszyscy to wiedzieli, teraz czara goryczy się przelała całkiem. Może Ludo zagrał źle, osłabił zespół głupią kartką, może nie panuje nad sobą, może…można mieć sto innych powodów aby go nie lubić czy nie chcieć widzieć już w kadrze ale…Ale kapitan nie ma prawa przed kamerami go krytykować. I tutaj należą się brawa dla Obraniaka, który mimo wszystko zachował klasę i odpowiedział Kubie. Ma rację „takie” sprawy powinni załątwić w szatni. Ciekawe czy Kuba w twarz także mu to wygarnął, jako kapitan?

W Chorzowie nie wytrzymali…

Jacek Zieliński nowym trenerem Ruchu Chorzów. Szybciej zareagowano we Wrocławiu, więc drugie miejsce za plecami Lenczyka na najszybciej wywalonego trenera, zajmuje Fornalik. Nie Waldek, nasz reprezentacyjny selekcjoner ale jego brat. Teraz czekamy na zmianę asystenta w kadrze.

Kompromitacja w Lidze Europy, tragiczny początek Ekstraklasy i tylko jedna bramka zdobyta w PP to było zbyt wiele aby spokojnie patrzeć na rozwój wydarzeń.  Zieliński na pewno większą posiada wiedzę, większe doświadczenie i za pewne większy też respekt u piłkarzy.Teraz nasuwa się pytanie czy zdąży potrząsnąć drużyną i zmienić ich oblicze do kolejnego meczu, a ten z Koroną Kielce już zbliża się wielkimi krokami, jeszcze tylko nasza Reprezentacja spróbuje się nie skompromitować i wróci wszystko do normy, tydzień w tydzień. Ciekawe czy zmęczeni trudami sezonu piłkarze Ekstraklasy zdążą wypocząć…Takim jak Saganowski czy Sobiech powinni dać odpocząć po powrocie i nie wystawiać w następnej kolejce, w przeciwnym razie ich organizm nie wytrzyma takiej dawki meczów w tak krótkim czasieMrugnięcie okiem

Kolejny + przy nazwisku Fornalika

Kolejna decyzja za którą trzeba pochwalić selekcjonera reprezentacji, o ile na początku dorównał do Smudy, tym razem podjął dobrą decyzję. Dowołał Kuszczaka i Wszołka. Trzeba jednak mieć w świadomości, że gdyby nie kontuzje Szczęsnego i Rybusa powołań tych by nie było. Ale zawsze to szansa i dobry prognostyk na przyszłość. Szkoda, że nie dostał tej szansy również Sobiech.

Takie jaja tylko u nas…

TVP wydała komunikat. Nie zobaczymy meczów polskiej Reprezentacji w telewizji. To chyba zły sen, słaby żart, bardzo niesmaczny w dodatku. Ewenement na skalę światową?Gdzieś jeszcze takie coś ma miejsce? Wiadomo, poziom żenady tej drużyny osiągnął chyba szczyt, mało ludzi chce to oglądać ale no kurwa! Kompromitacja TVP na całej linii. Abonament powinien być zlikwidowany raz na zawsze. I zmiana na stanowiskach…

Fornalik przejrzał na oczy

Nareszcie pierwszy oznak swojej odmienności od Smudy pokazał Waldemar Fornalik. Powiększył listę piłkarzy zza granicy i wysłał powołania do najbardziej „gorących” wśród tematów nieobecnych. Krychowiak i Glik w kadrze. To już coś, jeszcze tylko pozbyć się tych „trybuniarzy” i znaleźć odpowiednich kandydatów na napastnika z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory w kadrze mamy na tej pozycji duże niewiadome. Nawet Lewandowski, który w Niemczech jest świetny w kadrze jest nic nie wnoszącym, szarym, takim jak wielu innych piłkarzem.Tak po prostu, nie zmienia tego jedna bramka z Grecją( o 2 pozostałych nawet nie wspominajmy). Saganowski, piłkarz dojrzały, kiedyś bardzo dobry teraz? To się okaże po kilku meczach czy może jeszcze godzić Legię i kadrę.Do tego Piech, chociaż chyba bardziej z sentymentu i przyjaźni niż z powodu obecnej formy. W meczach ligowych i pucharowych(europejskich) 0 bramek, słownie: zero. Jedną zdobył w PP ale z takim rywalem(bez urazy) to tak jakby liczyć mu bramki zdobywane na treningach…Mecz zweryfikuje wszystko, przede wszystkim prawdę o napastnikach naszej reprezentacji.

Oprócz ww powołania otrzymali też  Wawrzyniak, Murawski i Sobota. Zobaczymy czy dostaną szansę na dłuższy występ.