Archiwa tagu: Francja

To jak, plan minimum: awans do 1/16? a może coś więcej…

d22b59c65f774bf7833dc03aadac1875-d22b59c65f774bf7833dc03aadac1875-0-preview.1000

Łysy z UEFA wykonał swoją robotę dla nas, przyszedł więc czas abyśmy i my, a raczej nasi piłkarze wykonali swoją. A patrząc na drogę, jaką w początkowej fazie turnieju przyjdzie nam przebyć, oczekiwań możemy mieć wiele, w końcu kiedy jak nie teraz?

Na francuskich boiskach Reprezentacja Polski zmierzy się kolejno z Irlandią Północną, Niemcami i Ukrainą. Czyli prawdę mówiąc, nie trafiliśmy źle… Nie jest to oczywiście grupa z rodzaju ‚szybko, łatwo i przyjemnie’, jak chociażby ta, w której znalazła się Reprezentacja gospodarzy ale ewidentnie nie ma tu mowy o grupie śmierci (a tych na turnieju nie zabraknie), czy chociażby rywalach ‚nie do przejścia’, a mówiąc szczerze, z naszego punktu widzenia, bez udawanej tzw. poprawności politycznej, trafiliśmy wręcz idealnie.  Trzeba otwarcie powiedzieć, że wyniki losowania okazały się dla nas łaskawe. Mogliśmy trafić o wiele gorzej i modlić się już dziś o najniższy wymiar kary, za to wylosowanie grupy łatwiejszej było raczej mało realnym marzeniem, dlatego właśnie, przyjmijmy ten dar od losu jako szansę. Szansę, którą trzeba wykorzystać!

Patrząc na ranking FIFA, to my powinniśmy się obawiać wszystkich naszych wyżej notowanych rywali, jednak, jak wiadomo rankingi nie grają a więc wypada na wszystko spojrzeć realnym okiem i wtedy wyjdzie na to, że jednym z głównych faworytów do awansu będzie Reprezentacja… Polski.
Tak właśnie, Polska. Choć większość dziennikarzy i kibiców za pewniaka do zajęcia pierwszego miejsca i srogiego zlania reszty rywali, w tym także nas, uważa Niemców, notabene aktualnych Mistrzów Świata, to nie ulega wątpliwości, że w grupie C, to właśnie Polacy mogą wzbudzać największy respekt. I wcale nie chodzi o naszą siłę, która przy naszych bogatych sąsiadach wciąż prezentuje się raczej ubogo, ale o wielką niewiadomą, jaką dla całej reszty stawki turnieju we Francji stanowić będzie nasza drużyna narodowa. A my, kibice wiemy najlepiej, że bać się jest czego kogo.

Po raz kolejny warto podkreślić, że z pierwszego koszyka naszych potencjalnych rywali, to właśnie Niemcy obawiali się nas najbardziej. I pechowo dla nich, los znów skrzyżował nasze drogi. Bezpośrednie pojedynki tych drużyn w ostatnich czasach, dla obu tych stron do łatwych nie należały. Polska nauczyła się grać przeciw najlepszej drużynie świata, dzięki czemu odnieśli nad nimi pierwsze, jakże historyczne zwycięstwo w eliminacjach do Euro. Co prawda, w rewanżu to Niemcy sięgnęli po trzy punkty ale wcale nie jest powiedziane, że na obcym dla wszystkich terenie, gdzie na pewno trybuny odziane będą w biało-czerwone barwy, Orłom Adama Nawałki nie uda się powtórzyć sukcesu sprzed kilkunastu miesięcy lub chociażby ugrać, jakże cennego remisu.
Piłkarze Loewa, na pewno podejdą do spotkania z nami z dużym respektem, na pewno też zagrają ostrożnie, szukając wszelkich sposobów na wyłączenie z gry świetnie im znanego a przy tym stworzonego przez nich samych bramkostrzelnego potwora, Roberta Lewandowskiego. Prawdopodobnie, w momencie gdy otworzono kulkę z napisem ‚POLSKA’, Niemcy zaczęli żałować, iż przyłożyli rękę do oszlifowania naszego cennego diamentu. Oni jak nikt inny wiedzą, jakim potencjałem i siłą charakteryzuje się nasz napastnik. Zagadką pozostaje jedynie fakt, czy będą w stanie go powstrzymać, a jeśli nawet im się to uda, czy jednocześnie od gry odetną także naszych pozostałych piłkarzy? Zadanie ciężkie i miejmy nadzieję, że w czasie turnieju, dla Niemców okaże się zdaniem niewykonalnym…
Jesteśmy w stanie z tym zespołem wygrać, tym bardziej jesteśmy zdolni się im przeciwstawić i wywalczyć, czy też wygryźć zwycięski dla nas remis. Bo czemu nie?

Kolejnym po Niemcach rywalem, do którego musimy na baczność postawić wszystkie nasze armaty jest bez wątpienia Ukraina. Czyli zespół również nam dobrze znany, choć na naszą korzyść działa fakt, iż na dzień dzisiejszy oni nie mogą powiedzieć o nas tego samego. Od czasu, kiedy mierzyliśmy się po raz ostatni minęło sporo czasu, podczas którego Reprezentacja Polski przeszła istną metamorfozę i z tamtą drużyną niewiele ma ona wspólnego, a może nawet nic, poza oczywiście nazwą i emblematami. Polska z chłopca do bicia przeobraziła się w drużynę pretendującą do zespołu z wysokiej półki, być może kiedyś potentata światowej piłki. Być może. A Ukraina? To wciąż średniak. Do pokonania. Nie mają aż tylu mocnych stron, ile można doszukać się ich w naszym zespole. Skrzydła to za mało by nas straszyć. Kiedy my straszymy, nie mówimy tylko Lewandowskim, ale o całej podstawowej jedenastce, w której każdy piłkarz dokłada ogromną cegiełkę do sukcesu. A potem dokładamy jeszcze rezerwowych, którym jakości na pewno nie brakuje, a po których wejściu na murawę na pewno siła naszej drużyny nie ulega pomniejszeniu.
Być może na papierze Ukraina i Polska, pod względem potencjału i możliwości wyglądają podobnie ale nie oszukujmy się, mamy zespół mocny jak nigdy, powinniśmy zjeść Ukraińców na śniadanie bez większego wysiłku. W tunelu prowadzącym na murawę przed meczem, kiedy ich największa gwiazda, Jewhen Konoplanka, spojrzy w oczy Grzegorzowi Krychowiakowi, powinien już być przekonany o końcowym triumfatorze spotkania.

Naszym ostatnim i prawdopodobnie najsłabszym rywalem w grupie (bo od czegoś są niespodzianki i nikt nie wie, czy Irlandia czasem nie okaże się lepsza od Ukrainy) będzie Irlandia Północna. W wyniku losowania, nie spotkamy się w zaplanowanym wcześniej sparingu z tym zespołem, a co za tym idzie nie poznamy ich tak dobrze, jak chociażby dwóch pozostałych rywali ale o różnicy, jaka dzieli zespół Polski i Irlandii Północnej, najlepiej świadczą wywiady obu trenerów po ceremonii losowania.
Do meczów kontrolnych przed samym Euro, zostało około trzech miesięcy, w Poznaniu mieliśmy się spotkać właśnie z naszym turniejowym rywalem ale z wiadomych względów, do spotkania nie dojdzie. PZPN musi wybrać sobie nowego rywala, choć, mimo scenariusza, który był bardzo prawdopodobny, i który życie zdecydowało się narysować, i tak przygotowali już wszystkie materiały na temat Irlandii Północnej. To się nazywa profesjonalizm i prawidłowe podejście do sytuacji. Pytany o wspomnianego rywala Adam Nawałka, jakby czytał z otwartej książki wymienia wszystkie jego mocne strony i punkty, na które trzeba zwrócić uwagę. Natomiast, postawiony w tej samej sytuacji trener naszych rywali, asekuracyjnie mówi o tym, że kojarzy, iż dobry jest Błaszczykowski. Niech to najlepiej świadczy o tym, która z tych drużyn ale też federacji bardziej poważnie traktuje francuski turniej.

To wcale nie pompowanie balonika, i tak wszystko zweryfikuje boisko ale czas spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że mamy ogromną szansę na największy sukces naszej drużyny w ostatnich latach, a na pewno największy sukces w historii na Mistrzostwach Europy. Jeśli uda nam się wywalczyć tylko drugie miejsce w grupie, spotkamy się z drugim zespołem z najsłabiej obsadzonej grupy na tym turnieju. Czy los nam nie pofarcił? Kolejny raz. Ale teraz jest inaczej. Czuć w powietrzu tę magię, kiedy gra nasza drużyna narodowa. Nie ma wątpliwości co do jakości grającej w nich piłkarzy i przede wszystkim nie ma tylu pytajników co do prawidłowości zasiadania na miejscu selekcjonera Adama Nawałki.
I jeszcze jedno, co najlepiej zobrazuje przemianę tej drużyny, znów powołując się na tunel prowadzony na murawę i stojących w nim piłkarzy. Reprezentanci Ukrainy i Irlandii Północnej w większości będą spoglądać na stojące obok nich światowe gwiazdy, od których mogliby wziąć autograf. Połowa Niemców, przynajmniej od patrzenia na jednego z naszych piłkarzy będzie miała ciężko w spodenkach i będzie odczuwała pewien niepokój. Kiedyś, jeszcze przed metamorfozą, tak wyglądali nasi reprezentanci. Na Euro, jak i w Eliminacjach, Polacy będą stać dumnie prezentując Orła na piersi, przekonani o swojej sile i pewni swoich umiejętności. Naznaczeni by wygrywać, przygotowani na walkę do ostatnich minut… Po zwycięstwo!

Polska na Euro – Czy jest się kogo bać?

ru-1-r-640,0-n-2029635upt9

Znamy już wszystkich uczestników przyszłorocznych Mistrzostw Europy we Francji. Wśród 24 ekip, które wywalczyły sobie bilety na tę imprezę jest jeden czarny koń.
Zespół, który nagle wdarł się przebojem na piłkarskie salony, gdzie zachwyca swoją grą najbardziej wymagających kibiców oraz ekspertów . Drużyna idealnie łącząca młodzieńczy wigor z doświadczeniem, drużyna, której kolektyw tworzą wspólnie gwiazdy światowego formatu z zupełnymi nowicjuszami. Grająca z fantazją i polotem, zachwycająca rozegraniem i walecznością, z wykończeniem akcji godnym najlepszego speca od czarnej roboty…
Kto to? To rzeczywiście niespodzianka. Nikt nie spodziewał się, że zespół ten w tak świetnym stylu wywalczy sobie awans na Euro, że po drodze, której jedyna słuszna droga prowadziła na trójkolorowe ziemie, przejadą się jak walec. Gniotąc i tłamsząc rywali, i to takich rywali, przed którymi do tej pory jedynie mogli się pokłonić, rywali, którzy nie raz i nie dwa pokazywali, jak wielka dzieli ich różnica.  Różnica w jakości. Dziś ta jakość jest po przeciwnej stronie.
To prawdziwy zgrany team. Jedność. Drużyna na boisku i poza nim. Z trenerem z wizją i jak się okazuje, wyobraźnią, której jedynie można mu pozazdrościć. Jak pieprzony jasnowidz przewidujący najlepsze rozwiązania. Idealnie przestawiający pionki, jakby czytał w myślach i wyprzedzał każdy ruch rywala. Diament. Dopiero co wydobyty a jednak już oszlifowany. Świetny selekcjoner to i świetna reprezentacja kraju…

O kim mowa? O zespole, którego na dzień dzisiejszy boją się chyba wszyscy uczestnicy turnieju, i co najlepsze, na czele z zespołami z koszyka pierwszego. To prawdopodobnie jedyna, obok Reprezentacji Włoch drużyna, która wywołuje niepokój wśród potencjalnych rywali. Być może dlatego, że oprócz wiadomej już dla wszystkich niebywałej siły, wciąż pozostaje wielką niewiadomą. Zależnie od przeciwnika, potrafi zmienić się jak kameleon. Trzeba grać twardo i nieustępliwie? Ok. Szybko i precyzyjnie? Nie ma sprawy! Wielką sztuką jest umiejętność dopasowania się do sytuacji i w przypadku owego zespołu, tak właśnie jest…

Dobra, posłodzone jest jak w cukiernicy, więc wypadałoby w końcu zdradzić który to taki odważny i wspaniały uczestnik, choć chyba każdy obserwujący Eliminacje, jak i sytuację w okół turnieju zdążył się tego domyślić.
Tak, nie może być inaczej… To oczywiście Polska. Nasza kadra narodowa pod batutą Adama Nawałki. To właśnie polską reprezentację umieszczają dziś media w całej Europie jako pewniaka do stworzenia tzw. grupy śmierci, w której gra toczyć się będzie właśnie o życie. Włochy i Polska – zestaw niezwykle elektryzujący. Fajnie się to wszystko czyta, fajnie się tego słucha. Wielu z nas, nigdy wcześniej nie doświadczyło w swoim życiu sytuacji, w której to nasza reprezentacja wzbudzała by w rywalach postrach. A tak właśnie się dzieje. Czas więc by skończyć wreszcie grać kopciuszka, czas przestać studzić emocje i przebijać napompowany balonik. Pompujmy go dalej bo stoimy nad urwiskiem i tylko od nas w tym momencie zależy, czy wykonując skok uda nam się wylądować na solidnym gruncie czy runiemy w przepaść. Wszystko w naszych rekach i albo weźmiemy rozbieg i mocno się wybijemy albo po prostu, z białą flagą w ręku damy nura w głąb czarnej dziury. Kto ma niby nam w tym przeszkodzić? No właśnie. Jeśli sami nie spieprzymy tego Euro, to może być ono pokolorowane w biało-czerwone barwy. Barwy zwycięstwa.

Przestańmy w końcu myśleć o tej drużynie jak o ogórkach. Popatrzmy wstecz i wróćmy z powrotem. Jest różnica? No przecież. I to jaka! To już nie jest zlepek piłkarzy z oderwanym od rzeczywistości selekcjonerem. Mamy niesamowity dream team, z którego możemy być dumni. Przecież tej drużyny zazdrości dziś nam cała Europa. Takiej atmosfery w szatni nie ma chyba w żadnym innym zespole. A to wielki skarb. Cieszmy się więc tym co mamy i bądźmy dla tych chłopaków wsparciem. Uwierzmy w ich siłę i potencjał, niech oni także w siebie uwierzą. Przecież coś w tym jest, jeśli wzbudzamy taki respekt u rywali. O ile podczas poprzednich wielkich imprez piłkarskich, Polka wygrywała w głosowaniach na faworyta do tytułu czy najgroźniejszego rywala, głównie dzięki głosom rodaków, o tyle teraz, opcję ‚Polska’ w tego typu sondach, co raz częściej przyciskać będą kibice naszych rywali.

Coś w tym jest. Nie bez kozery to na naszych Reprezentantów ostrzą sobie pazury największe europejskie kluby. Nie bez przyczyny na Polaków z wielkim uznaniem i nutą zazdrości patrzą sami rywale na murawie. To są perełki. doczekaliśmy się. W końcu. I tym razem właśnie trzeba pompować balon. Niech do naszych przyszłych przeciwników ze wzmożoną siłą dochodzą informacje o potędze Reprezentacji Polski. Niech to potęguje w nich obawy, niech się boją i podejdą do nas z rezerwą. Tym razem mamy podstawy by tego nie zepsuć. Mamy podstawową jedenastkę i mamy rezerwy, których wcześniej nie mieliśmy. Mamy drużynę, która gryzie trawę w stylowy sposób a nie lansuje swój styl na trawie. Wierzmy, że Nawałka zrobi wszystko by przez to pół roku pozostałe do Euro, poprawić grę naszej defensywy a wtedy będziemy w raju.
Wyobraźcie sobie, że ogrywamy Niemcy, Francję czy Hiszpanię? Jeśli udało się Wam to zobaczyć gdzieś w myślach, to znak, że możecie zobaczyć to także na żywo, na francuskich boiskach…

A jeśli nie… Jeśli Polacy coś w koncertowy sposób spieprzą, jeśli nie uda im się wyjść  grupy, dopiero wtedy będziemy płakać. A może nie, bo przecież przez lata się do tego przyzwyczailiśmy więc… czemu by nie zaryzykować i powierzyć swojego dumnego serca tej drużynie?

Losujemy! Dlaczego lepiej trafić na mocarzy?

losowanie-grup-na-euro-2012_22528961

I zaczęło się! Karuzela pod nazwą „Euro 2016″ ruszyła w najlepsze. Zanim z rozpędu wyrzuci jeszcze trochę zbędnego balastu w postaci przegranych uczestników baraży a finaliści przesiądą się na rollercoaster zwany finałami Mistrzostw Europy, kibice wspólnie z dziennikarzami próbują jeszcze bardziej podkręcić tępo tej machiny by poziom ekscytacji osiągnął swój szczyt już za niespełna dwa miesiące, kiedy w Paryżu odbędzie się losowanie grup uczestników Euro. Na kogo mogą trafić Polacy?

Wiadomo, że Polska znajdzie się w trzecim koszyku, a co za tym idzie, w swojej grupie przyjdzie jej rywalizować z teoretycznie (tylko!) dwoma silniejszymi drużynami. I tak…

KOSZYK I
Francja
Hiszpania
Niemcy
Anglia
Portugalia
Belgia

KOSZYK II
Włochy
Rosja
Szwajcaria
Austria
Bośnia i Hercegowina (baraż)
Chorwacja

KOSZYK III
Czechy
Polska
Rumunia
Słowacja
Szwecja (baraż)
Ukraina (baraż)

KOSZYK IV
Turcja
Islandia
Walia
Albania
Irlandia Północna
Węgry (baraż)
Dania (baraż)
Irlandia (baraż)
Norwegia (baraż)
Słowenia (baraż)

Losowanie meczów barażowych odbędzie się w najbliższą niedzielę, zwycięzców a zarazem końcowy skład uczestników ME i grup poznamy 17 tego listopada, jednak kibice i dziennikarze już teraz dywagują nad tym, z kim byłoby nam lepiej, a z kim dużo gorzej zagrać, czyli… które zespoły tworzyłyby tzw grupy ‚marzeń’, a które ‚śmierci’.

W pierwszym przypadku, mówiąc o grupie marzeń, możemy się nieco zagalopować. Ostatnie miesiące dobitnie pokazały, że w Europie coraz mniej jest słabych zespołów. W zasadzie to każdy z każdym może zarówno wygrać jak i przegrać. Tak jest. Wystarczy spojrzeć na siebie. Polska jest tego najlepszym przykładem.
Do niedawna byliśmy uznawani za chłopca do bicia, za ciamajdy i znane wszystkim futbolowe ogórki. A dziś? Dziś prawdopodobnie zdecydowana większość specjalistów, uznałaby nas na pewniaka do stworzenia grupy śmierci. Choć tutaj, znów pojawia się temat wyrównania sił w Europie, takich jak my jest bowiem więcej…

Czy możemy więc w takim wypadku marzyć o łatwej grupie? Na papierze na pewno. W pierwszym koszyku, biorąc pod uwagę formę czy potencjał, od całej reszty zdecydowanie odbiega Portugalia. Jeśli pod uwagę weźmiemy doświadczenie na takich imprezach, najsłabiej wypadną wtedy Belgowie. Ci sami Belgowie, którzy już za chwilę liderować będą w rankingu FIFA…
Z koszyka numer dwa, biorąc pod uwagę naszą metamorfozę, być może warto byłoby znów zagrać z Rosją, u której aż takiego wzrostu jakości, w stosunku do poprzednich ME, nie zaobserwowano. Można też zmierzyć siły z Bośnią i Hercegowiną (jeśli ta przejdzie baraże) czy Szwajcarią, które wydają się być najsłabszymi ogniwami w drugim zestawieniu, jednak trzeba wziąć pod uwagę, iż oba zespoły są nieprzewidywalne. A fakt ten mógłby nas zgubić…
Koszyk czwarty, niby najsłabszy, więc można brać byle kogo ale… zawsze jest jedno ale… warto zwrócić uwagę na to, że zdecydowanie lepiej/łatwiej byłoby chyba rywalizować z piłkarzami Albanii, Słowenii czy Irlandii Północnej, albo ponownie Irlandii, naszego ostatniego rywala, którego słabe i mocne strony znamy przecież bardzo dobrze, aniżeli silnymi zespołami Turcji, Norwegii, Islandii czy Walii…
Jak widać, tak czy siak, może być ciężko. Zdecydowanie, jest kilka drużyn, z którymi łatwiej byłoby wywalczyć nam historyczny awans z grupy ale nikomu chyba nie trzeba przypominać, że teoretycznie łatwo to my już mieliśmy na poprzednim Euro, jeszcze u siebie na boisku i jak się to skończyło, wszyscy wiemy. Powtórki zdecydowanie nikt z nas nie chce a patrząc na to jak Reprezentacja Polski wyglądała wtedy, a jak prezentuje się dziś, raczej jej nie będzie. Parafrazując, może warto więc pokusić się o większe nakłady motywacji?
Mówi się, że jeśli spadać to z wysokiego konia, więc popatrzmy może na najlepszych, wszak do nich właśnie powinniśmy równać.
W pierwszym koszyku możemy trafić na Niemców, czyli zaserwować sobie powtórkę z rozrywki. Pokonaliśmy ich raz, pokonać możemy ponownie. Zdecydowanie, z naszej dwójki, to bardziej oni nie chcieliby trafić na nas, niż my na nich. Pamiętacie MŚ za czasów Janasa? Też szło im z nami jak po grudzie, Boruc wyczyniał cuda, brakło trochę szczęścia oraz wytrwałości, no i wtedy, nie mieliśmy przecież Lewandowskiego a jego akurat żadna inna drużyna na tym Euro nie będzie się bała tak jak Niemcy. Paradoksalnie to właśnie oni mogliby się okazać naszą grupą marzeń.
Drugim zespołem, który w tym momencie wydaje się być wyborem zdecydowanie dla nas złym a wcale takim być nie musi, jest Francja. Wiadomo, że to gospodarz i ściany będzie miał po swojej stronie ale Francja to nie Katar a Platiniego do tego czasu może już nie być wcale albo może on dalej lewitować w zawieszeniu, a i Bońkowi by chamstwa raczej nie zrobił. Dodatkowo, warto zaznaczyć, że nie raz i nie dwa gospodarz najczęściej dawał dupy w najważniejszym momencie. Presja, presja i jeszcze raz presja. A jeszcze w obecności 80 tysięcy ludzi na meczu otwarcia Mistrzostw Europy? Krychowiak i Grosicki w tym momencie klikają: Lubię to!
Jeśli nie Niemcy i Francja, to najgorzej na ten moment wypadają Anglia i Hiszpania. Pierwsi roznieśli w pył całe eliminacje, wygrywając wszystko jak leci. I chyba nawet fakt, że notorycznie zawodzą na największych turniejach nie obniża im jakości. Anglii więc bać się możemy, a czy musimy? Na pewno nie mniej niż Hiszpanii, która przecież będzie broniła tytułu, zdobytego na naszym terenie. A jeśli wrócimy wspomnieniem do naszego ostatniego pojedynku? Stwierdzimy, że przyszedł czas na rewanż i tym razem nogi naszym piłkarzom, nie będą trzęsły się jak galareta. Ale, mimo wszystko, nawet jeśli mielibyśmy dostać bolesne lanie od obu ww zespołów, cieszmy się, jeśli los nam ich przydzieli. Dla nas zawsze to lepiej skompromitować się w jednym meczu fazy grupowej i wygrać oba mecze pozostałe, niż trafić na tych mocarzy zaraz po wyjściu z grupy i przedwcześnie pożegnać się z turniejem. Czyż nie?

Skoro nie taki diabeł straszny jak o pierwszym koszyku się mówi, to czy w przypadku drugiego, może być tylko lepiej? Niekoniecznie…
Właśnie w drugim koszyku znajduje się jeden z głównych kandydatów do medali na każdej większej imprezie. Włochy. Nic więcej mówić nie trzeba. Naprawdę, porównując potencjał Italii oraz samego gospodarza, raz jeszcze warto zaznaczyć, że lepiej byłoby trafić na Francję.
Kolejną ‚miną’ z drugiego zestawu może okazać się Austria, która koncertowo przebrnęła eliminacje i przyznać trzeba, że mniej więcej od Euro 2008 jej piłkarze sumiennie pracują na chwałę swojej drużyny. Co więcej, Austria ze wszystkich drużyn, pod względem reprezentacyjnej siły, jest nam chyba najbliższa. Chcielibyście zaryzykować? No właśnie. Może w takim razie Chorwacja? Nie tylko na trybunach mogłoby być gorąco. Zapewne ani zwycięstwo nad nimi, ani nawet porażka na nikim nie zrobiłaby większego wrażenia. Siły i potencjał na ten moment w obu obozach wydają się dosyć wyrównane.
Co dalej? Koszyk czwarty to przede wszystkim Turcja, Islandia, Walia, Norwegia (baraż) i Dania (baraż). Ciężko by było. Poza Islandią i Walią, które, z hukiem bo z hukiem, ale dopiero co zapukały do futbolowej elity, cała reszta to już świetne drużyny, z ogromem doświadczeń na koncie i wielkim potencjałem. Zawsze chcą walczyć o najwyższe cele i jeśli dojdzie do rywalizacji, z którymś z tych zespołów to będziemy mieli święte prawo oczekiwać, iż Reprezentacja Polski zostanie przez nich zlekceważona, co oczywiście zadziała tylko i wyłącznie na naszą korzyść. Ale dywagować możemy tu i teraz, na papierze wszystko wygląda inaczej, niż w rzeczywistości. Kto wie, czy któraś z drużyn, których dziś się obawiamy nie będzie chciała odebrać Wolfsburgowi niechlubnego rekordu nabitego im przez Roberta Lewandowskiego? A kto wie, czy któraś nie przyczyni się do utrzymania naszej tradycji grywania na wielkich imprezach tylko trzech spotkań, otwarcia, o życie i o honor? Tego nie wie nikt…

Podsumowując, ciężko określić, która z drużyn okaże się dla naszych reprezentantów skałą nie do przejścia, a którą, jeśli taka w ogóle będzie, chłopcem do bicia. Natomiast wskazać można zespoły, z którymi, z różnych przyczyn, lepiej lub wręcz przeciwnie, byłoby nam zagrać. 

GRUPA MARZEŃ: Niemcy/Francja – Rosja – Albania
GRUPA ŚMIERCI: Anglia/Hiszpania – Włochy – Turcja

Jedziemy do Francji!!!

12105784_914072128641250_8855286586551830303_n

Stało, lub stanęło się, jak dało się słyszeć z szatni naszych piłkarzy po meczu, z szatni, która tego wieczoru tętniła życiem w najlepsze, z szatni, w której wczoraj aż roiło się od gwiazd wielkiego formatu, szatni, w której jak nigdy dało się wyczuć przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę. Szatni zwycięzców, ludzi, którzy doprowadzili do euforii wszystkich Polaków. Zrobili to! Awansowali na Euro! Ale… To dopiero początek!!!

Awansowaliśmy na drugą najważniejszą imprezę futbolową na świecie co akurat dla nas, patrząc na historię naszej reprezentacji, jest całkiem dużym wyczynem. Co więcej, zrobiliśmy to w naprawdę niezłym stylu, po drodze pokonując przecież pierwszy raz w życiu mistrzów świata, Niemców. Oczywiście,  zdarzały nam się wpadki i słabsze momenty ale częściej gra naszych zawodników mogła napawać nas dumą. Doceńmy więc ten awans i podziękujmy za wspaniałe emocje, których przez ostatnie miesiące było nam pod dostatek.

Nie ma sensu dziś zastanawiać się nad tym, co by było gdyby…
Gdybyśmy przegrali w ostatnim meczu z Irlandią lub stracili bramkę w ostatnich sekundach, osiągając ‚tylko’ remis, gdybyśmy powalczyli trochę bardziej w rewanżowym spotkaniu z Niemcami lub dwumeczu ze Szkocją.
Albo trafilibyśmy do baraży albo zajęlibyśmy pierwsze miejsce w grupie. Albo – albo. Jeden punkt różnicy między nami i Niemcami, Jedna bramka, która mogła nas szybko przerzucić z nieba do piekła, tak niewiele a jednak końcowy efekt diametralnie się różni…
Na co nam to wszystko? Cieszmy się z sukcesu naszej reprezentacji, nie bez powodu świętujemy od wczoraj jak po zdobyciu mistrzostwa Europy a nie tylko wywalczeniu awansu na Euro. I nie ważne, że oprócz nas, do Francji jadą takie ekipy jak Albania, Słowacja czy Irlandia Północna. One, tak jak i my, wywalczyły awans na boisku, pokonały teoretycznie silniejsze od siebie drużyny i zasłużenie zdobyły bilety do Francji. Nie ujmujmy sobie dokonań, tylko dlatego, że ta sama sztuka, udała się teoretycznie słabszym od nas rywalom. Przecież po drugiej stronie barykady stoją dziś zespoły z tzw. topu, bez których  mistrzostwa Europy wydawały się do tej pory jakimś surrealizmem a jednak, rzeczywistość okazała się na tyle okrutna, że jeżeli pojadą do Francji, to tylko w roli kibiców. Ale to już nie nasz problem. Zajmijmy się swoim życiem i przygotowaniami do najważniejszej imprezy w historii polskiej piłki. Owszem, graliśmy już zarówno na ME jak i MŚ ale wydaje się, że tym razem stoimy przed wielką szansą, być może największą od wielu, wielu lat. Tak zgranego i silnego zespołu nie mieliśmy chyba nigdy wcześniej, czas więc to wykorzystać i sięgnąć po coś więcej niż awans, który jednak na ten moment, co trzeba jeszcze raz podkreślić, jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Wczorajszy sukces ma wielu ojców, w zasadzie każdy z naszych reprezentantów dołożył do niego swoją cegiełkę. Największe jednak zasługi w awansie ma oczywiście Adam Nawałka. Trener, w którego na początku nie wierzył w zasadzie nikt, którego decyzje niejednokrotnie wzbudzały strach czy zdziwienie, a bez którego w dalszym ciągu tkwilibyśmy w dobrze nam znanej przeciętności. Dziś Adama Nawałkę kochają miliony Polaków. W ręku ma na tyle mocny kredyt zaufania u kibiców reprezentacji, że prawdopodobnie nawet postawienie na bramce Sławka Peszki, znalazłoby u wielu z nich zrozumienie. Tak wiele kontrowersyjnych decyzji podjął podczas pracy z kadrą Nawałka a mimo to, trzeba przyznać, że choć nie raz chwytaliśmy się za głowę, czy go przeklinaliśmy, wszystkie się obroniły. Dziś wypadałoby tylko przeprosić. Więc, sorry trenerze!
Zarówno zmiana kapitana, jak i wszelkie ‚dziwne’ powołania, wszystko złożyło się na wielki wynik. Teraz bez obaw możemy spoglądać na przygotowania do Euro, mając pewność, że na stołku selekcjonera siedzi facet znający się na rzeczy.
Denerwować  zaczniemy się dopiero podczas losowania grup ale czy powinniśmy się kogokolwiek obawiać? Jeśli pokonuje się mistrzów świata, można wygrać z każdym a na pewno, inaczej niż w przeszłości, można zaprezentować niezłą piłkę i nie przynieść wstydu. Z Nawałką na ławce tak właśnie powinno być.

Oprócz niego wielkie brawa należą się wszystkim naszym piłkarzom, którzy przez całe eliminacje przyjeżdżali na zgrupowania tej reprezentacji. Tak, nie tylko ci, którzy harowali na murawie zasługują na podziękowania ale także ci, których obecność w szatni w ciągu ostatnich miesięcy zbudowała wspaniałą, rodzinną atmosferę.

Fajnie się patrzy na tych chłopaków. Aż łezka się w oku kręci widząc ile dla nich znaczy gra w reprezentacji narodowej. Nie możemy jednak zapomnieć, że na samej atmosferze a bez umiejętności, nie zajechalibyśmy aż tak daleko. Mamy naprawdę świetnych piłkarzy, których pozycja w europejskim futbolu rośnie każdego dnia. Reprezentacja znów zaczyna być dla nich zaszczytem, zespołem, dla którego gra to nie pusty obowiązek a nagroda i największe honory.

Dotychczasowi selekcjonerzy starali się opierać swoją drużynę przede wszystkim na Polakach występujących na co dzień za granicą. Z tego względu, byliśmy ‚zmuszeni’ kibicować wielu wynalazkom i ludziom, którzy z naszym krajem mieli niewiele wspólnego. Liczył się tylko status danego piłkarza. Nie rzadko powołanie otrzymywał zawodnik siedzący na co dzień na ławce zagranicznego klubu, zamiast piłkarza regularnie występującego w klubie Ekstraklasy. Wszystkim, zapewne wielu też kibicom, wydawało się, że to logiczne i jedynie słuszne rozwiązanie. Dopiero Nawałka pokazał, jak duży był to błąd.
Postawił na piłkarzy, w których poza nim nie wierzył chyba nikt, być może nawet sami zainteresowani. Któż by się spodziewał, że zawodnicy tacy jak Mączyński czy Wawrzyniak będą stanowili o sile tej reprezentacji, że wspólnie z Lewandowskim czy Błaszczykowskim odbierać będą podobne laury. Jak mantrę, powtarzać można jedno: Nawałka. ON im zaufał, przekazał cenne rady i wskazówki, ONI odwdzięczyli się dobrą grą. Na tyle dobrą, że oglądając kolejne mecze, ciężko doszukać się zbyt wielu różnic w poziomach naszych reprezentantów. Oczywiście mamy kilku liderów, jak Lewy, Kuba, Glik czy Krychowiak ale bez całej reszty nie tworzyliby oni idealnego teamu.
W tym miejscu znów należy więc powtórzyć, że sukces jaki osiągnęła ta drużyna jest sukcesem wspólnym. Mamy magiczną drużynę, z której możemy być niewyobrażalnie dumni, jednak karygodnym błędem byłoby nie wskazanie dominującego składnika w całej operacji pod nazwą Francja, zakończonej pomyślnie, czyli osoby Roberta Lewandowskiego.
Można się sprzeczać lub nie ale w ciągu ostatniego roku piłkarz Bayernu przeszedł niesamowitą metamorfozę w kadrze. Z piłkarza, który kompletnie nie potrafił się odnaleźć na boisku, dla którego bramki wydawały się być zaczarowane stał się potworem połykającym rywali w całości. Najlepszym strzelcem eliminacji i co najważniejsze prawdziwym liderem. Kapitanem z prawdziwego zdarzenia, na jakiego ta drużyna zasługuje. Widać, że od czasu gry w drużynach u Smudy czy Fornalika, zwyczajnie odżył. Aż miło się patrzy na tak grającego Lewandowskiego, z jeszcze większą werwą i przyjemnością niż  ma to miejsce w Bayernie Monachium, czy wcześniej w Borussii Dortmund. Jego radość z gry jest niesamowita. Lewandowski to perła, diament, rzadkiej postaci. Piłkarz kompletny, który być może zdetronizuje w niedługim czasie z piedestału najlepszego piłkarza globu, Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. To tylko kwestia czasu. W ostatnich meczach zarówno w klubie jak i kadrze ale przede wszystkim w spotkaniu z Irlandią pokazał, że w przeciwieństwie do ww dwójki dysponuje dużo większym wachlarzem możliwości w połączeniu gry ofensywnej i defensywnej. Czy ktoś widział tak walczących w destrukcji jak Lewy, Argentyńczyka czy Portugalczyka? Czy któryś z nich z równie nieskrywaną radością potrafi się cieszyć z bramek z swoich kolegów i tym bardziej w decydującym momencie, zamiast samemu pokusić się o kolejnego do pobicia rekordu gola, oddać mu piłkę? Który z nich gra bardziej zespołowo, niechaj pierwszy rzuci kamień ;-). Lewandowski w wielu kwestiach może im dorównać. Podobnie jak oni potrafi uderzyć z każdej, nawet niedogodnej sytuacji, piłka go szuka, ma niesamowity zmysł strzelecki i potencjał. Na pewno lepiej od obojga umie się zastawić czy podjąć inteligentną decyzję zagrania do partnera czy utrzymania przy piłce w trudnym momencie. W ogóle Robert, jeśli się mu dobrze przyjrzeć, to trochę mieszanka Messiego, Ronaldo i Zlatana Ibrahimovicia. To właśnie jego atut. Jeśli temu pierwszemu brakuje wzrostu potrzebnego do gry przy stałych fragmentach, uderzeniach głową to Polak to ma. Jeśli drugiego często gubi samolubne zachowanie i brak współpracy z partnerami, Lewy radzi sobie z tym wyśmienicie. A gdy Ibrę ponoszą zbyt duże emocje lub kiedy jest za wolny by zaatakować podanie od kolegi, Lewandowski już dawno to zrobił, ma tę inteligencję, opanowanie i szybkość. Ma w sobie determinację i chęć by wciąż stawać się lepszym piłkarzem. Ten tytuł to tylko kwestia czasu, na pewno. Oprócz umiejętności Lewandowski ma również coś jeszcze, świeżość, której w piłce ostatnio brakuje. Nowa jakość, od której zarówno Leo jak i Cristiano już dawno nas odzwyczaili. W końcu na salony wkroczył ktoś, kto może z nimi rywalizować na najwyższym poziomie. Lewy KING! Bohater narodowy, o którym świat jeszcze nie raz i nie dwa usłyszy. Być może najmocniej swoją obecność w czołówce zaznaczy we Francji? Oby!

Mamy drużynę z wielkim potencjałem. Przynajmniej na teraz. Nie czas jednak by już dziś ustalać skład, czy chociażby powołania na Euro. Do finałów zostało sporo czasu, piłkarze mogą pozmieniać kluby, ich sytuacja może diametralnie się zmienić. Wiadomo jak jest w piłce. Tu kontuzja, tam słabsza forma lub wręcz przeciwnie, nagły jej przypływ. O tym, kogo powinniśmy wysłać na mistrzostwa zaczniemy dywagować, kiedy piłkarska centrala upomni się o nominacje ale i tak wszelkie decyzje podejmie wtedy nasz selekcjoner a my, miejmy nadzieję, bezgranicznie mu zaufamy i pozwolimy w spokoju przygotowywać się do wielkiego turnieju, w którym kolejny raz zagramy o coś więcej niż tylko zwycięstwo. Bo z marzeniami, jak z apetytem jest tak samo, one także rosną w miarę jedzenia…

Agnieszka wciąż zaskakuje.

Nieoczekiwanie, Agnieszka podczas French Open pokonuje kolejne bariery. Ironią losu jest to, że kiedy wszyscy oczekują od niej samych zwycięstw, kiedy liczą na spektakularne sukcesy, wtedy Adze nie idzie. W momencie gdy połowa kibiców była przygotowana na słaby start czwartej rakiety świata a druga nie liczyła nawet na jakikolwiek sukcesik z racji nawierzchni i przeszłości Radwańskiej na Roland Garros, wtedy ona zaskakuje. Po tylu latach w gronie najlepszych tenisistek, Isia wciąż zaskakuje. Wciąż potrafi zadziwiać świat i wzbudzać zachwyt. Wciąż się rozwija i na pewno, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Mimo wielkich obaw o formę i zdrowie Agnieszki a może przede wszystkim o nawierzchnię, na której rozgrywany jest paryski Wielki Szlem, Radwańska pokazuje klasę i, co najważniejsze, pokonuje kolejne pułapy na swojej osobistej tenisowej drabince. Wygrywając z Aną Ivanovic, Aga po raz pierwszy w karierze zameldowała się w ćwierćfinale Roland Garros. Wynik ten cieszy niezmiernie ale jeszcze bardziej cieszy gra Polki. Widać u niej radość z gry i niezwykłą siłę oraz pewność siebie. Taką Agnieszkę można oglądać tylko z uśmiechem na ustach a kiedy dodatkowo, łamie ona wszelkie bariery, popisując się niekonwencjonalnymi i niezwykle trudnymi zagraniami, jak to w pojedynku z Ivanovic, wypada tylko, przykładem tamtejszej publiczności, wstać z miejsc i bić brawo. Wczoraj to Agnieszka a nie Ana, zaprezentowała na korcie prawdziwe piękno ;-)


http://www.youtube.com/watch?v=afo6TP37DK0

Jeśli w ćwierćfinale Agnieszka upora się z Sarą Errani (chyba nie ma innego wyjścia  ;-) ), po raz drugi w karierze awansuje do półfinału wielkoszlemowego turnieju, w którym spotka się najprawdopodobniej z… Sereną Williams. Możliwe, że będziemy świadkami drugiego już meczu Radwańska – Williams na tegorocznym French Open. Chyba właśnie na ten mecz czekają już wszyscy miłośnicy tenisa i spodziewają się podobnego spotkania, do tego, które miało miejsce w finale Wimbledonu. Bez względu jednak na to, jak potoczą się dalsze losy Agnieszki na paryskiej ziemi, już można jej gratulować. Kiedy na początku oczekiwaliśmy miłych niespodzianek ze strony polskich reprezentantów, nikt się nie spodziewał, że największą może nam zrobić nasza rakieta numer jeden. Nie bez powodu, Agnieszką Radwańską zachwyca się cały tenisowy świat…

Ale chyba ani Agnieszka, ani żadna inna tenisistka, nie pozwoliłyby sobie na podobną sytuację…  :-D

Mikhail Youzhny:

Marcos Baghdatis:

Jerzy Janowicz:

Gilles Simon:

Ernests Gulbis:

I to na jednej imprezie ;-)

Grała Europa

W Primera Division ciągle jest ciekawie. Najpierw cała Hiszpania żyła Gran Derbi, które rozczarowało większość fanów. Rozczarowało rzecz jasna kibiców Messiego i Ronaldo ponieważ ci dwaj panowie pierwszy chyba raz pozostawali tłem dla całego widowiska. O wiele więcej mówiono o tym pierwszym w kontekście tego co zaprezentował poza boiskiem. Messi pokazał swoją prawdziwą twarz, obrażając drugiego trenera Realu oraz jednego z piłkarzy tego klubu, w jednej chwili przekreślając swój wizerunek grzecznego chłopca jakiego przez kilka lat grał Argentyńczyk. Dziś głośno jest o kolejnych porażkach dwóch największych gwiazd tej ligi, porażkach czysto sportowych. Ronaldo został anty-bohaterem spotkania z Granadą. Spotkania, które miało być szybkim, łatwym i przyjemnym. Co z tego, że gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału, jeśli w 100% wyręczył ich sam Cristiano? Blisko przejścia na drugą stronę (stronę dla przegranych) byli także piłkarze Dumy Katalonii. W meczu z Valencią nie było widać by na przeciw gospodarzy stała najlepsza drużyna na świecie, każdy z osobna i wszyscy razem byli po prostu słabi. Punkt Barcie uratował jednak Messi egzekwując rzut karny. Ciężko przypomnieć sobie czasy kiedy Real i Barcelona, oba zespoły jednocześnie, były tak słabe, oba zaliczyły tak nagły spadek formy, a przecież już niedługo kolejne Gran Derbi… Być może małym pocieszeniem dla tej dwójki była także wpadka Malagi, która nie potrafiła wygrać z Saragossą na własnym obiekcie.

http://www.youtube.com/watch?v=D_dpUpUnPc4

We Włoszech zniżkę formy zaliczyli także Inter i Lazio a i Juventus nie wygląda zbyt świeżo. Nie o nich jednak teraz jest głośno w Italii ale o Milanie a precyzyjniej o Mario Balotellim. Młody Włoch już składając podpis pod kontraktem stał się gwiazdą numer 1 w Serie A, strzelając bramkę i zaliczając asysty w swoim nieoficjalnym debiucie w dzień po przyjeździe tylko umocnił swoją pozycję. Co więc można rzec po meczu z Udinese, po oficjalnym debiucie w ekipie Rosso Neri? Miazga! Mario potrzebował lekko ponad 90 minut by rozkochać w sobie Mediolan i pół Europy, 90 minut by zatęsknili za nim Anglicy, 90 minut by drugie pół Europy poczuło zazdrość a Andrea Galliani dumę. Wystarczył jeden mecz by Balotelli zdobył dwie zwycięskie bramki i jeśli tak ma wyglądać jego gra, o miejsce w pierwszej trójce Milan może być spokojny a Barcelona czuć ulgę, że w Lidze Mistrzów Mario grać już nie może. Ocieplił się w Polsce też trochę wizerunek Balotellego jako człowieka i kolegi, stało się tak po wywiadzie z Bartoszem Salomonem, który w samych superlatywach opowiadał o pierwszym spotkaniu z Włochem i resztą drużyny. Oby także Polak po powrocie do zdrowia mógł stać się jednym z wartościowych punktów tego zespołu, już widać, że otwiera się przed nimi przyszłość i drzwi do największych sukcesów.

http://www.youtube.com/watch?v=mH45FaCQTeU

W Anglii, Manchester City może już żałować. Strata do United zamiast maleć tylko rośnie. Co raz mniej więc nadziei mają kibice na obronę tytułu mistrzowskiego. Cała ich nadzieja w potknięciu ekipy Fergusona i poprawie swojej gry. W tym drugim może im pomóc powrót ich zawodników z Pucharu Narodów Afryki. Bracia Toure szybko (już na ćwierć finale) zakończyli swój udział w tym turnieju. Poprawy gry nie widać także u zawodników z Londynu, zarówno tych reprezentujących Chelsea, Everton i Arsenal. Ci ostatni, chociaż mecz wygrali, wciąż nie zachwycają. Kolejny punkt na wyjeździe wywalczył za to Southampton. Zespół Artura Boruca dzielnie walczy o pozostanie w Premier Ligue a duży w tym udział polskiego bramkarza.

http://www.youtube.com/watch?v=3wVHxt-f7w0

We Francji z małego dołku wydobyło się PSG (czyżby to transfer Becksa?) i zmasakrowało w wyjazdowym spotkaniu Toulouse aż 4-0. Warto dodać, że tylko jedną bramkę zdobył Ibrahimovic. Takim samym dorobkiem poszczycić może się Obraniak. Reprezentant Polski strzelił drugą bramkę, w wygranym przez Bordeaux meczu z Valenciennes (2-0). Wpadki zaliczyła nieoczekiwanie Marsylia, która przegrała z Nancy 0-1, Lille remisując 1-1 z Troyes oraz mniej nieoczekiwanie Lyon, który przegrał na wyjeździe z Ajaccio 1-3.

Nie tylko w najlepszych ligach przegrywali faworyci. W greckiej ekstraklasie przegrał Olympiakos, w tureckiej Fenerbahce, w holenderskiej Twente i Alkmaar, jeśli do tego dodamy porażkę Schalke to liczba niespodzianek tego weekendu naprawdę jest okazała… Bukmacherzy się cieszą Mrugnięcie okiem

Kolejna kompromitacja PZPN!

Wczoraj na dwudziestu-pięciu stadionach w Europie miały rozgrać się mecze eliminacji do Mistrzostw Świata. Dwudziestu-czterech gospodarzy spotkań nie miało najmniejszego problemu z organizacją meczu, mimo, że niektórzy nie dysponują nowoczesnymi stadionami. Kto się wyłamał? Oczywiście musiała to być Polska. PZPN zdecydował o otwarciu dachu nad Stadionem Narodowym, pomimo deszczowej prognozy pogody i niemożności zamknięcia go właśnie w trakcie opadów. Do tego piłkarze Roya Hodgsona nie wzięli kąpielówek i odmówili wyjścia na nasz narodowy akwen wodny. Kibice zgromadzeni na stadionie zamiast wyczynów piłkarzy, oglądnęli ciekawsze widowisko, mianowicie starcie kibiców ze stewardami, emocji było co nie miara, jednak nawet to nie wynagrodzi kibicom straconego czasu i  pieniędzy z powodu przełożenia spotkania. Wiadomo już, że mogą oni składać zbiorowy protest i walczyć z organizatorem meczu o zadośćuczynienie.

Tysiące kibiców przybyło wczoraj na Stadion Narodowy nie tylko aby obejrzeć mecz Polski z Anglią ale także honorowo pożegnać jeszcze aktualnego Prezesa PZPNu, Grzegorza Lato. Miało być machanie białymi chusteczkami, śpiewy ale razem z meczem przeniesiono je na dzisiaj. Tylko niektórzy postanowili nie czekać i  zaprezentowali oryginalne pomysły, tak jak np Ci poniżej:

Nie mniej ciekawie było na innych stadionach, gdzie zgodnie z planem mecze się odbyły.  Nic nie zapowiadało katastrofy jaka spotkała drużynę niemiecką. Prowadzili już 4-0 i chyba za bardzo chcieli zejść do szatni, grając na czas dali sobie zaaplikować cztery mordercze dawki od szwedzkich piłkarzy. Byli już w niebie a schodzili z boiska przy gwizdach trybun jako przegrani, bo ten remis dla Niemców to jak porażka.

https://www.youtube.com/watch?v=mmhlWA2m7tg

W zapowiadającym się na najbardziej ciekawe widowisko wczorajszego wieczoru, wielcy Mistrzowie, Hiszpanie podejmowali Francję. Na próżno szukać było formy z ostatnich imprez u piłkarzy Vicente del Bosque. Mecz być może potoczyłby się inaczej, gdyby przy prowadzeniu 1-0, Cesc Fabregas wykorzystał rzut karny.A tak oglądaliśmy wymienną przewagę w grze obu zespołów, nieuznaną bramkę dla Francji i w ogólnym odczuciu, pamiętając o klasie obu zespołów wiało trochę nudą.

https://www.youtube.com/watch?v=2LL-N159z2Q

Największą niespodzianką wczorajszego dnia był remis Portugalii z Irlandią Północną. Drużyna z takimi piłkarzami jak Ronaldo, Pepe czy Nani jest w kompletnym dołku. Kilka dni temu pokonani wyjeżdżali z Rosji, wczoraj tylko zremisowali.Rozczarowali też wspomniani Rosjanie, którzy co prawda zgarnęli trzy punkty ale kibice musieli zadowolić się skromnym zwycięstwem nad Azerbejdżanem(1-0).

W meczu, który najbardziej nas interesuje, czyli w pojedynku naszych największych grupowych rywali Czarnogóra pokonała na wyjeździe Ukrainę, co można było przewidzieć patrząc na ostatnie mecze naszych sąsiadów. Jeśli tak dalej pójdzie to jedynie Czarnogórcy zostaną obok nas i Anglików w wyścigu o awans.

Warto wspomnieć także o innych meczach. Wczoraj we Wrocławiu towarzysko zmierzyły się ekipy Brazylii z Japonią. Problemu z deszczem tam nie było i Canarinhos ograli swoich rywali aż 4-0 czym udowodnili, że cholernie ciężko będzie komukolwiek rywalizować z nimi na Mistrzostwach Świata, które rozegrają u siebie. Hiszpania niech się schowa bo prawdopodobnie jeśli do takiego meczu dojdzie może nabawić się traumy. Powalczą pewnie Argentyńczycy, którzy w końcu wzięli się za siebie i znów mają świetną ekipę. Ale czy to wystarczy? Okaże się w 2014Mrugnięcie okiem

Kolejnym wartym odnotowania wynikiem jest zwycięstwo Hondurasu nas Kanadą aż 8-1 chociaż nie sam wynik jest aż tak ważny jak to, że hat trickiem popisał się dobrze nam znany z polskich boisk Carlo Costly.