Archiwa tagu: Adam Nawałka

Od ogórka do potęgi? W trzy lata do sukcesu polskiej piłki!

z20967277Q,Radosc-polskiej-druzyny-po-golu-strzelonym-Rumunii

Trzy lata – czy to krótko czy długo? Oczywiście, wszystko, jak zwykle zresztą, zależy od naszych oczekiwań i podejścia do sprawy. W sytuacjach czysto życiowych trzyletni okres to szmat czasu, podczas którego wszystko potrafi diametralnie się zmienić. W sporcie wcale nie jest inaczej. A wręcz przeciwnie. Czas jest bardzo ważnym czynnikiem w życiu każdego sportowca. W dużej mierze to właśnie on decyduje o sukcesach i porażkach. Nierzadko jest tym jedynym faktorem, który dzieli i rozdaje, a co za tym idzie potrafi napełnić nadzieją lub bez skrupułów z niej obedrzeć.
Jak się okazało, dla nas Polaków, czas ten, wbrew pozorom, okazał się bardzo krótki i łaskawy. Trzy ostatnie lata, jeśli można tak powiedzieć, przeleciały jak z bicza strzelił, dostarczając nam mnóstwa wspaniałych emocji i dając nadzieję na więcej…

Chyba wszyscy doskonale pamiętają lata łez i upokorzeń, których przez wiele ostatnich lat przysparzali nam nasi piłkarze. Zarówno Reprezentacja Polski jak i kluby nie rozpieszczały nas poziomem swojej gry, o sukcesach nie wspominając. W czasach kiedy kibice z różnych zakątków świata, szczególnie ci ze Starego Kontynentu, mogli zachwycać się sukcesami swoich drużyn czy to na arenie międzynarodowej, czy w europejskich pucharach, u nas wciąż przypominano o pojedynczych, wątpliwej konkurencyjności z dokonaniami rywali, wyczynami Polaków. Tak, chodzi o ten Widzew w LM, Wisłę z Schalke i Parmą czy Lecha z Manchesterem City albo Polskę pod batutą Benhakkera. Na prawdę, nie ma (i nie było) się czym chwalić. Ale wiadomo, przez te wszystkie lata upokorzeń, jakoś trzeba było sobie osłodzić życie.
Poza wspominaniem ciągle ‚legendarnych’ już pojedynków, kibicom pozostało marzyć o lepszym jutrze. Przecież jesteśmy narodem walczącym i niezwyciężonym. Tak łatwo się nie poddajemy a na pewno nie robią tego kibice. Oni nie. Nawet kiedy na murawie zawodzili piłkarze, fani wciąż wierzyli w swoich idoli. Było warto! Chyba nadszedł właśnie ten moment by uznać, iż (fanfary!) polska piłka wkroczyła na dużo, dużo wyższy poziom. Przestaliśmy być ogórkami! Futbol w Polsce się reaktywował! W trzy lata – bo mniej więcej tyle, odkąd trenerem kadry został Adam Nawałka, zajęło naszej Reprezentacji przeobrażenie się z drużyny piłkarsko upośledzonej i bitej przez każdego w prawdziwy dream team, którego boją się najlepsze reprezentacje świata.
Tak jest. Bez zbędnych ceregieli trzeba otwarcie powiedzieć, że stoimy dziś w miejscu, o którym jeszcze trzy lata temu mogliśmy jedynie pomarzyć a na stojących w nim piłkarzy, patrzeć z zazdrością. Dziś, kiedy takie reprezentacje jak Argentyna, Holandia czy Czechy przechodzą kryzys, Polacy grają jak z nut. W oficjalnych pojedynkach o punkty od wielu spotkań nie potrafią znaleźć pogromcy, mimo, że na swojej drodze stawali na przeciwko Mistrzów Świata czy późniejszych Mistrzów Europy. Nasi piłkarze coraz częściej decydują o jakości najlepszych klubów Europy, swoją postawą zachwycając ekspertów i zaskarbiając sobie sympatię kibiców. Wśród rywali budzą niesamowity respekt i zazdrość co nie rzadko widać w relacjach boiskowych i w tunelu prowadzącym na murawę. Polska stoi dziś w jednym szeregu obok takich ekip jak Niemcy czy Anglia co najlepiej świadczy o poprawie stanu polskiego futbolu. A nie można nam przecież zapomnieć o ogromnym sukcesie Legii Warszawa, która spełniła marzenia większości kibiców i dokonała, wydawać by się kiedyś mogło, rzeczy niemożliwej – a takim właśnie określa się jej awans do upragnionej Ligi Mistrzów, gdzie zremisowała nawet z Realem Madryt, strzelając mu aż trzy bramki.

To wszystko nie jest przypadkiem. To dorodne owoce pracy.
-Pracy piłkarzy – zapieprzania w klubach by wywalczyć sobie miejsce w składzie, rywalizując z podobnej klasy zawodnikiem zza granicy – kiedyś nie do pomyślenia by Polak takową rywalizację wygrał.
-Pracy trenera, Adama Nawałki – człowieka, który dokonał cudu! Jak on to zrobił?
-Zbigniewa Bońka – Bez wątpienia, gdyby nie było Zibiego na stanowisku prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie byłoby tego sukcesu. Być może nie byłoby wtedy też Nawałki i tylu klasowych piłkarzy w tak dobrych klubach.

Trzy główne ogniwa, które w trzy lata diametralnie zmieniły obraz polskiej piłki. Z nędzy do pieniędzy, można by rzec bo historia naszego futbolu przypomina niejako piękną bajkę o kopciuszku…
I co najlepsze, odnosząc się do głośnego filmu kanału Łączy nas Piłka o naszej drużynie narodowej, wygląda na to, że: To dopiero początek!
Nasza drużyna wciąż się rozwija. Wygląda na to, że wciąż ma w sobie ogromne pokłady chęci, ambicji i możliwości. Bez wątpienia, do Mistrzostw Świata w Rosji naszym zawodnikom na pewno nie zabraknie zaangażowania a kto wie, może te trzy lata to nie wszystko, może śpiewane przez kibiców nieco życzeniowo i fantazyjnie jak co roku po nieudanych dla nas turniejach: „Już za cztery lata Polska będzie Mistrzem Świata!”, przeistoczy się w rzeczywistość? Czy po ostatnich dniach, miesiącach, latach ktoś jest w stanie z czystym sumieniem uznać to za marzenia ściętej głowy?

Polska trenerami stoi… Czyli Nawałka wybrał szeroki skład na Euro!

adam-nawalka_25605732

Na chwilę dało się chyba zapomnieć, że nasz ukochany kraj zamieszkuje niezliczona ilość trenerskich talentów. Oczywiście, tylko garstka jak się okazuje, może poszczycić się papierami potwierdzającymi fach w ręku ale cała reszta, oj,  ta cała reszta ma niewyobrażalny… trenerski nos! Jakieś 80% polskiego społeczeństwa doskonale zna się na wszystkich tajnikach pracy szkoleniowca i choć w swoich CV nie mogą dopisać sobie żadnej notki potwierdzającej wykonywanie jakichkolwiek czynności w ów zawodzie, mają świadomość swojego talentu i przeznaczenia. Oj marnują się nam rodacy… Aż dziw bierze, że w całej historii futbolu, tylko dwóm szkoleniowcom udało się osiągnąć dobry wynik na arenie międzynarodowej. Niestety tylko jeden z nich prowadził naszą reprezentację…

Ale do rzeczy: Adam Nawałka ogłosił szeroką kadrę na zgrupowanie przed wyjazdem na Mistrzostwa Europy do Francji. Kadra ta liczy 28 zawodników:

Bramkarze: Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Artur Boruc, Przemysław Tytoń

Obrońcy: Thiago Cionek, Paweł Dawidowicz, Kamil Glik, Artur Jędrzejczyk, Michał Pazdan, Łukasz Piszczek, Bartosz Salamon, Jakub Wawrzyniak

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski, Kamil Grosicki, Tomasz Jodłowiec, Bartosz Kapustka, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty, Krzysztof Mączyński, Sławomir Peszko, Maciej Rybus, Filip Starzyński, Paweł Wszołek, Piotr Zieliński

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Mariusz Stępiński, Artur Sobiech

Na turniej, nasz selekcjoner może zabrać jedynie (Ranieri pewnie powiedziałby w tym miejscu ‚aż’ ) dwudziestu trzech graczy i wiadomo, że nie dla wszystkich zbliżające się wielkimi krokami zgrupowanie, będzie miało szczęśliwe zakończenie. Pięciu graczy będzie bowiem musiało opuścić je ze skwaszonymi minami i poczuciem niewykorzystanej szansy.
Patrząc jednak na reakcję większości Polaków, Nawałka decydując się na taką a nie inną ekipę, wywołał burzę lamentów, jaką swego czasu udało się już wytworzyć Pawłowi Janasowi. Każdy to zna: Dlaczego ten a nie tamten? Co w kadrze robi ten, dlaczego nie ma tamtego? itd…
Naprawdę, komentarze kibiców polskich selekcjonerów (z zamiłowania, nie z wykształcenia) dają do myślenia. Niektóre wręcz prowokują do rzeczowego myślenia i chęci zadania wielu pytań. Np: Czy nie sensowniej było powołać 48-osobową kadrę i z bliska przyjrzeć się każdemu? Może jakieś dodatkowe testy? Frank de Boer będąc w tak klarownej sytuacji jaką ma Adam Nawałka, zapewne zdecydowałby się na wyścigi sprinterskie i na Euro pojechaliby ci najszybsi. Milik przynajmniej nie musiałby się przejmować jakimś turniejem we Francji i zamiast tego, przebierałby w wakacyjnych ofertach. Może podobnego problemu nie miałby też Lewandowski? Rzeczywiście, Nawałka słabo kombinuje. Ale zaraz, zaraz… Może po ostatnim spotkaniu Lechii z Legią, stwierdził, że pomysł na zaskoczenie rywala wystawieniem nawet sobie nieznanego składu, pożądanego efektu na pewno nie przyniesie? Dobrze, że mógł wyciągnąć wnioski z błędów Czerczesowa bo dla nas Polaków oznacza to mniej więcej tyle, iż na ten moment, turniej dla naszej reprezentacji jeszcze się nie zakończył.

Teraz na serio, czy przez cały okres swojej kadencji Nawałka dał komuś powody do wątpliwości na temat jego pracy czy jakichkolwiek podjętych decyzji? No właśnie! Nawet kiedy wydawało się, że jego wybory to są oderwane od rzeczywistości i większość z nas kręciła na nie nosem, zawsze wychodził z nich obronną ręką, ba prawie zawsze okazywało się, że po prostu miał rację. Najlepiej więc, dla nas i dla niego będzie, jeśli każdy Polak czujący się lepszym kandydatem od Nawałki na stanowisko selekcjonera, przynajmniej do zakończenia Euro 2016, najzwyklej w świecie – odpuści. Nawałka doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i konsekwencji swoich decyzji. Były one na pewno przemyślane i dokładnie analizowane. Do Francji pojedzie grupa zgrana i idealnie dopasowana. Z gotowym planem A, B i C. A pewnie i w zanadrzu Nawałka będzie miał kilka dodatkowych kart, by w decydującym momencie sięgnąć po jokera…
W tym momencie to w jego rękach spoczywa los naszej drużyny i jeśli w meczu przeciwko Niemcom chciałby wystawić Dawidowicza, albo jeśli w ataku na Ukrainę wyszedłby Boruc – powinniśmy to zaakceptować. Sąd ostateczny nad selekcjonerem będzie miał miejsce dopiero po finałach a jeśli wtedy, dane nam będzie świętować jakiś sukces, wszystkim niedowiarkom będzie po prostu wstyd. Ale czy wtedy ktoś się przyzna, że zwątpił?

Do szerokiej kadry nie udało się trafić Borysiukowi, Teodorczykowi, Mili, Wolskiemu czy Szukale. Wśród niezadowolonych, pojawiają się także głosy wspominające o Wasilewskim czy Małeckim. I owszem, wśród tych zawodników są tacy, którzy tej drużynie mogliby coś dać ale… jeśli nie zdaliby egzaminu, za ich powołanie oberwałby Nawałka, nie grupa wszechwiedzących treneiro (z zamiłowania, nie z wykształcenia). Fajnie, że o powołaniach decydowała aktualna forma i umiejętności oraz sto tysięcy innych argumentów, o których nie mamy nawet pojęcia a nie zasługi. Te szybko mogłyby wyjść nam bokiem w sytuacji zagrożenia, kiedy potrzebowalibyśmy wyjścia awaryjnego…

Dzień po jednej z ważniejszych decyzji ale jeszcze nie najważniejszej w wykonaniu Adama Nawałki, śmiało możemy przyznać, że dobrze, iż papierów trenerskich nie można od tak kupić sobie na czarnym rynku!

Jedziemy do Francji!!!

12105784_914072128641250_8855286586551830303_n

Stało, lub stanęło się, jak dało się słyszeć z szatni naszych piłkarzy po meczu, z szatni, która tego wieczoru tętniła życiem w najlepsze, z szatni, w której wczoraj aż roiło się od gwiazd wielkiego formatu, szatni, w której jak nigdy dało się wyczuć przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę. Szatni zwycięzców, ludzi, którzy doprowadzili do euforii wszystkich Polaków. Zrobili to! Awansowali na Euro! Ale… To dopiero początek!!!

Awansowaliśmy na drugą najważniejszą imprezę futbolową na świecie co akurat dla nas, patrząc na historię naszej reprezentacji, jest całkiem dużym wyczynem. Co więcej, zrobiliśmy to w naprawdę niezłym stylu, po drodze pokonując przecież pierwszy raz w życiu mistrzów świata, Niemców. Oczywiście,  zdarzały nam się wpadki i słabsze momenty ale częściej gra naszych zawodników mogła napawać nas dumą. Doceńmy więc ten awans i podziękujmy za wspaniałe emocje, których przez ostatnie miesiące było nam pod dostatek.

Nie ma sensu dziś zastanawiać się nad tym, co by było gdyby…
Gdybyśmy przegrali w ostatnim meczu z Irlandią lub stracili bramkę w ostatnich sekundach, osiągając ‚tylko’ remis, gdybyśmy powalczyli trochę bardziej w rewanżowym spotkaniu z Niemcami lub dwumeczu ze Szkocją.
Albo trafilibyśmy do baraży albo zajęlibyśmy pierwsze miejsce w grupie. Albo – albo. Jeden punkt różnicy między nami i Niemcami, Jedna bramka, która mogła nas szybko przerzucić z nieba do piekła, tak niewiele a jednak końcowy efekt diametralnie się różni…
Na co nam to wszystko? Cieszmy się z sukcesu naszej reprezentacji, nie bez powodu świętujemy od wczoraj jak po zdobyciu mistrzostwa Europy a nie tylko wywalczeniu awansu na Euro. I nie ważne, że oprócz nas, do Francji jadą takie ekipy jak Albania, Słowacja czy Irlandia Północna. One, tak jak i my, wywalczyły awans na boisku, pokonały teoretycznie silniejsze od siebie drużyny i zasłużenie zdobyły bilety do Francji. Nie ujmujmy sobie dokonań, tylko dlatego, że ta sama sztuka, udała się teoretycznie słabszym od nas rywalom. Przecież po drugiej stronie barykady stoją dziś zespoły z tzw. topu, bez których  mistrzostwa Europy wydawały się do tej pory jakimś surrealizmem a jednak, rzeczywistość okazała się na tyle okrutna, że jeżeli pojadą do Francji, to tylko w roli kibiców. Ale to już nie nasz problem. Zajmijmy się swoim życiem i przygotowaniami do najważniejszej imprezy w historii polskiej piłki. Owszem, graliśmy już zarówno na ME jak i MŚ ale wydaje się, że tym razem stoimy przed wielką szansą, być może największą od wielu, wielu lat. Tak zgranego i silnego zespołu nie mieliśmy chyba nigdy wcześniej, czas więc to wykorzystać i sięgnąć po coś więcej niż awans, który jednak na ten moment, co trzeba jeszcze raz podkreślić, jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Wczorajszy sukces ma wielu ojców, w zasadzie każdy z naszych reprezentantów dołożył do niego swoją cegiełkę. Największe jednak zasługi w awansie ma oczywiście Adam Nawałka. Trener, w którego na początku nie wierzył w zasadzie nikt, którego decyzje niejednokrotnie wzbudzały strach czy zdziwienie, a bez którego w dalszym ciągu tkwilibyśmy w dobrze nam znanej przeciętności. Dziś Adama Nawałkę kochają miliony Polaków. W ręku ma na tyle mocny kredyt zaufania u kibiców reprezentacji, że prawdopodobnie nawet postawienie na bramce Sławka Peszki, znalazłoby u wielu z nich zrozumienie. Tak wiele kontrowersyjnych decyzji podjął podczas pracy z kadrą Nawałka a mimo to, trzeba przyznać, że choć nie raz chwytaliśmy się za głowę, czy go przeklinaliśmy, wszystkie się obroniły. Dziś wypadałoby tylko przeprosić. Więc, sorry trenerze!
Zarówno zmiana kapitana, jak i wszelkie ‚dziwne’ powołania, wszystko złożyło się na wielki wynik. Teraz bez obaw możemy spoglądać na przygotowania do Euro, mając pewność, że na stołku selekcjonera siedzi facet znający się na rzeczy.
Denerwować  zaczniemy się dopiero podczas losowania grup ale czy powinniśmy się kogokolwiek obawiać? Jeśli pokonuje się mistrzów świata, można wygrać z każdym a na pewno, inaczej niż w przeszłości, można zaprezentować niezłą piłkę i nie przynieść wstydu. Z Nawałką na ławce tak właśnie powinno być.

Oprócz niego wielkie brawa należą się wszystkim naszym piłkarzom, którzy przez całe eliminacje przyjeżdżali na zgrupowania tej reprezentacji. Tak, nie tylko ci, którzy harowali na murawie zasługują na podziękowania ale także ci, których obecność w szatni w ciągu ostatnich miesięcy zbudowała wspaniałą, rodzinną atmosferę.

Fajnie się patrzy na tych chłopaków. Aż łezka się w oku kręci widząc ile dla nich znaczy gra w reprezentacji narodowej. Nie możemy jednak zapomnieć, że na samej atmosferze a bez umiejętności, nie zajechalibyśmy aż tak daleko. Mamy naprawdę świetnych piłkarzy, których pozycja w europejskim futbolu rośnie każdego dnia. Reprezentacja znów zaczyna być dla nich zaszczytem, zespołem, dla którego gra to nie pusty obowiązek a nagroda i największe honory.

Dotychczasowi selekcjonerzy starali się opierać swoją drużynę przede wszystkim na Polakach występujących na co dzień za granicą. Z tego względu, byliśmy ‚zmuszeni’ kibicować wielu wynalazkom i ludziom, którzy z naszym krajem mieli niewiele wspólnego. Liczył się tylko status danego piłkarza. Nie rzadko powołanie otrzymywał zawodnik siedzący na co dzień na ławce zagranicznego klubu, zamiast piłkarza regularnie występującego w klubie Ekstraklasy. Wszystkim, zapewne wielu też kibicom, wydawało się, że to logiczne i jedynie słuszne rozwiązanie. Dopiero Nawałka pokazał, jak duży był to błąd.
Postawił na piłkarzy, w których poza nim nie wierzył chyba nikt, być może nawet sami zainteresowani. Któż by się spodziewał, że zawodnicy tacy jak Mączyński czy Wawrzyniak będą stanowili o sile tej reprezentacji, że wspólnie z Lewandowskim czy Błaszczykowskim odbierać będą podobne laury. Jak mantrę, powtarzać można jedno: Nawałka. ON im zaufał, przekazał cenne rady i wskazówki, ONI odwdzięczyli się dobrą grą. Na tyle dobrą, że oglądając kolejne mecze, ciężko doszukać się zbyt wielu różnic w poziomach naszych reprezentantów. Oczywiście mamy kilku liderów, jak Lewy, Kuba, Glik czy Krychowiak ale bez całej reszty nie tworzyliby oni idealnego teamu.
W tym miejscu znów należy więc powtórzyć, że sukces jaki osiągnęła ta drużyna jest sukcesem wspólnym. Mamy magiczną drużynę, z której możemy być niewyobrażalnie dumni, jednak karygodnym błędem byłoby nie wskazanie dominującego składnika w całej operacji pod nazwą Francja, zakończonej pomyślnie, czyli osoby Roberta Lewandowskiego.
Można się sprzeczać lub nie ale w ciągu ostatniego roku piłkarz Bayernu przeszedł niesamowitą metamorfozę w kadrze. Z piłkarza, który kompletnie nie potrafił się odnaleźć na boisku, dla którego bramki wydawały się być zaczarowane stał się potworem połykającym rywali w całości. Najlepszym strzelcem eliminacji i co najważniejsze prawdziwym liderem. Kapitanem z prawdziwego zdarzenia, na jakiego ta drużyna zasługuje. Widać, że od czasu gry w drużynach u Smudy czy Fornalika, zwyczajnie odżył. Aż miło się patrzy na tak grającego Lewandowskiego, z jeszcze większą werwą i przyjemnością niż  ma to miejsce w Bayernie Monachium, czy wcześniej w Borussii Dortmund. Jego radość z gry jest niesamowita. Lewandowski to perła, diament, rzadkiej postaci. Piłkarz kompletny, który być może zdetronizuje w niedługim czasie z piedestału najlepszego piłkarza globu, Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. To tylko kwestia czasu. W ostatnich meczach zarówno w klubie jak i kadrze ale przede wszystkim w spotkaniu z Irlandią pokazał, że w przeciwieństwie do ww dwójki dysponuje dużo większym wachlarzem możliwości w połączeniu gry ofensywnej i defensywnej. Czy ktoś widział tak walczących w destrukcji jak Lewy, Argentyńczyka czy Portugalczyka? Czy któryś z nich z równie nieskrywaną radością potrafi się cieszyć z bramek z swoich kolegów i tym bardziej w decydującym momencie, zamiast samemu pokusić się o kolejnego do pobicia rekordu gola, oddać mu piłkę? Który z nich gra bardziej zespołowo, niechaj pierwszy rzuci kamień ;-). Lewandowski w wielu kwestiach może im dorównać. Podobnie jak oni potrafi uderzyć z każdej, nawet niedogodnej sytuacji, piłka go szuka, ma niesamowity zmysł strzelecki i potencjał. Na pewno lepiej od obojga umie się zastawić czy podjąć inteligentną decyzję zagrania do partnera czy utrzymania przy piłce w trudnym momencie. W ogóle Robert, jeśli się mu dobrze przyjrzeć, to trochę mieszanka Messiego, Ronaldo i Zlatana Ibrahimovicia. To właśnie jego atut. Jeśli temu pierwszemu brakuje wzrostu potrzebnego do gry przy stałych fragmentach, uderzeniach głową to Polak to ma. Jeśli drugiego często gubi samolubne zachowanie i brak współpracy z partnerami, Lewy radzi sobie z tym wyśmienicie. A gdy Ibrę ponoszą zbyt duże emocje lub kiedy jest za wolny by zaatakować podanie od kolegi, Lewandowski już dawno to zrobił, ma tę inteligencję, opanowanie i szybkość. Ma w sobie determinację i chęć by wciąż stawać się lepszym piłkarzem. Ten tytuł to tylko kwestia czasu, na pewno. Oprócz umiejętności Lewandowski ma również coś jeszcze, świeżość, której w piłce ostatnio brakuje. Nowa jakość, od której zarówno Leo jak i Cristiano już dawno nas odzwyczaili. W końcu na salony wkroczył ktoś, kto może z nimi rywalizować na najwyższym poziomie. Lewy KING! Bohater narodowy, o którym świat jeszcze nie raz i nie dwa usłyszy. Być może najmocniej swoją obecność w czołówce zaznaczy we Francji? Oby!

Mamy drużynę z wielkim potencjałem. Przynajmniej na teraz. Nie czas jednak by już dziś ustalać skład, czy chociażby powołania na Euro. Do finałów zostało sporo czasu, piłkarze mogą pozmieniać kluby, ich sytuacja może diametralnie się zmienić. Wiadomo jak jest w piłce. Tu kontuzja, tam słabsza forma lub wręcz przeciwnie, nagły jej przypływ. O tym, kogo powinniśmy wysłać na mistrzostwa zaczniemy dywagować, kiedy piłkarska centrala upomni się o nominacje ale i tak wszelkie decyzje podejmie wtedy nasz selekcjoner a my, miejmy nadzieję, bezgranicznie mu zaufamy i pozwolimy w spokoju przygotowywać się do wielkiego turnieju, w którym kolejny raz zagramy o coś więcej niż tylko zwycięstwo. Bo z marzeniami, jak z apetytem jest tak samo, one także rosną w miarę jedzenia…

Stadion to nie wybieg dla modelek i księżniczek, Panie Adamie!

Transfer Adama Nawałki z Górnika do Reprezentacji Polski był największą porażką ostatnich lat dla obu stron tej transakcji. Wydawało się, że po owocnej współpracy z piłkarzami zabrzańskiego klubu, podobnie będzie w polskiej kadrze. Niestety, każdy kto tak myślał, właśnie się obudził. Z ręką w nocniku.

Nasi reprezentanci grają tak samo jak grali przed erą Nawałki, czyli tragicznie. A co po niektórzy mogą nawet stwierdzić, że teraz jest jeszcze gorzej. Wyniki mówią same za siebie, więc na próżno szukać obrońców naszego szkoleniowca. Sam trener nie daje przecież żadnych argumentów na swoją obronę a gadki-szmatki o potrzebie czasu na efekty pracy z kadrą, stają się w tym momencie po prostu śmieszne. Nawałka nie zbawił kadry i raczej jej już nie zbawi. Nie udało się mu zmienić poziomu zaangażowania zawodników, nie udało się także podwyższyć ich umiejętności. Jedyne co Nawałce się rzeczywiście udało… to poszerzyć grono zniesmaczonych grą Reprezentacji Polski. W tej konkurencji, selekcjoner zasłużył nawet na specjalne odznaczenie. Order za wybitne osiągnięcia…

Lata upokorzeń, kolejne dotkliwe porażki i wieczny lament – to wszystko doprowadziło do tego, że większość ludzi w Polsce, w tym także (NIESTETY) piłkarze, uwierzyli w słabość polskiej piłki. Uwierzyli na tyle, że słabość ta rzeczywiście się pojawiła. I dodatkowo ciężko ją już pokonać, ba ta słabość z każdym dniem coraz bardziej zabija polski futbol. A przecież wcale tak nie musiało być…

Przecież mamy zdolną młodzież, chłopaków, którzy potrafią z powodzeniem rywalizować z rówieśnikami największych piłkarskich potęg. A przecież nie jest to żadna nowość. Większość kibiców na pewno pamięta młodzieżowe MŚ, na których Polska, po fantastycznym golu Grzegorza Krychowiaka, ograła Brazylię. Jak widać po tamtym sukcesie ale także po aktualnych wynikach naszych ‚juniorów’, wcale nie jest tak jak się wszystkim dookoła wydaje. My mamy mąkę na naprawdę niezły chleb. Mamy ogromny potencjał i dobrych, przyszłościowych grajków. Mamy wiele by stać się solidną ekipą, przynajmniej z pierwszej trzydziestki rankingu.
Niby wszem i wobec mówi się, że szkolenie w Polsce kuleje ale nikt nie zauważa, że problem i to poważny, wcale nie zaczyna się w piłkarskich akademiach, ani nawet w juniorach młodszych czy starszych. Problem i efekt gnijącego jabłka dotyka piłkarzy już wkraczających w poważną piłkę. To właśnie wtedy zaczynają się pierwsze schody i większość delikwentów napotyka na swej drodze mur. Przynajmniej dla połowy z nich, okazuje się on nie do przekroczenia, co skutkuje piłkarskim upadkiem.
No dobra. W Polsce rzeczywiście istnieje problem ze szkoleniem, jeśli w ogóle można tak o tym powiedzieć, ale „szkolenie” to ma miejsce już na etapie klubowym. Poziom trenerów, czy to polskich czy tych zagranicznych, którzy biorą się za takich młodych graczy, doprowadza właśnie do zniszczenia ich jako potencjalnych zawodników klasy światowej. Innym odbija sodówka i futbol traktują już tylko jako źródło niezłego zarobku. Wybijają się tylko nieliczni, silni psychicznie, którzy tylko dzięki swojej ambicji i marzeniom, są w stanie przebić się nad całe to zepsute środowisko. Właśnie takimi przypadkami byli Lewandowski czy Błaszczykowski, którzy przez całą swoją karierę, aż do momentu podpisania kontraktu z Borussią, parli pod prąd. Udało się. Innym nie udało się bo nie byli zbyt ukształtowani pod względem psychicznym a z zewnątrz nie otrzymali dostatecznie dużej pomocy. Z piłką jest bowiem jak z życiem, jeśli nikt w Ciebie nie uwierzy, z czasem i ty sam przestaniesz…

Grupa, która detronizuje polską piłkę, właśnie poprzez niszczenie naszych zawodników, to nikt inny jak…trenerzy. I nie, nie dotyczy to tylko szkoleniowców klubowych ale także selekcjonera Reprezentacji. Choć w tym przypadku niewiele ma on już do powiedzenia na temat wyszkolenia poszczególnych graczy to w jego mocy (a raczej obowiązku) jest stworzenie odpowiedniego miejsca dla najlepszych piłkarzy i zbudowanie z nich prawdziwego dream teamu. Nauczenie ich rzeczy innych niż te, które powinny im być wpajane na płaszczyznach klubowych. Selekcjoner, w tym przypadku Nawałka, musi zrobić z nich drużynę. Zespół, który sobie ufa i, przede wszystkim, w siebie wierzy. W Reprezentacji nie ma miejsca na kłótnie i zepsutą atmosferę, nie ma miejsca na podziały. Z poszczególnych piłkarzy jak pomalowanych kwadratów, trzeba ułożyć jednolitą ścianę jak…kostkę Rubika. Jeśli trener nie potrafi czegoś takiego dokonać, znaczy to mniej więcej tyle, że nie nadaje się on na to stanowisko. Nawałka już dawno to udowodnił, będąc kolejnym trenerem, począwszy od Beenhakkera na Fornaliku kończąc, który niszczy całą wartość narodowej drużyny. Reprezentacja powinna bowiem być celem samym w sobie, nagrodą za dobrą grę a nie kółkiem dla fochujących się księżniczek. Miejscem dla piłkarzy grających za Polskę jak o życie.

Nawałka, razem ze swoim różowym szalikiem, powinien odejść z Reprezentacji. Wcale nie dlatego, że nie ma wyników. Inaczej, Nawałka musi odejść ponieważ nie umie zbudować prawdziwej drużyny, walczącej ‚jeden za wszystkich, wszyscy za jednego’ a przecież to pierwszy i najważniejszy krok do sukcesów. Do puki, każdy piłkarz, bez względu na poziom drużyny i klasy rozgrywkowej, w której występuje, będzie miał wstęp wolny do Reprezentacji, do póty nie będziemy cieszyć się z wygranych. To tyle…

 

A może sprawa Obraniaka nie do końca jest taka prosta…

Wszystko wydawało się jasne. Nawałka poinformował, że Obraniak odmówił przyjazdu na kadrę, tłumacząc się brakiem gotowości i ‚swoimi sprawami’, co wydawało się dla wszystkich nie do przyjęcia. Olanie kadry Polski miało na zawsze zatrzasnąć mu drzwi do reprezentacyjnej szatni przed nosem. I kiedy tak się stało, kiedy wszyscy dookoła zdążyli już sobie wyrobić na temat Ludo odpowiednie zdanie, kiedy większość kibiców zaczęła go nienawidzić, okazuje się, że, mimo takiego samego zakończenia, przebieg sprawy nieco różnił się od wersji, która dzięki selekcjonerowi trafiła na łamy mediów.

To już kolejny raz, kiedy za zbyt pochopne podejście do pojawiającego się problemu, dostajemy po łapach. Nieważne czy to kibice czy dziennikarze, czasem za szybko wydajemy wyroki, zapominając, iż w każdej sprawie warto najpierw wysłuchać wyjaśnień obu stron. Tym bardziej jeśli po wszystkim okazuje się, że jedna z nich miała dostatecznie duże powody by w taki a nie inny sposób, skierować uwagę na tę drugą stronę. A może inaczej, aby odwrócić tę uwagę od siebie…

Wszystko wygląda bowiem na to, iż Adam Nawałka, po dwóch kompromitujących meczach kadry, kiedy fala krytyki spłynęła na niego i jego podwładnych, wystawił Obraniaka na pożarcie, by w pewnym sensie także na nim odbiły się negatywne emocje fanów. Oczywiście, nikogo nie powinno się oskarżać bez dowodów ale…Jeśli tak nie było, dlaczego selekcjoner nie opowiedział o wszystkim wtedy, kiedy Ludo odmówił mu przyjazdu do Polski, tylko kilkanaście dni później? Czy jeśli nasza drużyna odniosłaby dwa zwycięstwa, sprawa piłkarza Bordeaux w ogóle ujrzałaby światło dzienne?  Tego zapewne już się nie dowiemy ale, dzięki Januszowi Basałajowi i Ludovikowi Obraniakowi, wiemy przynajmniej jak było naprawdę…

To właśnie Basałaj, czyli szef Departamentu Mediów Polskiego Związku Piłki Nożnej, za prośbą Nawałki, rozmawiał telefonicznie z Obraniakiem. Wiadomo, że powodem tego była znajomość języka francuskiego bo tylko w takim komunikuje się…reprezentant Polski. Prawdą jest, że piłkarz odmówił przyjazdu na zgrupowanie kadry ale dokładnie wytłumaczył on swojemu rozmówcy powody takiej decyzji. A przyznać trzeba, że powody te, dla każdego człowieka powinny być wystarczające by tę decyzję nie tylko zrozumieć ale  i uszanować. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi…
Obraniak zaznaczył także, że nie zamyka się na kadrę i jest zadowolony z zainteresowania nim nowego selekcjonera. Dlaczego więc, Adam Nawałka nie przedstawił tej sprawy jasno? Dlaczego zasiał w umyśle kibiców ziarno niepewności, nienawiści, goryczy i żalu? Gdyby od początku, wszyscy wiedzieli, z jakich powodów piłkarza Bordeaux zabraknie na pierwszym zgrupowaniu, nikomu nie przyszloby nawet na myśl, by budować na niego nagonkę i mieszać go z błotem. O ile z różnych powodów, w tym przede wszystkim braku znajomości języka polskiego, można Ludo zarzucić wiele, o tyle za zmasowany atak po tej sytuacji, należą mu się chyba przeprosiny. Nie dajmy się zwariować. Reprezentacja powinna być dla wszystkich ważna, powinna być dumą i nieść honory ale w tym momencie, po niezakwalifikowaniu się na Mundial, pełni ona raczej rolę drużyny…testowej. Selekcjoner szuka, sprawdza i właśnie testuje. Buduje drużynę na przyszłość i dla kibiców, fakt czy Ludo przyjechał na pierwsze zgrupowanie czy może, z powodów rodzinnych, zjawi się dopiero na drugim, nie miałoby najmniejszego znaczenia. Nie miałoby, gdyby Nawałka nie zbuntował kibiców przeciwko niemu. A gdyby się nad wszystkim głębiej zastanowić… Gdyby Obraniak rzeczywiście olał Reprezentację, czy wtedy jakikolwiek trener na miejscu byłego szkoleniowca Górnika Zabrze, dałby mu drugą szansę? Nie. A Adam Nawałka zamierza ponownie zaprosić piłkarza  francuskiego klubu na zgrupowanie…

Gdyby Ludviko był słabym grajkiem, nie byłoby w ogóle tematu, jednak klasa, jaką w drużynie Bordeaux pokazuje ten piłkarz, wywołuje w okół jego osoby kolejne zamieszanie. Ktoś taki jest nam potrzebny do podniesienia jakości gry całej drużyny ale ewidentnie widać, że zbyt wielu osobom, z powodów innych niż sportowe, Obraniak jest w kadrze nie na rękę.
Ludo nie czuje się Reprezentacji dobrze, a na pewno nie tak jak powinien czuć się jakikolwiek piłkarz w swojej narodowej drużynie. Widać to gołym okiem…
Wiadomo, że w pewnym stopniu, może nawet dość dużym, odpowiedzialność za to ponosi sam Obraniak (nieznajomość języka= brak zrozumienia z resztą drużyny) ale warto by ktoś, w tym momencie najlepiej by był to Adam Nawałka, znalazł innych winowajców takiego stanu rzeczy.  Pewne bowiem jest jedno: by sięgać po triumfy, trzeba uzdrowić atmosferę w okół zespołu. Jeśli każdy będzie wykonywał tylko swoje obowiązki, grał i angażował się w jednym celu, nawet problemy komunikacyjne przestaną być… problemem. Przecież gdzie jak gdzie ale w futbolu, akurat komunikacja werbalna jest rzadko eksploatowana. Częściej niż do kolegów na murawie, znajomość słów potrzebna jest w kłótniach z arbitrem. A w kontaktach z trenerem? Istnieje ktoś taki jak tłumacz, z którego usług korzystają największe kluby świata i jakoś nikt nie robi z tego problemu…

Dla dobra Reprezentacji Polski, Obraniak powinien otrzymać drugą szansę.

Żegnamy Obraniaka! Bez żalu? Z nutką goryczy…

Wypadałoby wygłosić pełną wzruszenia mowę pożegnalną dla Ludovika Obraniaka, który z dniem dzisiejszym, oficjalnie kończy swoją reprezentacyjną karierę ale najzwyczajniej w świecie, piłkarz Bordeaux na nią nie zasłużył…

Adam Nawałka, obejmując posadę selekcjonera Reprezentacji Polski, zapowiedział, iż szansę na grę w kadrze będą mieli wszyscy piłkarze posiadający polski paszport i tak jak powiedział, tak też uczynił. Wyciągnął rękę do banity z Ligue 1, zapraszając go na pierwsze zgrupowanie pod jego wodzą. Co z tym fantem zrobił Ludo? Odmówił przyjazdu do Polski… Swoją decyzję próbował jeszcze wytłumaczyć brakiem gotowości do gry w narodowej drużynie i jakimiś ‚swoimi sprawami’ ale  sytuacja wydaje się chyba dla każdego z nas jasna. Obraniak prawdopodobnie zatrzasnął sobie przed nosem drzwi do Reprezentacji i być może już nigdy nie uda mu się ich choćby uchylić, czy spojrzeć przez dziurkę od klucza. Temat gry Ludovika dla polskiej kadry, tak jak w przypadku Wojtka Pawłowskiego, powinien być już zamknięty. Na cztery spusty. Nie potrzebny jest bowiem tej drużynie piłkarz, który nie docenia jej wartości, dla którego gra z orzełkiem na piersi nie idzie w parze z dumą i honorem, który biało-czerwoną flagę ma w głębokim poważaniu a najważniejsze są pieniądze zarabiane w klubie. Nie tędy droga, panie Obraniak, nie tędy…

My, jako kibice, możemy nad tą sytuacją ubolewać. Pomijając już podejście piłkarza Bordeaux do Reprezentacji Polski, nie sposób nie docenić jego gry. Piłkarzem Obraniak jest bardzo dobrym, a na pewno plasującym się w pierwszej szóstce najlepszych zawodników z polskim paszportem, biegających po europejskich boiskach. Wraz z Ludo, tracimy więc wielki potencjał, szansę, umiejętności i specjalistę od stałych fragmentów gry. Tracimy bardzo dużo, w końcu nie jesteśmy Niemcami czy Hiszpanami by jedną dziurę w mgnieniu oka załatać kimś innym, o porównywalnych oczywiście  umiejętnościach. My bowiem, mamy po jednym solidnym (a i to nie zawsze) piłkarzu na każdą pozycję i musimy na niego chuchać i dmuchać by nie posypała się cała koncepcja gry. Ciężko jest a bez Obraniaka w zapasie, może być jeszcze ciężej…

Tak jak w każdym przypadku, tak i tutaj, nie tylko jedna ze stron może czuć się pokrzywdzona. Być może Ludo jeszcze tego nie czuje, być może ma w tym momencie to w dupie gdzieś ale przyjdzie taki dzień (potencjalny transfer, awans na ME), kiedy zawodnik Bordeaux zatęskni za Reprezentacją Polski. Wtedy sam zrobi wszystko by wrócić do gry. Będzie szukał pasującego do dziurki klucza, będzie się dobijał drzwiami i oknami ale wtedy, może być już dla niego za późno. Wtedy do Polska drużyna może mieć swoje sprawy lub może nie być gotowa na przyjęcie Obraniaka.

Nawałka – kierunek Euro 2016.

Pewnie wielu kibiców liczyło po cichu, iż mimo pojawiających się doniesień o Adamie Nawałce jako nowym selekcjonerze, w rzeczywistości będzie nim kto inny. Tak się nie stało. PZPN nie umiał, przez te wcześniej ustalone dwa tygodnie, trzymać języka za zębami i jeszcze zanim Zbigniew Boniek podał do wiadomości publicznej nazwisko następcy Waldemara Fornalika, znała je cała Polska.
Nie było więc dreszczyku emocji, niecierpliwego oczekiwania, niepewności i zaskoczenia. Spalone gary…
Oby kadra pod wodzą Adama Nawałki była mniej przewidywalna niż proces, w którym aktualny jeszcze trener Górnika Zabrze, otrzymał stanowisko selekcjonera Reprezentacji Polski.

Choć za wcześnie jeszcze by ferować wyroki czy czepiać się czegokolwiek, wszak były reprezentant kraju nie rozpoczął jeszcze pracy z drużyną narodową, to chyba można zaryzykować stwierdzenie, iż gorzej niż za Fornalika na pewno nie będzie.
Nawałka będzie jeździł, obserwował i rozmawiał. To ważne. Możemy ufać temu, że wszelkie powołania będą przemyślane.  O ile mogą zdarzyć się w nich jakieś pomyłki, o tyle nie będzie tam ludzi z przypadku. A to akurat u nas nowość.

Fajnie, że nowy trener naszych Orłów nie przekreślił tzw. „farbowanych lisów”. Przecież tak jak życie, tak i potencjał reprezentacji trzeba wycisnąć do ostatniej kropli. Nie mamy w kraju piętnastu Błaszczykowskich, więc trzeba sięgać w każdy kąt, w którym czai się klasowy piłkarz z polskim paszportem. O ile Boenisch czy Perquis nie stanowią na dzień dzisiejszy żadnej gwarancji sukcesu a ten pierwszy wzbudza ostatnio jedynie odruch wymiotny, o tyle Obraniak czy Polanski, pod batutą Nawałki, mogą wnieść do drużyny sporo dobrego.
Cała ta dyskusja na temat ‚obcokrajowców’ w naszym narodowym zespole powinna mieć swój początek i koniec w chwili, kiedy swój pierwszy oficjalny mecz zagrał w niej Emanuel Olisadebe. Później przewinął się jeszcze Roger i to własnie ta dwójka przetarła szlak piłkarzom, na których dziś się tak narzeka. Wobec nich, cała ta nagonka jest więc…niesprawiedliwa. Jasne, że lepiej by było, i dla nas kibiców, i dla całej drużyny, gdyby w składzie było jedenastu urodzonych w Polsce Polaków ale nie warto wybrzydzać. Najnormalniej w świecie, nie stać nas na to. Gdyby Niemcy i Francuzi tak wybrzydzali, zapewne kopaliby się dziś w dole rankingu… razem z nami.

Wracając do samego Nawałki i jego wyższości nad odchodzącym już w zapomnienie Fornalikiem – Polska będzie w końcu drużyną charakterną. Przecież mając na stołku kogoś takiego za trenera, kogoś z taką charyzmą i ‚twardą ręką’, inaczej być nie może. Czy ktoś wyobraża sobie Lewandowskiego gryzącego trawę w walce o każdą piłkę? Czas zacząć. To naprawdę może się udać.
Musimy także na nowo nauczyć się rzeczywistego układu/obrazu, jaki powinien panować w każdej narodowej drużynie, a który za czasów Pana Waldka, mocno został u nas zachwiany, mianowicie: to trener rządzi a nie ‚futbolowe gwiazdeczki’. O odpowiednią hierarchię, martwić się więc nie musimy. Chyba…

I już na dzień dobry, Adam Nawałka udowadnia nam, że mimo ważnych jeszcze obowiązków w klubie z Zabrza, poważnie podchodzi do nowej posady. Już myśli o zmianach, już chce robić porządki i na początek… chce zmienić kapitana. A przynajmniej tak można wywnioskować z jego wypowiedzi.
Fajnie, że Nawałka zamierza robić generalny remont ale czy akurat w tej kwestii, potrzebne są jakiekolwiek zmiany? Czy Błaszczykowski jest złym kapitanem? Któż inny bardziej zasłużył na opaskę od skrzydłowego Borussii Dortmund?
Pod względem czysto sportowym, żaden z pozostałych kadrowiczów nie zasłużył na ten zaszczyt bardziej od Kuby. Jeśli chodzi o charakter, jest jeden osobnik, który mógłby uchodzić za przywódcę z prawdziwego zdarzenia a jest nim oczywiście Artur Boruc. Pierwszy mógłby mobilizować i pokazywać przykład swoją grą i ambicją, drugi zaś słowami i gestami. Gdyby selekcjoner zdecydował się zamienić na tej funkcji właśnie tych panów, raczej nie byłoby problemu. Jeśli jednak ktoś inny zostałby ‚uhonorowany’ tym cennym tytułem, z powodów innych niż reprezentacyjna forma i charakter, na wizerunku Nawałki pojawiłaby się pierwsza zadra. To już także nie te czasy by mianować kapitanem najstarszego w drużynie. Dajmy przykład reszcie zawodników, niech równają do najlepszych i najtwardszych.

Co by jednak się nie działo – zaufajmy trenerowi i Bońkowi. Bądźmy cierpliwi, aż do pierwszego poważnego sprawdzianu. Jeśli pójdzie źle, będzie czas na krytykę. Bo właśnie tych największych krytykantów wybór Nawałki zabolał chyba najbardziej, wszak o ile trudniej jest dokopać komuś kto nie jest w stanie dać nam gwarancji na sukces, kto nie zaczyna jako obwieszony zwycięstwami super-szkoleniowiec z bogatą trenerską przeszłością, niż zwykłemu nowicjuszowi, który poza nadzieją, nie może nam dać nic. Wybór niezwykle ryzykowny ale i fascynujący.
Zadaniem, które PZPN postawił przed nowym selekcjonerem jest awans na Euro 2016. Uda się? Kto ma wierzyć, jeśli nie my kibice…