Archiwa kategorii: Żużel

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Wesołych Świąt!

boże-narodzenie-piłka-nożna_19-129498

Wszystkim kibicom w tym szczególnym okresie życzę…

By Reprezentacja Polski na zbliżającym się Euro sprawiła nam wszystkim wyjątkowy prezent…
By Ekstraklasa po zimowej przerwie wciąż dostarczała nam wspaniałych emocji…
By Mistrz Polski (ktokolwiek nim będzie) awansował w końcu do upragnionej LM…
By Agnieszka Radwańska wygrała w końcu turniej Wielkiego Szlema…
By Jerzy Janowicz wrócił do swojej najwyższej formy…
By Piłkarze ręczni walczyli jak lwy na ME…
By siatkarze grali jak wtedy gdy zdobywali złoty medal MŚ…
By biathlonistki sięgnęły po medale MŚ…
By skoczkowie latali najdalej… i wiatr im nie przeszkadzał ;)
By Marcin Gortat bił kolejne rekordy w NBA…
By Artur Szpilka nokautował rywali w pierwszej rundzie…
By wszyscy reprezentanci Polski godnie reprezentowali nasz kraj na międzynarodowej arenie i dostarczali kibicom mnóstwa radości i wzruszeń!
Sukcesów, zdrowia, siły i wytrwałości!

Żużel – mało „prezentacyjny”, niesamowicie niebezpieczny.

Żużel – jedna z nielicznych dyscyplin sportowych, w której Polacy mają coś jeszcze do powiedzenia, ba w niej to my jesteśmy światową potęgą. Najlepsza liga, najlepsza drużyna narodowa i żużlowcy ze ścisłej światowej czołówki.
Warto jednak zauważyć, że Speedway nie jest i nigdy nie był tak eksploatowany w naszym kraju jak chociażby piłka nożna, czy w ostatnich latach siatkówka. Pomimo tego, liczba fanów czarnego sportu jest oszałamiająca. Czy ktoś nie zna Tomasza Golloba? No właśnie. Mamy więc do czynienia z paradoksalną sytuacją. Z jednej strony, przy tych wszystkich sukcesach, przy jakości tej dyscypliny, żużel jest niesamowicie zaniedbywany. Głównie przez dziennikarzy, którzy próbują zamazać jego wartość na rzecz mniej ważnych akcentów czy informacji sportowych. Z drugiej zaś, murem za nim stoją wierni fani. Ich frekwencja na stadionach niekiedy przewyższa tę z piłkarskiej Ekstraklasy. Można nawet zgadywać, jak bardzo żużlowe akcje powędrowałyby w górę, gdyby tę dyscyplinę dołączono do programu Igrzysk Olimpijskich. Być może wtedy stałby się bardziej „medialny”.

Czy fenomen Żużla można zrzucić na barki uwielbienia związanej z nim motoryzacji? W dużej mierze tak. Ludzie kochają przecież wszystko co jeździ, a kiedy to coś porusza się dodatkowo w odpowiednio wysokim tempie, kochają to jeszcze bardziej. To adrenalina i w pewnym sensie niedoścignione marzenie, wszak niewielu, ze względu na duże koszty czy strach, może sobie pozwolić na uprawianie sportów motorowych. Ot taka zachcianka. A wiadomo jak to z tymi zachciankami jest…

Niby wszystko pięknie i ładnie, niby sprawia przyjemność ale temat wszelkich skutków ubocznych najlepiej zamiata się pod dywan. Z Żużlem jest podobnie. Niebezpieczeństwo z  jakim za każdym razem spotykają się zawodnicy wjeżdżający na tor wciąż ociera się o tabu. Ludzie zdążyli się przyzwyczaić do groźnych wypadków na tyle, że w momencie gdy do takowego dojdzie, przyjmują informację o nim do wiadomości jak coś normalnego, codziennego. Żużlowe władze także niechętnie zabierają się za wyeliminowanie zagrożeń. Tłumiki, które wprowadzono tylko nasiliły skalę wypadków. I tutaj warto się zatrzymać. Sprzęt to jedno, od wprowadzenia ulepszeń na tej płaszczyźnie są odpowiedni fachowcy jednak zmiany potrzebne są w samych zawodach, zarówno ligowych jak i podczas Grand Prix. Niebezpieczeństwo trzeba zażegnać już u podstaw a tą podstawą w tym przypadku są sami zawodnicy. Zbyt wielu szarżuje, zbyt wielu jeździ na granicy ryzyka, wystawiając na próbę nie tylko swoje życie ale także życie rywali. Za taką jazdę nie dostają w zasadzie żadnej kary, nie ponoszą większej odpowiedzialności. Co więc ma ich zatrzymać?
Przykładów nie trzeba szukać pod lupą. Wystarczy cofnąć się wstecz o kilkanaście dni. Podczas Grand Prix Skandynawii w Sztokholmie, Tai Woffinden spowodował groźny wypadek, w wyniku którego Tomasz Gollob trafił do szpitala. Obrażenia Polaka okazały się na tyle ciężkie, że były mistrz świata w tym sezonie na tor już nie wyjedzie. Pół roku – właśnie tyle ma trwać jego rozbrat ze speedway’em.
Brytyjczyk miał dużo więcej szczęścia, z upadku wyszedł z urazem obojczyka, który i tak nie zaszkodził mu w kontynuowaniu ścigania się na sztokholmskim torze.
Ktoś zapytał:  jaka w takim razie spotkała go kara? Myśli i myśli…  Ano niewielka. Wykluczenie z  biegu, w którym upadek miał miejsce. Taka sama, jaką nakłada się na żużlowców  m.in. za taśmę. Przepisy rządzące czarnym sportem są tak durne, że aż ręce opadają. W futbolu za najmniejsze przewinienie dostaje się ostrzeżenie, za każdy groźny faul lub zachowanie niezgodne z przepisami piłkarz od razu wylatuje z boiska i jego zespół musi sobie radzić w okrojonym składzie. W przypadku większych ‚spraw’, delikwent trafia na świecznik przed komisję ligi, która dodatkowo orzeka o zawieszeniu na kolejne spotkania. W takim momencie bez znaczenie pozostaje fakt czy „sprawca” przeprosi „ofiarę”. Przecież czasu się nie cofnie. A skala ryzyka utraty zdrowia czy życia w piłce i żużlu jest nieporównywalna. Dwa różne światy.
Co z tego, że Tai przeprosił Tomka za swój wybryk, nawet najbardziej wylewne żale nie przywrócą Golloba do pełni sił. Oczywiście, zawodnik, czy to Woffinden czy którykolwiek inny na jego miejscu, nie ponosi całej winy w zaistniałej sytuacji. Pomyślmy. Gdyby przepisy rządzące Speedway’em przewidywały dostatecznie wysokie kary liczba wypadków na torze bez wątpienia by zmalała. I nie chodzi wcale o jednobiegowe wykluczenie. Gdyby Brytyjczyk  wyjeżdżając na tor w Sztokholmie miał przed oczyma widmo wykluczenia z całych zawodów, przy perspektywie sięgnięcia po tytuł mistrza świata, na pewno ograniczyłby szarżowanie. Do wypadku prawdopodobnie by nie doszło. Karać, karać i jeszcze raz karać. Wykluczeniami z trwających i zbliżających się zawodów. Zawieszeniami na kilka turniejów. W zależności oczywiście od stopnia zagrożenie życia czy zdrowia uczestników.
Niebezpieczna, ryzykowna jazda w biegach czy w ogóle  starty z połamanymi kończynami, do których co i rusz przyznaje się kolejny żużlowiec są przerażające. Na zmianę takiego stanu rzeczy nie ma raczej co liczyć, warto więc wprowadzić odpowiedni plan działania w celu wyeliminowania tychże kontuzji. Przepisem na bezpieczeństwo na torze żużlowym są bowiem…nowe przepisy.

Weekend oczami kamer!

Czyli co warto zapamiętać z…

Piątku:

Z racji decydującego o przyszłości polskiego futbolu spotkania, rozegranego właśnie tego dnia, ciężko byłoby o nim zapomnieć. Tym bardziej jeśli ‚życzliwi’ ludzie podają na tacy takie perełki  ;-):

Zaangażowanie reprezentanta kraju. I wynik spotkania już nikogo nie powinien dziwić.

Dla porównania (50 sekunda)

Na równie wysokim poziomie stał komentarz skrótów eliminacyjnych spotkań na antenie Eurosportu  ;-)

Sobotę:

Wielki polski dzień w Słowenii. Polacy wrócili na właściwe tory!

Przy okazji takich chwil, jeszcze bardziej uświadamiamy sobie jak bardzo zmienili się polscy piłkarze. Ani to teraz tak dobre ani charakterne jak kiedyś (a nawet jeszcze niedawno). Pewna era się jednak skończyła. Dziś ciężko byłoby znaleźć drugiego takiego zawodnika jakim był Franek ale przecież… Łowca bramek jest tylko jeden! Plus dla kibiców Jagi za pomysłowość.

„Prezes” zostaje bohaterem w swoim kraju.

http://www.youtube.com/watch?v=jD7gMWQPCrs

Niedzielę:

Mecz ligi brazylijskiej Gremio – Portuguesa. Niech napatrzą się polscy sędziowie i…
a) Oduczą robienia błędów (czy to możliwe?)
b) dziękują Bogu, że za te ich błędy dostają tylko pyskówki. Zawsze mogą trafić na wymianę do Ameryki Południowej. Hmm… Przydałoby się.

http://www.youtube.com/watch?v=hY1Ckid0rok

Glasgow. Stadion Celticu. Wielkie gwiazdy europejskiej piłki rozgrywają charytatywny mecz dla chorego na białaczkę Stilijana Petrowa, byłego reprezentanta Bułgarii oraz zawodnika Celticu i Aston Villi. W 19 minucie meczu (analogicznie do numeru, z którym występował Bułgar), na stadionie wydarzyło się coś niesamowitego. nie trzeba tłumaczyć, wystarczy obejrzeć…

http://www.youtube.com/watch?v=4zPN-s5pof0

Nie było niespodzianki. Zdrowa Serena to zwycięska Serena. Amerykanka powinna być poza kategorią ;-)

http://www.youtube.com/watch?v=Dsl8TSN5Z78

Ojciec (Cleber) już po zakończeniu piłkarskiej kariery w Wiśle oraz syn (Lucas) jeszcze przed rozpoczęciem piłkarskiej kariery w Krakowie – razem na boisku podczas sparingu Białej Gwiazdy z Kalwarianką.

 

 

 

Australian Open pełne potu i łez…

Jeśli ktoś tęsknił za pełnymi nerwów sportowych emocji nie może narzekać. Podczas trwającego Australian Open mamy do czynienia właśnie z pojedynkami, w których emocje są głównym aktorem.

Najważniejszą wiadomością z Australii jest oczywiście wygrana Agnieszki Radwańskiej z Aną Ivanović.

http://www.youtube.com/watch?v=8oZM5VjR6fo

Patrząc na formę Polki, nie mogło być inaczej. Tenisistka z Krakowa wygrywa mecz za meczem, rywalki nie potrafią ugrać z nią nawet seta. Wbrew pozorom i opiniom te zwycięstwa wcale nie są wyznacznikiem słabości przeciwniczek Agnieszki. Prawie każda z jej rywalek, czy to w poprzednich dwóch turniejach tego roku, czy właśnie na AO gra swój tenis na wysokim poziomie i być może grając na przeciw kogoś innego udałoby się im odnieść zwycięstwo ale niestety dla nich, grają przeciwko najlepszej tenisistce tego roku i w tych starciach mają zbyt mało argumentów. To nie ich słaba gra a wyśmienita gra Radwańskiej powoduje, że schodzą z kortu pokonane. Dziś Ana Ivanović, która niewątpliwie w formie jest bardzo dobrej, nie dala rady walczyć z Polką. Nasza zawodniczka co rusz zmuszała Serbkę do kolejnych błędów, sama wykorzystując swoje szanse. Tak bezlitosnej Agnieszki jeszcze nie mieliśmy okazji oglądać. Widać, że nie odpuści nikomu.

Kolejną rywalką Agnieszki będzie Na Li. Chinka, która w poprzednim sezonie stała się największą, obok Azarenki, zmorą dla Radwańskiej, w tym już zdążyła poczuć siłę jej tenisa przegrywając mecz w poprzedzającym AO turnieju. Nikt chyba nie sądzi, że w tym momencie Li jest w stanie pokonać albo chociaż powalczyć o zwycięstwo z Agą. Wiadomo, że jeśli Radwańska inteligentnie będzie wywierać na niej presję, Chinka nie wytrzyma psychicznie i zacznie popełniać błędy, warto więc zaryzykować i wyprzedzić fakty, mówiąc o awansie Polki do półfinału. Tam czekać już będzie druga z niepokonanych w tym roku Sharapova.

Sytuacja Rosjanki chociaż również imponująca wcale nie daje dosadnej odpowiedzi na temat jej formy. Maria wygrała cztery spotkania w stosunku 20, jednak wśród jej rywalek nie było żadnej, która mogłaby z nią rywalizować. Najgroźniejsza, chociaż tylko z nazwiska, była Venus Williams, która urwała Rosjance 4 gemy. Problemów ze zwycięstwem nie powinna ona mieć także w meczu kolejnym gdzie niespodziewanie na jej drodze nie stanie Kerber ale Makarova.  Gorszy bilans od Sharapovej w tym turnieju mają już dwie najlepsze tenisistki roku poprzedniego – Serena Williams i Victoria Azarenka. Pierwsza pewnie wygrywa swoje mecze, jednak widać, że nie za bardzo przykłada się do gry na 100% przez co w ostatnim pojedynku oddała swojej rywalce aż 4 gemy. Liderka rankingu natomiast przeszła już swój pierwszy mały horror. Co prawda pokonała Jamie Hampton ale dała przeciwniczce ugrać seta. Być może ten wynik świadczy o niewysokiej formie Białorusinki, a to w kontekście pojedynku z Sereną może przepowiadać masakrę na Azarence.

Ciekawiej niż w drabince kobiet, sytuacja ma się u panów. Tam to dopiero mamy do czynienia z horrorami. Właśnie podczas ich pojedynków tak wiele krwi, potu i łez oglądamy. Nikt się chyba nie spodziewał, że jednym z bohaterów najbardziej wyrównanych pojedynków będzie lider – Novak Djokovic. Serb wspólnie ze Stanislavem Wawrinką dali pokaz pięciosetowej batalii o końcowy triumf. Więcej zimnej krwi w końcówce zachował Novak i kiedy wydawało się, że mecz będzie ciągnął się w nieskończoność, przełamał Wawrinkę, wygrywając cały pojedynek. Wielką owację na stojąco zgotowali kibice Szwajcarowi kiedy płacząc opuszczał kort. Tylko w taki sposób mogli podziękować mu za to niebywałe widowisko i aż żal, że po takiej grze jaką dziś zaprezentował, nie zobaczymy go już w kolejnej rundzie Australian Open .

Podobnie jak dzisiaj, także wczoraj dostaliśmy maraton tenisowy, którego głównymi aktorami byli dwaj reprezentanci Francji – Simon i Monfils. Oni również toczyli zacięty bój o awans do dalszej fazy turnieju w pięciu setach. Jednak oglądając oba te spotkania to właśnie ten wczorajszy bardziej wykończył zawodników. Kibice mieli wrażenie, że obaj umierają na korcie, że zaraz któryś zemdleje albo po prostu odpuści z braku sił. Tak się nie stało. Francuzi, słaniając się na nogach, dzielnie walczyli o każdy punkt. Co prawda, ich wymiany opierały się na lekkim przebijaniu na drugą stronę, mecz nadal był emocjonujący i nieprzewidywalny. O skrajnym wykończeniu obu tenisistów świadczą zdjęcia z tego spotkania. Wspaniałego spotkania, które wygrał Simon. Monfils, podobnie jak Wawrinka, mógł jednak liczyć na gesty podziękowania ze strony fanów.

Z całą pewnością, przed zakończeniem tego turnieju czeka nas jeszcze dużo emocjonujących pojedynków a może i wielkich sensacji… Na pewno kibice się nie nudzą, w końcu mecze gładko wygrywane nie są tak ciekawe jak te, w których na zwycięzcę czekamy do ostatniej piłki.

Nowy rok początkiem nowych szans

Zakończył się rok 2012, który dla wielu sportowców był najlepszym w ich karierze. Inni chcieli jak najszybciej o nim zapomnieć i wejść w nowy z wielkimi nadziejami.  Dla nas, Polaków rok ten był wyjątkowy przede wszystkim ze względu na Euro 2012, które było najważniejszym wydarzeniem ostatnich 12 miesięcy. Wcześniej przeżywaliśmy wzloty i upadki podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Emocji było co nie miara aż do ostatnich dni, naprawdę jest co wspominać ale też o czym myśleć i marzyć w roku 2013. Oby w nim więcej było wzlotów niż bolesnych upadków, mniej rozczarowań i więcej zwycięstw.

W 2012 byliśmy świadkami najpiękniejszego gola w historii w wykonaniu Zlatana Ibrahimovicia ale warto też nacieszyć oczy innymi trafieniami. Nie wszyscy zgodzą się z kolejnością, którą utworzył autor ale większego znaczenia teraz to nie ma, nie skrzywdzono przecież zwycięzcy, reszta jest kwestią gustu. Niewątpliwie, brakuje niektórych trafień ale miejsc było tylko 100, a jeśli jesteśmy świadkami gry piłkarskich geniuszy, którzy piękne bramki strzelają nie od święta ale co kilka-kilkanaście dni, to mamy szczęście i w takim przypadku narzekać po prostu nie wypadaMrugnięcie okiem Cieszy fakt, że w zestawieniu nie zabrakło kobiecego akcentu, na polskie również natrafimyUśmiech

http://www.youtube.com/watch?v=ckge88j6lxU

To niewątpliwie najlepszy od dawien dawna rok dla polskiego tenisa. Agnieszka Radwańska zanotowała sezon prawie idealny, gdyby nie ta nieszczęsna Olimpiada. Jeśli w tym roku zdobędzie Wielkoszlemowy tytuł na stałe zapisze się w historii tenisa. Dzięki świetnemu końcu sezonu do miana czołowego tenisisty aspiruje także Jerzy Janowicz. Wystarczył jeden turniej by zakochał się w nim cały tenisowy świat. Kibice, zawodnicy i bukmacherzy – wszyscy typują Jeżyka  na gwiazdę. Warunki i talent ma niebywałe do tego by w przyszłości być numerem 1, być może za parę lat….oby! Dobry sezon zaliczyła też Ula Radwańska, która pokazała, że talent ma nie mniejszy niż jej siostra i jeśli popracuje nad sferą psychiczną, również ma szansę na pierwszą dziesiątkę. Rok nie był udany dla Łukasza Kubota i naszego debla – Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, którzy spisywali się poniżej oczekiwań. Na szczęście w przypadku Łukasza, początek tego sezonu rozbudził nadzieję na poprawę. O smutnych momentach lepiej zapomnieć i skupić się na tych dobrych dlatego…

http://www.youtube.com/watch?v=uXzeBS_ZrTk

http://www.youtube.com/watch?v=e6_BhB8XDzM

http://www.youtube.com/watch?v=HYzqFIBoL3M

Jak widać nie tylko ze względu na urodę Ivanović jest w czołówce tenisistek Mrugnięcie okiem

Co jeszcze?

http://www.youtube.com/watch?v=xABKKQt55sM

http://www.youtube.com/watch?v=ca5HKemrW_4

Nie zapominajmy o świetnych występach Sylwii Bogackiej, Bartłomieja Bonka, Grzegorza Fijałka i Mariusza Prudla, Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha, polskich biathlonistek, Anicie Włodarczyk, Marcinie Gortacie, niektórych polskich piłkarzach, Przemysławie Miarczyńskim, Zofii Klepackiej, polskich kolarzach, polskich żużlowcach, siatkarzach, Krzysztofie Włodarczyku, Mamedzie Khalidovie,  Beacie Mikołajczyk i Karolinie Naji, Juli Michalskiej i Magdalenie Fularczyk i przede wszystkim naszych paraolimpijczykach.

Oby na początku 2014 roku było jeszcze więcej zwycięskich akcentów naszych reprezentantów Uśmiech

The King is back!

 

W poprzednim roku w Grand Prix Malilli triumfował Polak, Jarosław Hampel, Tomek Gollob zdobył tylko 3 punkty. Wczoraj, Jarek wrócił na tor po dłuższej nieobecności w cyklu Grand Prix spowodowanej kontuzją i niestety nie udało mu się wejść do półfinału. Problemu z tym ani przez chwilę nie miał Tomasz Gollob. Był wczoraj najlepszy, znów pokazał klasę, jeździł jak dawniej. 21 punktów i pierwsze miejsce. Na kolejny rok Szwedzkie miasto pozostanie Polskim. Nie było silnych wczoraj na naszego mistrza, robił to co wszyscy w nim kochają i nienawidzą na raz, szalał. Długo nie rozumiał się z motorami, nowymi tłumikami ale w końcu zrozumienie przyszło. Jeśli dalej tak będzie medal jest na wyciągnięcie ręki.