Archiwa kategorii: Sport

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Cierzniakiem dziś Polska żyje… Będzie sławny jak niegdyś Pinokio?

12768404_1106140572776198_4159318251269393215_o

Afera, batalia, wojna… Od dobrych kilku tygodni cała piłkarska Polska żyła konfliktem na linii Wisła – Cierzniak – Legia ale od dwóch dni, temat ten jeszcze bardziej rozgrzewa do czerwoności ze względu na nowo powstałe fakty…
Kto w całej sprawie ma racje? Co mówią przepisy a co zwykłe ludzkie zasady? Kto mówi prawdę, a kto łże jak pies? Jaki udział we wszystkim mają dziennikarze i gdzie w tym wszystkim miejsce mają regulamin i przepisy prawne?

Radosław Cierzniak został sprowadzony do Wisły Kraków kiedy w jednym czasie, z powodu kontuzji, straciła ona swoich dwóch podstawowych goalkeeperów – Michałów Miśkiewicza i Buchalika. Z powodzeniem udało mu się załatać dziurę powstałą między słupkami bramki krakowian i co raz częściej dało się słyszeć o zainteresowaniu jego osobą innych klubów.

Kibice Wisły, którzy przyjęli Radka na Reymonta z otwartymi ramionami, mimo jego przeszłości w Cracovii oraz Lechu Poznań, oczywiście liczyli na przedłużenie obowiązującego do czerwca kontraktu bramkarza z ich ukochanym klubem. A przecież w mediach co rusz pojawiały się plotki o jego rzekomym transferze do warszawskiej Legii. Cierzniak uspokoił jednak zaniepokojonych kibiców i jeszcze na chwilę przed ujawnieniem faktu złożenia podpisu pod umową z klubem ze stolicy, wszystkiemu zaprzeczał. Sama Wisła zapewniała przecież swoich fanów o trwających rozmowach i chęci przedłużenia umowy z Cierzniakiem.
Wszyscy byli w  wielkim szoku, kiedy okazało się, że bramkarz mijał się z prawdą i rzeczywiście, za plecami wszystkich podpisał kontrakt z nowym klubem. Czemu więc do ostatniej chwili próbował zataić prawdę? Czemu nie potwierdził krążących plotek i domysłów? Czemu nie zagrał fair i nie zachował się jak prawdziwy facet?

Wisła do dziś zapewnia, że cały czas oferowała Cierzniakowi nowy kontrakt a on sam nigdy nie powiedział definitywnego ‚NIE’, wręcz przeciwnie, podobno wraz ze swoim menadżerem, obiecali kontynuację rozmów o jego przyszłości na Reymonta.
Kiedy dziennikarze wyjawili opinii publicznej tajemnicę goalkeepera, ww dwójka obrała ustalony wcześniej kurs na Warszawę i przedstawiła zupełnie inne stanowisko. Mianowicie, że zawodnika nie satysfakcjonowała już gra w Krakowie i rozmowy już dawno zostały zerwane. Cierzniak  nie był zainteresowany dalszym reprezentowaniem Wisły i żadna siła nie zdołała go przekonać.

Zarówno Wisła, jak i jej kibice byli oburzeni faktem, że nie wyznał prawdy, że do końca kłamał i w końcu, że Legia. Że Legia drugi raz w ostatnim czasie, w ten sam zresztą sposób, za plecami Białej Gwiazdy podbiera jej zawodnika (Handzik).
Cierzniak nie grał w sparingach kiedy jeszcze wszyscy byli przekonani, że minimum najbliższe pół roku spędzi na Reymonta i nie zagra w niej już raczej nigdy. Kiedy okazało się, że piłkarz nie wiąże swojej przyszłości z Wisłą, ta mając przecież w kadrze równie dobrych i zdrowych już Miśkiewicza i Buchalika, zdecydowała się zesłać go do drużyny rezerw. Co prawda, warszawski klub przesłał do Krakowa ofertę kupna Cierzniaka ale… O transferze na linii Wisła – Legia, pod Wawelem nawet nie chcą słyszeć i za kadencji Bogusława Cupiała taka sytuacja byłaby raczej swoistym kuriozum.
Decyzja krakowskiego klubu oprócz oczywiście rywalizacji na tle sportowym z Legią a także jej postępowania, nie zawsze w gestach fair play, podyktowana była beznadziejnym, w stosunku do samej Wisły, jak i jej kibiców, zachowaniem Cierzniaka, wielce prawdopodobnym popsuciem atmosfery wśród reszty zawodników oraz, co w kontekście prawnym całej sytuacji ma znaczenie chyba największe, wypowiedzią jego menadżera, w której to przyznaje, że jego podopieczny nie będzie w stanie już grać i dawać Wiśle tej samej jakości jak do tej pory. Wydawało się, że sprawa za chwilę ucichnie i wszyscy dookoła zrozumieją postępowanie z niewdzięcznym pracownikiem ale nie…

Krakowski klub znalazł się pod obstrzałem mediów, głównie tych z Warszawy, którzy w setkach podobnych artykułów oczerniali nie piłkarza ale właśnie Wisłę. Wisłę, która została wyrolowana na cacy. Aż dziw bierze, że nie przyjmowali oni takiej samej postawy wobec podobnych spraw Paixao, Modelskiego czy Vrdoljaka… No tak, pierwsze dwie sprawy nie dotyczyły przecież klubu ze stolicy, a w przypadku ostatniej, klubem, który zesłał do rezerw swojego piłkarza, była właśnie Legia.

Po kolejnych dniach dręczenia tematu, notabene, dręczenia Wisły za dręczenie Cierzniaka, wszyscy czuli się już zadręczeni. I kiedy wydawało się, że sprawa jest na finiszu a goalkeeper przynajmniej do czerwca nie założy koszulki nowego pracodawcy, ten zdecydował się rozwiązać umowę z winy klubu przed Izbą ds. Rozwiązywania Sporów.
W środę, na ww posiedzeniu doszło do mega sensacji ponieważ Cierzniak, jako pierwszy w historii piłkarz wygrał tego typu sprawę i jego kontrakt z Wisłą przestał obowiązywać.
To jednak nie koniec sprawy a zawodnik, mimo zadowalającego werdyktu, wcale nie może czuć się spokojnie. Krakowski klub wydał oświadczenie, w którym poddał pod wątpliwość sprawiedliwe i niejednostronne przeprowadzenie sprawy. Izbie zarzucono działanie na rzecz warszawskiej Legii i podano kilka elementów, które wciąż pozostawiły sporo niejasności.
I rzeczywiście, można się zastanowić, dlaczego Izba, wydając wyrok, kierowała się jedynie słowami Radosława Cierzniaka, nie biorąc pod uwagę stanowiska Wisły Kraków? Dlaczego w tym jednym, jedynym przypadku przychyliła się ku wnioskowi piłkarza, mimo że wcześniej, podobne sprawy zawsze rozwiązywała na korzyść klubu a ostatnim przykładem na to jest przecież niedawna sprawa Filipa Modelskiego? Dlaczego wzięto pod uwagę kłamstwa na temat braku bezpieczeństwa Cierzniaka w Krakowie, za to nie zwrócono uwagi na wspomniane już wcześniej słowa menadżera piłkarza? Dlaczego Izba, swoją decyzją zdecydowała się poprzeć zachowania, które przecież w futbolu, głównie przez największe organy, takie jak FIFA czy UEFA jest tępione, za to kładzie się ogromny nacisk na fair play? Czy udział w tym wszystkim miała ferowana wszędzie Legia i napierający z każdej strony dziennikarze?

Wisła nie zgadza się z decyzją Izby i wciąż uznaje Cierzniaka za swojego zawodnika. Sprawa oczywiście trafi przed oblicze innych organów. Zapewne także PZPN-u, Światowej Federacji oraz sądu. I co najlepsze, może się okazać, że w tym momencie to właśnie Biała Gwiazda znajduje się w najlepszej sytuacji. Dlaczego?
Zachwycony zakończeniem sprawy Cierzniak, udzielał wywiadów na lewo i prawo i chyba sam pogubił się w tym, kiedy i komu można mówić prawdę, a kiedy trzeba troszkę podkoloryzować historię by rzeczywiście móc spojrzeć bez wstydu w lustro. W rozmowie z redaktorem Robertem Błońskim, piłkarz przyznał dał do zrozumienia, że Legia kontaktowała się z nim w sprawie kontraktu jeszcze wtedy, kiedy nie mieli do tego prawa, czyli w okresie dłuższym niż sześć miesięcy. Co więcej, piłkarz mógłby się wyprzeć swoich słów, i pewnie sam dziennikarz, dla dobra Cierzniaka przyznałby się do sfałszowania wywiadu, gdyby nie fakt, iż tekst, zaraz po dostrzeżeniu wyjawienia w nim złamania przepisów, został aż trzykrotnie edytowany, tak by wybielić obie strony. Niestety dla nich, za późno. Szybciej od redaktora Przeglądu Sportowego zareagowali kibice Wisły, którzy cały proces edycji skopiowali i dziś już żyje on swoim życiem. Niestety, dla niektórych oczywiście, w internecie nic nie ginie.

Czy teraz wreszcie, wszyscy, którzy do tej pory bronili Cierzniaka będą potrafili spojrzeć prawdzie w oczy? Czy ludzie, którzy to Wiśle zarzucali zachowanie nie fair play, będą potrafili przyznać jej rację?
Bo któż wobec nielojalności i chamstwa byłby w stanie traktować swojego pracownika na normalnych zasadach i nie wyciągać wobec niego żadnych konsekwencji?
Przecież Dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN, Łukasz Wachowski dopiero co tłumaczył przyczyny porażki krakowskiego klubu na posiedzeniu Izby brakiem wiarygodności i częstą zmieniania stanowiska. Czyż nie właśnie tym charakteryzuje się właśnie Radosław Cierzniak?
Właśnie wyszło szydło z worka…  Być może szanowni sędziowie orzekający na posiedzeniu wspomnianej Izby, zamiast kierować się dobrem Legii i zdaniem opinii publicznej, jak widać, w niektórych przypadkach równie zakłamanym, jak sam piłkarz, powinni zbadać sprawę, przesłuchując wszystkich zainteresowanych i przyjrzeć się bliżej prawdomówności obu stron. A w przypadku Radka Cierzniaka, wystarczyło sięgnąć po jego wypowiedzi, kierowane pod adresem każdego z nienawidzących się przez siebie klubów, w którym przyszło mu występować (cytaty na zdjęciu powyżej). Jak widać, zdanie zmienia tak często, jak akurat wiatr zawieje, więc opieranie tak ważnej sprawy, w jakiej przyszło orzekać Izbie, tylko na samym jego przesłuchaniu, oraz rzekomo wypowiedziach byłego już trenera Wisły, który również słynął z bogatych zasobów historii fantastycznych, było chyba z lekka nieprofesjonalne i niedorzeczne.

Po kilku tygodniach ciągnącej się afery, kiedy wszyscy już wieszali psy na Wiśle, oskarżając ją i nie rozumiejąc jej decyzji, okazało się, że nie wszystko jest czarne i białe a świat składa się z tysięcy różnych barw. Dziś już cała Polska zna prawdę a każdy normalny kibic w tym kraju ma nadzieję, że klub oraz piłkarz, którzy rzeczywiście złamali prawo, zostaną surowo ukarane. Przepisy to przecież przepisy a prawa, mieniąc się ludźmi honoru, łamać podobno nie wypada. Oszukiwać wszystkich dookoła tym bardziej. Wszyscy, z nadziejami patrzą teraz w stronę PZPN i chyba też mediów, które równie usilnie jak do tej pory ganiły Wisłę, winny zmienić swój front. Może jest jeszcze mała iskierka nadziei, że w Polsce nie ma równych i równiejszych i nie będzie przyzwolenia na podwójne standardy…

Czystka w Telewizji Publicznej a Sport.

tvp

Odkąd zmieniły się rządy na scenie politycznej w Polsce, ‚padło’ już niejedno stanowisko w polskiej telewizji publicznej – znanej wszystkim jako TVP. Pracę straciło mnóstwo dziennikarzy i szefów, wielu zostało zwolnionych przez nową władzę, inni sami złożyli wypowiedzenia. Wśród nowych nabytków grupy bezrobotnych jest mnóstwo znanych nazwisk, które dane nam było (z przyjemnością lub wręcz przeciwnie) oglądać codziennie na wizji lub w internecie. Choć z pracą w TVP pożegnało się gro osób tworzących różne programy i oddziały/kanały tematyczne tejże stacji również ‚od kuchni’, wśród nich na próżno szukać ludzi związanych ze sportem. A więc tych, których praca w ostatnich latach nie jest najlepiej odbierana u telewidzów. Choć to najlżejsze określenie, tego co wobec kibiców w Polsce wyprawia się obecnie przy Woronicza.

TVP, TVP2 i TVP Sport – wszystkie te kanały od wielu lat transmitowały różne zmagania polskich sportowców, dzięki czemu prawie każdy obywatel naszego kraju posiadający w domu odbiornik, bez przeszkód mógł im kibicować. Sytuacja komfortowa i normalna jednocześnie, wręcz naturalna prawda? No właśnie, tak było przez wiele lat i tak powinno być nadal, jednak w siedzibie owej telewizji, zwanej przecież publiczną, do sytuacji tej podchodzą zgoła inaczej. Stacja już dawno przestała dbać o kibiców a także polskich sportowców. Wszystkie najważniejsze imprezy czy wydarzenia sportowe, w których startują nasi reprezentanci transmitują inne telewizje, takie jak Eurosport, Polsat czy Canal+.
Kibice nie posiadający dostępu do wymienionych kanałów muszą się obejść smakiem. W publicznej nie obejrzą ani piłkarzy na Mistrzostwach Europy o europejskich ligach, w tym polskiej czy turniejach nie wspominając, ani piłkarzy ręcznych walczących aktualnie o medale na ME rozgrywanych w naszym kraju. TVP po prostu, od kilku ładnych lat pokazują nam środkowy palec oraz to, jak olewać potrzeby swoich odbiorców. Zresztą, zamiast wymieniać dyscypliny i wydarzenia, których transmisje publiczna bez wątpienia powinna przeprowadzać w otwartych kanałach, a których w programie na pewno nie ujrzymy, zwróćmy uwagę na te propozycje, które niezmiennie na swojej antenie nam ona przedstawia. Hmm…
Na pewno nie możemy mówić o bogatej ofercie, czy jakiejkolwiek rywalizacji na tym polu z wymienionymi wcześniej kanałami, i choć chciałoby się inaczej, jedyne czym można określić ofertę tej stacji to żenada. ŻE-NA-DA!
Poza kilkoma meczami Agnieszki Radwańskiej w turniejach drugiej  kategorii, transmisjach lekkoatletyki, oczywiście grubo okrojonych, czy dyscyplin nie mających w naszym kraju dużej popularności i sukcesów, m.in mistrzostw w łyżwiarstwie figurowym czy curlingu. Oprócz tego, oczywiście Tour de Pologne, mistrzostwa w pływaniu i zawody w narciarstwie klasycznym. W zasadzie to ostatnia pozycja, w skład której wchodzą m.in skoki oraz biegi narciarskie, wspólnie ze wspomnianą wcześniej lekkoatletyką, mogłyby robić za wizytówkę tej stacji, choć, jasno trzeba powiedzieć, również poziom tych transmisji jest na żenująco niskim poziomie. I z całym szacunkiem do zasług, jakie mają na swoim koncie panowie Szpakowski, Szaranowicz czy Kurzajewski, podczas zawodów, przez nich komentowanych lub współtworzonych, zbyt często chciałoby się zasnąć/wyciszyć głos/przełączyć na inny kanał/wyłączyć telewizor/przeklnąć/wyrzucić odbiornik przez okno itp.,itd.,* (niepotrzebne skreślić).
Tyle już zostało powiedziane na temat słabego przygotowania owych panów do pracy przy różnych transmisjach i beznadziejnych pomyłkach, że w tym momencie to wszystko powoli przestaje być już nawet śmieszne, choć jedyne co kibic może na to poradzić to tworzenie kolejnych serii memów w internecie. Dużo gorzej, wkurzać może niezliczona ilość transmisji ze studia TVP, w którym zasiadają ludzie, przedstawiani przez ową stację jako fachowcy danej dyscypliny oraz dziennikarze, często dający powody do podważania tegoż tytułu używanego w kontekście ich nazwiska. No jednym słowem – katastrofa, przez duże ‚K’.
Na dodatkową niekorzyść stacji, działa ostatnio także forma naszych sportowców, którzy do tej chwili byli jedynymi kartami przetargowymi. Skoczkowie, szczególnie Kamil Stoch zupełnie nie radzą sobie na skoczniach, za to największa gwiazda TVP – Justyna Kowalczyk przestała już się zaliczać nie tylko do faworytek ale też zwykłej czołówki swojej dyscypliny. Jedyne o co w tym sezonie walczy Polka to chyba walka z samą sobą i swoim zdrowiem, a być może także godnym zakończeniem kariery, co, biorąc pod uwagę to co dla publicznej w transmisji biegów jest najważniejsze, byłoby dla nich swoistą kulką w łeb. Ale czy to pierwszą w życiu? No właśnie.
Biegi narciarskie na kanałach TVP polegają jedynie na… Justynie Kowalczyk. Chyba właśnie jej nazwiskiem, zamiast nazwą samej dyscypliny, winny być reklamowane zawody. Patrzymy na Justynę, Rozmawiamy o Justynie i szukamy Justyny. Może byłoby to normalne w okolicznościach gdyby Polka zajmowała jedną z czołowych pozycji lub walczyła akurat o dobre miejsce, ale nie w momencie gdy Polki na przykład w danej konkurencji nie ma wcale albo już dawno z niej odpadła. To chyba podchodzi już pod chorobę natury psychicznej, lub także potrzebujące lekarza – silne uzależnienie.
Co więcej, nie chodzi tu o samą Kowalczyk, przecież to wielki sportowiec ale trzeba jasno powiedzieć, że niedawna sytuacja, kiedy to Polka pożegnała się już z rywalizacją w biegach sprinterskich, a o miejsce w półfinale walczył jeszcze nasz reprezentant Maciej Staręga, TVP, zamiast pokazać kibicom rywalizację mężczyzn, pokazało, a jakby inaczej, rozprawianie w studio swoich dziennikarzy na temat… Justyny Kowalczyk. Kpina, żeby nie użyć słów niecenzuralnych! Naprawdę, nasza kochana publiczna stacja bardzo szanuje swoich kibiców. Przecież Szpakowski, Szaranowicz i Kurzajewski są o wiele bardziej interesujący aniżeli sportowa rywalizacja…

Wspomniani panowie, ich wiedza, komentarz oraz cała otoczka jak i jakość transmisji nie umywa się do tego co proponują nam inne stacje. Komentarz na stacjach Eurosportu (także skoków i biegów ale przede wszystkim biathlonu czy kolarstwa) jest niepodważalnie bardziej profesjonalny niż w TVP, to samo mamy w przypadku Polsatu i Canal+. Transmisje wszystkich stacji deklasują swoją starą koleżankę już na starcie, nie tylko jeśli chodzi o jakość proponowanych transmisji ale samą pracę dziennikarską. Prosty przykład? Duet Jaroński – Wyrzykowski każdą, nawet najnudniejszą transmisję potrafią przerodzić w produkt, który odbiorca bierze w ciemno. Dość powiedzieć, że wielu kibiców nie mających pojęcia o dyscyplinach, które panowie komentują, decydują się obejrzeć je właśnie z powodu obecności ww dwójki. Nie ma również sensu porównywać spotkań piłki nożnej komentowanych przez znanego wszystkim ‚Szpaka’ wobec tego co proponują nam w Canal+. Tam, poza oczywiście takimi profesjonalistami jak Twarowski czy Smokowski, jest przeogromny wachlarz możliwości a nawet w meczach komentowanych przez niemających dużego doświadczenia w tym fachu byłych piłkarzy, oczekujący jakiegoś stopnia dostatecznej jakości odbiorca, zawsze wybierze tę stację.

Wobec powyższego, nie podlegającego żadnym wątpliwościom żenującego produktu, jakim oferuje i raczy nas jednocześnie telewizja publiczna, oraz wobec czystki jaka obecnie jest stosowana przy Woronicza, jedyne co możemy w tym momencie zrobić to zapytać: JAK, DO JASNEJ CHOLERY, DZIAŁ SPORTOWY TVP DALEJ ZACHOWAŁ SWOJE STANOWISKA PRACY? NO JAK?!

Wesołych Świąt!

boże-narodzenie-piłka-nożna_19-129498

Wszystkim kibicom w tym szczególnym okresie życzę…

By Reprezentacja Polski na zbliżającym się Euro sprawiła nam wszystkim wyjątkowy prezent…
By Ekstraklasa po zimowej przerwie wciąż dostarczała nam wspaniałych emocji…
By Mistrz Polski (ktokolwiek nim będzie) awansował w końcu do upragnionej LM…
By Agnieszka Radwańska wygrała w końcu turniej Wielkiego Szlema…
By Jerzy Janowicz wrócił do swojej najwyższej formy…
By Piłkarze ręczni walczyli jak lwy na ME…
By siatkarze grali jak wtedy gdy zdobywali złoty medal MŚ…
By biathlonistki sięgnęły po medale MŚ…
By skoczkowie latali najdalej… i wiatr im nie przeszkadzał ;)
By Marcin Gortat bił kolejne rekordy w NBA…
By Artur Szpilka nokautował rywali w pierwszej rundzie…
By wszyscy reprezentanci Polski godnie reprezentowali nasz kraj na międzynarodowej arenie i dostarczali kibicom mnóstwa radości i wzruszeń!
Sukcesów, zdrowia, siły i wytrwałości!

Najlepszy sportowiec wszech czasów… Król Ole!

ole-einar-bjoerndalen-514

Co roku, na listach z największymi dochodami wśród sportowców, widzimy to samo. Przedstawiciele golfa, Formuły 1, tenisa, koszykówki czy piłki nożnej. I co by nie mówić na temat tamtych zawodników i zawodniczek, pieniądze i wynagrodzenia nie zawsze idą w parze z jakością i rzeczywistą wagą sukcesu. W owym zestawieniu bowiem brakuje prawdziwych herosów sportu, którzy przy machających kijem czy kręcących kierownicą przypadkach, na swoim polu bitwy zostawiają całych siebie. Sportowcy, których drogę po skalp zwycięstwa obrazuje krew, pot i łzy. Wycieńczone ciało i umysł, niejednokrotnie rozdarte serce i połamane kości. Tak, nie każda dyscyplina tego wymaga. Choć sport sportowi nie równy to ciężko obejść temat poziomu trudności danych dyscyplin,  nie sposób nie docenić tych, którzy muszą włożyć w swój sukces dużo więcej pracy niż najlepiej zarabiający sportowcy świata a dostają za to marne grosze…

Na próżno na tej liście szukać więc zdecydowanie najlepszego sportowca wszech czasów, Ole Einara Bjoerndalena. Tak, Norweg, choć nie reprezentuje na co dzień aż tak popularnej na całym świecie dyscypliny jak F1 czy koszykówka/NBA, to oddać należy mu co przez całą swoją karierę wywalczył na morderczych trasach. A jest tego tego od groma…
Najwięcej zwycięstw, miejsc na podium i medali olimpijskich, lata pięknej kariery i sukcesów okupione milionem momentów radości i łez szczęścia kibiców tego niezwykle sympatycznego biathlonisty.

Dlaczego on? Mimo, że sukcesy same powinny za siebie przemówić, to jednak trzeba o Ole powiedzieć o tysiąc słów więcej, niż wszystkim się wydaje. To bowiem jedyny człowiek na tej ziemi, który swoją pracą przez wiele długich lat, zasłużył na to by zasiąść na tronie z tytułem nie tylko monarchy biathlonu, sportów zimowych ale wszystkich dyscyplin, które wchodzą w skład sportu.
Norweg od czasów juniorskich dawał znać, że będzie w biathlonie rządził i dzielił ale chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że na swoim koncie zapisze on aż tyle sukcesów. Niesamowity rekordzista. I to w dyscyplinie, w której nie tyko trzeba przez cały rok dbać o formę fizyczną ale też szlifować swój umysł, spokój i opanowanie. Zwycięstwo w biathlonie jest efektem końcowym połączenia świetnego biegu na nartach z celnym strzelaniem do tarczy. I wcale nie jest to zadanie łatwe. Wystarczy spojrzeć na śmiałków, którzy próbują zaistnieć w tym od wielu lat i wciąż ta sztuka im się nie udała oraz na Bjoerndalena, który raz po raz podnosił w górę ręce w geście zwycięstwa. Norwega, który od biegu indywidualnego w 1996 roku rozpoczął swój zwycięski marsz, a który wygrywa po dziś dzień, kiedy w wieku 41 lat (!) ponownie stanął na najwyższym stopniu podium na tym samym dystansie, co przed laty. Prawdziwy mistrz! Jedyny, niepowtarzalny Ole Einar Bjoerndalen – najlepszy sportowiec wszech czasów!

STOP Islamizacji!

12247062_1045628035490156_6005989186585509071_n

W obliczu kolejnego ataku terrorystycznego wyznawców Islamu, który uderza także w sport, również tutaj wstawiam swój tekst z bloga: wado-polscy.blog.pl.

-

Piątek trzynastego – do dzisiaj, dla wielu był dniem jak każdy inny, traktowanym raczej z przymrużeniem oka, jako głupi przesąd wznoszony przez zbyt przewrażliwionych na punkcie swojego życia ludzi. Dla innych ten dzień kojarzył się z nagromadzeniem pechowych sytuacji, był 24-godzinnym okresem, podczas którego najlepiej byłoby siedzieć w miejscu, najlepiej zamkniętym w swoich czterech ścianach i nie kusić losu…
Dziś już każdy z nas patrzy na tę datę inaczej. Od dziś, każdemu będzie się ona kojarzyła z kolejną wielką tragedią. Być może, jeśli Europa w porę się nie opamięta, za kilka-kilkanaście lat, tę datę będziemy określać początkiem III Wojny Światowej…

„Allahu Akbar!!!” – Ile jeszcze razy musimy usłyszeć te okrzyki przy okazji kolejnych ataków terrorystycznych, ile razy jeszcze bojownicy ISIS muszą przyznać się do udziału w kolejnych tragicznych zajściach by ludzie stojący na czele europejskiej centrali nie tylko otworzyli oczy na czyhające na nas zło, ale też powzięli odpowiednie kroki w celu zatrzymania tej rozpędzonej machiny niosącej śmierć?

To prawda, że nie każdy muzłumanin jest terrorystą ale prawdą jest też, że każdy terrorysta jest muzłumaninem. Wyznawcy żadnej innej religii, nie zabijają niewinnych ludzi, wielbiąc przy tym imion swoich Bogów…
Czyż nie jest to wystarczający powód by kraje Europy wspólnie wprowadziły prawo zakazujące, jeśli nie całkowitego wyznawania Islamu, to obnoszenia się z nim poza swoje cztery ściany? Bezdyskusyjny zakaz modlitw,elementów ubioru i innych znamion będących częścią tej mrożącej krew w żyłach ‚religii’ na europejskich ulicach. To byłby jasny i zdecydowany przekaz. A i dla tych całkiem normalnych wyznawców Islamu nieco zaostrzone reguły, małe ograniczenia nie powinny być ani upokarzające, ani tym bardziej krzywdzące czy utrudniające im życie. Na pewno nie dla ludzi, którzy w imię religii potrafią się głodzić, czy odmawiać sobie wielu przyjemności i radości…

Wielu z nich samemu zdecydowało na zasiedlenie w Europie i co za tym idzie, podporządkowaniu się prawu obowiązującemu w danym kraju. Inni sami chcieli odrzucić dotychczasową wiarę i przejść na stronę Allaha. I dziś zarówno ci pierwsi, jak i drudzy głośno krzyczą, jak bardzo im źle z łatką terrorystów, przypiętą im po każdym kolejnym ataku ludzi wyznających tę samą religię i żyjącym według tego samego prawa, co oni. Sytuacja jest chyba jasna, przejrzysta jak woda w strumyku. Jeśli jest im tak źle, jeśli nie potrafią żyć zgodnie z prawem i kulturą kraju, w którym postanowili się osiedlić, to jedynym naturalnym ruchem w tej sytuacji, jest zmiana miejsca zamieszkania, najlepiej na kraj poza granicami Starego Kontynentu, gdzie również obowiązuje Islam i prawo Szariatu. Chyba nikomu z nich nie przeszło przez myśl, że to państwo, czy to byłaby Polska, czy np. Francja, mieliby się podporządkować pod przybyszy z tak odmiennie kulturowych i wyznaniowych stron świata? Chyba tak było, i co najgorsze, wciąż tak myślą, patrząc na ich lament i roszczeniowe podejście…

Dziwić się można przede wszystkim kobietom, które często wykształcone, dają się omamić muzłumanom, godząc się zostać ich żonami (którymi w kolejce, pewnie same nie wiedzą) i matkami ich dzieci, poszerzając tym samym liczbę kolejnych potencjalnych terrorystów (synowie) i skrzywdzonych kobiet (córki). W imię czego? W imię miłości? Same przecież się dają jej ponieść, wiedząc czego wyznawcami są mężczyźni, których przyszło im właśnie poznać.
O trzeźwości myślenia na pewno nie możemy mówić. Wiadomo jakimi cechami wyglądu, tak pożądanego przecież wśród Europejek, charakteryzują się najczęściej muzłumanie. Wystarczy często jedno spojrzenie, kilka komplementów i serce wybranki (słowo klucz) oraz bramy Europy stoją otworem.
Wszyscy chyba wiemy jak nasza mózg reaguje w czasie silnego zauroczenia, ciężko więc liczyć na to, że któraś z kobiet w porę się opamięta, jeśli już pozwoli wejść do swojego życia muzłumaninowi. Zazwyczaj kończy się to tak, że w imię miłości wybacza mu wszystko, nawet przemoc fizyczną i podporządkowanie swojego życia oraz brak wolności. Kiedy zauroczenie zaczyna mijać, pojawia się strach, który również dostatecznie hamuje wszelkie chęci walki o swoje życie. I wszystko już jest pozamiatane. Kobieta również staje się muzłumanką. Wyznawczynią Allaha, zakrywającą głowę chustą…
Tak łatwo to przychodzi. Przez dwadzieścia parę lat miało się swoje zasady i wartości. Wierzyło się w Boga, odwiedzało bramy kościoła, przyjmowało komunię i w razie problemów w modlitwie szukało ukojenia. Tyle radości sprawiały święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Ubieranie w ozdoby choinki i śpiewanie w rodzinnym gronie kolęd. Narzekało się na post, że w piątki nie jada się mięsa i nie wypada w pewnym okresie mocno imprezować. Nagle jeden mężczyzna obraca cały ten świat o sto osiemdziesiąt stopni. Tak łatwo teraz porzucić religię i Boga, który był od dziecka. Tak prosto odrzucić całe swoje dotychczasowe życie, nie obchodzić już żadnych katolickich świąt i nie przyjmować z ich okazji nawet życzeń, być dumną z Allaha…Tak łatwo i naturalnie jak przeniesienie numeru z Orange do Play. Bez wyrzutów sumienia ale czy na równie korzystnych warunkach?
Może się wydawać, że nie każdy z tych mężczyzn będzie taki sam ale jeśli jedną z wypadkowych ich związku jest zmiana religii przez kobietę, to znak, że jednak jest. Bo przecież miłość nie wymaga zmian, miłość akceptuje partnerów i ich wartości, a czy to nie dostateczny dowód na prawdziwe intencje takiego mężczyzny?
Dla niezdecydowanych polecam obejrzeć film z pt „Żona terrorysty”. Warto go obejrzeć ze względu na historię, która idealnie obrazuje rzeczywistość…

Spójrzmy prawdzie w oczy, przestańmy wciąż je zamydlać. Dosyć już mamy dowodów na chęć przejęcia przez Islamistów Europy. Dosyć już mamy wzniosłych opowieści o pokoju na świecie i pustych frazesów o pomocy biednym uchodźcom dotkniętych wojną. Za chwilę, to my będziemy takimi uchodźcami ale wtedy kto nam pomoże? Przecież nie Stany Zjednoczone, które nawet nie chcą słyszeć o zniesieniu Polakom wiz. Prawda jest taka, że jeżeli sami nie staniemy do walki, śmierć zaglądnie nam w oczy, podobnie jak wczoraj mieszkańcom Paryża. Tym samym, którzy wcześniej wyciągnęli pomocną dłoń do nieodpowiednich ludzi.

„Minister Spraw Zagranicznych Grecji potwierdził, że jeden z zamachowców z Paryża został zarejestrowany w październiku jako uchodźca na greckiej wyspie Leros”.

Czas uszczelnić granice, przestać się wykłócać i wspólnie stanąć ramię w ramię w obronie ojczyzny przed wyznawcami Allaha. Dziś już nie wiadomo bowiem, kto ze znajomych przejdzie za chwilę na ciemną stronę i nie strzeli Ci w łeb krzycząc „Allahu Akbar!”. W imię miłości, pieniędzy lub strachu…

Jedziemy do Francji!!!

12105784_914072128641250_8855286586551830303_n

Stało, lub stanęło się, jak dało się słyszeć z szatni naszych piłkarzy po meczu, z szatni, która tego wieczoru tętniła życiem w najlepsze, z szatni, w której wczoraj aż roiło się od gwiazd wielkiego formatu, szatni, w której jak nigdy dało się wyczuć przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę. Szatni zwycięzców, ludzi, którzy doprowadzili do euforii wszystkich Polaków. Zrobili to! Awansowali na Euro! Ale… To dopiero początek!!!

Awansowaliśmy na drugą najważniejszą imprezę futbolową na świecie co akurat dla nas, patrząc na historię naszej reprezentacji, jest całkiem dużym wyczynem. Co więcej, zrobiliśmy to w naprawdę niezłym stylu, po drodze pokonując przecież pierwszy raz w życiu mistrzów świata, Niemców. Oczywiście,  zdarzały nam się wpadki i słabsze momenty ale częściej gra naszych zawodników mogła napawać nas dumą. Doceńmy więc ten awans i podziękujmy za wspaniałe emocje, których przez ostatnie miesiące było nam pod dostatek.

Nie ma sensu dziś zastanawiać się nad tym, co by było gdyby…
Gdybyśmy przegrali w ostatnim meczu z Irlandią lub stracili bramkę w ostatnich sekundach, osiągając ‚tylko’ remis, gdybyśmy powalczyli trochę bardziej w rewanżowym spotkaniu z Niemcami lub dwumeczu ze Szkocją.
Albo trafilibyśmy do baraży albo zajęlibyśmy pierwsze miejsce w grupie. Albo – albo. Jeden punkt różnicy między nami i Niemcami, Jedna bramka, która mogła nas szybko przerzucić z nieba do piekła, tak niewiele a jednak końcowy efekt diametralnie się różni…
Na co nam to wszystko? Cieszmy się z sukcesu naszej reprezentacji, nie bez powodu świętujemy od wczoraj jak po zdobyciu mistrzostwa Europy a nie tylko wywalczeniu awansu na Euro. I nie ważne, że oprócz nas, do Francji jadą takie ekipy jak Albania, Słowacja czy Irlandia Północna. One, tak jak i my, wywalczyły awans na boisku, pokonały teoretycznie silniejsze od siebie drużyny i zasłużenie zdobyły bilety do Francji. Nie ujmujmy sobie dokonań, tylko dlatego, że ta sama sztuka, udała się teoretycznie słabszym od nas rywalom. Przecież po drugiej stronie barykady stoją dziś zespoły z tzw. topu, bez których  mistrzostwa Europy wydawały się do tej pory jakimś surrealizmem a jednak, rzeczywistość okazała się na tyle okrutna, że jeżeli pojadą do Francji, to tylko w roli kibiców. Ale to już nie nasz problem. Zajmijmy się swoim życiem i przygotowaniami do najważniejszej imprezy w historii polskiej piłki. Owszem, graliśmy już zarówno na ME jak i MŚ ale wydaje się, że tym razem stoimy przed wielką szansą, być może największą od wielu, wielu lat. Tak zgranego i silnego zespołu nie mieliśmy chyba nigdy wcześniej, czas więc to wykorzystać i sięgnąć po coś więcej niż awans, który jednak na ten moment, co trzeba jeszcze raz podkreślić, jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Wczorajszy sukces ma wielu ojców, w zasadzie każdy z naszych reprezentantów dołożył do niego swoją cegiełkę. Największe jednak zasługi w awansie ma oczywiście Adam Nawałka. Trener, w którego na początku nie wierzył w zasadzie nikt, którego decyzje niejednokrotnie wzbudzały strach czy zdziwienie, a bez którego w dalszym ciągu tkwilibyśmy w dobrze nam znanej przeciętności. Dziś Adama Nawałkę kochają miliony Polaków. W ręku ma na tyle mocny kredyt zaufania u kibiców reprezentacji, że prawdopodobnie nawet postawienie na bramce Sławka Peszki, znalazłoby u wielu z nich zrozumienie. Tak wiele kontrowersyjnych decyzji podjął podczas pracy z kadrą Nawałka a mimo to, trzeba przyznać, że choć nie raz chwytaliśmy się za głowę, czy go przeklinaliśmy, wszystkie się obroniły. Dziś wypadałoby tylko przeprosić. Więc, sorry trenerze!
Zarówno zmiana kapitana, jak i wszelkie ‚dziwne’ powołania, wszystko złożyło się na wielki wynik. Teraz bez obaw możemy spoglądać na przygotowania do Euro, mając pewność, że na stołku selekcjonera siedzi facet znający się na rzeczy.
Denerwować  zaczniemy się dopiero podczas losowania grup ale czy powinniśmy się kogokolwiek obawiać? Jeśli pokonuje się mistrzów świata, można wygrać z każdym a na pewno, inaczej niż w przeszłości, można zaprezentować niezłą piłkę i nie przynieść wstydu. Z Nawałką na ławce tak właśnie powinno być.

Oprócz niego wielkie brawa należą się wszystkim naszym piłkarzom, którzy przez całe eliminacje przyjeżdżali na zgrupowania tej reprezentacji. Tak, nie tylko ci, którzy harowali na murawie zasługują na podziękowania ale także ci, których obecność w szatni w ciągu ostatnich miesięcy zbudowała wspaniałą, rodzinną atmosferę.

Fajnie się patrzy na tych chłopaków. Aż łezka się w oku kręci widząc ile dla nich znaczy gra w reprezentacji narodowej. Nie możemy jednak zapomnieć, że na samej atmosferze a bez umiejętności, nie zajechalibyśmy aż tak daleko. Mamy naprawdę świetnych piłkarzy, których pozycja w europejskim futbolu rośnie każdego dnia. Reprezentacja znów zaczyna być dla nich zaszczytem, zespołem, dla którego gra to nie pusty obowiązek a nagroda i największe honory.

Dotychczasowi selekcjonerzy starali się opierać swoją drużynę przede wszystkim na Polakach występujących na co dzień za granicą. Z tego względu, byliśmy ‚zmuszeni’ kibicować wielu wynalazkom i ludziom, którzy z naszym krajem mieli niewiele wspólnego. Liczył się tylko status danego piłkarza. Nie rzadko powołanie otrzymywał zawodnik siedzący na co dzień na ławce zagranicznego klubu, zamiast piłkarza regularnie występującego w klubie Ekstraklasy. Wszystkim, zapewne wielu też kibicom, wydawało się, że to logiczne i jedynie słuszne rozwiązanie. Dopiero Nawałka pokazał, jak duży był to błąd.
Postawił na piłkarzy, w których poza nim nie wierzył chyba nikt, być może nawet sami zainteresowani. Któż by się spodziewał, że zawodnicy tacy jak Mączyński czy Wawrzyniak będą stanowili o sile tej reprezentacji, że wspólnie z Lewandowskim czy Błaszczykowskim odbierać będą podobne laury. Jak mantrę, powtarzać można jedno: Nawałka. ON im zaufał, przekazał cenne rady i wskazówki, ONI odwdzięczyli się dobrą grą. Na tyle dobrą, że oglądając kolejne mecze, ciężko doszukać się zbyt wielu różnic w poziomach naszych reprezentantów. Oczywiście mamy kilku liderów, jak Lewy, Kuba, Glik czy Krychowiak ale bez całej reszty nie tworzyliby oni idealnego teamu.
W tym miejscu znów należy więc powtórzyć, że sukces jaki osiągnęła ta drużyna jest sukcesem wspólnym. Mamy magiczną drużynę, z której możemy być niewyobrażalnie dumni, jednak karygodnym błędem byłoby nie wskazanie dominującego składnika w całej operacji pod nazwą Francja, zakończonej pomyślnie, czyli osoby Roberta Lewandowskiego.
Można się sprzeczać lub nie ale w ciągu ostatniego roku piłkarz Bayernu przeszedł niesamowitą metamorfozę w kadrze. Z piłkarza, który kompletnie nie potrafił się odnaleźć na boisku, dla którego bramki wydawały się być zaczarowane stał się potworem połykającym rywali w całości. Najlepszym strzelcem eliminacji i co najważniejsze prawdziwym liderem. Kapitanem z prawdziwego zdarzenia, na jakiego ta drużyna zasługuje. Widać, że od czasu gry w drużynach u Smudy czy Fornalika, zwyczajnie odżył. Aż miło się patrzy na tak grającego Lewandowskiego, z jeszcze większą werwą i przyjemnością niż  ma to miejsce w Bayernie Monachium, czy wcześniej w Borussii Dortmund. Jego radość z gry jest niesamowita. Lewandowski to perła, diament, rzadkiej postaci. Piłkarz kompletny, który być może zdetronizuje w niedługim czasie z piedestału najlepszego piłkarza globu, Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. To tylko kwestia czasu. W ostatnich meczach zarówno w klubie jak i kadrze ale przede wszystkim w spotkaniu z Irlandią pokazał, że w przeciwieństwie do ww dwójki dysponuje dużo większym wachlarzem możliwości w połączeniu gry ofensywnej i defensywnej. Czy ktoś widział tak walczących w destrukcji jak Lewy, Argentyńczyka czy Portugalczyka? Czy któryś z nich z równie nieskrywaną radością potrafi się cieszyć z bramek z swoich kolegów i tym bardziej w decydującym momencie, zamiast samemu pokusić się o kolejnego do pobicia rekordu gola, oddać mu piłkę? Który z nich gra bardziej zespołowo, niechaj pierwszy rzuci kamień ;-). Lewandowski w wielu kwestiach może im dorównać. Podobnie jak oni potrafi uderzyć z każdej, nawet niedogodnej sytuacji, piłka go szuka, ma niesamowity zmysł strzelecki i potencjał. Na pewno lepiej od obojga umie się zastawić czy podjąć inteligentną decyzję zagrania do partnera czy utrzymania przy piłce w trudnym momencie. W ogóle Robert, jeśli się mu dobrze przyjrzeć, to trochę mieszanka Messiego, Ronaldo i Zlatana Ibrahimovicia. To właśnie jego atut. Jeśli temu pierwszemu brakuje wzrostu potrzebnego do gry przy stałych fragmentach, uderzeniach głową to Polak to ma. Jeśli drugiego często gubi samolubne zachowanie i brak współpracy z partnerami, Lewy radzi sobie z tym wyśmienicie. A gdy Ibrę ponoszą zbyt duże emocje lub kiedy jest za wolny by zaatakować podanie od kolegi, Lewandowski już dawno to zrobił, ma tę inteligencję, opanowanie i szybkość. Ma w sobie determinację i chęć by wciąż stawać się lepszym piłkarzem. Ten tytuł to tylko kwestia czasu, na pewno. Oprócz umiejętności Lewandowski ma również coś jeszcze, świeżość, której w piłce ostatnio brakuje. Nowa jakość, od której zarówno Leo jak i Cristiano już dawno nas odzwyczaili. W końcu na salony wkroczył ktoś, kto może z nimi rywalizować na najwyższym poziomie. Lewy KING! Bohater narodowy, o którym świat jeszcze nie raz i nie dwa usłyszy. Być może najmocniej swoją obecność w czołówce zaznaczy we Francji? Oby!

Mamy drużynę z wielkim potencjałem. Przynajmniej na teraz. Nie czas jednak by już dziś ustalać skład, czy chociażby powołania na Euro. Do finałów zostało sporo czasu, piłkarze mogą pozmieniać kluby, ich sytuacja może diametralnie się zmienić. Wiadomo jak jest w piłce. Tu kontuzja, tam słabsza forma lub wręcz przeciwnie, nagły jej przypływ. O tym, kogo powinniśmy wysłać na mistrzostwa zaczniemy dywagować, kiedy piłkarska centrala upomni się o nominacje ale i tak wszelkie decyzje podejmie wtedy nasz selekcjoner a my, miejmy nadzieję, bezgranicznie mu zaufamy i pozwolimy w spokoju przygotowywać się do wielkiego turnieju, w którym kolejny raz zagramy o coś więcej niż tylko zwycięstwo. Bo z marzeniami, jak z apetytem jest tak samo, one także rosną w miarę jedzenia…

Maciej Skorża polskim Mourinho!

635793829686025342

Maciej Skorża – najgorętsze nazwisko ostatnich tygodni w polskim futbolu. Największa internetowa gwiazda rodzimej Ekstraklasy i zapewne najbardziej pożądany gość na polskich stadionach. Oczywiście w roli rywala a nie potencjalnego nowego szkoleniowca. A szkoda…

g4y

Śmiejemy się ze Skorży, co zrozumiałe widząc co pod jego wodzą wyczynia od dłuższego czasu Lech Poznań i wciąż nie możemy zrozumieć ile cierpliwości mają w sobie jeszcze włodarze Kolejorza ale może ich podejście wcale nie oznacza, że zwariowali na tyle by rękami trenera dokonać wewnętrznej destrukcji drużyny mistrza kraju. Może po prostu, całkiem słusznie ujrzeli w Skorży trenerski diament na miarę Jose Mourinho? Obu tych panów przecież tak wiele łączy…

Znani są porywczego charakteru (szczególnie Portugalczyk), cwaniactwa i inteligencji ale przede wszystkim, zarówno Mourinho jak i nasz rodak, mają w ręku ważną kartę przetargową, jaką bez wątpienia jest trenerski nos. Talent, doświadczenie, mimo młodego wieku i sukces, który dotychczas zapisali na kartach swoich karier to jednak nie wszystko. Oprócz tych oczywistości łączy tę dwójkę jeszcze jedna istotna cecha…

z18874710Q,Internet-smieje-sie-z-Lecha-Poznan--Najlepsze-obra

Otóż, gdyby przyjrzeć się z bliższej perspektywy historii sukcesów obu szkoleniowców wyjdzie nam czarno na białym, iż żaden z nich nie lubi nudy. Obaj to typy podróżników, obieżyświatów, którzy nie potrafią zagrzać się w jednym miejscu na dłużej.  Wciąż potrzebują nowych wyzwań bo odgrzewane kotlety nic a nic ich nie cieszą.
Tak jak Jose Mourinho, tak samo Maciek Skorża potrafią wycisnąć jak cytrynę potencjał z prowadzonych przez siebie drużyn i zdobyć wszystko, na co ich w tym momencie stać. Jeśli jest to mistrzostwo kraju – oni po nie sięgną. Jeśli walka toczy się tylko lub aż o krajowy puchar, ligowe podium czy awans do pucharów europejskich, też można na nich liczyć. Czasem wykręcą nawet wynik ponad stan i oczekiwania ale…
W obu przypadkach jest ten sam problem. Ich sukcesy mają swoją datę ważności. Jeśli więc jesteś właścicielem klubu i masz zamiar zatrudnić któregoś z tej dwójki, śmiało. Wraz z nimi przyjdzie sukces ale pamiętaj by kontrakt podpisać maksymalnie na dwa sezony. Potem otwórz drzwi i grzecznie wyproś delikwenta za drzwi, zanim wszystko doszczętnie spieprzy.
Mourinho powtarzał ten stan rzeczy wszędzie, gdzie przyszło mu zasiąść na ławce trenerskiej. Jeśli wcześniej, po udanym dla siebie sezonie, nie podpisał kontraktu z lepszym zespołem, zaliczał mega upadki, doprowadzając, niegdyś wnoszących go pod niebiosa fanów, do rozpaczy. Podobnie sytuacja ma się ze Skorżą. Tak było w Krakowie, Warszawie i teraz w Poznaniu. Po wielkich triumfach, przychodziły wielkie kryzysy. Ogólna histeria i zniesmaczenie. Szydera i mnóstwo memów w internecie.
To tylko pokazuje jak nieodpowiednie wyczucie czasu, brak konkretnych decyzji w odpowiedniej chwili mogą zniszczyć najlepszych trenerów. To nie ich wina przecież, że nie przywykli do nudy i kręci ich los włóczykija. To smutne, że taki trener jak Skorża, tak podobny do portugalskiego mistrza, mieszany jest dziś z błotem. Przecież możemy być pewni, że nasz polski The Special One w następnym klubie znów wykręci niezły wynik. Oby tylko zdążył przed trzecim sezonem ;-).

Gramy o pełną pulę! Szkocja i Irlandia na rozkładzie czyli wygrajmy marzenia!

ggg

Już za kilka dni czekają nas wielkie emocje i przede wszystkim ciężkie zadania. Arcyważny i arcytrudny test, którymi będą eliminacyjne mecze ze Szkocją (wyjazd) i Irlandią (dom). Zagramy o awans na Mistrzostwa Europy 2016 i przyszłość całej polskiej piłki nożnej. Tak, wbrew pozorom, nasi piłkarze nie grają tylko o bilety do Francji.
Jeśli w tych spotkaniach zdobędą odpowiednią liczbę punktów i załatwią sobie prawo gry na najważniejszej europejskiej imprezie futbolowej co będzie ogromnym sukcesem, w końcowym rozrachunku może się to okazać swoistym fundamentem pod naprawdę okazałą budowlę.

O co więc walczą jeszcze nasi reprezentanci? Łatwo odpowiedzieć – o przyszłość swoją i całej polskiej piłki.
Oczywiście, walczą już od dawna, nie tylko podczas eliminacyjnych meczów ale także w swoich klubach, codziennie od kilkunastu miesięcy.
Cofając się pamięcią wstecz co najmniej o kilka lat, kiedy o sile naszej kadry stanowili przede wszystkim Smolarek, Krzynówek czy Dudek, czyli piłkarze grający na co dzień w bardzo dobrych europejskich markach, można było zauważyć naszą dumę. Mieliśmy kilka powodów do uśmiechów co weekend. Z szarej rzeczywistości przenosiliśmy się na wyższy poziom, gdzie kilku wybrańcom dane było uczestniczyć w piłkarskich świętach, obok wielkich gwiazd, wielkich nazwisk. Kiedyś tak, a dziś? Dziś przecież tych radości mamy o wiele więcej. Wręcz ton kilka, od groma i jeszcze trochę. Już nie cieszymy się widząc Polaka obok nawet masy gwiazdorów ponieważ to Polacy aspirują do miana tychże gwiazd. To o naszych zawodnikach rozpisują się kibice, gazety, internety i całe grono kolegów po fachu. Z dumą w sercu możemy obserwować jak coraz większa ilość polskich piłkarzy staje się gorącym towarem na transferowym rynku, o których biją się najpotężniejsze kluby świata. Co więcej, a dla nas chyba najważniejsze, sukcesy i status Polaków przerodziły się w największą siłę Reprezentacji Polski od wielu lat. Prawie wszystko, czego od tej drużyny oczekiwaliśmy, jest już na swoim miejscu.
Lewandowski to w tej chwili piłkarz numer jeden ostatniego tygodnia. Mówią o nim wszyscy. Stoi w jednym szeregu obok Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo a chyba nawet o tej dwójce zapomniano na chwil kilka, kiedy Robert pakował kolejne gole w ostatnich trzech meczach.
Błaszczykowski, kiedy wydawało się, że kończy swoją wielką karierę na najwyższym poziomie, zrobił ruch, który zaskoczył nas wszystkich, a jak się okazało, rozbił tym bank. Dzięki transferowi do Fiorentiny, Kuba utrzymał się w topie i wciąż gra o najwyższe cele. Wystarczyły mu trzy mecze by przekonać do siebie fanów swojego nowego klubu oraz by umocnić się w gronie silnych ogniw naszej kadry.
Milik, mimo chwilowych problemów, wciąż trzyma poziom w Ajaxie a w parze z Lewym biją inne duety reprezentacyjne na głowę.
Krychowiak w dalszym ciągu stanowi o sile środka pola reprezentacji choć w swoim klubie, po zdobyciu pucharu LE,  przechodzi ogromny kryzys. Wydaje się jednak, że w końcu czarna seria musi się skończyć i jeśli wszystko pójdzie w dobrym kierunku Sewilla odblokuje się w meczu z najlepszym z rywali, czyli Barcą a Grzesiek odzyskując pewność gry, wróci z tą siłą na mecze ze Szkocją i Irlandią.
Glik i nie trzeba mówić więcej, czołowy piłkarz w całej Italii. Gwiazda i ostoja. Klasa sama w sobie.
O bramkarzach mówić nie trzeba, mamy na tym polu wielki urodzaj, jak żadna inna reprezentacja. Kogo byśmy tam nie wystawili, Szczęsnego, Boruca, Fabiańskiego, Kuszczaka czy ze dwóch, trzech goalkeeperów z Ekstraklasy, możemy być spokojni. Tylko co wśród powołanych notorycznie robi Tytoń, wciąż pozostaje tajemnicą selekcjonera… Ale tak czy siak, na grę szans on nie ma, więc nie ma się czym przejmować.
Dalej można wymieniać innych graczy, którzy co mecz mają swój duży udział w punktach, które do tej pory zgromadziliśmy na koncie, nie ważne czy to piłkarze na co dzień występujący za granicami kraju, czy ci z polskiej ligi. Każdy, dosłownie każdy dołożył swoją cegiełkę w dotychczasowy sukces. Największą jednak zapisujemy na konto Adama Nawałki, który całą zbieraninę indywidualności, często samolubnych do szczytu możliwości lub ociekających gwiazdorstwem na kilometr, zebrał w kupę i stworzył z niej świetnie rozumiejącą się maszynkę do wygrywania. Wznosimy się na szczyt, na razie nie wśród piłkarskich potęg, a solidnych europejskich drużyn ale… wszystko przed nami!
Mamy dobry zespół, który jeśli ma gorsze momenty, to ze względu na pojedyncze słabe ogniwa. Trzeba albo je wyeliminować albo dać im czas, którego jednak w tym momencie nie mamy. Szkoda, że nasz selekcjoner nie decydował się na pójście na całość i sięgnięcie po czarne konie, ludzi, którzy mogliby zasiąść na ławce i w ciężkim momencie spróbować pomóc drużynie. Bo o ile na bramce, czy w ataku mamy na ten moment zdecydowanych pewniaków to już w pozostałych dwóch strefach, obronie i pomocy, potrzebujemy dodatkowego ognia. Wydaje się nawet, że to odpowiednia chwila by wrócić do propozycji Ojgena Polańskiego, który jest przecież piłkarzem bardzo dobrym i przede wszystkim ma ogromne doświadczenie w meczach o stawkę na wysokim poziomie. Ewidentnie brakuje nam w reprezentacji kogoś takiego jak on. Tutaj jednak wszystko leży w rękach Nawałki.
Warto też rozważyć kandydatury defensorów z Ekstraklasy, którzy mogliby wspomóc drużynę narodową i nawiązać rywalizację z piłkarzami, takimi jak m.in. Szukała, któremu zdarzają się wręcz wielbłądy… Może Burliga? Golla?
No nic, bez selekcjonera i jego decyzji, możemy tylko gdybać, gadać i myśleć. Albo mu zaufać, wszak od kilkunastu miesięcy udowadnia nam, że jest człowiekiem odpowiednim na to stanowisko. Na pewno wie co robi. Oby tylko nie stało się jak z Janasem, za czasów którego też wydawało się, że to ten, że ma głowę na karku a potem jednym wyborem wszystko szlag trafił.
Wracając jednak do tematu szans na potęgę naszej piłki, którą zapoczątkować miałby awans na Euro,…
Wyobraźcie sobie, że Lewandowski w dalszym ciągu utrzymuje formę z ostatnich dni, że z każdym meczem co raz lepiej idzie Błaszczykowskiemu, Milikowi i całej reszcie. Media, szczególnie te zagraniczne, pieją z zachwytu. Oczy włodarzy największych klubów Europy zwracają się ku naszym gwiazdom. Ich myśli kierują się na Ekstraklasę, w której chcą znaleźć kolejne diamenty, podobne do wyżej wymienionych piłkarzy. Prosty schemat ludzkiej wyobraźni…
Jeśli więc Lewy i spółka nie spuszczą z tonu, a wręcz przeciwnie, ze swojej gry, będą czerpać pełnymi garściami, zaowocuje to świetną grą Reprezentacji Polski, awansem na Euro, popularnością i popytem na rynku transferowym ich samych ale też innych Polaków, tych już grających za granicą, oraz młodych zawodników z rodzimych lig. Co za tym idzie? Kasa, wielkie pieniądze na… transfery. Jeśli nasze kluby będą sprzedawać za grube pieniądze, będzie ich stać na zastąpienie dziur piłkarzami większego formatu niż dotychczas sprowadzany szrot z kartą w ręku. Biznes goni biznes. Jak widać w rękach nogach powołanych na spotkania ze Szkocją i Irlandią leży przyszłość całego polskiego futbolu. Więc… Do boju Polsko!

Czarna eminencja sportu…

00000000250511001

Nie rzadko pod ich adresem pada stek przekleństw, często dochodzi do wyzwisk a przecież bywało i gorzej, kiedy co po niektórzy kibice sięgali nawet po groźby i… próby rękoczynów. Nienawiść – to chyba najbardziej odpowiednie słowa, opisujące stosunek do nich nie tylko wspomnianych już kibiców ale często też samych sportowców. Ich decyzje, co niezrozumiałe, rzadziej niż sprawiedliwe są kontrowersyjne i krzywdzące. Gdyby kogoś zapytać, z czym kojarzyć się może ta grupa, prawdopodobnie najczęstszymi odpowiedziami byłyby: oszustwo, niekompetencja i wypaczanie wyników. Mimo tego, mimo całego zła jakie wprowadzają w świat sportu wciąż w nim są. I co najgorsze, ich pozycja jest na tyle mocna, że ciężko spodziewać się by ktokolwiek zdecydował się na ich usunięcie. O kim mowa? Oczywiście o sędziach, choć chyba każdy już po pierwszym zdaniu wiedział, kim są główni bohaterowie tego wpisu. Sędziowie, arbitrzy czyli czarna eminencja sportu, bez których może było by mniej emocji ale na pewno byłoby czyściej!

Jeżeli przyjmiemy bardzo prawdziwą tezę, iż w każdym temacie, można mieć przynajmniej dwa różne zdania, najczęściej kierowane gustami, z którymi jak wiadomo się nie dyskutuje to w tym przypadku, w przypadku destrukcyjnego wpływu sędziów na większość dyscyplin sportowych, spierać się nie sposób. Każdy widzi jak jest. Przeciętny Kowalski, dzieciak z podstawówki, który dopiero liznął prawdziwego sportu oraz pani Stasia z warzywniaka też widzą a ich wiedza na temat kolejnych sędziowskich skandali jest na tyle wielka, że nawet najlepszym adwokatom nie udałoby się przedstawić wystarczająco mocnej linii obrony…

Nie trzeba sięgać do archiwów, nie trzeba szperać w Googlach ani też odkurzać starych gazet, wystarczy w każdy weekend, w którym mamy akurat do czynienia z nasileniem relacji sportowych włączyć telewizor. Kręcą wszędzie, gdzie się tylko da. Piłka nożna, ręczna, boks, skoki narciarskie a nawet tenis. Wszędzie, gdzie ich rola odgrywa większe znaczenie w wyniku czy nocie sportowca potrafią błysnąć na tyle, by w relacjach spotkania głośniej niż o czysto sportowych wydarzeniach  było o…nich samych.

Wiadomo, że nasilenie złych emocji i ich odbiór u kibiców jest różny. Elastycznie dopasowujący się do popularności dyscypliny i tego jak duży wpływ na wynik miały błędne decyzje arbitrów. I tak najgorzej sprawa ma się zdecydowanie w przypadku Piłki nożnej i Skoków narciarskich. W obu przypadkach, co tydzień, jeśli akurat mamy zawody, kibice, na widok poczynań ów panów (bo najczęściej to akurat panowie*) dostają ciśnienia, powodującego u nich wzrost agresji, słowem, krew ich zalewa. Wspomniani więc sędziowie, Prowadząc mecz, potrafią doprowadzić do szału nawet największe piłkarskie oazy spokoju. Nieważne czy sędziują akurat mecz Ligi Mistrzów, angielską Premier League czy polską Ekstraklasę, liczba błędów, które wypaczają wynik jest zatrważająca. No, może w przypadku naszej rodzimej piłki, należałoby zająć osobne stanowisko, gdyż poziom polskich sędziów jest wręcz niewyobrażalnie niski w stosunku do ich zagranicznych odpowiedników i to porównanie może tych drugich nieco ranić, to problem wciąż jednak istnieje.
Niesprawiedliwe czerwone kartki lub ich brak, rzuty karne, których nie było lub ewidentne jedenastki, przy których gwizdek milczał, nieodgwizdanie/odgwizdane faule to zmora wszystkich piłkarzy świata. Człowiek, który powinien pilnować by gra toczyła się według zasad fair play, człowiek, który powinien zachować czystość meczu, najczęściej jest tym, którego jedna błędna decyzja potrafi pozbawić drużynę zwycięstwa. Przez takich ludzi, nawet dzieci oglądające zmagania sportowców, tracą wiarę w sprawiedliwość i uczą się jak oszukiwać. I co najgorsze, często za swoje występki nie ponoszą większej odpowiedzialności. Ba, co ich tam obchodzi jakaś reprymenda, słabsza ocena obserwatora czy zawieszenie. Najczęściej taki delikwent ma inną pracę a jego sędziowanie to jedynie hobbystyczna zajawka. A jak zrobi błąd? Przecież najczęściej zajmował złą pozycję, w której ciężko było mu ocenić boiskową sytuację albo po prostu był za daleko. Jego koledzy, tzw. boczni arbitrzy także byli źle ustawieni. Z każdej kontrowersji da się wytłumaczyć, o każdej kibice kiedyś zapomną, przecież to się zdarza… No właśnie zdarza się zbyt często. Notorycznie! Ale co tam sędziowie biegający po murawie, w ich przypadku można sięgnąć po domniemanie niewinności, porzucić myśli o korupcji i winę zrzucić na karb niedostatecznego wyszkolenia ale to co wyprawiają sędziowie zasiadający w jury Skoków narciarskich to już po prostu SKANDAL! Jawnie, na oczach wszystkich, rzucają notami oderwanymi od rzeczywistości na prawo i lewo. Niby powinni oceniać skok zawodnika, wyjście z progu, lot, długość i lądowanie czyli znany wszystkim telemark a z każdym kolejnym konkursem możemy się dowiedzieć, że przy ocenach kierują się jedynie nazwiskiem i narodowością skoczka. Jeśli dodamy do tego często zadziwiające punkty za wiatr, wyjdzie na to, że sama długość skoku zaczyna mieć najmniejsze znaczenie. I to już podchodzi pod paranoje. W tym przypadku winę to można zrzucić ale na masową ślepotę lub po prostu fakt, iż sędziowie zostali wybrani na dorocznym konkursie w piciu piwa. Może to procenty we krwi wpływają na te dziwaczne, nie mające często nic wspólnego z prawdą, oceny. Choć czasem wydaje się, że nawet Ferdek Kiepski byłby w swych ocenach bardziej sprawiedliwy…

Takie dyscypliny jak tenis czy piłka ręczna, coraz częściej też siatkówka, coraz bardziej narzekają na pracę rozjemców. Problemu nie ma w zasadzie tylko tam, gdzie sędziowie pilnują jedynie tego, by wszystko obeszło się bez większych kłopotów, czyli np. tego by żaden sporowiec nie wykonał falstartu.
Wiadomo, że mylić się jest rzeczą ludzką, wiadomo, że nikt z nas nie jest nieomylny ale ktoś kto decyduje się wykonywać taki zawód, co jednocześnie sprawia, że staje się odpowiedzialny za tyle ważnych kwestii, powinien być nieskazitelny. Nie może być tak, że decyzję przez niego podejmowane będą poddawać pod wątpliwość jego prawość. Nie tędy droga.
Problem jest na tyle duży, że nic z nim nie robiąc, robi się krzywdę sportowcom, kibicom i działaczom, wszystkim, którzy w wierze zasadom fair play, oddają dla sportu swoje zdrowie i pieniądze. Ale cóż zrobić, jeśli jedyni ludzie, którzy zrobić coś mogą, uczynić tego nie chcą? W przypadku wspomnianych już, najbardziej skażonych dyscyplin, czyli futbolu i skoków, zarówno FIFA jak i Międzynarodowa Federacja Narciarska nie wykazują żadnej inicjatywy w kierunku poprawy a każde próby czy pomysły, zdecydowanie zbywają. Widocznie to im pasuje. By żyło się im lepiej!

Czy dałoby się jednak żyć bez sędziów? W przypadku piłki może byłoby i ciężko ale, gdyby na boisku rzeczywiście znajdowali się arbiter główny, dwóch bocznych plus kolejni bramkowi a do tego wprowadzono by powtórki, które sprawdzają się np. w Tenisie, futbol stałby się o wiele czystszy. Piłkarze, tzw. boiskowi oszuści, nurkowie, karani po meczu wysokimi karami pieniężnymi i zawieszeniami, raz na zawsze oduczyliby się takich zabiegów. Tylko kto zdecyduje się wprowadzić ten system do gry?
W przypadku skoków, z całkowitym usunięciem sędziowskich not mogłoby być łatwiej. Albo zminimalizować ich liczbę jedynie do jednego, który skok oceniałby według ściśle określonych wytycznych, czyli od oceny 20, odejmował kolejne punkty, odpowiednio za: brak telemarku, słabą odległość, nierówny lot, podpórkę i upadek. Da się? Da. Jeśli tylko się chce da się wszystko…