Archiwa kategorii: Siatkówka

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Wesołych Świąt!

boże-narodzenie-piłka-nożna_19-129498

Wszystkim kibicom w tym szczególnym okresie życzę…

By Reprezentacja Polski na zbliżającym się Euro sprawiła nam wszystkim wyjątkowy prezent…
By Ekstraklasa po zimowej przerwie wciąż dostarczała nam wspaniałych emocji…
By Mistrz Polski (ktokolwiek nim będzie) awansował w końcu do upragnionej LM…
By Agnieszka Radwańska wygrała w końcu turniej Wielkiego Szlema…
By Jerzy Janowicz wrócił do swojej najwyższej formy…
By Piłkarze ręczni walczyli jak lwy na ME…
By siatkarze grali jak wtedy gdy zdobywali złoty medal MŚ…
By biathlonistki sięgnęły po medale MŚ…
By skoczkowie latali najdalej… i wiatr im nie przeszkadzał ;)
By Marcin Gortat bił kolejne rekordy w NBA…
By Artur Szpilka nokautował rywali w pierwszej rundzie…
By wszyscy reprezentanci Polski godnie reprezentowali nasz kraj na międzynarodowej arenie i dostarczali kibicom mnóstwa radości i wzruszeń!
Sukcesów, zdrowia, siły i wytrwałości!

Upadły nasze orły… Bo skrzydła źle posklejane miały…

Jesteśmy sportowo upadłym narodem. Nie mamy żadnej liczącej się drużyny, która z powodzeniem mogłaby reprezentować nasz kraj na międzynarodowej arenie. Piłka nożna już dawno osiwiała i musi poruszać się o kulach, do tego boryka się z zaawansowanym alzheimerem, Szczypiorniak zachorował na nieuleczalną chorobę i żadna chemia już mu raczej nie pomoże, siatkówka właśnie złapała groźny wirus, który pozostawi po sobie bolesne skutki uboczne, natomiast ostatnia z wielkiej czwórki czyli koszykówka, już dawno wącha kwiatki od spodu.
Patrząc na nasze reprezentacje narodowe w każdej z ww dyscyplin, to właśnie obraz codzienności, schorowanych staruszków jest pierwszym, jakże trafnym skojarzeniem. Oczywiście, biegająca między nimi młodzież jest odpowiednikiem największych sportowych potęg świata. Warto jednak zadać sobie  pytanie, czy w obu tych przypadkach zawsze będziemy otrzymywać podobny efekt finalny?
W końcu w ekstremalnych sytuacjach ta zdrowa, wysportowana nastoletnia grupa ludzi może wyprzedzić na swojej drodze życia niejedną osobę w podeszłym wieku i tak samo, każda z potęg sportowych, w każdej chwili może zaliczyć niesamowity upadek, w efekcie którego, będą oglądać nawet nasze(!) plecy. Czy jednak możliwa jest sytuacja zupełnie odwrotna? Czy ten staruszek (czytaj: Polska) może cofnąć proces starzenia (czytaj:rozpadania się) i wyprzedzić uciekającą młodzież (czytaj: sportowe potęgi) bez jej aktywnego działania? Oto jest pytanie…

Niesamowicie ciężko jest patrzeć jak świat ucieka nam przez palce.  Ciężko jest także znaleźć receptę na eliksir młodości, który mógłby wskrzesić nasze upadłe anioły orły. Na dzień dzisiejszy, zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn nie mamy w ręku żadnych argumentów by wierzyć w nagły zwrot akcji. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że w przypadku dwóch z czterech dyscyplin, jeszcze nie tak dawno staliśmy po stronie tych najlepszych, po stronie zwycięzców z aspiracjami sięgającymi szczytów. W przypadku jednej, byliśmy tam do wczoraj. Dziś natomiast, szukamy najlepszych ofert pochówku, ubezpieczenia na wypadek nagłej śmierci i już wykręcamy numer telefonu…
I to jest dopiero katastrofa. Żadna z naszych narodowych drużyn nie zasłużyła swoją grą na słuchanie hymnu śpiewanego przez tysiące polskich kibiców czy artystów pokroju Marka Torzewskiego. Niech więc przyśpiewuje im Edyta Górniak. Niech cierpią tak samo jak i my cierpimy patrząc na ich kompromitującą grę.

W meczu z Bułgarią do reszty skompromitowali się siatkarze. Nie tyle samą porażką ale faktem, że prowadząc już 2-0 w setach, potrafili roztrwonić całą tę przewagę i dać się wykopać z najważniejszej imprezy tego roku. Potwierdziła się więc prawda znana jak świat, mówiąca o tym, że jeśli nie wygrywa się 3-0 to przegrywa się 2-3. Na własne życzenie. Szkoda, że tak często dotyczy to akurat naszego zespołu. I gdyby tak nieco pomyśleć, sięgnąć do szarych komórek to wyjdzie na to, że polska drużyna jest jedyną w swoim rodzaju tak niekonsekwentnie grającą, nie potrafiącą zadać decydującego ciosu, tak potrafiącą wszystko spieprzyć w ostatniej chwili jak mało który inny zespół na świecie…

Polsko powstań z kolan! Nie potrzeba Ci do tego ani niebieskiego izotonika ani dodającego skrzydeł  energetyka. Walcz jak na Polaków przystało!

Sukcesy i porażki Panie Zimoch, to jest różnica.

Chyba wszyscy kibice w tym kraju znają (nawet jeśli nie twarz) to przynajmniej głos Tomasza Zimocha. Świetny komentator a dzięki temu:



na zawsze przejdzie do historii nie tylko komentowania ale i całego polskiego futbolu. Pan Zimoch jest jednym z najlepszych w swoim fachu, inteligentny, znający się na rzeczy dziennikarz, ulubieniec kibiców, ten, który sprawił, że pół Polski wyłączyło głos Szpakowskiego by móc połączyć obraz z komentarzem w wykonaniu właśnie pana Tomka. To jeden z nielicznych dziennikarzy sportowych, którzy świetnie poruszają się między różnymi dyscyplinami ale pojawiła się właśnie rysa na szkle…

Wczoraj Tomasz Zimoch na swoim Facebooku umieścił wpis dotyczący polskich siatkarzy…

Panie Tomku, skasuj Pan ten tekst… chyba tak byłoby lepiej…

Pan Zimoch chyba nie do końca przemyślał tę sprawę zanim przelał swoje myśli na klawiaturę i wcisnął ‚Opublikuj’. Właśnie na to wygląda bo ciężko się z nim w tej kwestii zgodzić.
Po pierwsze trzeba rozgraniczyć jedno od drugiego. Piłka nożna nie jest siatkówką a siatkówka nie jest piłką nożną. Dwie inne dyscypliny, inne zasady, cele i możliwości.
W futbolu: Reprezentacja Polski jest w tym momencie chłopcem do bicia, ogórkiem na tle nie tylko Europy ale i całego świata. Mamy naprawdę dobrych piłkarzy, na co dzień reprezentujących wielkie europejskie firmy bądź bardzo solidne, ocierające się o sukces zespoły. Kibice mają prawo wymagać od nich by nie tylko formę ale przede wszystkim zaangażowanie ze swoich klubów przenosili także na grę w kadrze. Nie robią tego od kilku ładnych lat. Przecież nie jesteśmy San Marino, kiedyś byliśmy jedną z potęg. Zbigniew Boniek, nie tak stary jeszcze, jest najlepszym ‚przypominaczem’ czasu jaki minął od największych sukcesów polskiej drużyny narodowej do momentu, w którym znajdujemy się dziś. Dziś jesteśmy na dnie. Skoro do tanga trzeba dwojga to idealnie ze słabością kadry współgra polska piłka klubowa. Z małymi wyjątkami, obraz polskiego futbolu wygląda tragicznie, jak jedna wielka katastrofa.
W siatkówce: Reprezentacja Polski jest obecnie jedną z największych potęg na świecie, liczą się z nią wszyscy rywale i nawet ostatnie porażki tego nie zmienią.  Na najważniejszych imprezach Polacy zdobywają medale, walczą o każdy punkt, nie można im odmówić zaangażowania, widać to gołym okiem. W roku poprzednim, pierwszy raz w historii, sięgnęli po Ligę Światową deklasując resztę stawki. Myśląc o sukcesach polskich siatkarzy nie musimy się cofać pamięcią wstecz i zapewne wybiegać w daleką aż nadto przyszłość. Mamy drużynę o którą nie musimy się bać, na miejsce odchodzących na emeryturę przychodzą młodzi, równie dobrzy. Podświadomie czujemy się pewni, że nawet po słabszym okresie, znów wejdą na szczyt i właśnie to jest powodem zaufania, jakim kibice obdarzyli siatkarzy. Polska liga siatkówki jest jedną z najsilniejszych na świecie, nie bez powodu na jej boiskach grają największe gwiazdy tej dyscypliny a polskie kluby świetnie sobie radzą w rozgrywkach europejskich.

W piłce nożnej Mistrzostwa Świata i Europy są jedynymi imprezami, na jakich Reprezentacja Polski może cokolwiek zdobyć, przecież o Pucharze Konfederacji wstyd nawet w tym momencie pomarzyć (jedno automatycznie wyklucza drugie) a IO w futbolu to jednak inna bajka, młodsza. Na dzień dzisiejszy jesteśmy na tyle ‚silni’, że (najprawdopodobniej/wszystkie znaki na ziemi i niebie na to wskazują..etc.) nie potrafimy nawet na ww turnieje się zakwalifikować. Nie ma mistrzostw – nie ma sukcesów, nie ma sukcesów – …wiadomo. Siatkarze nie walczą o najwyższe trofea co 2 lub kilka lat (jak nasi piłkarze) ale dwa razy do roku. Mierzą się bowiem na MŚ, ME, IO i LŚ. W ostatnich latach z trzech spośród czterech wymienionych sięgali po medale. Jeśli ktoś uparcie chce porównywać te dwie drużyny to dobrze, Siatkarze są jak Włochy w piłce nożnej a naszym piłkarzom najbliżej chyba do siatkarzy… Czy San Marino ma swoją reprezentację?

To właśnie sukcesy i zaangażowanie są tymi różnicami, których nie dostrzega pan Tomasz Zimoch. Siatkarze wraz z trenerami przez ostatnie lata zasłużyli sobie na szacunek, kolejne szanse i właśnie wybaczenie po wpadce, w oczach kibiców. Kiedy nasza drużyna wybierała się do Londynu na Igrzyska, oczekiwania były ogromne ale były to tylko oczekiwania kibiców i dziennikarzy. Sami zainteresowani nie zapowiadali przywiezienia jakiegokolwiek medalu a wręcz zastrzegali, że jadą walczyć ale obiecać nic nie mogą. Wszyscy wiemy jak się skończyła ich przygoda z olimpijskim turniejem i mając jeszcze w pamięci ich sukces w Lidze Światowej, zasłużyli wtedy na kilka słów krytyki. Dla nich była to porażka, tak jak porażką teraz są cztery przegrane spotkania w tegorocznej Lidze Światowej. Nikt przecież nie roztacza nad nimi muru ochronnego w obawie przed krytyką. Oni sami wiedzą, że zawalili sprawę a fakt, że na ich głowy nie spada teraz fala pomyj, jaką spuszczają kibice na głowy piłkarzy po każdym ostatnio meczu, świadczy tylko o jednym: Wciąż wierzą w tych chłopaków. Bo co jest bardziej prawdopodobne? To, że wszystkie swoje mecze do końca eliminacji wygrają piłkarze, czy to, że o sześć zwycięstw pokuszą się nasi siatkarze?

Tomasz Zimoch ws(y)pomina słowa Andrei Anastasiego i daje jasno do zrozumienia, że nie powinny ujść one trenerowi na sucho. Sugeruje nawet, że nie dzieje się tak dlatego, że Anastasi nie jest Polakiem. Dziwne nie są słowa Włocha ale właśnie Pana Zimocha. Na stołku trenerskim zasiada facet, który otwarcie potrafi mówić jak jest, zdaje sobie sprawę z rzeczywistości i zamierza działać w kierunku polepszenia obecnej sytuacji. Coś w tym jest nie tak? Według dziennikarza, gdyby takie słowa wypowiedział Fornalik zmiotłoby go z powierzchni od nadmiaru krytyki ale prawdopodobnie, kibice nabraliby do niego większego zaufania. Kiedy doszliśmy do chwili, w której stawianie sprawy jasno jest przyjmowane gorzej od zakłamywania rzeczywistości i kibiców? Patrząc na kolejnych selekcjonerów naszej piłkarskiej kadry ma się dość właśnie tego typu sytuacji. Zarówno trenerzy jak i piłkarze do perfekcji opanowali sztukę odwrócenia od nich uwagi, drążenia, szukania wszystkiego, co choć troszkę zamaskuje ich nieudolność i akurat kwestia narodowości nie ma tu nic do rzeczy. Waldemar Fornalik od początku swojej kadencji aż po dzień dzisiejszy nie daje żadnej gwarancji sukcesu, Andrea Anastasi dał ją nam już nie raz, nie po to aby nagle przestać wierzyć w metody jego pracy i atakować go na każdym kroku lub co gorsza, podejmować decyzje personalne pod wpływem impulsu.

Sukcesy siatkarzy i Anastasiego oraz porażki piłkarzy i Fornalika są największą różnicą jaka dzieli te dwie drużyny i jednocześnie jest odpowiedzią na rozterki Pana Tomasza Zimocha. Jeśli Reprezentacja Polski w piłce nożnej zacznie osiągać tak wielkie sukcesy jak ta w piłce siatkowej albo chociaż kibice nie będą mieli wątpliwości co do ich zaangażowania podczas meczów, wtedy także poczują smak szacunku i wybaczenia.

Polska górą!

Chyba tylko tak tytułować można dzień 2 marca 2013 roku. Dla polskich sportowców były to 24 wspaniałe, wyjątkowe i prawdopodobnie jedyne takie w życiu godziny.  Srebro Justyny Kowalczyk na Mistrzostwach Świata, Brąz polskich skoczków na tych samych Mistrzostwach, srebro Anny Rogowskiej i brąz Katarzyny Broniatowskiej na Halowych Mistrzostwach Europy, zwycięstwo w finale Pucharu CEV Muszyny, czwarte miejsce Krystyny Pałki w biegu pościgowym w PŚ w Oslo oraz bramki zdobyte przez Roberta Lewandowskiego(2), Radosława Majewskiego i Grzegorza Krychowiaka – to wspaniałe osiągnięcia polskich sportowców, wszystkie sukcesy przyszły niemalże w jednym momencie a warto odnotować, że dziś, jeden dzień później kolejne powody do dumy przyniósł nam Adam Kszczot, który w świetnym stylu został Mistrzem na 800m na Halowych Mistrzostwach Europy. Pięknie.

Oczywiście, chociaż każdy z tych wyników jest niewątpliwym sukcesem, ma jednak swoją wartość w tzw hierarchii kibiców. I tak najwspanialszą wiadomością wczorajszego dnia, obok której nikt nie przeszedł obojętnie było zdobycie medalu przez naszych skoczków. Cała sytuacja tym większą radość wszystkim sprawiła, że początkowo skoczkowie znaleźli się poza podium. Historię największego sukcesu polskich skoczków zna jednak już każdy i najlepiej nacieszyć oczy i uszy poniższymi obrazkami.

Medal cieszy niezmiernie i jednocześnie pozostaje lekki niedosyt bo srebro było… o krok.

Cieszy też drugie miejsce Justyny Kowalczyk, chociaż w oczach kibiców wynik naszej Królowej Nart nie jest tym oczekiwanym. Wszyscy, włącznie z trenerem naszej biegaczki, liczyli na kilka medali i co najmniej jeden złoty, właśnie we wczorajszym biegu. Mistrzostwa Justyna kończy tylko z jednym srebrem ale skoro sama zainteresowana jest zadowolona z takiego wyniku to i nam nie wypada narzekać.

Równie świetną wiadomością i także mającą znamiona niespodzianki jest wyczyn siatkarek Muszyny, które pokonały siatkarską potęgę na gorącym tureckim terenie i tym samym sięgnęły po Puchar CEV.

W świetnym stylu do gry powrócił Robert Lewandowski, który w meczu z Hannoverem zdobył dwie bramki. Dzięki nim Lewy został liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi.

http://www.youtube.com/watch?v=E04OmOLrszc

Kolejnego gola i zarazem kolejny tytuł bohatera meczu zdobył Radek Majewski. Piłkarz Nottingham Forest kolejny raz mocno zapukał tym samym do drzwi kadry i oby jak najszybciej otworzył je Waldemar Fornalik.

http://www.youtube.com/watch?v=-7_SRXhcLYo

Najważniejszą bramkę tego weekendu zdobył jednak Grzegorz Krychowiak. Polak został uznany najlepszym piłkarzem meczu z PSG a jego trafienie było jedynym w tym spotkaniu.

Polska górą!

Nowy rok początkiem nowych szans

Zakończył się rok 2012, który dla wielu sportowców był najlepszym w ich karierze. Inni chcieli jak najszybciej o nim zapomnieć i wejść w nowy z wielkimi nadziejami.  Dla nas, Polaków rok ten był wyjątkowy przede wszystkim ze względu na Euro 2012, które było najważniejszym wydarzeniem ostatnich 12 miesięcy. Wcześniej przeżywaliśmy wzloty i upadki podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Emocji było co nie miara aż do ostatnich dni, naprawdę jest co wspominać ale też o czym myśleć i marzyć w roku 2013. Oby w nim więcej było wzlotów niż bolesnych upadków, mniej rozczarowań i więcej zwycięstw.

W 2012 byliśmy świadkami najpiękniejszego gola w historii w wykonaniu Zlatana Ibrahimovicia ale warto też nacieszyć oczy innymi trafieniami. Nie wszyscy zgodzą się z kolejnością, którą utworzył autor ale większego znaczenia teraz to nie ma, nie skrzywdzono przecież zwycięzcy, reszta jest kwestią gustu. Niewątpliwie, brakuje niektórych trafień ale miejsc było tylko 100, a jeśli jesteśmy świadkami gry piłkarskich geniuszy, którzy piękne bramki strzelają nie od święta ale co kilka-kilkanaście dni, to mamy szczęście i w takim przypadku narzekać po prostu nie wypadaMrugnięcie okiem Cieszy fakt, że w zestawieniu nie zabrakło kobiecego akcentu, na polskie również natrafimyUśmiech

http://www.youtube.com/watch?v=ckge88j6lxU

To niewątpliwie najlepszy od dawien dawna rok dla polskiego tenisa. Agnieszka Radwańska zanotowała sezon prawie idealny, gdyby nie ta nieszczęsna Olimpiada. Jeśli w tym roku zdobędzie Wielkoszlemowy tytuł na stałe zapisze się w historii tenisa. Dzięki świetnemu końcu sezonu do miana czołowego tenisisty aspiruje także Jerzy Janowicz. Wystarczył jeden turniej by zakochał się w nim cały tenisowy świat. Kibice, zawodnicy i bukmacherzy – wszyscy typują Jeżyka  na gwiazdę. Warunki i talent ma niebywałe do tego by w przyszłości być numerem 1, być może za parę lat….oby! Dobry sezon zaliczyła też Ula Radwańska, która pokazała, że talent ma nie mniejszy niż jej siostra i jeśli popracuje nad sferą psychiczną, również ma szansę na pierwszą dziesiątkę. Rok nie był udany dla Łukasza Kubota i naszego debla – Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, którzy spisywali się poniżej oczekiwań. Na szczęście w przypadku Łukasza, początek tego sezonu rozbudził nadzieję na poprawę. O smutnych momentach lepiej zapomnieć i skupić się na tych dobrych dlatego…

http://www.youtube.com/watch?v=uXzeBS_ZrTk

http://www.youtube.com/watch?v=e6_BhB8XDzM

http://www.youtube.com/watch?v=HYzqFIBoL3M

Jak widać nie tylko ze względu na urodę Ivanović jest w czołówce tenisistek Mrugnięcie okiem

Co jeszcze?

http://www.youtube.com/watch?v=xABKKQt55sM

http://www.youtube.com/watch?v=ca5HKemrW_4

Nie zapominajmy o świetnych występach Sylwii Bogackiej, Bartłomieja Bonka, Grzegorza Fijałka i Mariusza Prudla, Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha, polskich biathlonistek, Anicie Włodarczyk, Marcinie Gortacie, niektórych polskich piłkarzach, Przemysławie Miarczyńskim, Zofii Klepackiej, polskich kolarzach, polskich żużlowcach, siatkarzach, Krzysztofie Włodarczyku, Mamedzie Khalidovie,  Beacie Mikołajczyk i Karolinie Naji, Juli Michalskiej i Magdalenie Fularczyk i przede wszystkim naszych paraolimpijczykach.

Oby na początku 2014 roku było jeszcze więcej zwycięskich akcentów naszych reprezentantów Uśmiech

A w sportowym świecie…

Polski sport ma się nieźle, jeszcze nie umarł, jak się wydawało. Oczywiście w porównaniu do takich tuz jak USA czy Norwegia (w zależności czy patrzymy na letnie czy zimowe kategorie) lepiej schować głowę w piasek ale cieszmy się tym co mamy. Zaczyna się zima, początek obiecujący nie był i mając na uwadze zakończenie kariery przez Adama Małysza i Tomka Sikorę można było uznać, że zima dla Polaków się skończyła. Ale… na szczęście to tylko złe miłego początki Mrugnięcie okiem W dalszym ciągu możemy liczyć na Justynę Kowalczyk. Nawet jeśli przez cały sezon miałaby oglądać plecy Bjoergen, my wiemy, że to wśród biegaczek na nartach to Polka nie ma sobie równych.

Po ostatnich tragicznych startach naszych skoczków czy nielotów, jak kibice zaczęli ich nazywać przyszedł czas na bicie w serca. Tak, zwątpiliśmy prawie wszyscy ale na szczęście chłopaki przywrócili nadzieję. Po wielu latach w końcu oglądamy świetne skoki nie tylko jednego naszego reprezentanta, jak bywało za czasów Małysza, ale mamy całą drużynę a naprawdę niezłym poziomie. Patrząc na osoby Kota i Kubackiego możemy mieć nadzieję, może na jakieś medale na olimpiadzie? Czemu nie?!

Kolejne dobre rezultaty osiągnęły nasze biathlonistki. Oczywiście, panie trochę ostudziły nasze nadzieję (już w głowach pojawiało się widmo podium) ale i tak udowodniły, że przy sumiennej pracy z ich strony możemy liczyć w tym sezonie na naprawdę dużo. Jeśli mogą Czeszki, Kanadyjki czy Białorusinki, tym bardziej nasze dziewczyny stać na zdobywanie najwyższych laurów. Szkoda tylko, że wśród panów Polacy są lata świetlne za swoimi rywalami z innych krajów.

*

Wielki sukces w wodzie! Po kilku latach od pamiętnych medali Jędrzejczak, Kizierowskiego, Korzeniowskiego i Sawrymowicza, w końcu jesteśmy najlepsi. Kawęcki zdobył złoto na krótkim basenie a najważniejszym faktem, który opisuje ten sukces w najlepszym stopniu jest to, że pokonał samego Ryana Lochte czyli największego specjalistę w tym stylu na świecie. Brawa! W takich chwilach naprawdę mniej ważne stają się klubowe mistrzostwa świata czy nawet zwycięstwo naszej Justyny, niestety polska telewizja o tym nie wie i sukcesy rodzimego sportu są wypierane przez te mniejszego kalibru jeśli chodzi o wagę znaczenia ale większą sympatię prezesów. Tak być nie powinno…

*

Ekstraklasa skończyła zmagania w rundzie jesiennej ale to wcale nie oznacza, że zapadła w zimowy sen. Co to, to nie! Idą zmiany, wielkie zmiany, ale czy na dobre?  W tej chwili wydaje się, że każde zmiany będą dobre, że liga w takim wydaniu, jakim teraz prezentuje nam Ekstraklasa nikomu na dobre nie wyjdzie i chyba tak trzeba na to spojrzeć. Zmiany, które zostały zaproponowane można skomentować słowami Macieja Skorży: ” Przynajmniej liga będzie ciekawsza”. Dla kibiców na pewno, dla niektórych klubów już mniej, szczególnie tych, które w sezonie zasadniczym nastukają sobie wystarczającą liczbę punktów by zdobyć tytuł, bądź utrzymać się w lidze. Jeszcze w tym sezonie byłoby świętowanie sukcesu a jak będzie? Punkty podzielone na pół i kolejne siedem kolejek walki, być może strata tytułu i lament. No ale to właśnie kluby wyraziły zgodę na takie rozwiązania więc nie ma co się czepiać. Wiadomo, każdy znajdzie jakiś powód by się przyczepić. System dzielenia punktów wydaje się aż nazbyt durny, jakkolwiek ta liga miałaby stać się interesująca, przyciągająca. Wydaje się, że takie rzeczy to tylko w filmach since fiction ale nasz kochany kraj jak zwykle potrafi zaskoczyć Śmiech Co by nie mówić. Ekstraklasa by żyć potrzebuje zmian, potrzebujemy ich także my, kibice. Piłkarze potrzebują więcej meczów i krótszych przerw między rozgrywkami i właśnie to dostaną. Nam pozostaje czekać i obserwować, jeśli formuła się nie sprawdzi, w sezonie kolejnym będzie można wrócić do poprzedniej.

*

Pierwszy statek pod szyldem Ekstraklasa opuścił Arkadiusz Milik. Mimo tego, że druga połowa rundy nie była w jego wykonaniu aż tak dobra Bayer Leverkusen nie bał się zaryzykować i za 2,6 mln ściągnął młodego napastnika do siebie. W tej chwili wiemy jedno: Górnik Zabrze traci swój numer jeden w walce o mistrzostwo kraju, jeśli dojdzie także do raczej pewnego odejścia Nakoulmy, drużyna Adama Nawałki będzie mogła porzucić nadzieję także na europejskie puchary, ponieważ na godziwe zastępstwa liczyć nie ma co. Co ten transfer oznacza dla samego Milika i jego nowego klubu?  To zależy. Albo okaże się to świetnym interesem i dla obu stron będzie to udana współpraca a polski napastnik zostanie tam gwiazdą albo wzorem niektórych naszych piłkarzy, w Bundeslidze zamiast rozpalać serca kibiców będzie rozpalał ławkę rezerwowych. Można mieć obawy, że właśnie ta druga opcja we tym momencie wydaje się bardziej prawdopodobna, wszak Pan Milik uraczył nas już pokazem swojej wody sodowej.  Co by nie mówić, zyczymy szczęścia na nowej drodze życia!Uśmiech

*

W tygodniu mecz zagrała nasza drużyna ligowa, grała pod szyldem Reprezentacji Polski, chociaż doskonale wiemy, że to dwie inne bajki. Tak naprawdę był to test -sparing dla piłkarzy z polskiej ligi, chociaż w okrojonym składzie, kto bowiem myśli, że przy okazji rzeczywistego sprawdzianu najlepszych ligowców, wśród powołanych zabrakłoby chociażby Mili czy Wawrzyniaka. Od kilku lat nasi ligowcy wyjeżdżają właśnie na takie spotkania, których nikt oprócz PZPNu nie traktuje poważnie i trzeba sobie odpowiedzieć czy ma to sens? Czy te kilka dni daje coś selekcjonerowi? Poza oczywiście wakacjami? Jaki ma sens powoływać tych chłopaków i sprawdzać ich skuteczność, jeśli nie będą w stanie zaprezentować swoich umiejętności na tle naszych najlepszych piłkarzy, z którymi to właśnie mają w tej drużynie grać?

*

W lidze niemieckiej Borussia wciąż walczy o tytuł, wbrew dziennikarzom, Bayern też potrafi tracić punkty i to zapewne nie były ostatnie w tym sezonie. Trzecią, ostatnią bramkę dla Dortmundczyków zdobył nie kto inny jak Lewandowski. To już 10 bramka w sezonie i szansa na tytuł najlepszego strzelca Bundesligi. Tym razem swoje zapędy na bramkę musiał odłożyć na bok Błaszczykowski gdyż spotkanie rozegrał na obronie. Dla Kuby to jednak nie nowość, już grając w Wiśle miał swój debiut na tej pozycji.

http://rutube.ru/video/59cbcdb9a0df6d4bc3837ddd3564805f/#.UM8T4W81Yn0

*

Barcelona powiększyła swoją przewagę nad Madrytem. W bezpośredniej walce z Atletico wygrywając 4-1 i w walce pośredniej, Real zremisował swoje spotkanie. W meczu na szczycie początek nie zwiastował takiego zakończenia. To Atletico było bliżej strzelenia gola  i tylko dzięki nieporadności Falcao, Barca nie przegrywała już trzema golami. Co się odwlecze to nie uciecze, to goście objęli prowadzenie i nagle gra siadła. To chyba największy problem rywali Dumy Katalonii. Takiej drużynie nie można odpuścić ani na chwilę a Atletico tylko przez pół godziny było w stanie przeciągać szalę na swoją stronę. Wystarczyło by wyłączyć z gry Messiego i objąć prowadzenie. Potem chyba wszedł w nich strach i to właśnie główny czynnik porażek rywali Barcy. Strach, kiedy drużyna go osiąga, wtedy Barcelona wykorzystuje to, odbiera resztki nadziei rywalom, po prostu zabija jak rasowy morderca. Tak też było w niedzielę gdzie oglądaliśmy zabójstwo na madryckiej piłce.

http://www.goalsarena.org/video/spain-liga-bbva/16-12-2012-barcelona-atletico-madrid_en.html

*

We Francji walka o mistrzostwo trwa w najlepsze. Chyba w żadnej innej lidze, na odpowiednim poziomie oczywiście, nie ma tak wyrównanej stawki. Tam naprawdę każdy może wygrać/przegrać z każdym. Hit, mecz na szczycie, trochę rozczarował, szczególnie jeśli w tej samej chwili przełączało się kanały między spotkaniami w Hiszpanii i Francji. Dwa hity a jakże odmienne. Wielkim faworytem spotkania było PSG, na Paryżan stawiał chyba każdy, kurs topniał równomiernie ze śniegiem za oknem, dlatego mecz na początku mógł wprawić w osłupienie. To Lyon był lepszy. Dziwna to sytuacja i śmieszna zarazem. W takich czasach żyjemy, że przyjeżdża lider tabeli, najlepsza drużyna ostatnich kilku lat i dziwimy się, że gra dobrzeSuper Nie wystarczy jednak grać dobrze, mecz, tak jak oczekiwali wszyscy wygrało PSG a bramki nie strzelił Ibrahimovic. To jest największa niespodzianka. Nie Zlatan był wczoraj sprawcą najmilszych chwil w Paryżu. PSG zaczyna więc trochę odchodzić od łatki zespołu opieranego na jednym zawodniku, to kolejny mecz bowiem, w którym Szwedzka megagwiazda nie przypisuje sobie zwycięstwa. Powinno to wyjść na dobre nie tylko całemu zespołowi ale też Ibrze, na którym czasami zbyt wielki ciężar kładą kibice i eksperci.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Uw9cooDxWBg

Aż trzy drużyny w Ligue 1 mają 35 punktów w tabeli. Wydaje się, że do końca sezonu także przed siódmym w tabeli Bordeaux(28) drzwi do najwyższych celów nie są zamknięte.

*

W lidze włoskiej Juventus po skromnych zwycięstwach w końcu odprawił rywala z trzema bramkami na koncie i przed ostatnią kolejką może spać spokojnie. Kolejne zwycięstwo zanotował tez Milan udowadniając, że nie składa broni do końca. Smak porażek poczuli za to Napoli i Inter a także Roma, która po dłuższej serii zwycięstw dostała jeden ale konkretny cios od Chievo.

*

Wszyscy się podniecają w dalszym ciągu tą piłką, wiadomo, nie da się nie podniecać, to chyba najlepsze co się kibicowi przydarzyło ale w takich chwilach o piłce trzeba zapomnieć. Siatkówka. Nasi leją wszystkich w klubowych rozgrywkach!  Mamy jedną z najlepszych lig na świecie a media tego nie doceniają. Najlepsza liga żużlowa, największe gwiazdy, podobnie bo jedna z najlepszych w siatkówce, sukcesy na jednym i drugim polu ale bardziej od tego większość gazet czy serwisów, nie wspominając o telewizyjnych wiadomościach interesuje się tym czy Messi bądź Ronaldo strzelili bramkę. Szkoda, że ludzie, którzy dla kibiców mają być głównym źródłem informacji, mają trafiać w każdy gust, z każdym rokiem robią się co raz bardziej ograniczone.

*

I po rekordzie. Wyszło na to, że Messi nie jest rekordzista, chociaż jego kibice za te słowa mogą zgnoić i pociąć ale podobno takie są fakty. Podobno sprawę bada FIFA, chociaż mało prawdopodobne, że zakochani po uszy w Argentyńczyku ludzie oficjalnie odbiorą mu ten tytuł na rzecz mało znanego Godfrey Chitalu, który w 1972 roku zdobył aż 107 bramek. Dowody na to mają władze zambijskiej federacji. W takim przypadku należy przyznać rekord prawdziwemu królowi strzelców a Messiemu tylko szacunek za liczbę i tytuł w Europie. Argentyńczyk ma jeszcze przed sobą wiele lat kariery by pobić także ten rekord.