Archiwa kategorii: Piłka reczna

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Szybka piłka! Po ME pozostał tylko gniew.

27.01.2016 EHF EURO 2016 - POLSKA - CHORWACJA - PILKA RECZNA

Polscy piłkarze ręczni na ME organizowanych na własnym podwórku zajęli ‚aż’ siódme miejsce. Na własne życzenie…
Emocje już opadły, lecz próby zrozumienia postawy naszych zawodników w meczu z Chorwacją wciąż nie osiągnęły zaspokajających je argumentów. Porażka wciąż boli, tak samo jak bolała kilka dni temu, tak samo jak bolała tuż po ostatniej sekundzie meczu i boleć będzie pewnie jeszcze długo.
Jeśli ktokolwiek z nas myśli, że nie zna przysłowiowego uczucia, upadku z „deszczu pod rynnę”, zapewne się myli, uważam bowiem, że od jakiegoś czasu zna je doskonale. Idealnie bowiem opisuje je droga naszych szczypiornistów od spotkania z Norwegią do katastrofy z Chorwatami. A idąc krok dalej, licząc od rywalizacji z Francuzami, zaliczyliśmy swoisty upadek z samego szczytu na dno. Dno i sto metrów mułu…

Choć media w naszym kraju często pompują balonik, wspierają sportowców w chwilach sukcesu by potem ostrzelać ich krytyką w momentach kryzysu i zbyt często przesadzają z tym drugim przypadku, to bez wątpienia nie zrobiły tego tym razem. Oj nie. Po meczu z Chorwacją na usta każdego Polaka cisnęły się najgorsze słowa. Nie można więc dziwić się dziennikarzom, dziwić za to możemy się wszystkim oburzonym tym faktem, w tym take naszym reprezentantom… piłki nożnej. Tak, panowie Milik, Krychowiak i Lewandowski, a więc najlepsi obecnie piłkarze kadry postanowili wyrazić swoje oburzenie faktem krytyki wobec szczypiornistów. Miejmy nadzieję, że z ich strony to tylko zwykła kurtuazja i tzw. zmowa plemników polskich sportowców a nie przygotowywanie sobie pewnej podkładki pod swój słabszy występ, w którymś ze spotkań podczas ME. Choć znając naszą Reprezentację piłkarską w obecnych czasach, ciężko sobie wyobrazić, że panowie mieliby przejść obok jakiegoś meczu, odpuścić i po prostu nie walczyć. Chociaż, czyż nie tak do tej pory opisywało się się szczypiornistów? No tak… To oni byli tymi walczakami, oni byli tymi, którzy potrafili przyznać się do błędu, kiedy dali dupy i oni potrafili publicznie poddać się krytyce. Nagle, kiedy skompromitowali się jak nigdy wcześniej, potrzebują obrońców? Wolne żarty…

Mecz z Chorwatami do dziś wywołuje wśród kibiców skrajne emocje. Do dziś ciężko komukolwiek uwierzyć w to co wydarzyło się w krakowskiej Arenie i może właśnie tak trzeba do tego podejść. Być może jedynym wyjściem z sytuacji jest dokładne zbadanie ‚czystości’ tego spotkania? Przecież wszyscy byliśmy pewni awansu! Chorwacja i Francja już pewnie szykowały rezerwacje na samolot aż tu nagle sytuacja mieniła się diametralnie. Jak to możliwe, że jedyni sportowcy – mężczyźni w tym kraju, którym walki raczej się nie odmawiało, zupełnie bez niej oddali rywalom półfinał ME? Porażkę zrozumiałby każdy, naprawdę, ale nie w takim stylu! Tego wybaczyć nie można, po prostu się nie da…
Nie jest możliwe to by nagle kilkunastu zawodników oduczyło się grać, rzucać, podawać a nawet biegać… No tak się nie da. Można zrozumieć słabszy dzień jednego, dwóch, może trzech ale nie k… całej drużyny! Bez pomysłu, bez chęci bez ambicji i honoru. Tak zagrali. Nikt nie atakował, podstawowy bramkarz nie bronił, jak więc mieliśmy wygrać?
Jak wytłumaczyć tę katastrofę, bo na miano porażki, ta maskarada nawet nie zasługuje? Po walce to nasi przegrali z Norwegią, Chorwaci przeciwko nam nawet nie musieli się zbytnio starać. Z którego miejsca na boisku by nie uderzyli, bili nas boleśnie. Choć faktem tym przejęci wydawali się jedynie kibice. Ci w hali i ci przed telewizorami, miliony załamanych ludzi, wierzących do ostatnich minut w zmianę postawy Polaków. Naprawdę, nasi szczypiorniści powinni dziękować Bogu, że przyszło im reprezentować Polskę a nie taką Turcję czy inny kraj, w którym za słabe wyniki i brak walki, nie trzeba na klatę przyjmować jedynie krytyki…

Wstyd i hańba – to tak dotknęło naszych reprezentantów? To słabe określenie na nich grę. Dziwnym trafem, ludzie, którzy potrafili dokonywać niemożliwego kilka dni wcześniej, nagle zapomnieli jak trafić w światło bramki. Bramki, która nie była wcale rozmiarów tej, do której trafiać zwykli zawodnicy hokeja na trawie… Nikt naszych nie poinformował rodaków o żadnym wirusie, który zaatakował całą drużynę, więc nie mają nic na usprawiedliwienie swojej słabej gry. Dziwnym jednak trafem do półfinału nie awansowała Francja, która przy porażce (wyższej niż 4 bramki) Polski była najpoważniejszym kandydatem ale właśnie nasz ówczesny rywal, któremu potrzebne do tego było aż jedenaście bramek różnicy. To chyba jakiś kabaret. Przecież w całym turnieju żaden zespół, nawet najsłabszy, nie zaprezentował się tak karygodnie jak Polacy w starciu z Chorwacją. Czy po tym, jak na początku, pewni awansu, dali się zaskoczyć i przestali nagle wierzyć w awans, po prostu odpuścili, by awans nie wywalczyła też reprezentacja Trójkolorowych? To byłoby karygodne… Czy jakaś chorwacka mafia im groziła? Ktoś ich zmusił do poddania meczu? No bo jak inaczej to wytłumaczyć? Tak po prostu się nie da… Gdyby to był jeden sportowiec, można by uwierzyć w nagły spadek formy ale nie w to, że nagle wszyscy, jak jeden mąż, przechodzą obok meczu. Podają rywalom albo gubią piłki, trafiają w poprzeczki, słupki albo obok bramki… Zmęczenie? Rywalizacją z najsłabszą Białorusią dwa dni wcześniej? A może trudami całego turnieju? No ale ze Szwecją jakimś cudem wygrać się udało…
Coś tu jest nie tak. Zapewne sprawa i tak ucichnie i nie dowiemy się prawdy. Gdyby nie fakt, że na własnych śmieciach nasi siatkarze zostali Mistrzami Świata(!), patrząc na szczypiornistów teraz oraz piłkarzy podczas Euro 2012 moglibyśmy pomyśleć, że nie służy nam własne podwórko…

PS. Odnosząc się do wczorajszej sytuacji podczas wręczania medali, warto się zastanowić, kto bardziej przy okazji ME zasłużył na gwizdy…

Czystka w Telewizji Publicznej a Sport.

tvp

Odkąd zmieniły się rządy na scenie politycznej w Polsce, ‚padło’ już niejedno stanowisko w polskiej telewizji publicznej – znanej wszystkim jako TVP. Pracę straciło mnóstwo dziennikarzy i szefów, wielu zostało zwolnionych przez nową władzę, inni sami złożyli wypowiedzenia. Wśród nowych nabytków grupy bezrobotnych jest mnóstwo znanych nazwisk, które dane nam było (z przyjemnością lub wręcz przeciwnie) oglądać codziennie na wizji lub w internecie. Choć z pracą w TVP pożegnało się gro osób tworzących różne programy i oddziały/kanały tematyczne tejże stacji również ‚od kuchni’, wśród nich na próżno szukać ludzi związanych ze sportem. A więc tych, których praca w ostatnich latach nie jest najlepiej odbierana u telewidzów. Choć to najlżejsze określenie, tego co wobec kibiców w Polsce wyprawia się obecnie przy Woronicza.

TVP, TVP2 i TVP Sport – wszystkie te kanały od wielu lat transmitowały różne zmagania polskich sportowców, dzięki czemu prawie każdy obywatel naszego kraju posiadający w domu odbiornik, bez przeszkód mógł im kibicować. Sytuacja komfortowa i normalna jednocześnie, wręcz naturalna prawda? No właśnie, tak było przez wiele lat i tak powinno być nadal, jednak w siedzibie owej telewizji, zwanej przecież publiczną, do sytuacji tej podchodzą zgoła inaczej. Stacja już dawno przestała dbać o kibiców a także polskich sportowców. Wszystkie najważniejsze imprezy czy wydarzenia sportowe, w których startują nasi reprezentanci transmitują inne telewizje, takie jak Eurosport, Polsat czy Canal+.
Kibice nie posiadający dostępu do wymienionych kanałów muszą się obejść smakiem. W publicznej nie obejrzą ani piłkarzy na Mistrzostwach Europy o europejskich ligach, w tym polskiej czy turniejach nie wspominając, ani piłkarzy ręcznych walczących aktualnie o medale na ME rozgrywanych w naszym kraju. TVP po prostu, od kilku ładnych lat pokazują nam środkowy palec oraz to, jak olewać potrzeby swoich odbiorców. Zresztą, zamiast wymieniać dyscypliny i wydarzenia, których transmisje publiczna bez wątpienia powinna przeprowadzać w otwartych kanałach, a których w programie na pewno nie ujrzymy, zwróćmy uwagę na te propozycje, które niezmiennie na swojej antenie nam ona przedstawia. Hmm…
Na pewno nie możemy mówić o bogatej ofercie, czy jakiejkolwiek rywalizacji na tym polu z wymienionymi wcześniej kanałami, i choć chciałoby się inaczej, jedyne czym można określić ofertę tej stacji to żenada. ŻE-NA-DA!
Poza kilkoma meczami Agnieszki Radwańskiej w turniejach drugiej  kategorii, transmisjach lekkoatletyki, oczywiście grubo okrojonych, czy dyscyplin nie mających w naszym kraju dużej popularności i sukcesów, m.in mistrzostw w łyżwiarstwie figurowym czy curlingu. Oprócz tego, oczywiście Tour de Pologne, mistrzostwa w pływaniu i zawody w narciarstwie klasycznym. W zasadzie to ostatnia pozycja, w skład której wchodzą m.in skoki oraz biegi narciarskie, wspólnie ze wspomnianą wcześniej lekkoatletyką, mogłyby robić za wizytówkę tej stacji, choć, jasno trzeba powiedzieć, również poziom tych transmisji jest na żenująco niskim poziomie. I z całym szacunkiem do zasług, jakie mają na swoim koncie panowie Szpakowski, Szaranowicz czy Kurzajewski, podczas zawodów, przez nich komentowanych lub współtworzonych, zbyt często chciałoby się zasnąć/wyciszyć głos/przełączyć na inny kanał/wyłączyć telewizor/przeklnąć/wyrzucić odbiornik przez okno itp.,itd.,* (niepotrzebne skreślić).
Tyle już zostało powiedziane na temat słabego przygotowania owych panów do pracy przy różnych transmisjach i beznadziejnych pomyłkach, że w tym momencie to wszystko powoli przestaje być już nawet śmieszne, choć jedyne co kibic może na to poradzić to tworzenie kolejnych serii memów w internecie. Dużo gorzej, wkurzać może niezliczona ilość transmisji ze studia TVP, w którym zasiadają ludzie, przedstawiani przez ową stację jako fachowcy danej dyscypliny oraz dziennikarze, często dający powody do podważania tegoż tytułu używanego w kontekście ich nazwiska. No jednym słowem – katastrofa, przez duże ‚K’.
Na dodatkową niekorzyść stacji, działa ostatnio także forma naszych sportowców, którzy do tej chwili byli jedynymi kartami przetargowymi. Skoczkowie, szczególnie Kamil Stoch zupełnie nie radzą sobie na skoczniach, za to największa gwiazda TVP – Justyna Kowalczyk przestała już się zaliczać nie tylko do faworytek ale też zwykłej czołówki swojej dyscypliny. Jedyne o co w tym sezonie walczy Polka to chyba walka z samą sobą i swoim zdrowiem, a być może także godnym zakończeniem kariery, co, biorąc pod uwagę to co dla publicznej w transmisji biegów jest najważniejsze, byłoby dla nich swoistą kulką w łeb. Ale czy to pierwszą w życiu? No właśnie.
Biegi narciarskie na kanałach TVP polegają jedynie na… Justynie Kowalczyk. Chyba właśnie jej nazwiskiem, zamiast nazwą samej dyscypliny, winny być reklamowane zawody. Patrzymy na Justynę, Rozmawiamy o Justynie i szukamy Justyny. Może byłoby to normalne w okolicznościach gdyby Polka zajmowała jedną z czołowych pozycji lub walczyła akurat o dobre miejsce, ale nie w momencie gdy Polki na przykład w danej konkurencji nie ma wcale albo już dawno z niej odpadła. To chyba podchodzi już pod chorobę natury psychicznej, lub także potrzebujące lekarza – silne uzależnienie.
Co więcej, nie chodzi tu o samą Kowalczyk, przecież to wielki sportowiec ale trzeba jasno powiedzieć, że niedawna sytuacja, kiedy to Polka pożegnała się już z rywalizacją w biegach sprinterskich, a o miejsce w półfinale walczył jeszcze nasz reprezentant Maciej Staręga, TVP, zamiast pokazać kibicom rywalizację mężczyzn, pokazało, a jakby inaczej, rozprawianie w studio swoich dziennikarzy na temat… Justyny Kowalczyk. Kpina, żeby nie użyć słów niecenzuralnych! Naprawdę, nasza kochana publiczna stacja bardzo szanuje swoich kibiców. Przecież Szpakowski, Szaranowicz i Kurzajewski są o wiele bardziej interesujący aniżeli sportowa rywalizacja…

Wspomniani panowie, ich wiedza, komentarz oraz cała otoczka jak i jakość transmisji nie umywa się do tego co proponują nam inne stacje. Komentarz na stacjach Eurosportu (także skoków i biegów ale przede wszystkim biathlonu czy kolarstwa) jest niepodważalnie bardziej profesjonalny niż w TVP, to samo mamy w przypadku Polsatu i Canal+. Transmisje wszystkich stacji deklasują swoją starą koleżankę już na starcie, nie tylko jeśli chodzi o jakość proponowanych transmisji ale samą pracę dziennikarską. Prosty przykład? Duet Jaroński – Wyrzykowski każdą, nawet najnudniejszą transmisję potrafią przerodzić w produkt, który odbiorca bierze w ciemno. Dość powiedzieć, że wielu kibiców nie mających pojęcia o dyscyplinach, które panowie komentują, decydują się obejrzeć je właśnie z powodu obecności ww dwójki. Nie ma również sensu porównywać spotkań piłki nożnej komentowanych przez znanego wszystkim ‚Szpaka’ wobec tego co proponują nam w Canal+. Tam, poza oczywiście takimi profesjonalistami jak Twarowski czy Smokowski, jest przeogromny wachlarz możliwości a nawet w meczach komentowanych przez niemających dużego doświadczenia w tym fachu byłych piłkarzy, oczekujący jakiegoś stopnia dostatecznej jakości odbiorca, zawsze wybierze tę stację.

Wobec powyższego, nie podlegającego żadnym wątpliwościom żenującego produktu, jakim oferuje i raczy nas jednocześnie telewizja publiczna, oraz wobec czystki jaka obecnie jest stosowana przy Woronicza, jedyne co możemy w tym momencie zrobić to zapytać: JAK, DO JASNEJ CHOLERY, DZIAŁ SPORTOWY TVP DALEJ ZACHOWAŁ SWOJE STANOWISKA PRACY? NO JAK?!

Wesołych Świąt!

boże-narodzenie-piłka-nożna_19-129498

Wszystkim kibicom w tym szczególnym okresie życzę…

By Reprezentacja Polski na zbliżającym się Euro sprawiła nam wszystkim wyjątkowy prezent…
By Ekstraklasa po zimowej przerwie wciąż dostarczała nam wspaniałych emocji…
By Mistrz Polski (ktokolwiek nim będzie) awansował w końcu do upragnionej LM…
By Agnieszka Radwańska wygrała w końcu turniej Wielkiego Szlema…
By Jerzy Janowicz wrócił do swojej najwyższej formy…
By Piłkarze ręczni walczyli jak lwy na ME…
By siatkarze grali jak wtedy gdy zdobywali złoty medal MŚ…
By biathlonistki sięgnęły po medale MŚ…
By skoczkowie latali najdalej… i wiatr im nie przeszkadzał ;)
By Marcin Gortat bił kolejne rekordy w NBA…
By Artur Szpilka nokautował rywali w pierwszej rundzie…
By wszyscy reprezentanci Polski godnie reprezentowali nasz kraj na międzynarodowej arenie i dostarczali kibicom mnóstwa radości i wzruszeń!
Sukcesów, zdrowia, siły i wytrwałości!

Kasa misiu, kasa…

7368867-radosc-polakow-643-482

Marzenia się spełniają! Polacy, po udanym w swoim wykonaniu turnieju, przywiozą z Kataru medal Mistrzostw Świata! Wszyscy jesteśmy z tego powodu mega zadowoleni, jednak… gdzieś tam w głębi duszy chyba każdy z nas czuje, iż na szyjach naszych wspaniałych szczypiornistów mogły zawisnąć medale z o wiele cenniejszego kruszcu niż brąz.

Mógł być finał? Mógł! Drzwi do ‚nieba’ zamknęły się przed nami z dwóch prostych powodów, z których jeden był zależny od drugiego, czyli tak naprawdę źródłem takiego stanu rzeczy i tak byli Katarczycy. Zagmatwane? To teraz prościej… Nasi szczypiorniści w starciu z gospodarzami zagrali co prawda najsłabiej w całej fazie pucharowej, rzucali na oślep, nie potrafili powstrzymać rozpędzonych ataków rywali a ich same często kończyły się niewypałem,  jednak wszystko zaczęło się psuć w momencie, w którym Polacy spostrzegli, iż nie są w stanie rywalizować z zespołem, który dostaje dodatkowe fory od sędziów. Kolejne kary dla naszych piłkarzy i brak reakcji na nieprzepisowe zagrania Katarczyków, odbiły się nam czkawką. Polska straciła nadzieję na równą walkę i chyba zbyt wcześnie pogodziła się z porażką. I tak zakończyły się marzenia o mistrzostwie…

A gdyby tak wtedy stanąć, gdyby nasi piłkarze, po kolejnym wykluczeniu lub braku reakcji na zagrania naszych rywali, po prostu przestali grać? Taki mały-wielki strajk? Skoro i tak tego meczu wygrać się nie dało, może efektowniejsze i zarazem efektywniejsze byłoby oddanie spotkania walkowerem właśnie w taki sposób? To byłby dobry krok w przyszłość, w walkę o czysty sport i odrobaczenie piłki ręcznej. Śmiało można przypuszczać, że razem z nami, ramię w ramię stanęliby przedstawiciele innych nacji, więc konsekwencji pewnie dałoby się jakoś uniknąć albo chociaż zniwelować ich wymiar. Pewne jest natomiast to, że echo takiego skandalu jeszcze długo nie zostałoby zamiecione pod dywan. Sytuacja mało realna, acz taki scenariusz wydaje się bardzo interesujący. Któż nie chciałby poznać jego dalszej części? Ciekawe też czy dziś, kiedy nasi szczypiorniści wywalczyli brązowe medale, Polacy nadal tak kąśliwie podchodzą do sprawy Kataru jako symbolu drukowania, w pełnym tego słowa znaczeniu? Czy sukces naszej drużyny, zmazuje w ich mniemaniu całą tą skandaliczną otoczkę wokół katarskiego turnieju?

Strajku nie było ale dzięki temu, zamiast wykluczenia z międzynarodowych struktur piłki ręcznej, Polacy mogą swobodnie cieszyć się z brązowych medali. Było warto. Chłopcy są wielcy i jeszcze razpotwierdzą to za rok, w Polsce. Tu nie będzie już Katarczyków i gra będzie toczyć się na równych dla wszystkich prawach.

Co w sporcie piszczy…

- Łukasz Kubot zgarnął pełną pulę w Australii czym niewątpliwie wynagrodził nam wszystkie niepowodzenia Polaków. W końcu jego upór, jego niesamowity charakter i podejście do pracy dały wymarzony efekt. Miejmy nadzieję, że nasz tenisista zrobi teraz wszystko by i w singlu przełamać kolejne bariery. I że jego sukces, podniesie na duchu resztę naszych reprezentantów.

- A to na pewno przydałoby się Agnieszce Radwańskiej. Oj, bolała porażka z Cibulkovą, bolała. Tym razem jednak, obok smutku i rozczarowania, znalazło się miejsce na zrozumienie. I jak to my Polacy mamy w zwyczaju, wielka radość z powodu pokonania kogoś działającego nam na nerwy, mocno stłumiła negatywne emocje  ;-). Jeszcze więcej treningu i na 100% uda się kiedyś przetrzymać do finału. Miejmy nadzieję. Tym bardziej, iż właśnie dostaliśmy potwierdzenie tezy, która nasuwała się na myśl już od dłuższego czasu. Mianowicie: Agnieszka zmieniła swoją grę. Dziś lepiej radzi sobie z zawodniczkami, z którymi dotychczas nie miała najmniejszych szans, czyli Williams, Li i Azarenką, natomiast gorzej gra z tenisistkami (m.in. Cibulkova), z którymi jeszcze nie tak dawno nie przegrałaby być może nawet seta. Szkoda, że nie da się tego jakoś wycelować w złoty środek. Być może pomoże jej w tym Jerzy Janowicz?…

Świetna reklama! I Radwańska z Wojewódzkim stoją już po tej samej stronie ;-).

- Podobnie jak połfinałowa porażka Agnieszki, zabolały przegrane spotkania Polaków na Mistrzostwach Piłkarzy Ręcznych. Kiedy patrzyło się na inne ekipy, nie sposób było odejść od przekonania, iż nasza reprezentacja miała w ręku wszystkie karty by zmierzyć się w finale z Francją. Odpadli przedwcześnie na własną odpowiedzialność. Czy ktoś jeszcze, oglądając większość spotkań, ma wrażenie, że tylko nasi chłopcy mają seryjne problemy z rzutami z bliska/daleka/boku/środka itd…? Czy tylko nasi potrafią spieprzyć wszystko, co wydaje się być już wygrane? Być może. Na pewno jednak jako jedyni nie potrafią połączyć świetnej gry w ataku z wyśmienitymi interwencjami w obronie jednocześnie. My to jacyś wybrakowani pojechaliśmy na ten turniej. Było albo jedno albo drugie. Na medal potrzeba niestety czegoś więcej. Na samym Wyszomirskim (za mało go było) i Lijewskim nie pojedziemy. Też niestety.

PS: Naszą największą gwiazdą, podnoszącą poziom cukru we krwi podczas relacji z mistrzostw i tak był komentator! Pan Szpak powinien się powoli albo wręcz migiem) zwijać ze studia i zrobić miejsce swoim młodszym kolegom.

Klimek Murańka lamentuje z powodu nie zabrania go na Igrzyska Olimpijskie. O ile jego załamanie spowodowane spuszczeniem w kiblu jego sportowych marzeń, można zrozumieć o tyle już całe jego zachowanie, wymuszenie na trenerze poczucia winy i ogólną reakcję otoczenia, ciężko przetrawić.
To Kruczek jest trenerem, jak się okazuje najlepszym polskim szkoleniowcem wśród wszystkich dyscyplin. Zrobił nam chłop drużynę na medal,  zrobił nam Mistrza Świata i kolejnych młodych zwycięzców . Nie ma sensu na ten moment wcinać się do jego decyzji. Koniec końców to on za nie odpowie. Klimek owszem, jest utalentowany. Mógłby coś na IO osiągnąć gdyby… nie miał być tylko rezerwowym. Chyba nikt nie ma złudzeń, że Kubacki, czy Murańka, gdyby był na jego miejscu, wygryźliby ze składu Stocha, Kota, Żyłę i Ziobro? Na dzień dzisiejszy takich szans nie ma. Może już na treningach coś się zmieni ale szanse na to są niewielkie. Kubacki jedzie więc do Soczi jako obserwator. I tylko tyle. Ot, taka wycieczka krajoznawcza. Na co więc komu ta cała afera? Klimkowi może ona tylko zaszkodzić…

- Szpilka w końcu dojechał do Stanów na walkę i dziś… można żałować, że nie zatrzymano go na granicy po raz kolejny. Dostał po głowie na tyle mocno by mieć nadzieję, iż nauczy się w końcu boksować jak zawodowiec. Bez gardy w ringu się przecież nie przeżyje. Może do następnej walki uda mu się coś zrobić. Może talent i ambicję przerobi na efektowne i efektywne zwycięstwa…

- Polska piłka w żałobie. Pechowo posypała nam się pomoc na kilka miesięcy przed Mundialem w Brazylii. Tfu… Przecież nas tam nie będzie! Kuba ma więc czas by w spokoju, bez stresu, wyleczyć kolano. 6 miesięcy, właśnie tyle potrwa jego walka o powrót na boisko. Miejmy nadzieję, że wróci jeszcze silniejszy…W końcu zarówno Borussia jak i nasza reprezentacja potrzebują tego człowieka na murawie. Drugiego takiego nie ma!

Upadły nasze orły… Bo skrzydła źle posklejane miały…

Jesteśmy sportowo upadłym narodem. Nie mamy żadnej liczącej się drużyny, która z powodzeniem mogłaby reprezentować nasz kraj na międzynarodowej arenie. Piłka nożna już dawno osiwiała i musi poruszać się o kulach, do tego boryka się z zaawansowanym alzheimerem, Szczypiorniak zachorował na nieuleczalną chorobę i żadna chemia już mu raczej nie pomoże, siatkówka właśnie złapała groźny wirus, który pozostawi po sobie bolesne skutki uboczne, natomiast ostatnia z wielkiej czwórki czyli koszykówka, już dawno wącha kwiatki od spodu.
Patrząc na nasze reprezentacje narodowe w każdej z ww dyscyplin, to właśnie obraz codzienności, schorowanych staruszków jest pierwszym, jakże trafnym skojarzeniem. Oczywiście, biegająca między nimi młodzież jest odpowiednikiem największych sportowych potęg świata. Warto jednak zadać sobie  pytanie, czy w obu tych przypadkach zawsze będziemy otrzymywać podobny efekt finalny?
W końcu w ekstremalnych sytuacjach ta zdrowa, wysportowana nastoletnia grupa ludzi może wyprzedzić na swojej drodze życia niejedną osobę w podeszłym wieku i tak samo, każda z potęg sportowych, w każdej chwili może zaliczyć niesamowity upadek, w efekcie którego, będą oglądać nawet nasze(!) plecy. Czy jednak możliwa jest sytuacja zupełnie odwrotna? Czy ten staruszek (czytaj: Polska) może cofnąć proces starzenia (czytaj:rozpadania się) i wyprzedzić uciekającą młodzież (czytaj: sportowe potęgi) bez jej aktywnego działania? Oto jest pytanie…

Niesamowicie ciężko jest patrzeć jak świat ucieka nam przez palce.  Ciężko jest także znaleźć receptę na eliksir młodości, który mógłby wskrzesić nasze upadłe anioły orły. Na dzień dzisiejszy, zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn nie mamy w ręku żadnych argumentów by wierzyć w nagły zwrot akcji. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że w przypadku dwóch z czterech dyscyplin, jeszcze nie tak dawno staliśmy po stronie tych najlepszych, po stronie zwycięzców z aspiracjami sięgającymi szczytów. W przypadku jednej, byliśmy tam do wczoraj. Dziś natomiast, szukamy najlepszych ofert pochówku, ubezpieczenia na wypadek nagłej śmierci i już wykręcamy numer telefonu…
I to jest dopiero katastrofa. Żadna z naszych narodowych drużyn nie zasłużyła swoją grą na słuchanie hymnu śpiewanego przez tysiące polskich kibiców czy artystów pokroju Marka Torzewskiego. Niech więc przyśpiewuje im Edyta Górniak. Niech cierpią tak samo jak i my cierpimy patrząc na ich kompromitującą grę.

W meczu z Bułgarią do reszty skompromitowali się siatkarze. Nie tyle samą porażką ale faktem, że prowadząc już 2-0 w setach, potrafili roztrwonić całą tę przewagę i dać się wykopać z najważniejszej imprezy tego roku. Potwierdziła się więc prawda znana jak świat, mówiąca o tym, że jeśli nie wygrywa się 3-0 to przegrywa się 2-3. Na własne życzenie. Szkoda, że tak często dotyczy to akurat naszego zespołu. I gdyby tak nieco pomyśleć, sięgnąć do szarych komórek to wyjdzie na to, że polska drużyna jest jedyną w swoim rodzaju tak niekonsekwentnie grającą, nie potrafiącą zadać decydującego ciosu, tak potrafiącą wszystko spieprzyć w ostatniej chwili jak mało który inny zespół na świecie…

Polsko powstań z kolan! Nie potrzeba Ci do tego ani niebieskiego izotonika ani dodającego skrzydeł  energetyka. Walcz jak na Polaków przystało!

WSTYD PANOWIE!

Jak bardzo mylne okazało się wyobrażenie o polskim zespole po meczach grupowych… Wydawało się, że ta drużyna nawet bez Bogdana Wenty na stanowisku trenera jest na tyle silna by osiągnąć sukces. Dziś okazało się, że wraz z odejściem Wenty umarła cała drużyna. Tym bardziej boli cała sytuacja, kiedy uświadomimy sobie jaką, dzięki pracy naszego byłego trenera kadry, drogę przeszły Vive Kielce. Z kopciuszka ten zespół stał się jedną z potęg Ligi Mistrzów. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o drużynie narodowej.

Jeśli Polacy chcieli zaprezentować kibicom spektakl pt.: „Jak nie grać w piłkę ręczną”, wybrali najgorszy moment. Nasi Szczypiorniści dali pokaz Anty-gry. Zero zaangażowania, zero walki, zero organizacji, zero pomysłu, zero ambicji. Gdyby nie postawa Jureckiego można by powiedzieć, że dziś wszyscy zasłużyli na powrót do domu pieszo. Organizatorzy także pomylili dziś repertuar. Zamiast puszczać hit ostatnich miesięcy zespołu Weekend, powinni zadedykować Polakom utwór „Mniej niż zero”, świetnie skomponowałby się z ich grą i przede wszystkim postawą. To nie Węgrzy wygrali dzisiejsze spotkanie ale Polacy je przegrali. Na własne życzenie. Wystarczy powiedzieć, że nie istniała gra obronna, podobnie i przede wszystkim gra z boku. Poziomem szczypiornistom z pola wtórowali także bramkarze, którzy wpuszczali wszystko. Dosłownie. Z bliska, z daleka, mocne i lekkie strzały, z prawej, z lewej czy ze środka. Aż dziw bierze, że na ataki z własnej połowy nie zdecydował się Węgierski bramkarz, on też pewnie by trafił nie jeden rzut. Czy ktoś może zrozumieć jak drużyna, grająca jeszcze niedawno na wysokim poziomie może aż tak nieumiejętnie wyprowadzać kontry? W momencie gdy zamiast przyspieszać grę, gonić wynik, uciekających rywali, Polacy…grali na czas. Ekipa Węgier za to ekspresowo przedzierała się pod naszą bramkę, w której najpierw Szmal a później Wichary stali jak kłody czekając na zbawienie. Szczytem były ich rzuty z daleka. Jeszcze niedawno właśnie z tego słynęliśmy, teraz Bielecki czy Lijewscy kompromitowali się niemiłosiernie. O rzutach karnych Orzechowskiego aż żal wspominać…

Wstyd i kompromitacja to bardzo łagodne określenie nie tyle wyniku ale postawy drużyny. Nawet jeśli nie idzie, kibice wybaczają, jeśli widzę, że sportowcowi zależy, że naprawdę walczy i chce. Dziś tego nie było widać. A wręcz przeciwnie. Wydawało się, że tych facetów w tym momencie poziomem przewyższają nawet chłopcy z Gimnazjum. Żal tylko kibiców, którzy na żywo oglądali tę parodię zdzierając gardło. Ciekawe ilu z nich miało ochotę wejść na plac gry i pokazać polskim zawodnikom jak się gra…