Archiwa kategorii: Piłka nożna

Ramirez jak Wenger. Powódź w Krakowie.

 871483610741

Na dzień dzisiejszy, po 10 kolejce Ekstraklasy, Wisła Kraków zajmuje w tabeli miejsce w górnej ósemce i do lidera traci tylko trzy punkty. Trzy punkty to prawie nic, prawda? No właśnie. Mogłoby się nawet wydawać, że po długim pobycie na piłkarskim oddziale intensywnej terapii, w Krakowie zaczną za chwilę odpalać fajerwerki zwiastujące powrót 13-krotnego Mistrza Polski do świata żywych, jednak prawda jest taka, że na Reymonta nikomu nie jest do śmiechu a szampanów, jeśli po dawanych latach sukcesów  w ogóle jeszcze jakieś ostały się w klubowym barku, nikt nie zamierza na razie wyciągać.

 O tym, że w krakowskiej Wiśle nie dzieje się najlepiej da się usłyszeć już od jakiegoś czasu i to prawie każdego dnia. Kiedy media co rusz donoszą, że po ostatnich, dosyć obwitych opadach, woda w Wiśle przekroczyła stan ostrzegawczy co poskutkowało wydaniem ostrzeżenia przeciwpowodziowego, gdzieś obok zalanych właśnie Bulwarów Wiślanych pokaźna powódź zalewa także klub z Reymonta. Ta jednak nadciągnęła prosto z Hiszpanii…

 Teoretycznie, nikt  nie powinien mieć pretensji do drużyny z Krakowa bo aktualny dorobek punktowy po prostu na to nie pozwala. Trzy punkty straty do pierwszego miejsca, trzy punkty straty do chwalonych Górnika Zabrze i Zagłębia Lubin, dwa do Lecha Poznań oraz Jagiellonii i tyle samo zgromadzonych punktów co Legia czy Śląsk. Wisła trzyma się więc w doborowym towarzystwie i ciągle jest w grze o mistrzowski tytuł, skąd w takim razie ten zmasowany atak na Kiko Ramireza i jego piłkarzy?
A no właśnie. Z jednej strony, można by zauważyć, że gdyby nie pechowa końcówka spotkania z Lechią, Wisła byłaby dziś tuż za plecami liderów, z drugiej, gdyby nie maksimum szczęścia i zaangażowania w ostatnich minutach meczów kolejno z Bruk-Betem, Wisłą Płock, Cracovią oraz Piastem, Wiślacy cumowaliby dziś gdzieś w okolicach rywali zza Błoń.

 Wisła Kraków to wielki klub z ogromnymi sukcesami na koncie ale także klub, który w ostatnich latach przeżywał ogromny kryzys, zarówno sportowy jak i finansowy. W Krakowie wciąż pamiętają jednak te złote lata a na potwierdzenie wystarczy chociażby wspomnieć oprawę kibiców, która jakiś czas temu zdobiła trybuny przy Reymonta: „Żyją w nas stale, te lata w glorii i chwale”.
Fani jasno i wyraźnie dają znać, że chcą powrotu wielkiej piłki do swojego ukochanego klubu. I przyznać trzeba, że głód sukcesów na miarę tych, gdy do Krakowa przyjeżdżały wielkie firmy, takie jak Schalke czy Barcelona, jest naprawdę ogromny. Wisła potrzebuje tych sukcesów ale Wielkiej Wisły, tak naprawdę, potrzebują wszyscy.
Pamiętać jednak trzeba, że wraz z marzeniami o sukcesach rosną także wymagania oraz oczekiwania wobec działaczy, piłkarzy i trenerów, a tych, na dzień dzisiejszy, nikt z wymienionych nie spełnia.

 Krakowianie uzbierali dotychczas 16 punktów. To najlepszy wynik od trzech sezonów ale jeżeli komuś wydaje się, że wyrwane na siłę punkty, i to wyrwane przeważnie dzięki zaangażowaniu jednego lub dwóch piłkarzy, wystarczą by zadowolić kibiców – niestety jest w błędzie.
Być może, gdyby na miejscu Wisły były dziś Cracovia, Termalica lub Lechia – ich zwolennicy odbębniliby sukces opowiadając o skutecznej dotychczas walce o miejsce premiowane awansem do europejskich pucharów ale… na Wiśle to nie przejdzie. Ewidentnie bowiem, przy Reymonta nic nie działa tak jak powinno. I na nieszczęście albo i szczęście Wiślaków, widzą to wszyscy dookoła.

 Fani, czy to klubu z Krakowa czy któregokolwiek innego, nie są ciemną masą, która klaszcze kiedy zobaczy kartkę z napisem „Aplauz!” lub uwierzy, że drużyna jest na dobrej drodze do walki o najwyższe cele, jeżeli zespół prezentuje kieski poziom i ciuła punkty w niewyobrażalnych wręcz bólach. Ci ludzie od kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu lat oglądają w akcji zapewne nie tylko polskich piłkarzy i bez wątpienia mają pojęcie o wszystkich aspektach takiego tworu jakim jest piłka nożna. Na czele z taktyką. Robić ich w bambuko na słodkie oczy się nie da. To nie te czasy.  Jeżeli na pokładzie klubowym znajduje się jakaś czarna owca, psująca od środka kolektyw drużyny, z całą pewnością, kibice będą pierwszymi, którzy wskażą zatrute źródło. Nieważne czy będzie to trener, jeden czy kilku piłkarzy czy chociażby działacz. W Wiśle przerabiali to już nie raz…

 Mimo zgromadzonego dorobku punktowego, gra Wiślaków nie tylko nie zachwyca ale wręcz kłuje w oczy. Bez ładu i składu. I co najgorsze, bez pomysłu na grę bo: ‚długa na Carlitosa i nich on coś wymyśli’ pomysłem profesjonalnej drużyny piłkarskiej na pewno nie jest. Choć trzeba w tym miejscu przyznać, że od początku sezonu to jedyna treść, jaką piłkarze Wisły przenoszą z założeń na murawę.
Poza samym Carlosem Lopezem na próżno szukać jakichkolwiek pozytywów w grze Wiślaków. No, może wspomniana już ‚gra do końca’, jak przystało na prawdziwych mężczyzn mogłaby działać na korzyść piłkarzy oraz trenera ale nawet to nie zamazuje krytycznej opinii całokształtu.
Wszyscy dokoła wiedzą, że na samym Carlitosie krakowianie nie dojadą za daleko a choćby się chciało znaleźć jakiś inny punkt zaczepienia, na podstawie którego Wisła miałaby oprzeć swoją dobrą grę – będzie o to niezwykle ciężko.
Patrząc na spotkania drużyny Kiko Ramireza – co prawda można by czekać na jakiś fajny akcent z ich strony ale prawda jest taka, że prawdopodobnie, czekać będzie się od pierwszej do ostatniej minuty meczu i poza samotnym błyskiem hiszpańskiego snajpera nie uświadczy się nic, co ruszyłoby odpowiedzialną za odczuwanie przez nas przyjemności część naszego mózgu.

 Naprawdę, jak mawia klasyk: Nie ma się co śmiać. Kibicom Wisły można jedynie współczuć.
Dla obserwatora z boku, sprawa wydaje się niby prosta bo w klubie z Reymonta jest aktualnie pokaźna grupa naprawdę dobrej jakości piłkarzy. Cały paradoks tkwi jednak w małym szczególe (lub dużym, jak kto woli) – Nikt bowiem nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co dzieje się z zasobami ich umiejętności i talentu w momencie kiedy postawią nogę na murawie. Czy ktoś tych panów zaczarował?
Nikt mi nie powie, że nagle cała grupa piłkarzy zapomniała, jak grać w piłkę. Tak to nie działa…

 Na papierze, Wisła Kraków ma chyba najsilniejszą kadrę w lidze. +/- osiemnastu piłkarzy, którzy talentem, umiejętnościami czy doświadczeniem prezentują się naprawdę nieźle. Jakim cudem ci sami zawodnicy na murawie prezentują się jak juniorzy? To naprawdę niezwykle trudno wytłumaczyć.
Sadlok, Małecki, Cywka – w poprzednim sezonie, cała trójka nie raz i nie dwa potrafiła zachwycić swoją grą. Małecki znów prezentował poziom, z jakiego znany był w czasach swojej świetności w Wiśle. Cywka rozegrał chyba najlepszy sezon w swojej karierze, kibice, na widok jego gry przecierali oczy ze zdumienia, nikt wcześniej nawet nie przypuszczał, że ten zawodnik w ogóle potrafi wejść na takie obroty. Sadlok prezentował wyśmienitą formę i aspirował do tytułu najlepszego ofensywnego obrońcy w lidze. Cała trójka, nie tylko w oczach kibiców Wisły, mocno pukała do drzwi z napisem Reprezentacja Polski. Temu pierwszemu otworzył je przecież sam Adam Nawałka.
Na dzień dzisiejszy, ktoś kto nie zna możliwości tych panów, mógłby zapytać czy naprawdę są to piłkarze profesjonalni czy jednak wyciągnięto ich z amatorskiej osiedlowej drużyny. Cała trójka nie prezentuje nawet pięćdziesięciu procent zaangażowania, którym raczyła nas w zeszłym sezonie. Na dzień dzisiejszy, ciężko powiedzieć czy któryś z nich załapałby się na angaż w Garbarni. Przecież taki Małecki, od początku sezonu nie zagrał ani jednego przyzwoitego spotkania a jedynym błyskiem z jego strony była przepiękna bramka. O pozostałych można nawet nie wspominać, bo o czym?  Co się stało z formą ale przede wszystkim z ambicją ww. piłkarzy?

Jedźmy dalej, obrona w składzie -wspomniani już -Sadlok i Cywka oraz Głowacki i Gonzalez. Niby z daleka wieje doświadczeniem i pełną profeską a rezultat z połączenia tych panów jest taki, że Wisła traci bramki jak na zawołanie. I najczęściej, rywale wcale nie muszą się natrudzić aby je zdobyć. W trakcie meczów, określenia jakie nasuwają się względem gry formacji obronnej Wisły, nie nadają się do publikacji. Aż dziw bierze, że dotychczas żadnemu z komentatorów nie wymsknęły się salwy śmiechu, patrząc na parodię odstawianą przez defensorów Wisły. Brawo oni. Naprawdę, szacunek Panowie.
O ile obecną formę Głowackiego można wytłumaczyć jeszcze jego wiekiem o tyle na zachwycającego w tamtym sezonie Hiszpana, w tym bardzo trudno znaleźć wytłumaczenie jego słabej gry.

Środek pola – do póki w drużynie był Brlek – można było użyć wobec gry krakowskiej drużyny jakichś przymiotników kojarzących się z dobrą grą. W momencie gdy Chorwat zamienił polską ligę na Serie A, wszyscy na siłę szukają jakiegokolwiek powiewu pozytywnej gry i można by wymienić nazwiska Lloncha, Bashy, Wojtkowskiego czy Halilovicia ale poza pojedynczymi przebłyskami, obraz całości jest niespójny i niestety dla wszystkich bezproduktywny.
Patrząc na brak zaangażowania obrońców i defensywnych pomocników Wisły, tęskno robi się nawet na wspomnienie o Alanie Urydze…

Nie możemy zapominać także o Brożku czy Boguskim, którzy podobnie jak reszta ‚starych’ Polaków mocno obniżyła loty. Czy w przypadku ww. dwójki oraz Głowackiego, Sadloka, Małeckiego i Cywki możemy już podejrzewać jakieś przejawy buntu wobec hiszpańskiej rewolucji?

No właśnie, Hiszpanie i gracze z Hiszpanii, czyli transfery Manuela Junco i Kiko Ramireza: Cuesta, Gonzalez, Velez, Llonch, Perez, Carlitos, Imaz, Ze Manuel – wszyscy wymienieni, swoim doświadczeniem oraz piłkarskim CV nakrywają większość ligowców czapką. Oczekiwano, że wraz z Arsenicem, Halilovicem i Kostalem wniosą do Wisły nową, lepszą jakość. Że wprowadzą do polskiej ligi trochę…hmmm, może inaczej, że dzięki nim, zarówno Wisła, jak i polska liga wejdzie na wyższy poziom. Level expert?
Niestety, coś poszło nie tak i poza Lopezem cała reszta wygląda jakby przyjechała tu za karę. Na truskawki czy coś…

 Niby z boku wszystko jest tak, jak być powinno. Są piłkarze, naprawdę świetni jak na polską ligę gracze. Klub wychodzi z długów, w tabeli Wisła zajmuje wysoką pozycję a jednak jakiś szkopuł powoduje, że piłkarski Kraków płacze. 1/3 opłakuje ostatnią pozycję klubu z Kałuży a cała reszta tkwi w zawieszeniu, gdzieś pomiędzy nadzieją, zwątpieniem i zmartwieniem z powodu niezrozumienia tego co aktualnie dzieje się w ich ukochanej Wisełce.
Tak naprawdę, chyba łatwiej byłoby zrozumieć i oglądać grę występy drużyny z Reymonta gdyby była ona po prostu słaba sama w sobie. Za słaba na wygrywanie, za słaba na walkę o puchary. Cały problem tkwi w tym jednak, że Wisła jest mocna i ma predyspozycje aby walczyć o najwyższe cele a wszystko wskazuje na to, że za chwilę będzie walczyć ale o utrzymanie…

 Wszyscy, którzy szukali winnych słabości Wisły, którzy oczywiście nie wierzą w to, że gracze sprowadzeni do Krakowa to piłkarski szrot a jedynie chwilowo nie potrafią pokazać pełni swoich umiejętności, winą za słabą grę obarczają trenera – Kiko Ramireza. Czy słusznie? W tym momencie to chyba jedyny właściwy trop.
O ile na początku można było wierzyć, że Hiszpan jest naprawdę niezłym trenerem, na którym nikt dotychczas się nie poznał, o tyle na dzień dzisiejszy można zacząć wierzyć, że dobra runda w wykonaniu Wisły pod wodzą Ramireza, jeszcze na początku jego pobytu w klubie, była jeszcze zasługą pracy Dariusza Wdowczyka a Kiko zebrał tylko laury, wprowadzając w chłopaków nieco świeżości.
W ogóle z hiszpańskim szkoleniowcem jest taki problem, że pod jego wodzą Wisła zawodzi przeważnie kiedy akurat nikt się tego nie spodziewa. Przed meczem zapowiada się na ogromną chęć dokopania rywalom, wyciągnięcie najcięższych dział i w ogóle ambicjonalne podejście do obowiązków by później, kibice, z grobową miną i niedowierzaniem zapytali: dlaczego?
Dlaczego Wisła prezentuje tak żenującą grę? Dlaczego z uporem maniaka Kiko wystawia Carlitosa na szpicy, kiedy najlepiej prezentuje się on za plecami innego napastnika, kiedy dostaje nieco miejsca i swobody do czarowania piłką? Dlaczego większość piłkarzy nie prezentuje poziomu nawet w połowie zbliżonego do tego z poprzedniego sezonu? Dlaczego nowi piłkarze z miejsca wchodzą do wyjściowego składu, mimo że nie wywalczyli sobie tego prawa dobrą grą?
Kurcze, aż chciałoby się teraz przenieść na salę, być może konferencję prasową lub konfrontację piłkarzy i trenerów z dziennikarzami i kibicami. Aż chciałoby się usłyszeć odpowiedzi na nurtujące nas wszystkich pytania i przede wszystkim u źródła dowiedzieć się, kto bierze na barki winę za tak tragicznie słabą grę drużyny?

 Kiko Ramirez swoimi decyzjami, doborem piłkarzy do taktyki oraz brakiem jakiegokolwiek pomysłu na grę swojego zespołu, w zastraszającym tempie zatracił zaufanie, jakim przez długi czas obdarowywali go kibice i działacze Wisły. Pan Ramirez jakby nie pasował do układanki, której sam jest autorem. Co najgorsze, szkoleniowiec jest bardzo sympatycznym człowiekiem a po wystąpieniu w Canal+ czy podczas wywiadów przedmeczowych dał się poznać także jako niezwykle inteligentny. Jak widać, wszystkiego mieć nie można…
Błędy Hiszpana w prowadzeniu krakowskiego klubu wyrastają jak grzyby po deszczu, a wraz z nimi mnożą się nieprzychylne szkoleniowcowi opinie.
W ostatnim czasie, w Internetach, Ramireza (wzorem wielkiego Arsena Wengera) powoli zaczyna się żegnać, albo raczej dawać mu do zrozumienia iż sam powinien powiedzieć pas, hashtagiem #KikoOut. Czy jednak Hiszpan, albo chociaż działacze Wisły zrozumieją ten przekaz?
Czy może warto jednak jeszcze poczekać i dać trenerowi Wisły nieco swobody? Z jednej strony zwalnianie Ramireza już teraz, może wiązać się ze sporym ryzykiem. Jeżeli do Krakowa zawita inny szkoleniowiec, który nie będzie umiał ujarzmić hiszpańskiej grupy piłkarzy lub rzeczywiście, okażą się oni jedynie piłkarskim szrotem, Wisła będzie miała jeszcze większy problem a dotknięty Kiko zatriumfuje.
Z drugiej strony, jeżeli jakiś inny trener będzie potrafił wyciągnąć z obecnej kadry jakość, którą wydaje się, że większość z piłkarzy posiada, a której nie pokazują, Wisła mogłaby jeszcze wiele ugrać w tym sezonie.
Na Wiślackich forach, coraz częściej daje się zauważyć nazwisko Kazimierza Moskala jako potencjalnego następcy Kiko i… może rzeczywiście, powrót legendy krakowskiego klubu wcale nie byłby takim głupim pomysłem. Za jego rządów, Wisła grała naprawdę fajną dla oka piłkę, za to miała niewyobrażalnie dużo nieszczęścia, szczególnie w stosunku do sędziów.  Miała też wtedy słabą i dosyć dziurawą kadrę. Biorąc więc pod uwagę, że obecnie karma do klubu z Reymonta wraca i nieco szczęśliwie oddaje punkty Krakowianom a kadra zespołu pęka w szwach – z tej mąki mógłby wyjść niezły chleb.
Więc jak? Może warto zaryzykować? Bo… Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana! A jeśli w klubowym barku nic w tym momencie nie ma, do ‚Żabki’ naprawdę niedaleko…

Od ogórka do potęgi? W trzy lata do sukcesu polskiej piłki!

z20967277Q,Radosc-polskiej-druzyny-po-golu-strzelonym-Rumunii

Trzy lata – czy to krótko czy długo? Oczywiście, wszystko, jak zwykle zresztą, zależy od naszych oczekiwań i podejścia do sprawy. W sytuacjach czysto życiowych trzyletni okres to szmat czasu, podczas którego wszystko potrafi diametralnie się zmienić. W sporcie wcale nie jest inaczej. A wręcz przeciwnie. Czas jest bardzo ważnym czynnikiem w życiu każdego sportowca. W dużej mierze to właśnie on decyduje o sukcesach i porażkach. Nierzadko jest tym jedynym faktorem, który dzieli i rozdaje, a co za tym idzie potrafi napełnić nadzieją lub bez skrupułów z niej obedrzeć.
Jak się okazało, dla nas Polaków, czas ten, wbrew pozorom, okazał się bardzo krótki i łaskawy. Trzy ostatnie lata, jeśli można tak powiedzieć, przeleciały jak z bicza strzelił, dostarczając nam mnóstwa wspaniałych emocji i dając nadzieję na więcej…

Chyba wszyscy doskonale pamiętają lata łez i upokorzeń, których przez wiele ostatnich lat przysparzali nam nasi piłkarze. Zarówno Reprezentacja Polski jak i kluby nie rozpieszczały nas poziomem swojej gry, o sukcesach nie wspominając. W czasach kiedy kibice z różnych zakątków świata, szczególnie ci ze Starego Kontynentu, mogli zachwycać się sukcesami swoich drużyn czy to na arenie międzynarodowej, czy w europejskich pucharach, u nas wciąż przypominano o pojedynczych, wątpliwej konkurencyjności z dokonaniami rywali, wyczynami Polaków. Tak, chodzi o ten Widzew w LM, Wisłę z Schalke i Parmą czy Lecha z Manchesterem City albo Polskę pod batutą Benhakkera. Na prawdę, nie ma (i nie było) się czym chwalić. Ale wiadomo, przez te wszystkie lata upokorzeń, jakoś trzeba było sobie osłodzić życie.
Poza wspominaniem ciągle ‚legendarnych’ już pojedynków, kibicom pozostało marzyć o lepszym jutrze. Przecież jesteśmy narodem walczącym i niezwyciężonym. Tak łatwo się nie poddajemy a na pewno nie robią tego kibice. Oni nie. Nawet kiedy na murawie zawodzili piłkarze, fani wciąż wierzyli w swoich idoli. Było warto! Chyba nadszedł właśnie ten moment by uznać, iż (fanfary!) polska piłka wkroczyła na dużo, dużo wyższy poziom. Przestaliśmy być ogórkami! Futbol w Polsce się reaktywował! W trzy lata – bo mniej więcej tyle, odkąd trenerem kadry został Adam Nawałka, zajęło naszej Reprezentacji przeobrażenie się z drużyny piłkarsko upośledzonej i bitej przez każdego w prawdziwy dream team, którego boją się najlepsze reprezentacje świata.
Tak jest. Bez zbędnych ceregieli trzeba otwarcie powiedzieć, że stoimy dziś w miejscu, o którym jeszcze trzy lata temu mogliśmy jedynie pomarzyć a na stojących w nim piłkarzy, patrzeć z zazdrością. Dziś, kiedy takie reprezentacje jak Argentyna, Holandia czy Czechy przechodzą kryzys, Polacy grają jak z nut. W oficjalnych pojedynkach o punkty od wielu spotkań nie potrafią znaleźć pogromcy, mimo, że na swojej drodze stawali na przeciwko Mistrzów Świata czy późniejszych Mistrzów Europy. Nasi piłkarze coraz częściej decydują o jakości najlepszych klubów Europy, swoją postawą zachwycając ekspertów i zaskarbiając sobie sympatię kibiców. Wśród rywali budzą niesamowity respekt i zazdrość co nie rzadko widać w relacjach boiskowych i w tunelu prowadzącym na murawę. Polska stoi dziś w jednym szeregu obok takich ekip jak Niemcy czy Anglia co najlepiej świadczy o poprawie stanu polskiego futbolu. A nie można nam przecież zapomnieć o ogromnym sukcesie Legii Warszawa, która spełniła marzenia większości kibiców i dokonała, wydawać by się kiedyś mogło, rzeczy niemożliwej – a takim właśnie określa się jej awans do upragnionej Ligi Mistrzów, gdzie zremisowała nawet z Realem Madryt, strzelając mu aż trzy bramki.

To wszystko nie jest przypadkiem. To dorodne owoce pracy.
-Pracy piłkarzy – zapieprzania w klubach by wywalczyć sobie miejsce w składzie, rywalizując z podobnej klasy zawodnikiem zza granicy – kiedyś nie do pomyślenia by Polak takową rywalizację wygrał.
-Pracy trenera, Adama Nawałki – człowieka, który dokonał cudu! Jak on to zrobił?
-Zbigniewa Bońka – Bez wątpienia, gdyby nie było Zibiego na stanowisku prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie byłoby tego sukcesu. Być może nie byłoby wtedy też Nawałki i tylu klasowych piłkarzy w tak dobrych klubach.

Trzy główne ogniwa, które w trzy lata diametralnie zmieniły obraz polskiej piłki. Z nędzy do pieniędzy, można by rzec bo historia naszego futbolu przypomina niejako piękną bajkę o kopciuszku…
I co najlepsze, odnosząc się do głośnego filmu kanału Łączy nas Piłka o naszej drużynie narodowej, wygląda na to, że: To dopiero początek!
Nasza drużyna wciąż się rozwija. Wygląda na to, że wciąż ma w sobie ogromne pokłady chęci, ambicji i możliwości. Bez wątpienia, do Mistrzostw Świata w Rosji naszym zawodnikom na pewno nie zabraknie zaangażowania a kto wie, może te trzy lata to nie wszystko, może śpiewane przez kibiców nieco życzeniowo i fantazyjnie jak co roku po nieudanych dla nas turniejach: „Już za cztery lata Polska będzie Mistrzem Świata!”, przeistoczy się w rzeczywistość? Czy po ostatnich dniach, miesiącach, latach ktoś jest w stanie z czystym sumieniem uznać to za marzenia ściętej głowy?

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Mamy dream team! Czyli…Na co stać Reprezentację Polski?

0005MF42XPPIFJHT-C122-F4

Cały czas, począwszy od spotkania z Irlandią Północną, przez Niemcy i Ukrainę, aż po mecz ze Szwajcarią, nie mogę pozbyć się jakiegoś dziwnego, mocno zakorzenionego w mojej głowie przeczucia, że Reprezentacja Polski cały czas gra na jakimś minimum swoich możliwości, i że w odpowiednim, być może decydującym o naszych losach na tym turnieju momencie, Adam Nawałka wysypie z rękawa kilka asów…

Wszystko zaczęło się od dwóch sparingów naszej drużyny, rozegranych na chwilę przed wylotem do Francji. Tyle było po nich lamentu i zgrzytania zębami, że nawet najwięksi optymiści zaczynali wątpić w jakość zespołu. Już na samym turnieju, okazało się, że zarówno mecz z Holandią, jak i Litwą były świetnie zrealizowanym spektaklem, mającym dać odpowiedzi naszemu sztabowi szkoleniowemu na ostatnie nurtujące ich pytania, a przy okazji, nie obnażyć się przed turniejowymi rywalami. Udało się? Udało. I to jak!

Na początek, Polacy rozgnietli Irlandię Północną. Malkontenci zapewne powiedzą, że wygrali tylko jedną bramką ale historia Irlandczyków na tym turnieju, oraz fakt, że w żadnym z kolejnych spotkań, mierząc się z zespołami teoretycznie mocniejszymi od nas, nie dali się nikomu pokonać więcej niż jednym trafieniem, powinny ich satysfakcjonować. Tym bardziej, że o ile wynik wysoki nie był, Polacy pokazali, że nie przyjechali do Francji na wakacje ale żeby osiągnąć jak najlepszy rezultat.
Z Niemcami, ekipą MŚ i głównymi pretendentami do tytułu, tylko potwierdzili swój akces do walki o najlepszy wynik w historii występów Polski na ME. Przez chwilę, można się było zastanawiać, czy to Polacy grali tak świetnie, że nasi sąsiedzi nie byli w stanie ani przez chwilę nam zagrozić, czy może to oni nie są przygotowani do tego turnieju w 100%. Wątpliwości szybko zostały rozwiane w kolejnych meczach zarówno polskiej, jak i niemieckiej ekipy.
I tylko z Ukrainą, Polacy momentami nie zachwycali. Ale… Zwycięzców się przecież nie sądzi a i skład lekko eksperymentalny, dający nieco odpocząć kilku naszym Orłom, powinien znów nas pamięcią przywrócić do ostatnich naszych meczów towarzyskich…

Ostatni bój ze Szwajcarią, rozwiał już chyba wszelkie wątpliwości na temat siły polskiej reprezentacji. W pierwszej połowie graliśmy jak z nut, w drugiej znów schowaliśmy umiejętności pod koc. Jakbyśmy nie chcieli by kolejni rywale dowiedzieli się o nas zbyt wiele…
Na całe szczęście, Polacy uchylili nieco rąbka tajemnicy w karnych, gdzie potwierdzili swoją wielkość i bezbłędnie wprowadzili nas do ćwierćfinału – dokonując rzeczy historycznych…

Polacy podczas Euro zachwycają formacją defensywną. Jedyną dotąd bramkę straciliśmy po fenomenalnym strzale Szwajcara. Bez wątpienia – bramka turnieju a także mocny kandydat do nagrody Puskasa podczas ceremonii przyznania Złotej Piłki. Po prostu – nic nie dało się zrobić…

Równie wspaniale, jak nasi brakarze i obrońcy, radzą sobie dotychczas nasi skrzydłowi. Radę daje także środek pola, choć, trzeba to powiedzieć głośno –  szczególnie po Grzegorzu Krychowiaku, spodziewamy się jeszcze lepszych występów.
Nieco zastrzeżeń możemy mieć, a w zasadzie musimy, do polskiego ataku, który współtworzą Lewandowski i Milik. Ten pierwszy, rzadko decyduje się na indywidualne szarże czy strzały z daleka, a jeśli już, zwykle są mocno oddalone od światła bramki. W przypadku drugiego, chyba nie trzeba tego mówić… dziesiątki sytuacji, pudło, pudło i jeszcze jedno pudło… Nie wiadomo, co nagle stało się z Arkiem i dlaczego nawet jego lewa noga, jedna z najlepszych w Europie, nie funkcjonuje… Zdajemy sobie sprawę jak wielką pracę obaj wykonują i jak przeciwko nim grają rywale ale bez względu na te niedogodności powinni dać z siebie więcej.
Pomyślcie, co by było, gdyby w kolejnych spotkaniach, Reprezentacja Polski została wzmocniona Lewym i Milikiem, jakich znamy z występów w eliminacjach do Euro? To byłoby coś wielkiego!
Ale zaraz… może i to jest małym elementem spektaklu, który dopiero ma wypalić? I z odpaleniem najcięższych dział, Adam Nawałka czeka do decydującej fazy turnieju?

No właśnie. Mamy wspaniały kolektyw. Drużynę, której wystarczy dokręcić lekko śrubkę, by była demolującym rywala potworem. Tych chłopaków cechuje niesamowity spokój i opanowanie, a także, co u nas jest nowością, przekonanie o swojej sile. W końcu, po latach upokorzeń, możemy być dumni z polskich piłkarzy a znamiennym obrazkiem, potwierdzającym ten fakt jest przedmeczowe spotkanie w tunelu z kolejnymi rywalami. Nadeszły wreszcie czasy, kiedy to przeciwnicy z dozą respektu, podziwu i zazdrości spoglądają w stronę Polaków. Dumnie stojących i przede wszystkich uśmiechniętych Polaków. Naprawdę, serce się raduje, kiedy patrzy się na tak zmotywowanych i walecznych reprezentantów naszego kraju.
Wraz z jakością czysto sportową, od kadrowiczów emanuje niesamowity wręcz humor i poczucie przynależności do ekipy. Choć w tym miejscu, chyba odpowiedniejszym słowem byłaby: Rodzina. Bo Reprezentacja Polski na dzień dzisiejszy jest jedną wielką rodziną. Mającą swoje słabe i mocne strony, momenty kłótni i sporów, mającą ciche dni, ale która w momencie zagrożenia, pójdzie za sobą w ogień .
Najlepszym dowodem na to wszystko jest zachowanie Roberta Lewandowskiego i Kuby Błaszczykowskiego, pomiędzy którymi nie ma wielkiej przyjaźni a którzy w kolejnych meczach udowadniają, iż w taki ogień za sobą by skoczyli, nawet jeśli tym gorącym płomieniem są tylko nasi rywale. No cóż, nie ma co mówić – mamy prawdziwy dream team. Drużynę, która stąpa mocno po ziemi i pewnie prze do celu.

Jakiż więc mamy ten cel, drodzy Państwo? Choć nasi skromni panowie się nie przyznają, choć nie chcą zapeszać, nie bójmy się chociaż my tego przyznać – Idziemy po Mistrzostwo Europy! Jak Grecja czy Dania w przeszłości… Idziemy i nie zatrzyma nas żadna zgraja gwiazdek, ponieważ mamy nad nimi ogromną przewagę. Kilkunastu mocnych charakterów. 100% ambicji i 100% waleczności.
Jedyną przeszkodę na drodze do zwycięstwa może się okazać zmęczenie. Jeśli zdrowie pozwoli, nie wątpmy w siłę Reprezentacji Polski i Adama Nawałki. Dobitnie już nam udowodnili jak wielką mają wartość. Bez względu na wszystko – Już są zwycięzcami!

A po Euro? No właśnie, bez względu na wynik Polacy już wygrali te Mistrzostwa. Zaraz po nich, będą rozchwytywani przez największe kluby Europy. A kolejne propozycje popłyną w stronę Ekstraklasy, gdzie menadżerowie z całego świata, będą szukać kolejnych diamentów na miarę obecnych reprezentantów. Niby to zwykła kolej rzeczy ale cieszy jak diabli. I duma rozpiera serce! I wiecie co? Jak nigdy, życzę kolejnych bramek Kubie Błaszczykowskiemu. Zasłużył jak nikt inny. Niech walnie Portugalii ze trzy bramki i weźmie sobie tytuł króla strzelców! Bo dlaczego nie?

Co z tą Szwajcarią? Kierunek 1/8 i dalej!

314bfad8-b663-42db-9fc2-ea71b89e5409

Przed Polską prawdopodobnie najważniejszy mecz na Euro – ze Szwajcarią. Wszystko, co było przedtem, czyli awans z fazy grupowej, było naszym celem minimum. Wszystko, co będzie potem (jeśli będzie) – nazwiemy sukcesem. Jeśli uda nam się wywalczyć awans do półfinału, nie mówiąc już o rundach następnych, będziemy w niebie a świętowania nie będzie końca…

Fazę grupową, mimo kującej w oczy nieskuteczności, zakończyliśmy z robiącym wrażenie bilansem, jako:
- Jedna z czterech ekip na turnieju z 7 punktami na koncie (Niemcy, Chorwacja, Francja)
- Jedna z dwóch drużyn z ‚czystym kontem’ (Niemcy).
Czego chcieć więcej, można by powiedzieć ale w tym momencie tego nie róbmy. Wszyscy doskonale wiedzą, czego pragniemy i jeśli wierzyć słowom Adama Nawałki, a on przecież dotychczas nas nie zawiódł i nie oszukał, w kolejnym spotkaniu do świetnej gry defensywnej, którą Polacy zachwycali m.in w meczu z Niemcami, dołożymy jeszcze cegiełkę w ataku. Jeśli do siatki znowu zaczną trafiać Milik i przede wszystkim Lewandowski – jesteśmy w domu! A chyba właśnie nadszedł odpowiedni moment by obu panom przypomniało się dlaczego to oni, występują na samym czubie układanki naszego selekcjonera…

Po tym co pokazała nasza drużyna w poprzednich spotkaniach, chyba nie musimy aż w takiej panice podchodzić do naszego kolejnego rywala. Szwajcaria wcale nie należy do piłkarskich potęg a jeśli bliżej przyjrzymy się sytuacji w ich grupie, dojrzymy, iż ten ich awans z drugiego miejsca oraz mała strata do Francji były bardziej wypadkową słabości grupy i rywali, aniżeli ich jakości. Gospodarze podczas Euro nie zachwycają, dwa razy, z dużo słabszymi rywalami udało się im wyrwać wygraną na zwykłym farcie. W starciu ze Szwajcarią, także nie zachwycali i musieli zadowolić się jedynie jednym oczkiem. A właśnie ta Szwajcaria ledwo co pokonała Albanię i tylko zremisowała z Rumunią. Być może cała ta trójka momentami zachwycała walecznością ale ile w tym wszystkim było jakości?
Na pewno, w tym kontekście o wiele więcej można by przypisać najsłabszej w grupie C – Ukrainie. Oni, szczególnie w meczu z nami i Niemcami pokazywali, że potrafią wiele, po prostu mieli pecha i sytuacja, w jakiej obecnie się znajduje drużyna, mocno przyhamowała ich zapędy. Irlandia Północna ma także w rękach nogach o wiele większego asa, niż te którymi dysponowały dwie ostatnie ekipy w grupie A. Warto zastanowić się, czy jeśli nam i Niemcom udało się pokonać Irlandczyków z Północy tylko jednokrotnie, czy taka Szwajcaria w ogóle by tego dokonała? Na dzień dzisiejszy, bez względu na wszystko to Polska pokazała się z lepszej strony. Nawałka idealnie dopasowuje taktykę pod kolejnych rywali i bez wątpienia, tak samo będzie podczas sobotniego spotkania. Jeśli naszym Orłom uda się wejść na poziom gry w destrukcji, jaki zaprezentowali w spotkaniu z Mistrzami Świata, Szwajcarzy nie będą mieli z nami szans. O atak nie musimy się martwić, bo czy obrońcy naszych rywali mogą się równać z reprezentantami Niemiec? Nie bójmy się założyć sobie planu, jakim będzie awans do kolejnej rundy. To już nie jest pompowanie balonika ale rzeczywistość, w której jesteśmy jednym z lepszych zespołów na tym turnieju.
Mamy naprawdę mocny skład. Za chwilę Canal+ nie będzie nadążał z pokazywaniem spotkań w Champions League bo w większości czołowych klubów świata występować będą nasi reprezentanci. Z tej mąki może wyrosnąć naprawdę okazały chleb więc dlaczego w końcu nie mamy w coś uwierzyć? Stać nas na pokonanie Szwajcarów? Stać! A potem? Chorwacja, Portugalia, Walia, Belgia… Los dał nam szansę. A wszystkim, którzy zacierają ręce nad pojedynkami ekip z drugiej części drabinki, gdzie rywalizować będą Francuzi, Anglicy, Włosi, Niemcy i Hiszpanie chyba należy przypomnieć, że żaden z zespołów swoją grą nie zaprezentował jakości, dającej powody do typowania ich na największych faworytów. Za to Chorwacja, Walia czy Polska… Chyba ciekawiej i skuteczniej jest właśnie u nas. Czy ktoś z ‚polskiej’ części drabinki sięgnie po tytuł? Miejmy nadzieję, do póki piłka…

Z Ukrainą o pełną pulę! Warto grać na Polskę…

bonusy-bukmacherow-nowe

Po dwóch kolejkach turnieju we Francji, nasza reprezentacja pod względem dorobku punktowego ustępuje miejsca jedynie gospodarzom, oraz zawsze wielkim drużynom Włoch i Hiszpanii. Podobnie jak my, cztery oczka na swoim koncie zgromadziły takie zespoły jak Niemcy, Szwajcaria oraz Chorwacja. Towarzystwo iście doborowe, nieprawdaż? Tym bardziej biorąc pod uwagę, iż nasze konto zasililiśmy w spotkaniach z dwoma najsilniejszymi (jak się okazało) rywalami w grupie C… a w ostatnim spotkaniu, o trzy punkty i pierwsze miejsce zagramy ze słabo spisującą i rozbitą od środka Ukrainą. Patrząc na formę oraz przygotowanie mentalne polskiego zespołu – Tego nie da się spieprzyć! Gramy o zwycięstwo, o wysokie zwycięstwo, dające nam pozycję lidera w grupie i… łatwiejszych rywali na drodze do tytułu Mistrza Europy!

Nie bójmy się takich stwierdzeń. Zatrzymaliśmy wielkich Niemców, którzy zupełnie nie radzili sobie z polską defensywą a jeśli udało się tego dokonać z drużyną typowaną jako pewnik do finału, dlaczego miałoby się nie udać z innymi? Na dzień dzisiejszy, prezentujemy naprawdę wysoki poziom a przygotowanie taktyczne Adama Nawałki idealnie wkomponowuje się w styl gry naszych kolejnych rywali. Drzwi do naprawdę dobrego wyniku w tym turnieju stoją przed nami otworem i dotychczas nawet nie zaskrzypiały. Przeciągu nie ma i być może jeszcze długo go nie będzie. Zarówno nasi piłkarze jak i kibice są pewni, że przed lipcem, czyli jeszcze przez dziesięć dni, do Polski wracać nie zamierzają. Miejmy nadzieję, że przygoda Reprezentacji Polski we Francji zakończy się dopiero dziesiątego lipca…

Patrząc na dotychczasowe wydarzenia boiskowe i poziom prezentowany przez uczestników, nikomu nie przyjdzie na myśl, skreślić nas przedwcześnie z listy zespołów aspirujących do końcowego triumfu. Przecież nikt nikomu nie odda punktów za darmo. Aż dziw bierze, że wszyscy tak łatwo typują Niemców do łatwej wygranej w starciu z Irlandią Północną. Przecież im, podobnie jak nam, może być ciężko przebić się przez mur zbudowany przez tak liczna grupę defensorów trzeciej obecnie drużyny grupy C. Milikowi raz się udało ale nie jest powiedziane, że uda się to Mullerowi. A nawet jeśli, nikt nie powinien liczyć na wysoką wygraną. Waleczni Irlandczycy postawią wszystko na jedną kartę. Napędzeni zwycięstwem z Ukrainą, mogą postawić Niemcom wysoko powieszoną poprzeczkę. Polsce w starciu z żółto-niebieską armią może być o tyle łatwiej, że nasi rywale, których podczas tego turnieju nie mieliśmy prawa zestawiać z przymiotnikami opisującymi zwycięzców, są już zapewne przyszykowani na drogę powrotną do swojej ojczyzny. Można więc uznać, że z Polską zagrają już na walizkach. Wszystko, co działo się w okół ukraińskiej kadry, nie napawa optymizmem ich fanów, za to nam stawia na drodze niezwykłą szansę, którą wykorzystamy tylko, ogrywając wysoko swojego rywala. Oczywiście, ciągle przyjmując, że Niemcom jednak uda się ograć Irlandię Północną. My w takim przypadku, albo musimy wygrać z Ukraińcami o jedną bramkę więcej i liczyć na to, iż drużyna Joachima Loewa w starciu z Irlandczykami będzie nagminnie karana żółtymi kartonikami, które przy równej ilości punktów Niemiec i Polski, pozwolą nam na wygranie pozycji lidera poprzez klasyfikację fair-play, albo… strzelić  dwie bramki więcej niż nasi sąsiedzi. Wtedy możemy być pewni swego… Być może uda nam się uniknąć rywalizacji z Hiszpanią na wcześniejszym etapie rozgrywek bo w tym momencie, to chyba jedyny rywal na tym turnieju, którego moglibyśmy się obawiać. Cała reszta, choć dużo od nas bogatsza i może silniejsza kadrowo, bardziej rozreklamowana i faworyzowana, mogłaby się na nas przejechać. Walczymy więc dalej!

Do tej pory, turniej we Francji układa nam się koncertowo. Nie bez przyczyny rywale coraz bardziej zaczynają się nas obawiać. Jesteśmy nieprzewidywalni i z każdą kolejną minutą gry, groźniejsi. Warto chyba więc na tej dobrej grze naszych reprezentantów trochę zarobić. Kursy na zwycięstwo Polski mogą podwoić stawkę. Jeszcze więcej można zyskać typując wygraną naszych Orłów różnicą więcej niż jednej bramki. Po spotkaniu z Niemcami, dobrym kierunkiem ulokowania swoich pieniędzy powinien być także typ na strzelca w osobie Arkadiusza Milika. Chyba nikt nie ma wątpliwości, iż napastnik (jeszcze) Ajaxu będzie chciał się zrehabilitować i zamknąć usta krytykom. O strzeleniu przez niego dwóch lub więcej goli w tym spotkaniu mówić chyba nie wypada ale… zaryzykować chyba warto!

Oprócz typów na Polskę, można się pokusić także na kursy na zwycięstwo Walii, Czech i Anglii. Jeśli ktoś nie jest pewny Niemców, można obstawić, że nie Irlandii nie uda im się pokonać więcej niż jedną bramką. Chociaż… Ile osób obstawiało wczoraj zwycięstwo Rumunii z Albanią, tyluż nie nazwie już żadnej z drużyn faworytem. Z cyklu: #Euroniespodzianki #przegraćzbukiem

Mamy to! Irlandia Północna pokonana! Czas na spostrzeżenia…

CkxPoFFXIAQXHFo

Polska pokonała w swoim pierwszym meczu na Euro Irlandię Północną. Co prawda, tylko 1-0 ale… Każdy kto obserwował przebieg tego spotkania, taktykę naszych rywali oraz wyniki dotychczasowych spotkań na tym turnieju – powinien się cieszyć! Zadanie wykonane na piątkę! Cóż można rzec więcej?

#1 Kolejny raz trzeba to powtórzyć: Nawałka to właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Rozpracował Irlandię, co przecież może się nie udać ani Niemcom, ani Ukrainie… Jak na razie to my mamy trzy punkty i fotel lidera grupy C. Ufajmy selekcjonerowi w to, że rozpracuje kolejnych naszych rywali i już w następnym spotkaniu będziemy świętować upragniony awans.

#2 Krychowiak – to jest nasz największy skarb w drużynie. Nic dodać, nic ująć. Niech już idzie do tej Barcelony albo innego wielkiego klubu żeby rządzić w Champions League.

#3 Kapustka – nie zapeszając, chyba największy wygrany Euro. Dzięki jego dyspozycji w meczu z Irlandią, zapewne jutro niezwykle pracowity dzień czeka wielu managerów europejskich potęg oraz… sekretarkę Cracovii ;-). Za to Nawałka będzie miał spory problem na głowie. Bo jak tu upchnąć w jedenastce zarówno Kapiego, jak i Grosika oraz Błaszczykowskiego? Kuba albo Grosik zamiast Jędzy?

#4 No właśnie… „Co z tą Legią?”, można by zapytać, patrząc na grę Jędrzejczyka, Pazdana i Jodłowca. Jeśli po wygranym meczu mielibyśmy wskazać najsłabsze ogniwa to trzeba byłoby ich szukać właśnie wśród piłkarzy Mistrza Polski. Jędza kompletnie nie radził sobie z wrzutkami w pole karne, przez co straciliśmy mnóstwo szans oddanie strzałów. Jodłowiec co prawda zagrał krótko ale od momentu, w którym zmienił Krzysztofa Mączyńskiego, Polska straciła wszystkie swoje walory a przede wszystkim – spokój. W grę naszej Reprezentacji wkradło się zbyt dużo nerwowości, co mogło kosztować nas utratę bramki a kibiców zapewne dużo zdrowia. Najwięcej zastrzeżeń można mieć jednak do Pazdana, który od wyjścia na murawę, aż do ostatniego gwizdka wyglądał na mocno niespokojnego i wystraszonego. Jeśli tak zadziałała na niego słaba Irlandia, to co będzie kiedy przyjdzie mu zagrać z Ukrainą czy Niemcami? Czy Salamon albo Cionek nie dawałby nam większej pewności? Gdyby nie świetna gra Kapustki i Mączyńskiego, odpowiedzialność za rozkojarzenie ww graczy zrzucilibyśmy przynajmniej na poziom Ekstraklasy…

#5 Mamy prawo oczekiwać od tych chłopaków sukcesu. Chyba nigdy nie mieliśmy Reprezentacji, w której panowałaby tak dobra atmosfera i wiara, przy jednoczesnym wysokim poziomie zawodników. Konkret!

#6 Robert Lewandowski nawet jeśli nie trafia do siatki potrafi zrobić sto innych rzeczy, którymi udowadnia jak ważną postacią jest dla tej drużyny. I to właśnie jest kapitan polskiej reprezentacji. Dziękujemy!

#7 Milik – gdyby nie ta bramka zostałby zakwalifikowany do grupy, która w meczu zawodziła ale… napastników rozlicza się z goli a w takiej sytuacji: Arek Milik został bohaterem.

#8 Na duże słowa i brawa po spotkaniu zasłużyli też Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek i Krzysztof Mączyński – bez nich nie byłoby tego sukcesu. Ciężko ocenić Szczęsnego czy Glika na tle Irlandii Północnej, która za dużo w ofensywie nie pokazała.

#9 Z Niemcami zagramy już na większym luzie i z większą dawką pewności siebie. Co więcej, ze wszystkich drużyn na turnieju to chyba właśnie Niemcy boją się nas najbardziej i właśnie tutaj powinniśmy szukać swojej szansy.

#10 Niezadowolonym z wyniku kibicom należy przypomnieć, iż sędzia kalosz nas oszukał! Nie podyktował karnego, nie upominał Irlandczyków żółtymi kartkami, o które tak przecież upominał się Tomasz Hajto, za to upomniał takową Bartosza Kapustkę podczas jego czystej interwencji. Jak żyć?
Świętujmy sukces!

A gdyby tak… Reprezentacja przywdziała klubowe koszulki!

kadra

Jutro w Krakowie na stadionie Wisły, Reprezentacja Polski rozegra swój ostatni mecz kontrolny przed wyjazdem do Francji. Dziś, poza treningami, zawodników oraz sztab czekała sesja zdjęciowa, której efekty dostarczyły mnóstwa materiałów do powstania kolejnych memów i śmiesznych komentarzy w stylu: „Nowe nabytki Wisły”, „Ładnie się Wisła wzmacnia na nowy sezon”, itd., itp….
Niby to tylko internetowa zabawa ale… Daje do myślenia! W tym momencie warto więc zadać następujące pytanie: Czy polski klub złożony z zawodników obecnej reprezentacji, mógłby sięgnąć po Ligę Mistrzów? Po tą wspaniałą i tak upragnioną przez nas od lat LIGĘ MISTRZÓW.

Wyobraźmy sobie na chwilę, że to naprawdę była sesja piłkarzy Wisły a nie naszych Orłów. Jaką wartość mogłaby mieć ta drużyna w starciach z Realem czy Barceloną? Jak wyglądaliby ci sami zawodnicy, trenujący ze sobą na co dzień a nie tylko od wielkiego dzwonu? To chyba mogłoby wypalić…
W tym momencie, żaden klub Ekstraklasy nie może się pochwalić tak wartościowymi zawodnikami, jakich do dyspozycji ma Adam Nawałka. Nawet jeśli w którymś zespole uda się zbudować dosyć silny dream team, to albo nie był on dość dobry by otworzyć drzwi do Champions League, albo najsilniejsze ogniwa, przed decydującym testem, uciekały za granicę, co z góry przekreślało nasze szanse na sukces. Polska liga wciąż jest traktowana jako trampolina a nie punkt docelowy kariery, czemu oczywiście nie ma się co dziwić. Ani nie mamy tak ogromnych pieniędzy, jakimi w większości mogą pochwalić się kluby europejskich lig, ani nie mamy sukcesów, które mogłyby działać jak magnes na potencjalnych poszukiwaczy nowego pracodawcy.
Co więcej, pokładanie nadziei i obdarzenie zaufaniem piłkarzy zza granicy nigdy nie zapewni nam pewności co do tego, czy ów zawodnik, mimo zapewnień o chęci kontynuacji współpracy za chwilę nie wywinie jakiegoś numeru i nie ucieknie w pogoni za pieniędzmi, do którejś z silniejszych lig. Takie rzeczy zdarzały się przecież nie raz. A Polak to jednak Polak. Oprócz profesjonalizmu i swoich własnych pobudek, miałby dodatkowy powód by zostać na pokładzie i walczyć dla swojego kraju. Podobnie jak w reprezentacji. Ci jednak, gdy tylko ukażą swój talent w pełnej krasie, także wyjeżdżają za granicę. Nasze najsilniejsze ogniwa grają na co dzień w Niemczech, Hiszpanii czy Francji.  Ale czym my ich możemy przekonać do pozostania w kraju? Z pustego nawet Salamon salomon nie naleje…
Szkoda, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, by wspomóc polskie kluby w walce o upragnioną Ligę Mistrzów właśnie w taki sposób. Przecież wszyscy, od lat, pragną tego samego.
Zapewne każdy z naszych kadrowiczów chciałby sięgnąć po zwycięstwo w tych prestiżowych rozgrywkach i na pewno większość, jeśli nie wszyscy, woleliby tego dokonać w barwach jakiegoś rodzimego klubu…

Szkoda, że realizacja tegoż planu wydaje się na dziś raczej niemożliwa. Żadnego z właścicieli klubów Ekstraklasy nie stać na sprowadzenie chociażby trzech piłkarzy pierwszej jedenastki naszych Orłów, nie mówiąc już o całej drużynie. A poza tym? Kontrakty, zapiski, kary, umowy, papierki, managerowie… Dużo tego. Niestety. Na dzień dzisiejszy możemy więc pomarzyć o polskim klubie w Champions League, chyba że… Bogaty Polski Związek Piłki Nożnej wyłoży pieniądze na wykup naszych reprezentantów a ci zgodzą się przez dwa sezony, w imię dobra polskiej piłki, pokopać trochę w Ekstraklasie… Ehh, marzenia…
Nieśmiało w tym miejscu warto chyba przypomnieć, że najwspanialsze chwile w europejskich pucharach polskie kluby przeżywały wtedy, kiedy o ich sile stanowili Reprezentanci Polski. Pamiętacie mecze z Schalke, Realem Saragossa, Lazio czy Parmą?

Champions League w Królewskim wydaniu!

ramos

Gdyby dziś, dzień po emocjonującym finale Ligi Mistrzów, w którym Real po rzutach karnych pokonał Atletico Madryt, ktoś zapytał piłkarzy Królewskich czy w następnym sezonie woleliby odzyskać prymat na boiskach Primera Division, czy obronić tytuł Champions League – bez wątpienia wybraliby to drugie.
Real zdecydowanie jest zespołem lubującym się w tych rozgrywkach. Wygrał je już jedenaście razy,co czyni go najbardziej utytułowanym klubem Europy. No ale przecież przydomek do czegoś zobowiązuje…

W ogóle, wczorajszy triumf Realu, biorąc pod uwagę z jakimi problemami na przestrzenie całego sezonu musiała zmagać się ta drużyna oraz z ilu sytuacji podbramkowych musiała się wykaraskać, czyni go chyba jednym z najbardziej cennych w historii.
Mimo wszelkich przeciwności losu oraz swoich własnych słabości, Królewscy zaliczą ten sezon do bardzo udanych. Co prawda w La Liga zajęli ‚dopiero’ drugą pozycję ale patrząc na formę, jaką prezentowała przez prawie cały sezon Barcelona, tylko punkt straty do Dumy Katalonii na finiszu rozgrywek może być rozpatrywany bardziej w kategoriach sukcesu aniżeli porażki. I bez względu na wszystko, na słowa kibiców i piłkarzy Barcy, Bayernu i innych klubów – zwycięstwo w LM czyni Real Madryt największym wygranym tego sezonu, to im bowiem dane było wznieść w górę najbardziej pożądane wśród wszystkich piłkarzy świata trofeum. Zarzekanie się po czasie i lekceważenie finału oraz ujmowanie mu należytej rangi czy prestiżu, a co za tym wszystkim idzie wykazywanie braku szacunku wobec Królewskich jest najzwyczajniej w świecie niesmaczne…

Sam finał był dosyć wyrównany. Real przeważał w pierwszej połowie, Atletico – w drugiej. Remis, sprawiedliwy remis. Karne. Loteria? Nie – pokaz siły charakteru. Nie wytrzymał jej Juanfran, wytrzymał i zapewnił triumf swojemu klubowi – Ronaldo. Najmniej widoczny piłkarz meczu. Ale któż o tym będzie pamiętał za rok,dwa czy kilkanaście? Przecież zwycięzców się nie sądzi, tym bardziej takich zwycięzców!
Historia Cristiano w tym spotkaniu to zupełne przeciwieństwo Jana Oblaka. To właśnie ten ostatni, mimo porażki Atletico został największą gwiazdą finału. Jego spektakularnego występu podczas serii jedenastek nie przyćmili ani Ramos, ani Pepe, ani żaden z innych zawodników biegających tego wieczoru po stadionie San Siro. Jego postawa na linii bramkowej już dorobiła się rzeszy fanów. Chyba żaden inny goalkeeper na świecie nie stosuje podobnej taktyki. Wybicie przeciwników z rytmu na poziomie mistrzowskim. Zasłużył na specjalne wyróżnienie! Jakaś wycieczka do kopalni soli w Wieliczce? Świetnie by się wkomponował…

Polska trenerami stoi… Czyli Nawałka wybrał szeroki skład na Euro!

adam-nawalka_25605732

Na chwilę dało się chyba zapomnieć, że nasz ukochany kraj zamieszkuje niezliczona ilość trenerskich talentów. Oczywiście, tylko garstka jak się okazuje, może poszczycić się papierami potwierdzającymi fach w ręku ale cała reszta, oj,  ta cała reszta ma niewyobrażalny… trenerski nos! Jakieś 80% polskiego społeczeństwa doskonale zna się na wszystkich tajnikach pracy szkoleniowca i choć w swoich CV nie mogą dopisać sobie żadnej notki potwierdzającej wykonywanie jakichkolwiek czynności w ów zawodzie, mają świadomość swojego talentu i przeznaczenia. Oj marnują się nam rodacy… Aż dziw bierze, że w całej historii futbolu, tylko dwóm szkoleniowcom udało się osiągnąć dobry wynik na arenie międzynarodowej. Niestety tylko jeden z nich prowadził naszą reprezentację…

Ale do rzeczy: Adam Nawałka ogłosił szeroką kadrę na zgrupowanie przed wyjazdem na Mistrzostwa Europy do Francji. Kadra ta liczy 28 zawodników:

Bramkarze: Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Artur Boruc, Przemysław Tytoń

Obrońcy: Thiago Cionek, Paweł Dawidowicz, Kamil Glik, Artur Jędrzejczyk, Michał Pazdan, Łukasz Piszczek, Bartosz Salamon, Jakub Wawrzyniak

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski, Kamil Grosicki, Tomasz Jodłowiec, Bartosz Kapustka, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty, Krzysztof Mączyński, Sławomir Peszko, Maciej Rybus, Filip Starzyński, Paweł Wszołek, Piotr Zieliński

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Mariusz Stępiński, Artur Sobiech

Na turniej, nasz selekcjoner może zabrać jedynie (Ranieri pewnie powiedziałby w tym miejscu ‚aż’ ) dwudziestu trzech graczy i wiadomo, że nie dla wszystkich zbliżające się wielkimi krokami zgrupowanie, będzie miało szczęśliwe zakończenie. Pięciu graczy będzie bowiem musiało opuścić je ze skwaszonymi minami i poczuciem niewykorzystanej szansy.
Patrząc jednak na reakcję większości Polaków, Nawałka decydując się na taką a nie inną ekipę, wywołał burzę lamentów, jaką swego czasu udało się już wytworzyć Pawłowi Janasowi. Każdy to zna: Dlaczego ten a nie tamten? Co w kadrze robi ten, dlaczego nie ma tamtego? itd…
Naprawdę, komentarze kibiców polskich selekcjonerów (z zamiłowania, nie z wykształcenia) dają do myślenia. Niektóre wręcz prowokują do rzeczowego myślenia i chęci zadania wielu pytań. Np: Czy nie sensowniej było powołać 48-osobową kadrę i z bliska przyjrzeć się każdemu? Może jakieś dodatkowe testy? Frank de Boer będąc w tak klarownej sytuacji jaką ma Adam Nawałka, zapewne zdecydowałby się na wyścigi sprinterskie i na Euro pojechaliby ci najszybsi. Milik przynajmniej nie musiałby się przejmować jakimś turniejem we Francji i zamiast tego, przebierałby w wakacyjnych ofertach. Może podobnego problemu nie miałby też Lewandowski? Rzeczywiście, Nawałka słabo kombinuje. Ale zaraz, zaraz… Może po ostatnim spotkaniu Lechii z Legią, stwierdził, że pomysł na zaskoczenie rywala wystawieniem nawet sobie nieznanego składu, pożądanego efektu na pewno nie przyniesie? Dobrze, że mógł wyciągnąć wnioski z błędów Czerczesowa bo dla nas Polaków oznacza to mniej więcej tyle, iż na ten moment, turniej dla naszej reprezentacji jeszcze się nie zakończył.

Teraz na serio, czy przez cały okres swojej kadencji Nawałka dał komuś powody do wątpliwości na temat jego pracy czy jakichkolwiek podjętych decyzji? No właśnie! Nawet kiedy wydawało się, że jego wybory to są oderwane od rzeczywistości i większość z nas kręciła na nie nosem, zawsze wychodził z nich obronną ręką, ba prawie zawsze okazywało się, że po prostu miał rację. Najlepiej więc, dla nas i dla niego będzie, jeśli każdy Polak czujący się lepszym kandydatem od Nawałki na stanowisko selekcjonera, przynajmniej do zakończenia Euro 2016, najzwyklej w świecie – odpuści. Nawałka doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i konsekwencji swoich decyzji. Były one na pewno przemyślane i dokładnie analizowane. Do Francji pojedzie grupa zgrana i idealnie dopasowana. Z gotowym planem A, B i C. A pewnie i w zanadrzu Nawałka będzie miał kilka dodatkowych kart, by w decydującym momencie sięgnąć po jokera…
W tym momencie to w jego rękach spoczywa los naszej drużyny i jeśli w meczu przeciwko Niemcom chciałby wystawić Dawidowicza, albo jeśli w ataku na Ukrainę wyszedłby Boruc – powinniśmy to zaakceptować. Sąd ostateczny nad selekcjonerem będzie miał miejsce dopiero po finałach a jeśli wtedy, dane nam będzie świętować jakiś sukces, wszystkim niedowiarkom będzie po prostu wstyd. Ale czy wtedy ktoś się przyzna, że zwątpił?

Do szerokiej kadry nie udało się trafić Borysiukowi, Teodorczykowi, Mili, Wolskiemu czy Szukale. Wśród niezadowolonych, pojawiają się także głosy wspominające o Wasilewskim czy Małeckim. I owszem, wśród tych zawodników są tacy, którzy tej drużynie mogliby coś dać ale… jeśli nie zdaliby egzaminu, za ich powołanie oberwałby Nawałka, nie grupa wszechwiedzących treneiro (z zamiłowania, nie z wykształcenia). Fajnie, że o powołaniach decydowała aktualna forma i umiejętności oraz sto tysięcy innych argumentów, o których nie mamy nawet pojęcia a nie zasługi. Te szybko mogłyby wyjść nam bokiem w sytuacji zagrożenia, kiedy potrzebowalibyśmy wyjścia awaryjnego…

Dzień po jednej z ważniejszych decyzji ale jeszcze nie najważniejszej w wykonaniu Adama Nawałki, śmiało możemy przyznać, że dobrze, iż papierów trenerskich nie można od tak kupić sobie na czarnym rynku!