Archiwa kategorii: Olimpiada

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Złota Polska!

Kto by się tego spodziewał? Szczerze? Chyba nikt… Można było liczyć na osiem – dziesięć, przy dobrych wiatrach nawet i na dwanaście medali naszych reprezentantów w Rosji. Liczby padające w tym kontekście osiągały naprawdę zróżnicowane rozmiary ale aż cztery krążki z najcenniejszego kruszcu chyba nikomu nie przeszły nawet przez myśl. Przecież w przeszłości, na żadnej takiej imprezie nie udało się nam wywalczyć chociażby dwóch złotych medali. Aż do teraz. A przecież to jeszcze nie koniec… Kamil Stoch, Justyna Kowalczyk, Zbigniew Bródka – nasza święta złota trójca, która dostarczyła nam tylu niezapomnianych emocji i ta, która nasz dorobek medalowy może jeszcze powiększyć. Stoch został już podwójnym indywidualnym mistrzem olimpijskim a już dziś postara się o dostatecznie duży dorobek punktowy w rywalizacji drużynowej. Czy mamy szansę na medal? Mamy. Na złoto? Jak najbardziej! Wystarczy wspomnieć, że gdyby zliczano wyniki poszczególnych skoczków z sobotniego konkursu, Polacy uplasowaliby się na drugim miejscu. Na skoczni normalnej mielibyśmy złoto. Forma, choć nie za wysoka, jest stabilna. Na tyle, iż pozwala poważnie myśleć o najwyższej lokacie. Oczywiście, wkład w taki stan myślowy mają także rywale a raczej ich umiarkowana słabość. Apetyt na medal olimpijski polskiej ekipy wzrósł jeszcze bardziej po wczorajszych treningach, na których zarówno Maciek Kot jak i Piotrek Żyła, zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Jeśli w konkursie cała nasza czwórka odda po dwa równe skoki, co najważniejsze, odległością bliskie sto trzydziestego metra, z medalem nie będzie problemu. Prawdopodobnie z medalem koloru złotego, co przecież interesuje nas najbardziej. Kto może nam zagrozić? Wbrew wszystkiemu, legendach o Austriakach, ostatnich sukcesach Słoweńców, czy w miarę dobrej formie Niemców, najbardziej powinniśmy się obawiać…Japończyków. Kasai, Takeuchi, Shimizu – wszyscy potrafią dokonać na skoczni niemożliwego a Soczi jak na razie, jest dla nich niezwykle szczęśliwe. I tylko ten Watase pozostaje wielką niewiadomą i potencjalnym koniem trojańskim naszej ekipy. Jeśli skoczkom z Japonii powinęłaby się noga, sprawa mistrzostwa pozostałaby otwarta bo wszystko wskazuje na to, że konkurs olimpijski będzie najbardziej wyrównaną i zażartą rywalizacją w ciągu ostatnich kilku lat rywalizacji drużynowej…No ale…My mamy przecież Stocha! Już na starcie mamy więc przewagę a biorąc pod uwagę ostatnie słowa Hannu Lepistoe, mówiące o trzech złotach Kamila, widać, że to nie żaden objaw szaleństwa a otaczające nas realia. Do boju chłopaki!

Justyna Kowalczyk, podobnie jak nasz złoty skoczek, ma szansę na powiększenie swojego dorobku medalowego do trzech krążków. Przed mistrzynią z biegu na 10 km klasykiem pozostają jeszcze starty na 30 km stylem dowolnym i drużynowy sprint w parze z Sylwią Jaśkowiec. O ile w przypadku tego pierwszego biegu można mieć duże wątpliwości co do sił Justyny (każdy pamięta jej wypowiedź po 10 km), o tyle w przypadku biegu par, jako kibice, mamy wręcz obowiązek wierzyć w niezwykle miłą niespodziankę ze strony naszych pań. Justyna nie odpuści, to pewne. A Sylwia? Ona ma niezwykle dużo do udowodnienia po upadku w sprincie indywidualnym. Na co ją stać, pokazała już w sztafecie. Jeśli tylko zdrowie pozwoli, możemy doświadczyć cudu, a właśnie takim byłby jakikolwiek medal w tej konkurencji….
Wracając  jeszcze do startu na 30 km i szans Kowalczyk… Może inaczej, kto mógłby być lepszy od Justyny? Czy Norweżki będą w stanie wrócić do gry? W sztafecie, każda z nich wyglądała jak cień samej siebie, a nawet gorzej. Marit Bjoergen zaprezentowała się wręcz katastrofalnie, jakby uszło z niej całe powietrze. Z zapowiadanego przez tę zawodniczkę kompletu medali, pozostał w tym momencie szyderczy śmiech kibiców innych nacji. Jej koleżanki także nie wyglądają na kogoś, kto miałby walczyć o zwycięstwo na najbardziej wyczerpującym dystansie. Z tej Polsko-norweskiej rywalizacji, górą wychodzi na dzień dzisiejszy Justyna i jeśli nagle, jej skandynawskie rywalki nie dostaną jakichś dodatkowych ‚sił witalnych’, ciężko będzie w ogóle nazwać to rywalizacją. Nie myślmy jednak, że Polka ma już kieszeni złoty medal. Może gdyby bieg rozgrywany był klasykiem, już zacieralibyśmy ręce ale… Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać bez bicia, zarówno Szwedki, jak i Finki, są dziś faworytkami do zwycięstwa. Jeśli nie wypompował ich bieg sztafetowy, będą walczyć jak lwice a szczególnie Kalla, która na Igrzyska przygotowała się w mistrzowskim stylu. Trafiła. Czy trafi i Justyna? Nam nie pozostaje nic innego jak…wierzyć. Wierzyć i jeszcze raz wierzyć! Wiarą można i góry i rywalki przenosić.

Stoch i Kowalczyk do Polski mogą wrócić z trzema medalami, o jeden mniej może wywalczyć za to Zbigniew Bródka, który postara się zaprowadzić na szczyt swoich kolegów z drużyny. Może nie na sam szczyt, gdzie od dawna zaklepane miejsce mają Holendrzy ale już miejsce za ich plecami jest jak najbardziej realne. Wszystko jednak leży w nogach naszych panczenistów. O ile o Bródkę martwić się raczej nie musimy, o tyle kciuki, i to mocno(!), trzymać trzeba za Konrada Niedźwieckiego i Jana Szymańskiego. Liczyć się będzie przecież czas tego ostatniego…I tej ostatniej, bo przecież nie tylko nasi panowie mogą przywieźć z Soczi medal. Natalia Czerwonka, Luiza Złotkowska i Katarzyna Bachleda-Curuś przyjechały bronić brązowego medalu z poprzednich Igrzysk a może nawet i zawalczyć o coś więcej… Szanse mamy ogromną, polki, podobnie jak ich koledzy są w stanie wywalczyć srebrne medale. Wszystko musi się zgrać, w ten jeden dzień,, w tej jednej chwili, w tych ułamkach sekund. To najważniejsza chwila w ich życiu, szansa na nowe, lepsze jutro a raczej wspaniałą niedzielę, dzień w którym zakończą igrzyska jako medaliści…

Wspominając o naszych szansach medalowych, nie sposób nie zwrócić uwagi na nasze biathlonistki. Choć dotychczasowe ich starty nie napawają zbytnim optymizmem, nie można od razu przekreślać ich szans. Czy ktoś liczył na medale Pałki i Hojnisz na ubiegłorocznych MŚ? Czy ktoś tej drugiej zawodniczce dawał wtedy jakiekolwiek szanse na podium? Nie. Może i tym razem, w tym samym biegu, Monika postara się zawalczyć o upragnioną zdobycz. Może zachowa więcej zimnej krwi niż w biegu pościgowym, gdzie na strzelnicy straciła szansę na dobry rezultat. Nie warto także odbierać wszystkich szans Weronice Nowakowskiej-Ziemniak, która przy odrobinie szczęścia na strzelnicy z powodzeniem mogłaby walczyć nawet o zwycięstwo. Może jak Zbigniew Bródka, tak i jej ‚Zbyszek’ dokona rzeczy niemożliwej? A nasza sztafeta? Krysia Pałka i Magda Gwizdoń mają coś do udowodnienia. Nie udało się w PŚ, kiedy wszyscy liczyli na te dziewczyny, może uda się na najważniejszej imprezie, kiedy na sukces nie liczy prawie nikt. To byłby piękny dzień dla polskiego biathlonu i całego sportu. Już teraz, nasi sportowcy dokonali cudów, z czterema złotymi medalami osiągnęli najlepszy wynik w historii zimowych Igrzysk a moga ten dorobek jeszcze poprawić. Co jednak najważniejsze, po tych czterech ‚złotach’, ważne by reszta naszych zawodniczek i zawodników nie pomyślała, że celujemy tylko w najwyższy stopień podium. Nie, inne medale także nas uszczęśliwią, w niektórych przypadkach może nawet bardziej niż złoto, bo przecież do każdego przypadku należy podejść idywidualnie ;-).

PS. Przy okazji sukcesów naszego panczenisty, rozgorzała dyskusja na temat wybudowania, czy też zadaszenia już wybudowanych torów. Kwoty, które padają z ust różnych ludzi, osiągają kosmiczne wymiary. Pod wątpliwość poddawane są w ogóle pomysły tych inwestycji…

Śmieszne jest to, że dopiero tak niebywały sukces, jak olimpijskie złoto, pchnął naszych polityków i działaczy do ruszenia tyłków w kierunku niesienia pomocy polskim sportowcom. Stan obiektów sportowych w Polsce woła o pomstę do nieba. Mamy stadiony piłkarskie, na których nie możemy oglądać nikogo wartościowego a nie mamy obiektów (poza skoczniami i niektórymi halami do siatkówki), na których moglibyśmy święcić polskie triumfy. To jest dopiero skandal. Sportowcy muszą tracić własne pieniądze by finansować sobie treningi za granicami kraju, który później przypisze sobie zasługi przy potencjalnych sukcesach na mistrzowskich czy olimpijskich arenach. Pieniądze, które Ministerstwo Sportu daje takiemu zawodnikowi…ehh, lepiej głośno nie mówić bo jeszcze usłyszą Niemcy czy Austriacy i spalimy się ze wstydu. Jest źle i na temat sensu powstania sportowych aren nie powinno być w ogóle żadnych dywagacji. Na stole już dawno powinny leżeć plany działania. Budowlańcy już powinni szykować materiały. Każda dyscyplina sportowa, szczególnie olimpijska powinna mieć nowoczesny obiekt, na którym sportowcy mogliby szlifować formę bez konieczności opuszczania murów naszego kraju. Trasy biegowe dla biegaczek i biathlonistek są koniecznością, trasy zjazdowe dla narciarzy są potrzebne by wychować przyszłych Bode Millerów, areny dla łyżwiarzy szybkich i figurowych muszą powstać w tempie natychmiastowym i nie zapominajmy o innych sportowcach, także tych reprezentujących letnie dyscypliny. Skupmy się przede wszystkim na tenisie i pływaniu. Muszą powstać długodystansowe baseny i korty z każdą możliwą nawierzchnią. Przyjmy do przodu, byśmy za kilka lat, w większości sportowych dyscyplin byli potęgą. Czy tak dużo potrzeba? Nie liczmy kosztów powstawania aren sportowych, jeśli nie liczymy innych, mniej ważnych wydatków. A jeśli komuś przeszkadza wydatek kilku milionów na sportowy obiekt, niech pójdzie inną drogą i kolosalne pieniądze jakie za swoją marną pracę otrzymują dziś niektórzy urzędnicy przeznaczy dla zasłużonych sportowców, których nie stać niekiedy nawet na zagraniczny wyjazd na trening. Oni na pewno lepiej je spożytkują, z korzyścią dla Polski oczywiście. Może wtedy, dziennikarze nie będą patrzeć na sportowców, jak na ludzi, którzy ‚tylko’ wykonują swój zawód. Może nie będą ich porównywać do pań siedzących w okienkach na poczcie. Może docenią w końcu ich trud i pracę w dawanie radości swoim rodakom i popatrzą na nich jak na bohaterów. No, chyba, że pieczętowanie korespondencji na poczcie wzbudza w niektórych ludziach o wiele większe emocje aniżeli zawody, w których Kamil Stoch bądź Zbigniew Bródka sięgają po złoty medal. Ciekawe czy pani z poczty wygrywa w osobistym rankingu także z Leo Messim…

Justyno, ukłony dla Ciebie!

Mamy drugie złoto! Pierwszy raz w historii Igrzysk Olimpijskich! Po złotym krążku Kamila Stocha, dziś po taki sam sięgnęła Justyna Kowalczyk. Ręce same składają się do oklasków, choć oklaski w tym wypadku są… niewystarczające. Po takim występie, naszej biegaczce należy bić pokłony! Dziękować za poświęcenie dla kraju, kibiców i piękne emocje. Bo emocji było przecież co niemiara.

Justyna jest kobietą ale ma większe jaja niż niejeden facet. W przeszłości udowodniała to już niejednokrotnie ale dopiero dziś konkretnie pozamiatała. Po wszystkim co przeszła, kiedy wydawało się, że nawet w pełni zdrowa miałaby niewielkie szanse na równą walkę z Norweżkami, kiedy wydawało się, że z Soczi Polka wróci bez żadnego medalu, ona ze złamaną stopą po prostu stanęła na starcie i rozwaliła całą konkurencję, z Marit Bjoergen na czele. Nokaut. Zupełnie jak kilka dni temu Kamil Stoch, tak i dziś kolejny polski sportowiec w osobie Justyny Kowalczyk nokautuje swoich rywali. Ciężko znaleźć odpowiednie słowa wyrażające radość po triumfie polskiej biegaczki. Łzy szczęścia cisną się do oczu…

To odpowiedni moment by posłuchać Tomasza Zimocha…

https://www.youtube.com/watch?v=jX1uSd23ks0

Przeżyjmy to jeszcze raz!

Najlepiej podczas konkursu na dużej skoczni ;-).

https://www.youtube.com/watch?v=NIroqeeWjs4

Deklasacja, nokaut, miazga! Kamil Stoch w wielkim stylu wywalczył dziś złoto olimpijskie! Ten wieczór należał do niego, żaden z rywali nie był nawet w stanie nawiązać z nim walki. Polska świętuje, Polska się bawi! Tym razem nie było nikogo, kto zagrałby rolę Simona Ammanna! Wraz z poznaniem personaliów nowego olimpijskiego mistrza, poznaliśmy także nazwiska sportowca i trenera roku. Brawo Stoch, brawo Kruczek! Co tam brawa, ukłony dla tych panów! Gratulacje dla całej ekipy skoczków. Jeśli będą tak skakać także na skoczni dużej, możemy spodziewać się medalu w konkursie drużynowym!

Czas napompować balon… Bo czemu by nie?!

Do rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich w Soczi pozostało już tylko kilka dni. Na tę chwilę, na moment, w którym zapłonie olimpijski znicz czeka cały świat. Czekamy i my, Polacy. Czekamy  z niecierpliwością, wszak jeszcze nigdy nasze nadzieje na medale nie miały tak silnego podłoża, jakim charakteryzują się na dzień dzisiejszy. To może być najlepsza zimowa Olimpiada w wykonaniu polskich sportowców w historii ich startów. A skoro tak? To czas już najwyższy by napompować balonik! Czas porozdawać złote, srebrne i brązowe krążki. Niech Polacy też coś mają! A jak się nie uda? Trudno. Po prostu…

Do Rosji udaje się 59 reprezentantów Polski. Tylko, ilu z nich, ilu z tak licznej grupy naprawdę ma szansę  na medalowe miejsce? Na ile krążków możemy liczyć, by później, w razie wielkiej klęski naszych sportowców (odpukać!), nie odchorowywać rozczarowania przez kilka następnych tygodni? Agencja prasowa Associated Press uważa, że ‚tylko’ cztery medale trafią na szyje Polaków, natomiast Apoloniusz Tajner, już w dwunastu startach upatruje szansy na podium. Trochę duży przeskok. Wygląda na to, że w pierwszym przypadku, do Rosji uda się sama Justyna Kowalczyk (3) w asyście Kamila Stocha (1), natomiast sądząc po słowach Prezesa PZN, śmiało można by pomyśleć, iż Polacy wylecieli do Soczi jako jeden z hegemonów zimowych sportów. Jaka jednak jest rzeczywistość?

Najwięcej medali na zbliżających się Igrzyskach zdobyć może oczywiście Justyna Kowalczyk. To Polka wjechała do olimpijskiej wioski z tytułem naszej największej gwiazdy i faworytki do wszelkiej maści medali. Bez względu na aktualną formę, bez względu na kontuzję stopy i zachwiane przygotowania, kibice są przekonani o sile naszej narciarki i mają wszelkie prawo oczekiwać od niej sukcesów, czytaj: złotych medali. Szczególnie w biegu na 10 km, na koronnym dystansie polskiej biegaczki, będziemy ‚regulować odbiorniki’ by cała okolica, która akurat nie jest zainteresowana trzytygodniowym maratonem sportowym, także mogła napawać się pięknem Mazurka Dąbrowskiego.
Nie oszukujmy się, Justyna Kowalczyk jest Justyną Kowalczyk a jak wiemy, Justyna Kowalczyk jest królową biegów narciarskich. Któż więc jeśli nie ona, miałby na dekoracji medalowej pochylać głowę w celu ułatwienia organizatorom założenia na szyję najcenniejszego krążka? Wiadomo, że jest przecież jeden szkopuł i nosi on imię Marit ale… Miejsc na podium jest przecież więcej niż jedno, w każdym ze startów do ‚wygrania’ będą aż trzy medale i w każdym biegu na długim dystansie, Justyna będzie jedną z dwóch największych faworytek. Także każde inne miejsce niż pierwsze (w klasyku), drugie lub trzecie (w stylu dowolnym) naszej zawodniczki będzie porażką. Choć, jakby się dłużej nad tym zastanowić, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, generując najczarniejszy z możliwych scenariuszy, wychodzi na to, że Kowalczyk równie dobrze mogłaby zostać najjaśniejszą gwiazdą IO, jak i największą przegraną tej imprezy. I prawdopodobnie, polskich kibiców nic a nic by to nie zdziwiło. Zawiało paradoksem na kilometr ale właśnie tak należy postrzegać sytuację polskiej biegaczki. Liczymy na medale, wręcz tego od niej oczekujemy, gdzieś jednak w głębi mamy pewną obawę, przeradzającą się niekiedy w negatywną pewność, iż w posiadaniu Justyny może nie znaleźć się ani jeden krążek…

O ile pewność kibiców co do zwycięstw naszej biegaczki mogła w ostatnim czasie sporo osłabnąć, o tyle w oczach fanów na głównego i jedynego pewniaka do ‚złota’ wyrósł Kamil Stoch. Któż inny, chciałoby się zapytać ale lepiej nie zapeszać. Jest forma, co najważniejsze, jest technika, za którą idą wysokie noty i jest dobra wyjściowa pozycja (lider). Wszystko inne leży w nogach i głowie Stocha. Jeśli wykorzysta swoje wszystkie atuty a wiatr nie będzie się w to wszystko mieszał, na co najmniej 95% będziemy mieli mistrza olimpijskiego. Ale zaraz, tak samo mówiliśmy przed Turniejem Czterech Skoczni i każdy wie jak to się skończyło…

Kamil zawalczy o zwycięstwo na skoczni normalnej i dużej, zawalczy także wraz z kolegami o medal w drużynówce. Czy jednak reszta naszego zespołu, czyli Piotrek Żyła, Dawid Kubacki, Maciek Kot i Janek Ziobro są w stanie pomóc naszemu liderowi w konkursie drużynowym a także zaskoczyć w konkursach indywidualnych? Chciałoby się krzyknąć: czemu nie?! Skoro Ziobro i Biegun potrafili wygrać konkursy w PŚ, dlaczego tego samego nie miałby dokonać kolejny Polak? Wszystko jest możliwe, stąd odbieranie naszym skoczkom wszelkich szans na olimpijskie podium, byłoby czystą głupotą…

Obok Justyny Kowalczyk i skoczków narciarskich, duże i przede wszystkim liczne szanse na sukces, będą miały biathlonistki. Magdalena Gwizdoń, Krystyna Pałka, Weronika Nowakowska – Ziemniak i Monika Hojnisz czyli nasza nieprzewidywalna czwórka. W przypadku tych dziewczyn, nie trzeba szukać powodów, które miałyby forować właśnie Polki w starciu z zawodniczkami takimi jak Tora Berger czy Daria Domraczewa, wystarczy cofnąć się w czasie do Mistrzostw Świata i przypomnieć sobie, z jakiej pozycji startowały wtedy Pałka i Hojnisz oraz ile radości sprawiły nam sięgając po medale… Może tym razem o niespodziankę postarają się Magda i Weronika? Może, choć najwięcej radości sprawiłby nam bezsprtzecznie medal w sztafecie…

Ostatnią ‚grupą’, na którą będziemy spoglądać z nadzieją są oczywiście nasi panczeniści. Zarówno kobiety jak i mężczyźni nie będą walczyć tylko o honor. Medale? Przy dobrych wiatrach szybkich łyżwach, optymista mógłby pomyśleć o czterech szansach. W obu startach drużynowych oraz indywidualnych Zbigniewa Bródki i Kasi Bachledy. W ich przypadku, dodatkowym plusem będzie złość spowodowana fatalnymi warunkami zakwaterowania. Co jak co ale akurat takie ‚pobudki’ najlepiej potrafią wstrząsnąć Polakami i zmotywować ich do działania. Nawet jeśli nie udałoby się sięgnąć po cztery krążki olimpijskie, przyjemność sprawiłby nam chociaż jeden, mały brązowy medalik. Bo czemu by nie?

Jak zawsze, jak co dwa lata (licząc letnie i zimowe Igrzyska), na największą sportową imprezę, Polska wysyła małą grupę sportowców mających realne szanse medalowe a także większą zgraję turystów, którzy na IO jadą bardziej w celu pojawienia się na liście startowej aniżeli walki o chociażby pierwszą dziesiątkę. Tak to już jest i raczej tego się nie zmieni a jedynym dla nas plusem takiego stanu rzeczy jest fakt, iż nasza reprezentacja dużo lepiej wygląda na ceremonii otwarcia Igrzysk w liczbie 50+, niż jeśli miałoby tam kroczyć zaledwie kilkunastu sportowców. Przecież nie jesteśmy pionkami, przecież to Biało – czerwona armia a nie jednoosobowa delegacja z Jamajki. A skoro tak, to…

Wariantem optymistycznym na Soczi będzie 8 albo i więcej medali. 2 złote Kamila Stocha i chociaż brąz w drużynówce skoczków, co najmniej trzy medale Justyny Kowalczyk i chociaż po jednym w Biathlonie i Łyżwiarstwie Szybkim. Da się zrobić? Da się! Napompujmy balon! Niech nasi sportowcy mają dodatkowy bodziec w walce o szczyt!

O wariancie pesymistycznym lepiej nie wspominać. Chyba każdy zna tę początkową cyfrę, której nie chcielibyśmy za żadne skarby oglądać w dorobku naszych Olimpijczyków…

Co w sporcie piszczy…

- Łukasz Kubot zgarnął pełną pulę w Australii czym niewątpliwie wynagrodził nam wszystkie niepowodzenia Polaków. W końcu jego upór, jego niesamowity charakter i podejście do pracy dały wymarzony efekt. Miejmy nadzieję, że nasz tenisista zrobi teraz wszystko by i w singlu przełamać kolejne bariery. I że jego sukces, podniesie na duchu resztę naszych reprezentantów.

- A to na pewno przydałoby się Agnieszce Radwańskiej. Oj, bolała porażka z Cibulkovą, bolała. Tym razem jednak, obok smutku i rozczarowania, znalazło się miejsce na zrozumienie. I jak to my Polacy mamy w zwyczaju, wielka radość z powodu pokonania kogoś działającego nam na nerwy, mocno stłumiła negatywne emocje  ;-). Jeszcze więcej treningu i na 100% uda się kiedyś przetrzymać do finału. Miejmy nadzieję. Tym bardziej, iż właśnie dostaliśmy potwierdzenie tezy, która nasuwała się na myśl już od dłuższego czasu. Mianowicie: Agnieszka zmieniła swoją grę. Dziś lepiej radzi sobie z zawodniczkami, z którymi dotychczas nie miała najmniejszych szans, czyli Williams, Li i Azarenką, natomiast gorzej gra z tenisistkami (m.in. Cibulkova), z którymi jeszcze nie tak dawno nie przegrałaby być może nawet seta. Szkoda, że nie da się tego jakoś wycelować w złoty środek. Być może pomoże jej w tym Jerzy Janowicz?…

Świetna reklama! I Radwańska z Wojewódzkim stoją już po tej samej stronie ;-).

- Podobnie jak połfinałowa porażka Agnieszki, zabolały przegrane spotkania Polaków na Mistrzostwach Piłkarzy Ręcznych. Kiedy patrzyło się na inne ekipy, nie sposób było odejść od przekonania, iż nasza reprezentacja miała w ręku wszystkie karty by zmierzyć się w finale z Francją. Odpadli przedwcześnie na własną odpowiedzialność. Czy ktoś jeszcze, oglądając większość spotkań, ma wrażenie, że tylko nasi chłopcy mają seryjne problemy z rzutami z bliska/daleka/boku/środka itd…? Czy tylko nasi potrafią spieprzyć wszystko, co wydaje się być już wygrane? Być może. Na pewno jednak jako jedyni nie potrafią połączyć świetnej gry w ataku z wyśmienitymi interwencjami w obronie jednocześnie. My to jacyś wybrakowani pojechaliśmy na ten turniej. Było albo jedno albo drugie. Na medal potrzeba niestety czegoś więcej. Na samym Wyszomirskim (za mało go było) i Lijewskim nie pojedziemy. Też niestety.

PS: Naszą największą gwiazdą, podnoszącą poziom cukru we krwi podczas relacji z mistrzostw i tak był komentator! Pan Szpak powinien się powoli albo wręcz migiem) zwijać ze studia i zrobić miejsce swoim młodszym kolegom.

Klimek Murańka lamentuje z powodu nie zabrania go na Igrzyska Olimpijskie. O ile jego załamanie spowodowane spuszczeniem w kiblu jego sportowych marzeń, można zrozumieć o tyle już całe jego zachowanie, wymuszenie na trenerze poczucia winy i ogólną reakcję otoczenia, ciężko przetrawić.
To Kruczek jest trenerem, jak się okazuje najlepszym polskim szkoleniowcem wśród wszystkich dyscyplin. Zrobił nam chłop drużynę na medal,  zrobił nam Mistrza Świata i kolejnych młodych zwycięzców . Nie ma sensu na ten moment wcinać się do jego decyzji. Koniec końców to on za nie odpowie. Klimek owszem, jest utalentowany. Mógłby coś na IO osiągnąć gdyby… nie miał być tylko rezerwowym. Chyba nikt nie ma złudzeń, że Kubacki, czy Murańka, gdyby był na jego miejscu, wygryźliby ze składu Stocha, Kota, Żyłę i Ziobro? Na dzień dzisiejszy takich szans nie ma. Może już na treningach coś się zmieni ale szanse na to są niewielkie. Kubacki jedzie więc do Soczi jako obserwator. I tylko tyle. Ot, taka wycieczka krajoznawcza. Na co więc komu ta cała afera? Klimkowi może ona tylko zaszkodzić…

- Szpilka w końcu dojechał do Stanów na walkę i dziś… można żałować, że nie zatrzymano go na granicy po raz kolejny. Dostał po głowie na tyle mocno by mieć nadzieję, iż nauczy się w końcu boksować jak zawodowiec. Bez gardy w ringu się przecież nie przeżyje. Może do następnej walki uda mu się coś zrobić. Może talent i ambicję przerobi na efektowne i efektywne zwycięstwa…

- Polska piłka w żałobie. Pechowo posypała nam się pomoc na kilka miesięcy przed Mundialem w Brazylii. Tfu… Przecież nas tam nie będzie! Kuba ma więc czas by w spokoju, bez stresu, wyleczyć kolano. 6 miesięcy, właśnie tyle potrwa jego walka o powrót na boisko. Miejmy nadzieję, że wróci jeszcze silniejszy…W końcu zarówno Borussia jak i nasza reprezentacja potrzebują tego człowieka na murawie. Drugiego takiego nie ma!

Adam Małysz? To już przeszłość. Piękna ale przeszłość.

To dopiero początek sezonu w wykonaniu polskich skoczków narciarskich, pierwsze treningi i pierwsze kwalifikacje ale…
Jeśli nasi zawodnicy przez cały sezon będą latali tak daleko, jak dziś w Klingenthal, to kibice przestaną w końcu tęsknić za Adamem Małyszem. Zamiast ze łzami w oczach wspominać jego wspaniałe występy na wszystkich skoczniach świata, dane nam będzie fetować triumfy jego następców, tym razem nie tylko w konkursach indywidualnych ale i drużynowych. Sezon zimowy 2013/14 w wykonaniu polskich sportowców zapowiada się znakomicie…

Piotr Żyła udowodnił dziś, że nie zamierza być jedynie mistrzem wywiadów i chce sięgnąć także po tytuły na skoczni. Na początek wygrał dwa treningi i kwalifikacje w Klingenthal. Czas na zawody? Oby. Szyki pokrzyżować mu mogą jednak…inni Polacy. Kamil Stoch, Jan Ziobro, Dawid Kubacki i Krzysztof Biegun. Wszyscy spisali się znakomicie, doprowadzając Łukasza Kruczka do…bólu głowy. Przed trenerem stoi teraz ogromna odpowiedzialność, musi on bowiem wybrać skład na jutrzejszy konkurs drużynowy, w którym, miejmy nadzieję, odniesiemy wielki sukces. W formie, w jakiej dziś zaprezentowali się Polacy, jutro nie powalczymy o nic innego, niż zwycięstwo…

Miejmy jednak nadzieję, iż forma naszych latających orłów nie przyszła za wcześnie, że uda się ją utrzymać, bądź jeszcze poprawić do czasu Igrzysk Olimpijskich. Jeśli tak się stanie, jeśli dodatkowo w Soczi dobrze zaprezentują się Justyna Kowalczyk, polskie biathlonistki i panczenistki, możemy być świadkami najlepszej zimowej Olimpiady w wykonaniu polskich sportowców :-).

Konflikt trwa. Kto na nim straci?

Konflikt na linii Agnieszka Radwańska – TVN trwa w najlepsze.

TVN oburzył się na Agnieszkę za jej występ na Igrzyskach. Wyemitował więc materiał o naszej tenisistce, w którym nie zostawił suchej nitki na podejściu Radwańskiej do reprezentowania Biało – Czerwonych barw.

Agnieszka za to oburzyła się na tę stację za przedstawienie jej w złym, nieprawdziwym świetle i przede wszystkim puszczenie wyrwanych z kontekstu zdań Radwańskiej mających na celu zmanipulowanie widzami. Tenisistka poinformowała, że TVN dostaje od niej dożywotnią czerwoną kartkę, co znaczy tyle, że dziennikarze tej stacji nie będą wpuszczani na jej konferencje a ona nie będzie udzielać im wywiadów.

Nie trzeba było długo czekać na kontratak.  Do akcji wkroczyła wszechwiedząca Monika Olejnik. O jej dziwnym i żałosnym zachowaniu można przeczytać tutaj. Dziwną też można nazwać wypowiedź Kuby Wojewódzkiego, który także próbował zdyskredytować Agnieszkę informując, że jej matka zażądała aż 100 tysięcy za przyjście córki do popularnego programu showmana. Zaczepka ta jest dziwna z jednego powodu. Gwiazdy do Kuby za darmo nie chodzą i zdaje sobie z tego sprawę chyba każdy w tym kraju. Jedni cenią się więcej inni mniej, wielu osobom przyjście do tego programu pomaga w karierze, zdarza się, że przedtem nikt o nich nie słyszał. Są jednak też takie osoby, których pojawienie się w programie powoduje wzrost słupków oglądalności tego programu. Bez wątpienia taką gwiazdą byłaby także Agnieszka. Chociaż bardzo prawdopodobne, że jeśli z ust matki Agi padły słowa o takiej kwocie, było to raczej działaniem mającym na celu podyktowanie zaporowej kwoty by Kuba już jej do swojego programu nie zapraszał. O ile ataki dziennikarzy tej stacji można jeszcze racjonalnie wytłumaczyć to wypowiedzi innych już trochę mniej. Szczególnie jeśli jeden z dziennikarzy na swoim blogu umieszcza taki wpis: „Nie kocham szczególnie TVN,ale oglądam… Gdyby w środowisku dziennikarskim była solidarność,wszystkie inne media powinny zrezygnować z udziału w konferencjach prasowych A.Radwańskiej. Więcej: powinny ją bagatelizować przy każdej okazji.I nie interesować się więcej jej paznokciami, którym poświęcony jest w większości powyższy wywiad. A także jej głową, w której wszystko się powywracało… Jeśli oczywiście jeszcze coś tam pozostało.” Śmieszne jest to, że nikt z dziennikarzy nie solidaryzował się kiedy na konferencje Reprezentacji Polski w piłce nożnej nie wpuszczani byli przedstawiciele Weszło.com. Śmieszne jest to, że niektórym wydaje się, że Agnieszka Radwańska jest czyjąś własnością i ma się godzić na wszystko na co wykorzystujący ją do swoich celów zechcą. Tylko, że akurat sytuacja z jej osobą jest zgoła odmienna od reszty polskich sportowców.

Agnieszka Radwańska uprawia dyscyplinę sportu, która do czasu jej sukcesów nie była w Polsce zbyt popularna (porównując oczywiście z innymi, w których Polacy brylowali). Wszystko do czego doszła zawdzięcza tylko sobie i swojej rodzinie oraz zatrudnianym przez siebie osobom. Polska jako państwo nie dała Radwańskiej nic na początku jej drogi z tenisem. Przecież to rodzice i dziadkowie płacili za treningi i sprzęt. Z własnej kieszeni. Później, kiedy Agnieszka zaczęła zarabiać pieniądze, aż do teraz, nadal sama za wszystko płaci. Tenis jest specyficznym sportem. Związek nie szkoli kadry zawodników, nie daje im sprzętu, nie wysyła na obozy i na turnieje, tak jak w przypadku innych dyscyplin. Co więcej Agnieszka nie ma obowiązku reprezentować Polski w turniejach Fed Cup. Zwykle nie robią tego największe światowe sławy tenisa, jak chociażby Serena Williams czy Maria Sharapova, a przecież Agnieszka się do nich zalicza. Mimo napiętego kalendarza, mimo dużo niższej rangi tych turniejów, Radwańska z dumą na nie jeździ i gra na maximum zdobywając cenne punkty dla naszego kraju. W przeciwieństwie do innych wychwalanych w mediach pod niebiosa polskich sportowców Radwańscy nie uciekli przed płaceniem podatków do rajów podatkowych. Czy trzeba szukać więcej przykładów na patriotyczną postawę czwartej rakiety świata? Nie sądzę. Radwańska nie jest polskim produktem. Jest jednoosobową firmą i tak naprawdę ma prawo mieć w dupie wszystkich dziennikarzy w tym kraju. Oni nie są jej potrzebni do szczęścia ale jak najbardziej ona może być potrzebna im. I właśnie tu leży cały problem. Kibic pozostaje kibicem. Ma prawo chwalić i wściekać się na zawodnika za jego postawę, bo kibicuje, bo ufa i często też wygrywa bądź przegrywa przez niego pieniądze u bukmacherów. Nikt jednak nie ma prawa czegokolwiek żądać od sportowca, któremu nic nie dał. To nie jest piłkarz Reprezentacji Polski, to nie jest siatkarz czy lekkoatleta, to tenisistka i, podobnie jak jeżdżący w Grand Prix żużlowcy czy chociażby R, robi to dla siebie, dla własnej sławy i własnej kasy (bo także z własnej kieszeni za to płaci). A kiedy ktoś ma jej za dużo, wtedy zjawiają się hieny, które zrobią wszystko by namieszać i sprawić by portfel się wyszczuplił. Jeśli ktoś na tym konflikcie straci to na pewno nie będzie to Radwańska.

Ile jeszcze?

Pewnie wszyscy jeszcze pamiętają ‚How many times?!” Jerzego Janowicza podczas Australian Open.

Polski tenisista w ten sposób wyrażał swoje niezadowolenie z kolejnej błędnej decyzji sędziego. Tylko tyle mógł zrobić by walczyć z niekompetentną osobą, która swoimi błędnymi działaniami próbowała zniszczyć pracę drugiego człowieka. Jakże jest to podobna sytuacja do tej, z którą mamy do czynienia w naszym kraju i sportowym środowisku. Na wielu wysokich stanowiskach zasiadają ludzie, których działania zamiast polepszać i naprawiać ten kraj tylko szkodzą. Nie przeszkadza to im jednak w przyznawaniu sobie niebotycznych nagród finansowych za ‚sukcesy w pracy’. Jesteśmy chyba jedynym państwem, w którym dostaje się nagrody zamiast kar i ponoszenia konsekwencji swoich czynów w postaci zwolnień, ba są nawet przypadki karania ludzie zasługujących na honory i pochwały. Takie rzeczy tylko w Polsce.

I tak właśnie stanowisko Ministra Sportu powierzono Joannie Musze. Już na ‚dzień dobry’ udowodniła wszystkim, że o tym co w jej pracy jest najważniejsze, wie niewiele a może i nawet nic. Pani ministra (jak kazała się nazywać) chciała rozwiązać problemy trzeciej ligi hokeja, której w Polsce…nie ma, szukała winnych doboru drużyn do meczu o Superpuchar Polski czy ‚robiła porządki’ po kompromitacji z ‚Basenem Narodowym’.

Tak, kompromitacja to idealne określenie w stosunku do pani Muchy na tym stanowisku. O ile pewnie większość zwykłych kibiców w tym kraju nie zwracało zbytnio uwagi na istnienie trzeciej ligi hokeja to zasady awansów do finałów pucharowych rozgrywek piłki nożnej w Polsce zna większość obywateli, tym bardziej wymaga się tego od kogoś kto zajmuje najwyższe stanowisko w kraju dotyczące Sportu.

Wymaga się przecież tego by być przygotowanym do wykonywania swoich obowiązków. Tezę o tym, że Minister Sportu powinien przede wszystkim być dobrym ekonomistą a znajomość sportowego tematu jest mu niekoniecznie potrzebna do szczęścia, trzeba włożyć między bajki. Właśnie przez takie a nie inne frazesy jest w Polsce tak jak jest, i to na każdym polu. Zwieńczeniem dotychczasowej ‚działalności’ Joanny Muchy na stołku Ministra była ‚reforma’ jaką wprowadziła. Chociaż gołym okiem widać, że jest to plan na cięcia w finansowaniu związków sportowych pod przykrywką reformy. Ma być pięknie i obiecująco i tak aby nikt nie zauważył ukrytego dna. Jeśli system ten miał być odskocznią do sukcesów naszych sportowców na międzynarodowych arenach to już wiadomo, że nią nie będzie. Bez pieniędzy na szkolenie, sprzęt, wyjazdy na zawody i stypendia Polska nie będzie odnosić sukcesów. Być może podział na koszyki/grupy ważne bardziej, mniej i wcale oraz wspieranie dużych związków kosztem tych mniejszych, odbieranie im większości nakładów finansowych będzie dobrym ruchem dla Polski, może rząd zaoszczędzi trochę grosza na tym polu ale wiązać się to będzie właśnie z upadkiem sportu. Być może podobne rozwiązanie miałoby jakiś sens gdyby nie dziwne podziały. Teraz to kibice mogą zapytać: Kto wybrał te dyscypliny do tych koszyków? I tym razem nie będzie to okazją do szydery. Nawet najlepszy ekonomista może być beznadziejnym Ministrem Sportu, przecież aby wynieść go na salony trzeba go rozumieć, trzeba go poznać i się z nim oswoić, trzeba zrozumieć jego potrzeby.

Pani Joanna Mucha tworząc podziały na kartce, stworzyła je także w środowisku. Sytuacja ma się podobnie w życiu codziennym, kiedy jedni mają więcej a inni mniej, o konflikty nie trudno, tym bardziej jeśli więcej dostaje ten, który nie zasłużył. Nieścisłości między rzeczywistością a ‚reformą’ Ministry Sportu mamy okazję oglądać na bieżąco. Sukcesy i porażki naszych sportowców w ciągu ostatnich tygodni są największym dowodem na brak znajomości tematu przez tworzących podziały ludzi. W grupie złotej (najważniejszej) znalazło się Narciarstwo Klasyczne, w którego skład wchodzą Biegi Narciarskie, Skoki Narciarskie i Kombinacja Norweska. W grupie srebrnej (ważnej), której obcięto środki o 10% znajduje się m.in. Biathlon. Z tym pierwszym jest pewien problem. O ile Skoki przeżywają w naszym kraju obecnie największe sukcesy jeśli chodzi o ogół to z Biegami jest już co raz gorzej a Kombinacja Norweska w Polsce praktycznie nie istnieje. Skoczkom więc pieniędzy żałować nie można, mamy nie tylko sukcesy ‚dziś’ ale także wielkie szanse na sukcesy w przyszłości. Mnóstwo młodych talentów ma szansę na sukcesy na miarę Adama Małysza czy Kamila Stocha. Problemy dopadły za to Biegi Narciarskie. U panów jedynymi sukcesami obecnie może poszczycić się Maciej Kreczmer i to tymi jako partner treningowy Justyny Kowalczyk a nie własnymi na biegowej trasie. Nie widać też na horyzoncie talentów, którzy mogliby osiągnąć w ciągu najbliższych lat jakiekolwiek dobre wyniki, o sukcesach w postaci medali czy wysokich miejscach w PŚ nie wspominając. U pań mamy jedynie Justynę Kowalczyk, której przygoda z nartami potrwa zapewne do Igrzysk w Soczi. Patrząc na ‚zaplecze’ można tylko zapłakać. Czy nie tak należy zareagować, kiedy obwieszcza się ‚sukcesem’ miejsce w trzeciej dziesiątce biegaczek, które w PŚ występują już od kilku ładnych sezonów a łatkę wielkiego talentu przypinano im kiedy zaczynały swoje kariery ‚na poważnie’. Nie ma co okłamywać rzeczywistości i liczyć na cud, liczyć na to, że w końcu wystrzelą i zaczną biegać na dobrym, solidnym poziomie. Nie ma co pakować pieniędzy w zawodniczki tylko ze względu na ich sportowe geny i sukcesy członków ich rodziny. Bo chyba obecność w kadrze niektórych ludzi opiera się jedynie na tym. Z zakończonych właśnie Mistrzostw Świata Polscy biegacze przywieźli jeden srebrny medal. Oczywiście zdobyła go Justyna Kowalczyk, chociaż i tak tylko jeden i to za drugie miejsce naszej Królowej Nart nie jest oznaką siły a raczej małej porażki. Oczekiwania na kilka medali, w tym co najmniej jeden złoty, były ogromne. Po drugiej stronie stoi Biathlon. Podczas lutowych Mistrzostw Świata nasze dziewczyny wywalczyły dwa medale, dokładając do tego wysokie pozycje. Od początku sezonu polskie biathlonistki imponowały formą strzelecką i biegową, chociaż ich problem dotyczył zwykle mijania się tych dwóch składników w danym dniu. W Novym Miescie Krystynie Pałce i Monice Hojnisz udało się je połączyć, z czego wyszły dwa medalowe miejsca. Każdy kto chociaż trochę interesował się tą dyscypliną sportu, miał świadomość tego, że mamy cenne diamenty, które potrzebują tylko oszlifowania by błyszczeć. Innego zdania była natomiast Joanna Mucha, która medale biathlonistek przypisała…szczęściu. Po takich słowach ciężko cokolwiek powiedzieć, bo na usta cisną się same niecenzuralne słowa. Na całe szczęście (może to miała Ministra na myśli ale nie po drodze jej z językiem polskimMrugnięcie okiem) dziewczyny obroniły się same. W Soczi, na trasie, na której za rok odbędą się Igrzyska Olimpijskie, bieg sprinterski wygrała Magdalena Gwizdoń. Nie miała sobie równych tamtego dnia, ani na trasie biegowej, ani na strzelnicy. Dzień wcześniej dwa pudła na strzelnicy odebrały jej podium w biegu indywidualnym. Dobrą formę nasze panie potwierdziły w biegu sztafetowym, w którym zajęły czwarte miejsce. Kończąca zawody Monika Hojnisz przegrała rywalizację o trzecie miejsce z Torą Berger, a to akurat było do przewidzenia. Warto dodać, że gdyby nie dwie karne rundy Magdy Gwizdoń, zapewne to Polki by wygrały. W ostatniej próbie przedolimpijskiej Biathlonistki spisały się na piątkę, niestety istnieje obawa, że dzięki Joannie Musze, dziewczyny na Igrzyska nie pojadą. Obecność wspomnianej już Moniki Hojnisz na zawodach w Soczi zawdzięczamy tylko uprzejmości i hojności stacji Eurosport, która zapłaciła za jej wyjazd do Rosji. To już powinien być dostateczny powód by pani Minister zapadła się ze wstydu pod ziemię. Polskiego Związku Biathlonowego nie stać na nic. Prezes ma ciężki orzech do zgryzienia, gdyż musi dokonać ciężkiego wyboru. Pieniędzy jest na tyle by przeznaczyć je tylko na jedną z czterech rzeczy: dokończyć ten sezon, oszczędzać na nowy, kupić sprzęt albo zapłacić za stypendia zawodniczek. Te słowa przynoszą wstyd polskiemu ministerstwu sportu, które teraz już słowami rzeczniczki prasowej kompromituje się jeszcze bardziej, kontratakując prezesa i wypominając im zbyt duże kwoty przeznaczane na kadrę męską i broniąc się i obiecując, że o pieniądze biathlonistki martwić się nie muszą bo wartościowi zawodnicy je dostaną. Oby jednak nie było za późno, jak na razie, środki obcięto o ok.30% i brak pieniędzy na najważniejsze potrzeby nie zniknął. Ministerstwo potrafi wypominać prezesowi wspieranie biathlonistów, którzy sukcesów nie odnoszą, jednocześnie wspierając słabe biegaczki i biegaczy, którzy niczym od nich się nie różnią. W przeciwieństwie do biegaczy w biathlonie już widać przyszłość. O czym na antenie Eurosportu, podczas zawodów w Soczi wspominali Krzysztof Wyrzykowski, Tomasz Jaroński i Tomasz Sikora. Nasi młodzi zawodnicy i zawodniczki pod okiem byłego Mistrza Świata przygotowują się już do kolejnej Olimpiady, w międzyczasie osiągając świetne wyniki na różnych imprezach. Przykład brązowej medalistki Mistrzostw w Novym Miescie powinien dać do myślenia ludziom z Ministerstwa.

http://www.youtube.com/watch?v=jxett0I-vO8

Przyczepić się można jeszcze do wielu innych rzeczy. Tylko czy ma to sens? W tym kraju zbyt wielu ludzi jest mocno przyklejonych do swoich stołków i chociażby wiało i targało, nie zejdą z nich. Zabranie pieniędzy ze sportu a zajmowanie się jedynie wuefem w szkołach, sukcesów nam nie przyniesie. Podobnie zresztą jak wywieszenie na osiedlu kolejnej tabliczki z napisem ‚zakaz gry w piłkę’ lub podpisywanie innych, podobnych do ‚antyhazardowych’ ustaw. Zabieranie związkom pieniędzy i liczenie, że rodzice osobiście wyłożą kasę na kolejnych: Radwańską, Janowicza, Blanika, Gołotę czy Gruchałę. Najlepiej umywać ręce i robić dobrą minę do złej gry, liczyć, że problem sam zniknie.

How many times?! Ile jeszcze razy musi ucierpieć polski Sport i kibice by w końcu na wysokich stanowiskach nie zasiadali ludzie kompromitujący go w świecie? W piłce nożnej udało się pozbyć najgorszego prezesa w historii PZPN i powierzyć władzę najbardziej odpowiedniemu człowiekowi na to stanowisko. Czy podobnej sytuacji doczekamy się także na innych polach?

Ach te walentynki i inne…

Walentynki w sportowym świecie przez najbliższych kilka lat będą przypominać o Pistoriusie i tym „feralnym” dniu lekkoatlety z RPA. Jeśli prawdą jest, że Oscar w tak ‚wystrzałowy’ sposób zareagował na miłosną niespodziankę swojej dziewczyny to należy mu współczuć. W jednej chwili, przez pomyłkę stracił wszystko co było w jego życiu najważniejsze: kobietę, karierę i wolność. Jeśli jednak prawdziwe okażą się dochodzące do nas wieści o tym, iż zabił swoją dziewczynę z premedytacją, można go żałować tym bardziej… Byłby to kolejny sportowiec, gwiazdor, który stacza się. Stacza w jeden z najgorszych sposobów, w najmniej odpowiedniej chwili, niszcząc nie tylko swoje ale także innych życie. Niepełnosprawny biegacz przebywa w areszcie. Postawiony będzie mu zarzut morderstwa z premedytacją i kurcze, nawet w RPA mają chyba lepsze sądy niż u nas. Tylko tutaj za zamordowanie dziecka dopiero po roku padają zarzuty…

*

jedna z naszych biathlonistek, Agnieszka Cyl nagle zakończyła karierę. Nic nikomu nie mówiąc, zostawiła karabin i wyjechała. Na Facebooku powiadomiła o swojej decyzji fanów, jednocześnie nie informując o jej powodach. Zaznaczyła, że nie ma to związku ze słabą formą czy pechem, który podąża za nią od początku tego sezonu. Dziś jednak doszły do nas pewne informacje, mianowicie wypowiedzi pozostałych naszych biathlonistek, z których można uformować wnioski nt powodów zakończenia kariery przez Cyl. Nowakowska-Ziemniak i Pałka wypowiadają się o swojej koleżance z reprezentacji w sposób, który jednoznacznie daje do zrozumienia, że w polskiej ekipie mieliśmy do czynienia z konfliktem na linii dziewczyny – Agnieszka Cyl. Po wypowiedziach reszty naszych pań widać, że nie darzyły Cyl wielkim uwielbieniem a jej odejście tylko zaostrzyło tę niechęć. Być może także ten fakt odbił się na niektórych naszych reprezentantkach na tyle, że ich występ podczas zmagań sztafet był poniżej poziomu. Czas teraz by głos w sprawie zabrała sama zainteresowana, jeśli rzeczywiście jej odejście było konsekwencją sporu – będzie ciekawie!

A tu fajna reklama braci Fourcade :) Nawet w reklamówce Martin nie daje wygrać SimonowiMrugnięcie okiem

Swoją drogą to patrząc na ostatnie sytuacje, jak i na ogół wszelkich spraw to ludzie, a w szczególności my, Polacy potrafimy utrudniać życie sobie i innym w sposób niebywały. Ile mniej byłoby wszystkich problemów gdyby osoby zainteresowane w danej sytuacji mówiły głośno i wyraźnie o pewnych sprawach a tak mamy do czynienia z niekończącymi się spekulacjami, kłamstwami, bajkami i w konsekwencji niezdrową atmosferą… (Odniesienie to ma prawie w każdej dyscyplinie sportowej, o której głośno jest w mediach ale przede wszystkim w innych sferach życiowych).

*

Wiemy już, że zachowanie Radwańskiej na konferencji prasowej wynikało z zachowania izraelskich kibiców. Podobno Agnieszka i Ula nasłuchały się jak nigdy a wyzwiskiem wywołującym największe kontrowersje było określenie sióstr mianem „katolickie suki”. Za sprawę wziął się już nawet Radosław Sikorski. I bardzo dobrze. Trzeba walczyć o nasz kraj. Umieją Rosjanie i Amerykanie a Polscy politycy zawsze jakoś tak pozwalali na poniżanie i obrażanie obywateli swojego kraju. Strach nie pozwalał im otworzyć ust wobec Niemców (te ich reklamy) i innych narodów… Inaczej sytuacja się ma jeśli spojrzy się na wyciąganie konsekwencji wobec Polaków, którzy w niepochlebny sposób wypowiedzą się o obcokrajowcach. Oj biada im! Politycy i przewrażliwione media do perfekcji opanowali sztukę łapania za język i wyciągania najmniejszych szczególików z wypowiadanych przez polskich obywateli słów by móc ich publicznie ganić za antysemityzm i brak tolerancji (vide Dykiel, Wojewódzki)… Co tam, nam nie wolno nawet żartować  na temat innych nacji ale obcokrajowcom wolno wszystko, gnoić, tępić i wyśmiewać, bo przecież któż o ten kraj zawalczy? Kiedy robią to kibice to się ich karze…

A wracając do Radwańskiej to właśnie awansowała do półfinału turnieju w Katarze.Agnieszka oczywiście bo jej siostra Ula odpadła. Odpadła jednak w spotkaniu z Sereną Williams, co było pewne ale już jej poprzednie spotkanie z Vinci było bardzo miłą niespodzianką. Na Pucharze Federacji młodsza Radwańska zaprezentowała się z nie najlepszej strony i wydawało się, że jej kariera się cofa a tu proszę…

Agnieszka najpierw rozprawiła się z Ivanovic (ta to chyba zacznie mieć kompleks Isi), by dziś pokonać w świetnym stylu Wozniacki. Reprezentantka Dani nie jest w stanie walczyć z Agnieszką, kiedy ta gra na 100% (a dziś czasem odpuszczała), chociaż przyznać trzeba, że i Carolina zagrała świetny mecz a można nawet odnieść wrażenie, że gdyby nie wizyta i rady jej ojca w drugim secie mogłaby ugrać chociaż jedną partięMrugnięcie okiem Obie tenisistki miały ciężką przeprawę ze względu na to, że są przyjaciółkami i doskonale się znają. To jednak Aga okazała się lepszą wróżką i lepiej przewidywała zagrania Wozniackiej. Dzięki wygranej, Polka została czwartą półfinalistką, obroniła punkty z przed roku i po długiej przerwie znów ma okazję walczyć z Azarenką. Wydaje się, że forma w jakiej teraz znajduje się Agnieszka (chociaż niepokojące są oplastrowane nogi i objawy choroby – katar i kaszel) oraz stopień niższa niż w roku poprzednim, dyspozycja Białorusinki, dają nadzieję. Nadzieję na to, że Agnieszka powalczy o zwycięstwo i przerwanie fatalnej passy. Oby tak się stało.Kurs na zwycięstwo Radwańskiej oscyluje wokół 4, tak więc może warto zaryzykować?

http://www.youtube.com/watch?v=UUa9gfQRYZo

W drugiej parze półfinałowej walkę stoczą Williams z Szarapową. Śmieszne oceniać ten pojedynek w kontekście tego, że dziś Amerykanka toczyła heroiczny bój z Petrą Kvitovą, w ostatnim momencie udało jej się uciec z przed topora i wygrać. Tak cieszącej się Sereny po zwycięstwie na tym etapie dawno nie oglądaliśmy ale powody przecież były naprawdę ważne. Od poniedziałku bowiem to właśnie Williams będzie numerem 1. rankingu WTA, dodatkowo pokonała nie tylko Czeszkę ale przede wszystkim chorobę (kolejna chora, już wiadomo skąd wzięła się nazwa tego krajuMrugnięcie okiem…jeśli Polacy awansują na MŚ to w tym będą upatrywać przyczyn swoich porażek…). Te dwie rzeczy dziś powodujące u Amerykanki radość, jutro mogą spowodować ją u Szarapowej. Jeśli Williams zadowoli się awansem na 1 miejsce rankingu i nie będzie chciała w większym stopniu narażać swojego zdrowia to otworzy się wielka szansa przed Rosjanką na wejście do finału tylnymi drzwiami. Jeśli jednak Serena nie odpuści to kolejny raz będziemy mieli do czynienia z przegraniem pojedynku już w szatni i Marii ciężko będzie realizować swój plan. I jak tu stawiać na którąkolwiek, jeśli wszystko zależy od podejścia do meczu tylko jednej z nich?

*

Mario Balotelli znów daje trzy punkty Milanowi. Można obstawiać już, w którym meczu nie trafi do siatki?

http://www.dailymotion.com/video/xxjerv_milan-vs-parma-2-1-match-highlights_sport

Dwaliszwili został piłkarzem Legii. Lider tabeli się wzmacnia kosztem rywala zza miedzy i jeszcze kilka miesięcy temu jednego z największych kandydatów do mistrzostwa. Fajnie grała Polonia, na tyle by mierzyć w najwyższe cele a teraz niech się Król cieszy, że mają taką przewagę bo pewnie, gdyby sezon się dopiero rozpoczynał, byliby pierwszym kandydatem do spadku. Kilku piłkarzy z papierami na grę na wysokim poziomie jeszcze tam zostało, że też inne kluby jeszcze się nie rzucają, po sezonie może się zrobić tłok…

Znów  o Borussii będzie ale to przecież najgorętszy temat. Polacy grający w jej barwach są świetni i idealnie opisuje ich popularny tekst ” Można ich kochać albo nienawidzić”. To prawda… Od kilku dni furrorę robi filmik przedstawiający reklamę Opla z trójką naszych piłkarzy w rolach głównych. Robi nie dlatego, że oni w niej grają ale dlatego, że ma taką fajną i prawdziwą fabułę. Odzwierciedlenie rzeczywistości. Swoją drogą przeróbka również niczego sobie.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=4YDKjiY07FI