Archiwa kategorii: Boks

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Wesołych Świąt!

boże-narodzenie-piłka-nożna_19-129498

Wszystkim kibicom w tym szczególnym okresie życzę…

By Reprezentacja Polski na zbliżającym się Euro sprawiła nam wszystkim wyjątkowy prezent…
By Ekstraklasa po zimowej przerwie wciąż dostarczała nam wspaniałych emocji…
By Mistrz Polski (ktokolwiek nim będzie) awansował w końcu do upragnionej LM…
By Agnieszka Radwańska wygrała w końcu turniej Wielkiego Szlema…
By Jerzy Janowicz wrócił do swojej najwyższej formy…
By Piłkarze ręczni walczyli jak lwy na ME…
By siatkarze grali jak wtedy gdy zdobywali złoty medal MŚ…
By biathlonistki sięgnęły po medale MŚ…
By skoczkowie latali najdalej… i wiatr im nie przeszkadzał ;)
By Marcin Gortat bił kolejne rekordy w NBA…
By Artur Szpilka nokautował rywali w pierwszej rundzie…
By wszyscy reprezentanci Polski godnie reprezentowali nasz kraj na międzynarodowej arenie i dostarczali kibicom mnóstwa radości i wzruszeń!
Sukcesów, zdrowia, siły i wytrwałości!

Co w sporcie piszczy…

- Łukasz Kubot zgarnął pełną pulę w Australii czym niewątpliwie wynagrodził nam wszystkie niepowodzenia Polaków. W końcu jego upór, jego niesamowity charakter i podejście do pracy dały wymarzony efekt. Miejmy nadzieję, że nasz tenisista zrobi teraz wszystko by i w singlu przełamać kolejne bariery. I że jego sukces, podniesie na duchu resztę naszych reprezentantów.

- A to na pewno przydałoby się Agnieszce Radwańskiej. Oj, bolała porażka z Cibulkovą, bolała. Tym razem jednak, obok smutku i rozczarowania, znalazło się miejsce na zrozumienie. I jak to my Polacy mamy w zwyczaju, wielka radość z powodu pokonania kogoś działającego nam na nerwy, mocno stłumiła negatywne emocje  ;-). Jeszcze więcej treningu i na 100% uda się kiedyś przetrzymać do finału. Miejmy nadzieję. Tym bardziej, iż właśnie dostaliśmy potwierdzenie tezy, która nasuwała się na myśl już od dłuższego czasu. Mianowicie: Agnieszka zmieniła swoją grę. Dziś lepiej radzi sobie z zawodniczkami, z którymi dotychczas nie miała najmniejszych szans, czyli Williams, Li i Azarenką, natomiast gorzej gra z tenisistkami (m.in. Cibulkova), z którymi jeszcze nie tak dawno nie przegrałaby być może nawet seta. Szkoda, że nie da się tego jakoś wycelować w złoty środek. Być może pomoże jej w tym Jerzy Janowicz?…

Świetna reklama! I Radwańska z Wojewódzkim stoją już po tej samej stronie ;-).

- Podobnie jak połfinałowa porażka Agnieszki, zabolały przegrane spotkania Polaków na Mistrzostwach Piłkarzy Ręcznych. Kiedy patrzyło się na inne ekipy, nie sposób było odejść od przekonania, iż nasza reprezentacja miała w ręku wszystkie karty by zmierzyć się w finale z Francją. Odpadli przedwcześnie na własną odpowiedzialność. Czy ktoś jeszcze, oglądając większość spotkań, ma wrażenie, że tylko nasi chłopcy mają seryjne problemy z rzutami z bliska/daleka/boku/środka itd…? Czy tylko nasi potrafią spieprzyć wszystko, co wydaje się być już wygrane? Być może. Na pewno jednak jako jedyni nie potrafią połączyć świetnej gry w ataku z wyśmienitymi interwencjami w obronie jednocześnie. My to jacyś wybrakowani pojechaliśmy na ten turniej. Było albo jedno albo drugie. Na medal potrzeba niestety czegoś więcej. Na samym Wyszomirskim (za mało go było) i Lijewskim nie pojedziemy. Też niestety.

PS: Naszą największą gwiazdą, podnoszącą poziom cukru we krwi podczas relacji z mistrzostw i tak był komentator! Pan Szpak powinien się powoli albo wręcz migiem) zwijać ze studia i zrobić miejsce swoim młodszym kolegom.

Klimek Murańka lamentuje z powodu nie zabrania go na Igrzyska Olimpijskie. O ile jego załamanie spowodowane spuszczeniem w kiblu jego sportowych marzeń, można zrozumieć o tyle już całe jego zachowanie, wymuszenie na trenerze poczucia winy i ogólną reakcję otoczenia, ciężko przetrawić.
To Kruczek jest trenerem, jak się okazuje najlepszym polskim szkoleniowcem wśród wszystkich dyscyplin. Zrobił nam chłop drużynę na medal,  zrobił nam Mistrza Świata i kolejnych młodych zwycięzców . Nie ma sensu na ten moment wcinać się do jego decyzji. Koniec końców to on za nie odpowie. Klimek owszem, jest utalentowany. Mógłby coś na IO osiągnąć gdyby… nie miał być tylko rezerwowym. Chyba nikt nie ma złudzeń, że Kubacki, czy Murańka, gdyby był na jego miejscu, wygryźliby ze składu Stocha, Kota, Żyłę i Ziobro? Na dzień dzisiejszy takich szans nie ma. Może już na treningach coś się zmieni ale szanse na to są niewielkie. Kubacki jedzie więc do Soczi jako obserwator. I tylko tyle. Ot, taka wycieczka krajoznawcza. Na co więc komu ta cała afera? Klimkowi może ona tylko zaszkodzić…

- Szpilka w końcu dojechał do Stanów na walkę i dziś… można żałować, że nie zatrzymano go na granicy po raz kolejny. Dostał po głowie na tyle mocno by mieć nadzieję, iż nauczy się w końcu boksować jak zawodowiec. Bez gardy w ringu się przecież nie przeżyje. Może do następnej walki uda mu się coś zrobić. Może talent i ambicję przerobi na efektowne i efektywne zwycięstwa…

- Polska piłka w żałobie. Pechowo posypała nam się pomoc na kilka miesięcy przed Mundialem w Brazylii. Tfu… Przecież nas tam nie będzie! Kuba ma więc czas by w spokoju, bez stresu, wyleczyć kolano. 6 miesięcy, właśnie tyle potrwa jego walka o powrót na boisko. Miejmy nadzieję, że wróci jeszcze silniejszy…W końcu zarówno Borussia jak i nasza reprezentacja potrzebują tego człowieka na murawie. Drugiego takiego nie ma!

USA boi się Szpilki a polski rząd trzęsie się słysząc nazwisko ‚Obama’…

Wylatuje sobie polski sportowiec na zawody, na inny kontynent, leci kilkanaście godzin by wejść do ringu na dosłownie kilkanaście minut i poobijać trochę mor… buźkę Amerykanina i wrócić a tu klops… Artur Szpilka, bo o nim przecież mowa, nie został wpuszczony na teren Stanów Zjednoczonych. Strażnicy, po zasięgnięciu informacji, cz aby na pewno to on będzie boksował na HBO, podarli mu wizę, informując, że nie jest ważna i zawrócili go do kraju. Jedzie więc sobie polski sportowiec z powrotem do kraju, kolejne kilkanaście godzin tylko po to, aby jak najszybciej wrócić do Stanów. Sytuacja jak z mało śmiesznej komedii. Dla Szpili natomiast jest to dramat. Pomijając już kwestie czysto sportowe, trzeba zapytać jasno: Co zrobił polski rząd by pomóc swojemu rodakowi, sportowcowi reprezentującemu kraj na arenie międzynarodowej? Przecież w takiej sytuacji, już po dosłownie 20 minutach od całej akcji, powinien być wykonany telefon i już nawet nie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych ale do Prezydenta bądź Premiera a potem oni, właśnie w osobie Bronisława Komorowskiego albo Donalda Tuska, winni byli zadzwonić z aferą do Obamy. Bez wątpienia, gdyby działo się to z reprezentantem Niemiec czy Rosji, automatycznie, Merkel czy Putin stanęliby za swoim rodakiem murem i zamiast zawracać, wjechałby na teren Stanów. Szpilka natomiast ruszył w trasę powrotną. Dlaczego?

Zachowanie strażników, którzy doskonale zdawali sobie sprawę kto i po co przyjechał, jasno wskazuje na działanie celowe. Walka w HBO to przecież profesjonalizm. To już nie bitki uliczne czy amatorski boks. To się ogląda i płaci za to grubą kasę. Widocznie, wizja porażki ich rodaka Jenningsa z jakimś butnym Polakiem, nie spodobała się im na tyle, iż postanowili sami wymierzyć mu bolesny cios. Dodatkowa dawka zmęczenia spowodowanego długimi podróżami, na pewno odbije się na formie Szpilki. Cwani strażnicy… Ciekawe czy tak samo potraktowaliby któregoś z braci Kliczko. A jeśli nie pasuje im status byłego więźnia u Szpilki, powinni wypieprzyć dyscyplinarnie ze swojego kraju co najmniej 1/3 społeczeństwa… Kilku sportowców z amerykańskim paszportem także by się znalazło…

Cóż, cała ta akcja świadczy tylko o tym, że Amerykanie boją się Artura Szpilki i zrobią wszystko by choć trochę ‚pomóc’ swojemu pięściarzowi w odniesieniu zwycięstwa. Być może do walki wcale nie dojdzie, gdyż HBO dało polskiej stronie czas do czwartku z załatwieniem wszystkich formalności. Skoro polski rząd tak się kwapi do pomocy, że zamiast przygotowywać się do walki w USA, Szpila siedzi w Polsce, trudno oczekiwać by zdążył na czas wrócić. To chyba jasny sygnał, jak bardzo kuleje w Polsce system ochrony obywateli za jej granicami…

Kabaret. Wiocha i inne. Sportowy świat oszalał…

Europa a pewnie i cały piłkarski świat, wciąż nie mogą się otrząsnąć po kuriozalnym golu-widmo z meczu Hoffenheim – Leverkusen.

https://www.youtube.com/watch?v=02U9VvDfNqc

Stefan Kiessling choć ewidentnie widział, że piłka minęła słupek, postanowił przemilczeć tę kwestię i cieszyć się gola. Na filmiku ewidentnie widać, że również jego koledzy mieli świadomość błędu arbitra i także nie pisnęli słowem. Takie zachowania powinny być surowo karane, przecież to zwykłe oszustwo. Kto wie, jak potoczyłby się ten mecz, gdyby sędziowie regularnie chodzili do okulisty.
To, że wielu piłkarzom zasady fair play są obce, było wiadomo od dawna. Te wszystkie wymuszone rzuty karne, faule, nurkowania czy nieprzepisowo strzelone gole – znamy na pamięć.
Kiessling, gdyby jeszcze po meczu przyznał się do błędu, gdyby stwierdził „Tak. źle się zachowałem. Zawaliłem. Oszukałem wszystkich”, można by było mu wybaczyć ale nie. On z pełną świadomością popełnionego błędu szedł w zaparte, tłumacząc, że nie widział tego dokładnie i piłka jakimś cudem wpadła do siatki. No tak, wpadła, szkoda, że inną drogą, niż tą, o której mowa w przepisach gry w piłkę nożną.
Gdyby FIFA była ogarnięta, nie doszłoby to tak kuriozalnej sytuacji. Piłkarska centralna powinna konsekwentnie karać wszystkich futbolowych oszustów, by nigdy więcej nie przyszło im na myśl robienie idiotów z kibiców.
Sam mecz Hoffenheimu z Bayerem powinien zostać powtórzony od minuty, w której ‚padła’ bramka, której nie było, ewentualnie, wynik spotkania powinien zostać zredukowany do stanu 1-1. Ciekawe czy sprawiedliwości stanie się zadość, czy w ogóle obowiązują jeszcze jakieś normy w futbolu?

Nam Polakom, narzekającym ciągle na pracę polskich arbitrów, pozostaje dziękować, że gdzieś na świecie, w dużo lepszej, bogatszej, silniejszej lidze, dzieją się rzeczy dużo bardziej kompromitujące…

A u nas, w polskim bagnie, codziennie dzieje się coś, o czym za granicą, raczej nie usłyszą. Piłkarz Ostrovii Ostrów Mazowiecka, Rafał Rakowiecki został właśnie skazany w sądzie za… pokazanie znanej wszystkim „eLki”, ‚symbolu’ warszawskiej Legii, w meczu przeciwko Polonii Warszawa. Już samego faktu, trafienia tej sprawy przed wymiar sprawiedliwości, nie można nazwać inaczej niż kpiną a już kara? Toż to czyste szaleństwo!
Sprawę na policję zgłosili przedstawiciele Czarnych Koszul i w tym miejscu, warto zapytać, czy nie przeszkadzało im, gdy takie same gesty w ich stronę kierowali piłkarze aktualnego mistrza Polski? Czy wtedy nie czuli się urażeni? No tak. Zawodnicy Legii, mają o wiele grubsze portfele od zawodnika czwartoligowego klubu i zapewne także wszystkich kręcących się w okół klubu z Konwiktorskiej. Gdyby ktoś zadzwonił na policję, zgłaszając obraźliwe gesty w wykonaniu Legionistów, zapewne zostałby wyśmiany. Przykre ale prawdziwe. Jak wszystko co dzieje się wokół polskiej piłki…

Równie komicznie co w futbolu, dzieje się ostatnio na polskim ringu, gdzie mamy wysyp prostackich zachowań. Binkowski, Zimnoch i Szpilka trafiają na świecznik, nie z powodu swoich zwycięskich pojedynków ale poprzez…odstawiany kabaret. Inaczej nie można tego nazwać. nawet nie trzeba o tym pisać, wystarczy obejrzeć…

https://www.youtube.com/watch?v=ZCCcneld1Yc

To wszystko wygląda jak krzywe zwierciadło ale prawdziwym fenomenem jest polski naród. Nawet Sharon Stone wspomniała dziś o Polsce, jako świetnym przykładzie kraju, w którym 90% ludności ukończyło szkoły średnie a aż 50% ma wykształcenie wyższe. Mimo tego, uwielbiamy oglądać zachowania czy wypowiedzi, które na kilometr śmierdzą patologią. Własnie dlatego, z niecierpliwością czekamy już na walkę Zimnocha ze Szpilką. Ile będzie boksu w boksie? Nieważne. Na pewno będzie kabaret przed i po walce…

Diablo jak gwiazda amerykańskich filmów!

Krzysztof Włodarczyk pokazał wielką klasę podczas pojedynku z Rachimem Czakijewem. Można by mu wypominać, że przez prawie całą walkę był niemiłosiernie oklepywany przez Rosjanina i pewnie znajdzie się wielu, którzy wybiorą właśnie taką drogę, można by się zastanawiać czyja ręka powędrowała by w górę w geście triumfu, gdyby nie doszło do nokautu, czy wtedy obowiązywałaby niepisana zasada o konieczności znokautowania aktualnego mistrza w celu odebrania mu mistrzowskiego pasa ale nie ma się prawa ani odbierać mu honorów ani sensu roztrząsać tych kwestii z jasnej przyczyny – Zwycięzców się nie sądzi.

Włodarczykowi po tej walce mogła tylko powiększyć się rzesza fanów. Jego wola walki i niesamowita determinacja zadziwiła miłośników boksu na całym świecie. Gdzieś już przecież to widzieliśmy. W filmach! Tak za takie sceny kochamy przecież filmy o różnej maści wojownikach. Jean-Claude Van Damme, Sylvester Stallone, Eric Roberts i wielu innych, dobrze nam znanych, goszczących często na ekranach naszych odbiorników, rozkochali w sobie widzów tym, co wczoraj na ringu zrobił też Diablo. Wstawał i znokautował faworyzowanego rywala po wcześniejszym upadku. Może nie było to aż tak widowiskowe jak w filmach, w końcu Włodarczyk nie musiał walczyć ze złamaną nogą albo oślepiony piaskiem ale zasadniczą różnicą jest to, że pojedynek z Czakijewem był prawdziwy a wszystkie walki ww aktorów, były tylko świetnie odegranymi przez nich scenami.

Mamy mistrza świata! W słabości polskich zawodników zawodowo zajmujących się boksem mamy ostatnio dostatek. Wśród nich jest jeden diament, od którego tylko Witalij Kliczko ma dłużej w posiadaniu mistrzowski tytuł federacji WBC. Jest nim Krzysztof Włodarczyk.

Co się dzieje z polskim boksem?

W miniony weekend byliśmy świadkami kolejnych gal bokserskich. Na piątkowej gali w Moskwie walczył Andrzej Wawrzyk z Aleksandrem Powietkinem. Był to bój o pas mistrza świata federacji WBA w wadze ciężkiej. Faworytem był oczywiście Rosjanin ale… kolejny raz mamy do czynienia z pompowaniem balonika przez media i teamy polskich pięściarzy, jako równych rywali a, w niektórych przypadkach, nawet pogromców, zdobywców pasa. W ostatnim czasie jesteśmy świadkami kompromitacji polskich pięściarzy i w takich momentach, tęsknimy za sylwetkami Gołoty czy Michalczewskiego.

Najpierw do walki z Kliczko stanął Albert Sosnowski. Tu od początku wiadomo było, że dla Ukraińca jest to trening, dla Polaka natomiast dobrze płatny wieczór. Wszyscy znali scenariusz, zanim obaj pojawili się na ringu, Albert został znokautowany w 10 rundzie, wstydu nie przyniósł ale czy jest w ogóle sens w takich okolicznościach oceniać czyjąś postawę? Czy nie tak to miało wyglądać?
Wstydu najadł się za to Tomek Adamek. Od początku pewny siebie Góral zapowiadał pokonanie Ukraińca. Tuż przed samą walką, na telebimie, widzom ukazał się Polak zapowiadający odebranie mistrzostwa Kliczko. Na ringu nie był już jednak tak pewny siebie. Wydawało się, że jego utytułowany rywal mógł zakończyć ten pojedynek w każdej chwili ale dał się Adamkowi wyszaleć. Męczarnie Polaka trwały 10 rund i zaczęło się… zapowiadanie rewanżu.
Wcześniej, na jego drodze stanął jednak Cunningham i kolejny raz mieliśmy do czynienia ze zniesmaczeniem.  Chyba każdy kto oglądał tę walkę czuł, że Amerykanin za chwilę uniesie rękę w geście zwycięstwa ale inaczej widzieli to sędziowie, którzy wygraną przypisali Polakowi. Reakcja Cunninghama, buczenie i komentarze o oszustwie mówią wszystko…
Już przed walką Adamka z Kliczko, Mariusz Wach zapowiadał, że jeżeli nie Góral, to właśnie on zostanie pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej. Wiking walczył drugim bratem Kliczko i z racji jego warunków fizycznych, kibice zaczynali wierzyć w Polaka, dając mu więcej szans niż wcześniej Adamkowi. Po walce został już tylko wstyd. Nie tylko z powodu słabej postawy w ringu ale i późniejszej afery dopingowej z udziałem Wacha. Kompromitacja.
Teraz o pas zawalczyć miał Wawrzyk. Wierzyli w niego Włodarczyk i Szpilka, wierzyli kibice. I kolejny raz napompowano balonik, który pękł szybciej, niż te jego poprzedników. Od samego początku Polak był bity jak amator i tak też zakończył się cały ich pojedynek. Starcie Dawida z Goliatem z zupełnie innym zakończeniem. Wstyd.
Cały świat się śmieje z poczynań polskich bokserów, którzy butnie zapowiadają mistrzowskie pasy by później niemiłosiernie się kompromitować. Z potęgi ringowej, z niesamowicie walecznego narodu, staliśmy się pośmiewiskiem. Boks amatorski w Polsce nie istnieje, zawodowy kuleje, a waga ciężka to parodia. Jedynym bokserem, z którego tak naprawdę możemy być obecnie dumni jest Krzysztof Włodarczyk. W swojej wadze jest najlepszy, a tym większą wagę mają jego kolejne zwycięstwa, kiedy przypomnimy sobie z jakimi problemami osobistymi borykał się jeszcze niedawno.

Mamy oczywiście młodych, obiecujących bokserów takich jak Szpilka czy Zimnoch, na których bezpośrednią walkę czekają z niecierpliwością kibice. Bez wątpienia obaj potrafią zbudować napięcie przed starciem, obaj mają talent i szansę na sukcesy. Szpilka ma jednak coś, co przewyższa go nad większością pięściarzy w tym kraju. Charakter i niebywałą pewność siebie. Mimo ewidentnych braków technicznych, Szpila nadrabia to osobowością i walecznością. Właśnie to powinno charakteryzować Adamka, a w najważniejszym momencie go zawodziło. Można śmiało przypuszczać, że nawet stojąc na przeciw Kliczko, Artur nie spuściłby pierwszy wzroku, mimo dużego szacunku i respektu dla rywala. Jeśli bokser z Wieliczki poprawi czysto techniczne sprawy, jeśli nabierze dużego doświadczenia, w przyszłości może być najlepszy.
Walkę Krzysztofa Zimnocha mieliśmy okazje oglądać w sobotę. Na tle 48-letniego weterana, Polak nie pokazał się z najlepszej strony. Werdykt sędziowski wzbudził niemałe kontrowersje. Dla wielu kibiców, to McCall wygrał ten pojedynek. Amerykanin, mimo dużej różnicy wieku, udowodnił swoją klasę i to, dlaczego nigdy wcześniej nie został znokautowany. Dziwić może fakt, że to nie młody Polak ale właśnie emeryt z USA lepiej wyglądał pod względem fizycznym (kondycji). Ciosy McCalla trafiały tam gdzie powinny, Zimnoch natomiast częściej trafiał w gardę rywala, bądź powietrze. A eksperci bronią decyzji sędziów mówiąc o tym, że to właśnie było częścią taktyki Polaka. Podczas kolejnych przerw, Amerykanin wciąż się szeroko uśmiechał, był pewny wygranej i właśnie dlatego nie mógł uwierzyć w werdykt sędziowski. Najbardziej podejrzenia na wszystko rzuca fakt, że wszyscy trzej sędziowie są Polakami i przez to, kontrowersje po walce najbardziej mogą uderzyć w samego Zimnocha. Jeśli okaże się, że Krzysiek ma w sobie to ‚coś’, wtedy wróci silniejszy na kolejne pojedynki i będzie wygrywał już jednoznacznie. Bez względu jednak na werdykt sędziowski i okoliczności to warto zwrócić uwagę na samą walkę. Większość starć bokserskich ostatnimi czasy, więcej niż czystego boksu ma w sobie klinczu. Chyba nie na to czekają kibice. Chyba oczekują walki dwóch prawdziwych mężczyzn a nie tańca z gwiazdami. Przytulaski na ringu nie są tym, co chce się oglądać, chyba, że zamiast mówić o boksie, będziemy mówić o klinczu zawodowym, wtedy będziemy mogli się szczycić tym, jako światowa potęga  ;-)

Szpila ma moc!

Chyba każdy kibic boksu, ten zagorzały i ten niedzielny sobotni był pod wrażeniem dzisiejszej walki Artura Szpilki z Mikem Mollo. Po tak dużej ilości pojedynków w wadze ciężkiej, w których więcej było uników niż ciosów, w końcu można było nacieszyć oczy. To ani nie bracia Kliczko, ani nie Adamek ale właśnie Szpila wraz z Mollo stworzyli ciekawe bokserskie widowisko. Żaden z nich nie unikał walki, nie chował głowy ” w piasek” i w ciągu tych 6 rund mieliśmy okazję zobaczyć kawałek niezłego boksu. Rywal Szpilki chociaż zapewniał, że Artura zmasakruje tak, że ten nie będzie w stanie walczyć z Zimnochem, sam zakończył walkę z pokiereszowaną twarzą. U Szpilki śladów po walce brak…

http://www.youtube.com/watch?v=rCOBJ42lc0g

Z całą pewnością można stwierdzić, że była to najtrudniejsza walka w dotychczasowej karierze Artura Szpilki i poradził sobie świetnie. Polski bokser udowodnił, że potrafi podnieść się z kolan i wygrać. Wygrać w wielkim stylu. Jemu pierwszemu udało się posłać na deski Amerykanina. Sam Szpila także pierwszy raz w karierze zaliczył knock down (nawet 2) co akurat bardzo cieszy. Cieszy w kontekście jego przyszłości. Walka z Mollo, choć zwycięska, obnażyła duże braki u Artura. Każdy domyśla się co by było gdyby na przeciw boksera z Wieliczki stał przeciwnik z wyższej półki. Na całe szczęście, Szpila doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich braków, wie nad czym musi się skupić i co poprawić przed kolejnymi walkami. Pewne jest to, że w jego osobie mamy idealnego kandydata na przyszłego mistrza świata wagi ciężkiej. Ma serce i charakter do walki, ma siłę, czyli to co najważniejsze. Z czasem przyjdzie też co raz lepsza technika i doświadczenie. Przed nim jeszcze wiele walk wygranych, być może też przegranych, każda z nich nauczy go czegoś na przyszłość a możemy być pewni, że w jego przypadku nauka nie pójdzie w las…

Nowy rok początkiem nowych szans

Zakończył się rok 2012, który dla wielu sportowców był najlepszym w ich karierze. Inni chcieli jak najszybciej o nim zapomnieć i wejść w nowy z wielkimi nadziejami.  Dla nas, Polaków rok ten był wyjątkowy przede wszystkim ze względu na Euro 2012, które było najważniejszym wydarzeniem ostatnich 12 miesięcy. Wcześniej przeżywaliśmy wzloty i upadki podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Emocji było co nie miara aż do ostatnich dni, naprawdę jest co wspominać ale też o czym myśleć i marzyć w roku 2013. Oby w nim więcej było wzlotów niż bolesnych upadków, mniej rozczarowań i więcej zwycięstw.

W 2012 byliśmy świadkami najpiękniejszego gola w historii w wykonaniu Zlatana Ibrahimovicia ale warto też nacieszyć oczy innymi trafieniami. Nie wszyscy zgodzą się z kolejnością, którą utworzył autor ale większego znaczenia teraz to nie ma, nie skrzywdzono przecież zwycięzcy, reszta jest kwestią gustu. Niewątpliwie, brakuje niektórych trafień ale miejsc było tylko 100, a jeśli jesteśmy świadkami gry piłkarskich geniuszy, którzy piękne bramki strzelają nie od święta ale co kilka-kilkanaście dni, to mamy szczęście i w takim przypadku narzekać po prostu nie wypadaMrugnięcie okiem Cieszy fakt, że w zestawieniu nie zabrakło kobiecego akcentu, na polskie również natrafimyUśmiech

http://www.youtube.com/watch?v=ckge88j6lxU

To niewątpliwie najlepszy od dawien dawna rok dla polskiego tenisa. Agnieszka Radwańska zanotowała sezon prawie idealny, gdyby nie ta nieszczęsna Olimpiada. Jeśli w tym roku zdobędzie Wielkoszlemowy tytuł na stałe zapisze się w historii tenisa. Dzięki świetnemu końcu sezonu do miana czołowego tenisisty aspiruje także Jerzy Janowicz. Wystarczył jeden turniej by zakochał się w nim cały tenisowy świat. Kibice, zawodnicy i bukmacherzy – wszyscy typują Jeżyka  na gwiazdę. Warunki i talent ma niebywałe do tego by w przyszłości być numerem 1, być może za parę lat….oby! Dobry sezon zaliczyła też Ula Radwańska, która pokazała, że talent ma nie mniejszy niż jej siostra i jeśli popracuje nad sferą psychiczną, również ma szansę na pierwszą dziesiątkę. Rok nie był udany dla Łukasza Kubota i naszego debla – Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, którzy spisywali się poniżej oczekiwań. Na szczęście w przypadku Łukasza, początek tego sezonu rozbudził nadzieję na poprawę. O smutnych momentach lepiej zapomnieć i skupić się na tych dobrych dlatego…

http://www.youtube.com/watch?v=uXzeBS_ZrTk

http://www.youtube.com/watch?v=e6_BhB8XDzM

http://www.youtube.com/watch?v=HYzqFIBoL3M

Jak widać nie tylko ze względu na urodę Ivanović jest w czołówce tenisistek Mrugnięcie okiem

Co jeszcze?

http://www.youtube.com/watch?v=xABKKQt55sM

http://www.youtube.com/watch?v=ca5HKemrW_4

Nie zapominajmy o świetnych występach Sylwii Bogackiej, Bartłomieja Bonka, Grzegorza Fijałka i Mariusza Prudla, Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha, polskich biathlonistek, Anicie Włodarczyk, Marcinie Gortacie, niektórych polskich piłkarzach, Przemysławie Miarczyńskim, Zofii Klepackiej, polskich kolarzach, polskich żużlowcach, siatkarzach, Krzysztofie Włodarczyku, Mamedzie Khalidovie,  Beacie Mikołajczyk i Karolinie Naji, Juli Michalskiej i Magdalenie Fularczyk i przede wszystkim naszych paraolimpijczykach.

Oby na początku 2014 roku było jeszcze więcej zwycięskich akcentów naszych reprezentantów Uśmiech

Weekednowy przegląd sportowy

1. Z jednej strony krzyki: „Czapki z głów przed Wachem” z drugiej: „Wach się skompromitował”. Hmm… Ani czapek z głów zdejmować nie trzeba ani się Viking nie skompromitował. Przegrać z Wielkim Mistrzem to nie wstyd i było to wkalkulowane, do przewidzenia, a gdyby jednak było inaczej..byłoby pięknie i każdy prawdziwy kibic na to liczył. Nie udało się trudno.  Wynosić w niebiosa Mariusz też nie ma powodu, wręcz przeciwnie należy mu się ostra bomba (ale kto by się tam odważyłMrugnięcie okiem), właśnie za brak walki i przede wszystkim strach. Człowiek, który przed walką zapowiada, że odbierze Ukraińcowi pasy mistrzowskie itd…, nie może wyjść na ring z przerażeniem w oczach. Przydałaby się mu mentalność Szpilki, który jest po prostu wariatem i się nie boi, połączenie tych dwóch ludzi mogłoby dać bombowy efekt… Brawa dla Wacha, brawa nie za walkę (jedna dobra akcja to za mało) ale za wytrzymanie do końca, za 12 rund nadziei w sercach kibiców. Wstydu więc nie ma, radości też nie… Życie idzie dalej. A Kliczko udowodnił, że chyba pasów przed emeryturą nie odbierze mu niktSuper

2. Najwięksi frajerzy tygodnia to oczywiście Wiślacy. Grać w przewadze dwóch graczy i zremisować…WSTYD, HAŃBA i… brak słów. Z tym zespołem, pełnym wypalonych gwiazdorów ciężko byłoby Mourinho czy innemu wielkiemu trenerowi. Od początku do końca od bramkarza do napastników każdy zasługuje na wielkiego kopa w dupę. Gdzie się podziały ambicja i honor? Bogusław Cupiał jest w tym sezonie nad wyraz wyrozumiały…

3. Na 8 meczy w tej kolejce w 7 wygrywali goście, wyłamała się oczywiście tylko Wisła, jednak gdyby nie ta ostatnia minuta stała by się rzadko spotykana sytuacja. Przegrane przede wszystkim Legii i Górnika to duże niespodzianki. Lechia Jagiellonia chyba wyrastają na wyjazdowych mordercówMrugnięcie okiem

4. 11 Listopada… Piękne chwile. Zjednoczenie całej kibicowskiej braci. Cudownie czuje się człowiek, gdy widzi jak Kibice Legii, Wisły, Cracovii, Śląska, Ruchu, Polonii, Lechii, Lecha i innych klubów idą ramię w ramię w jedną stronę, mając wspólny cel. Całe to zjednoczenie musiał ktoś zepsuć i każdy doskonale zdaje sobie sprawę kto to był… Oczywiście wszystko co „ten ktoś” zrobił, wszystko co złe poszło na tych „złych i wrednych kiboli”… komentarz jest zbędny…

5.Djoko Mistrz! W tym sezonie najlepszy! Nadala nie było ale gdybania nie będzie bo Novak udowodnił wyższość nad całą resztą stawki. I tak jak na prawdziwego mistrza przystało zaprezentował się ze wspaniałej gry w finale. Tylko najlepsi potrafią wziąć się w garść i wyjść z opresji…I ta myśl w głowie, że chciałoby się na tle Djoko czy Federera zobaczyć teraz Jerzyka…Uśmiech

6. Za granicą nasi brylują. Lewy pokazał klasę i wbrew oczekiwaniom dziennikarzy szybko przestawił się z Realu na Augsburg, strzelił dwie bramki i znalazł się w 11 Kickera.  Gola zdobył też drugi nasz reprezentacyjny napastnik występujący w Bundeslidze czyli Artur Sobiech, który niestety występ przypłacił kontuzją i z Urugwajem nie zagra.  Kto by się jednak spodziewał, że z ławki Trabzonu wstanie w końcu Mierzejewski? Chyba nikt… tym większym zaskoczeniem są dwie, piękne bramki tego chłopaka. Trzeba się więc trochę pokajać. Nie wierzyło się w Mierzeja, krytykowało się Fornalika za powoływanie go a tu proszę… Pan Waldek ma nos trenerski.

7. Nos Pana Waldka tym razem powęszył w Gdańsku gdzie przyszło powołanie dla Piotrka Brożka. Grając w najlepszej ekipie w Polsce rzadko, jeśli w ogóle był brany pod uwagę, a teraz mając do wyboru kilku kandydatów do gry w miejsce kontuzjowanego Wawrzyniaka tą szansę dostaje właśnie Pietia. Brawa za odwagę dla trenera i kciuki za PiotrkaUśmiech