Archiwa kategorii: Biathlon

Ach te walentynki i inne…

Walentynki w sportowym świecie przez najbliższych kilka lat będą przypominać o Pistoriusie i tym „feralnym” dniu lekkoatlety z RPA. Jeśli prawdą jest, że Oscar w tak ‚wystrzałowy’ sposób zareagował na miłosną niespodziankę swojej dziewczyny to należy mu współczuć. W jednej chwili, przez pomyłkę stracił wszystko co było w jego życiu najważniejsze: kobietę, karierę i wolność. Jeśli jednak prawdziwe okażą się dochodzące do nas wieści o tym, iż zabił swoją dziewczynę z premedytacją, można go żałować tym bardziej… Byłby to kolejny sportowiec, gwiazdor, który stacza się. Stacza w jeden z najgorszych sposobów, w najmniej odpowiedniej chwili, niszcząc nie tylko swoje ale także innych życie. Niepełnosprawny biegacz przebywa w areszcie. Postawiony będzie mu zarzut morderstwa z premedytacją i kurcze, nawet w RPA mają chyba lepsze sądy niż u nas. Tylko tutaj za zamordowanie dziecka dopiero po roku padają zarzuty…

*

jedna z naszych biathlonistek, Agnieszka Cyl nagle zakończyła karierę. Nic nikomu nie mówiąc, zostawiła karabin i wyjechała. Na Facebooku powiadomiła o swojej decyzji fanów, jednocześnie nie informując o jej powodach. Zaznaczyła, że nie ma to związku ze słabą formą czy pechem, który podąża za nią od początku tego sezonu. Dziś jednak doszły do nas pewne informacje, mianowicie wypowiedzi pozostałych naszych biathlonistek, z których można uformować wnioski nt powodów zakończenia kariery przez Cyl. Nowakowska-Ziemniak i Pałka wypowiadają się o swojej koleżance z reprezentacji w sposób, który jednoznacznie daje do zrozumienia, że w polskiej ekipie mieliśmy do czynienia z konfliktem na linii dziewczyny – Agnieszka Cyl. Po wypowiedziach reszty naszych pań widać, że nie darzyły Cyl wielkim uwielbieniem a jej odejście tylko zaostrzyło tę niechęć. Być może także ten fakt odbił się na niektórych naszych reprezentantkach na tyle, że ich występ podczas zmagań sztafet był poniżej poziomu. Czas teraz by głos w sprawie zabrała sama zainteresowana, jeśli rzeczywiście jej odejście było konsekwencją sporu – będzie ciekawie!

A tu fajna reklama braci Fourcade :) Nawet w reklamówce Martin nie daje wygrać SimonowiMrugnięcie okiem

Swoją drogą to patrząc na ostatnie sytuacje, jak i na ogół wszelkich spraw to ludzie, a w szczególności my, Polacy potrafimy utrudniać życie sobie i innym w sposób niebywały. Ile mniej byłoby wszystkich problemów gdyby osoby zainteresowane w danej sytuacji mówiły głośno i wyraźnie o pewnych sprawach a tak mamy do czynienia z niekończącymi się spekulacjami, kłamstwami, bajkami i w konsekwencji niezdrową atmosferą… (Odniesienie to ma prawie w każdej dyscyplinie sportowej, o której głośno jest w mediach ale przede wszystkim w innych sferach życiowych).

*

Wiemy już, że zachowanie Radwańskiej na konferencji prasowej wynikało z zachowania izraelskich kibiców. Podobno Agnieszka i Ula nasłuchały się jak nigdy a wyzwiskiem wywołującym największe kontrowersje było określenie sióstr mianem „katolickie suki”. Za sprawę wziął się już nawet Radosław Sikorski. I bardzo dobrze. Trzeba walczyć o nasz kraj. Umieją Rosjanie i Amerykanie a Polscy politycy zawsze jakoś tak pozwalali na poniżanie i obrażanie obywateli swojego kraju. Strach nie pozwalał im otworzyć ust wobec Niemców (te ich reklamy) i innych narodów… Inaczej sytuacja się ma jeśli spojrzy się na wyciąganie konsekwencji wobec Polaków, którzy w niepochlebny sposób wypowiedzą się o obcokrajowcach. Oj biada im! Politycy i przewrażliwione media do perfekcji opanowali sztukę łapania za język i wyciągania najmniejszych szczególików z wypowiadanych przez polskich obywateli słów by móc ich publicznie ganić za antysemityzm i brak tolerancji (vide Dykiel, Wojewódzki)… Co tam, nam nie wolno nawet żartować  na temat innych nacji ale obcokrajowcom wolno wszystko, gnoić, tępić i wyśmiewać, bo przecież któż o ten kraj zawalczy? Kiedy robią to kibice to się ich karze…

A wracając do Radwańskiej to właśnie awansowała do półfinału turnieju w Katarze.Agnieszka oczywiście bo jej siostra Ula odpadła. Odpadła jednak w spotkaniu z Sereną Williams, co było pewne ale już jej poprzednie spotkanie z Vinci było bardzo miłą niespodzianką. Na Pucharze Federacji młodsza Radwańska zaprezentowała się z nie najlepszej strony i wydawało się, że jej kariera się cofa a tu proszę…

Agnieszka najpierw rozprawiła się z Ivanovic (ta to chyba zacznie mieć kompleks Isi), by dziś pokonać w świetnym stylu Wozniacki. Reprezentantka Dani nie jest w stanie walczyć z Agnieszką, kiedy ta gra na 100% (a dziś czasem odpuszczała), chociaż przyznać trzeba, że i Carolina zagrała świetny mecz a można nawet odnieść wrażenie, że gdyby nie wizyta i rady jej ojca w drugim secie mogłaby ugrać chociaż jedną partięMrugnięcie okiem Obie tenisistki miały ciężką przeprawę ze względu na to, że są przyjaciółkami i doskonale się znają. To jednak Aga okazała się lepszą wróżką i lepiej przewidywała zagrania Wozniackiej. Dzięki wygranej, Polka została czwartą półfinalistką, obroniła punkty z przed roku i po długiej przerwie znów ma okazję walczyć z Azarenką. Wydaje się, że forma w jakiej teraz znajduje się Agnieszka (chociaż niepokojące są oplastrowane nogi i objawy choroby – katar i kaszel) oraz stopień niższa niż w roku poprzednim, dyspozycja Białorusinki, dają nadzieję. Nadzieję na to, że Agnieszka powalczy o zwycięstwo i przerwanie fatalnej passy. Oby tak się stało.Kurs na zwycięstwo Radwańskiej oscyluje wokół 4, tak więc może warto zaryzykować?

http://www.youtube.com/watch?v=UUa9gfQRYZo

W drugiej parze półfinałowej walkę stoczą Williams z Szarapową. Śmieszne oceniać ten pojedynek w kontekście tego, że dziś Amerykanka toczyła heroiczny bój z Petrą Kvitovą, w ostatnim momencie udało jej się uciec z przed topora i wygrać. Tak cieszącej się Sereny po zwycięstwie na tym etapie dawno nie oglądaliśmy ale powody przecież były naprawdę ważne. Od poniedziałku bowiem to właśnie Williams będzie numerem 1. rankingu WTA, dodatkowo pokonała nie tylko Czeszkę ale przede wszystkim chorobę (kolejna chora, już wiadomo skąd wzięła się nazwa tego krajuMrugnięcie okiem…jeśli Polacy awansują na MŚ to w tym będą upatrywać przyczyn swoich porażek…). Te dwie rzeczy dziś powodujące u Amerykanki radość, jutro mogą spowodować ją u Szarapowej. Jeśli Williams zadowoli się awansem na 1 miejsce rankingu i nie będzie chciała w większym stopniu narażać swojego zdrowia to otworzy się wielka szansa przed Rosjanką na wejście do finału tylnymi drzwiami. Jeśli jednak Serena nie odpuści to kolejny raz będziemy mieli do czynienia z przegraniem pojedynku już w szatni i Marii ciężko będzie realizować swój plan. I jak tu stawiać na którąkolwiek, jeśli wszystko zależy od podejścia do meczu tylko jednej z nich?

*

Mario Balotelli znów daje trzy punkty Milanowi. Można obstawiać już, w którym meczu nie trafi do siatki?

http://www.dailymotion.com/video/xxjerv_milan-vs-parma-2-1-match-highlights_sport

Dwaliszwili został piłkarzem Legii. Lider tabeli się wzmacnia kosztem rywala zza miedzy i jeszcze kilka miesięcy temu jednego z największych kandydatów do mistrzostwa. Fajnie grała Polonia, na tyle by mierzyć w najwyższe cele a teraz niech się Król cieszy, że mają taką przewagę bo pewnie, gdyby sezon się dopiero rozpoczynał, byliby pierwszym kandydatem do spadku. Kilku piłkarzy z papierami na grę na wysokim poziomie jeszcze tam zostało, że też inne kluby jeszcze się nie rzucają, po sezonie może się zrobić tłok…

Znów  o Borussii będzie ale to przecież najgorętszy temat. Polacy grający w jej barwach są świetni i idealnie opisuje ich popularny tekst ” Można ich kochać albo nienawidzić”. To prawda… Od kilku dni furrorę robi filmik przedstawiający reklamę Opla z trójką naszych piłkarzy w rolach głównych. Robi nie dlatego, że oni w niej grają ale dlatego, że ma taką fajną i prawdziwą fabułę. Odzwierciedlenie rzeczywistości. Swoją drogą przeróbka również niczego sobie.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=4YDKjiY07FI

Historia tworzy się dziś…

Największy sukces w karierze polskiego kobiecego Biathlonu miał miejsce dziś, na naszych oczach. Wspaniałe chwile kibicom zapewniła Krystyna Pałka zdobywając tytuł vice-mistrzyni świata! Tym, którym zawsze mało, należy dodać, że złoty krążek był o krok, gdyby nie jeden niecelny strzał podczas ostatniej wizyty na strzelnicy… Medal srebrny w takich okolicznościach jest jednak wart więcej niż ten z najcenniejszego kruszcu.

Na trasę pościgowego biegu Krysia ruszyła jako 7, ze stratą 35 sekund. Świetnie radząca sobie na strzelnicy Polka biegła w czołówce, podczas gdy jej rywalki wykruszały się podczas kolejnych strzelań. Pałka doprowadziła kibiców do palpitacji na ostatniej wizycie na strzelnicy, kiedy jeden strzał dzielił ją od wyruszenia na trasę z dużą przewagą, niestety ostatni krążek nie zniknął i walka o podium pozostała otwarta. Pierwsza na trasę ruszyła Tora Berger, za jej plecami, z karnego ogródka, wybiegła właśnie Pałka wraz z Zaitsevą. Nie bez szans pozostawały w dalszym ciągu Flatland i Pidrushna, które ruszyły w pogoń za Polką i Rosjanką. Szczególnie ta pierwsza, czując szansę, nie chciała odpuścić. Szybko wyprzedziła Krysię Pałkę i wydawało się, że i tym razem nie będzie medalu dla naszej reprezentantki. Wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Jako druga na pomiarze czasu, za Torą Berger, pojawiła się Pałka. Nie widać było Flatland, Polkę ścigały Olena Pidrushna i Zaitseva. Krysia dzielnie jednak odpierała ich ataki i bieg ukończyła na drugiej pozycji, trzecie miejsce wywalczyła Ukrainka. Co wydarzyło się na trasie? Norweżka Flatland, która chwilę wcześniej wyprzedziła Pałkę, to samo chciała zrobić z Rosjanką, wtedy też przewróciła się i uniemożliwiła dalszą jazdę Zaitsevej, obie straciły trochę czasu. Jak widać czasem potrzebna jest odrobina szczęścia by osiągnąć sukces, dziś to szczęście uśmiechnęło się do PałkiUśmiech

Świetnie spisała się także Monika Hojnisz, która zakończyła zawody na 13. miejscu. Awansowała więc z 24 pozycji na początek drugiej dziesiątki, dzięki bardzo dobremu strzelaniu. Gdyby nie ostatni niecelny strzał można by nazwać je idealnym. Tego samego o swoim strzelaniu nie może powiedzieć Magdalena Gwizdoń. Nasza najbardziej doświadczona biathlonistka, mimo że pudłowała, świetnie biegła (czwarty czas!) co dało jej ostatecznie 12 miejsce. Na 27. miejscu zawody ukończyła Weronika Nowakowska – Ziemniak.

Dzięki naszym wspaniałym dziewczynom nie musimy już z żalem patrzeć w przeszłość, kiedy to sukcesy osiągał Tomasz Sikora i chociaż nigdy o nich nie zapomnimy to nadszedł czas by cieszyć się teraźniejszością a jest ona perspektywiczna. Chyba każdy kibic z niecierpliwością czeka na sztafetę kobiet i kolejny sukces…

PS. „Brawa” należą się też TVP za transmisję tego wspaniałego wydarzenia aby wszyscy rodacy mogli dzielić tę radość… Ale co tam medal Polki na MŚ skoro lepiej transmitować „wiatr” z Willingen… Lepiej też transmitować mecz ligowy/pucharowy dwóch hiszpańskich drużyn, no ale Szpak się na Biathlonie pewnie nie zna, to w sumie i tak podobnie jak na komentowaniu czegokolwiek na dzień dzisiejszy…

Duże podziękowania i wyrazy uznania należy też złożyć na ręce ministry Muchy. Jej „analiza” dyscyplin sportowych była wręcz perfekcyjna. Na tyle udana, że okazało się, że Polka zdobyła już na początku mistrzostw medal (a była bliska tego już wcześniej) w dyscyplinie, która zdaniem Pani ministry jest mniej ważna i nie warto jej sponsorować. Czekamy na to ile więcej krążków przywiozą skoczkowie i biegaczki ze zbliżających się MŚ, tylko te dyscypliny wg Joanny Muchy „mają przyszłość”…

Polacy, Polki, Polacy…

Oj, jak blisko było! Sukces był o krok, około 12 – 15 sekund dzieliło nas od historycznego sukcesu naszych biathlonistek. Tyle bowiem mniej więcej trwa czyste strzelanie. Niestety po wspaniałych występach Pałki, Gwizdoń i Hojnisz katastrofę na strzelnicy, podczas ostatniej zmiany,zaliczyła Weronika Nowakowska -Ziemniak. O ile w kontekście wszystkich występów sztafetowych naszych pań, 6 miejsce jest wynikiem w miarę dobrym, to dziś okazało się ono rezultatem jak z najczarniejszego scenariusza. Kolejny raz przez chwile byliśmy myślami w chmurach by zaliczyć bardzo bolesny upadek. Cóż, taka chyba nasza rola, Polscy sportowcy często prezentują nam takie „podarunki”.

Za 18 dni w Nove Mesto ( czy też po polsku Nowym Mieście) zaczynają się Mistrzostwa Świata w Biathlonie. Mamy pełne prawo mieć podstawy by liczyć na medal właśnie w tej konkurencji. Szanse naszej kobiecej czwórki tak długo będą wysoko stały, jak długo Polski trafiać będą do tarczy. Wiemy już, że Krystyna Pałka,Magdalena Gwizdoń i od dziś Monika Hojnisz mają pewne miejsce w składzie. Znak zapytania przy swoim nazwisku kolejny raz postawiła za to Weronika Nowakowska-Ziemniak. Jest ona już na tyle doświadczoną zawodniczką by w decydującym momencie zachować nerwy na wodzy i nie dać się ponieść emocjom. Niestety, biathlonistka znów sobie nie poradziła na strzelnicy, jej bieg także pozostawiał wiele do życzenia, dlatego warto zastanowić się nad jej pozycją w drużynie. W przeciwieństwie do Weroniki, młoda Hojnisz udowodniła, że potrafi wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. Dopiero co to właśnie ona zawaliła nam sztafetę, by na następny dzień w indywidualnym starcie być naszą najlepszą reprezentantką, a dziś właśnie świetnym startem, zaklepała sobie trzecią zmianę na Mistrzostwach. Nie można ukrywać, że przed sezonem to właśnie Nowakowska-Ziemniak była drugą, po Pałce nadzieją na sukcesy, teraz doszliśmy do etapu gdzie można przylepić jej łatkę największego rozczarowania w naszej ekipie. To na pewno ciężki czas dla niej samej, duża odpowiedzialność i wyrzuty sumienia z powodu zaprzepaszczenia pracy jej koleżanek. Niestety, nie czas na pocieszania, czy tłumaczenia, czas bowiem na zmianę. Zmianę u samej zawodniczki, która musi zawalczyć o siebie. Trenerzy tak samo jak my, widzą co się dzieje i można się zastanawiać czy czasem nie kiełkuje u nich myśl o wystawieniu, w miejsce Weroniki, Agnieszki Cyl bądź Pauliny Bobak. Ta druga też jest niepewna na strzelnicy i najsłabsza biegowo, jednak w przypadku Agnieszki sprawa ma się inaczej. To właśnie ona aspirowała w sezonach poprzednich do miana liderki, teraz prawie  nie oglądamy jej na arenach. Ciągle trapią jak problemy zdrowotne, a to upadki i związane z tym komplikacje, a to choroby. Można jednak zaryzykować. Wydaje się, że jest pewniejszym wariantem jeśli o strzelanie chodzi a i jest trochę czasu by do sztafety poprawić/ wytrenować szybszy bieg.  To jednak są na razie tylko spekulacje. Szkoda by było nie dać Weronice szansy na rehabilitację, być może potrzebuje jeszcze trochę zaufania ze strony koleżanek, trenerów i kibiców. Wtedy ona odwdzięczy się lepszym startem. Początek Mistrzostw będzie idealnym na to by dziewczyny zawalczyły o miejsce w sztafecie. W pierwszym dniu zawodów rozegrana zostanie sztafeta mieszana (2 kobiety, 2 mężczyzn), w tej konkurencji, z racji słabszej postawy Polaków, szansy na sukces nie mamy, warto więc wystawić w niej i Agnieszkę i Weronikę, które w tym występie zawalczyłyby o coś więcej niż samo miejsce…

*

Nie udało się także Justynie Kowalczyk wygrać biegu na 10 km stylem klasycznym w dniu swoich urodzin. Polka przez cały bieg, wspólnie z Bjoergen i Jochaug wymieniała się na prowadzeniu, by w pewnym momencie przepuścić rywalki i ostentacyjnie otrzepywać swoje narty z przyklejającego się do nich śniegu. Sytuacja ta miała miejsce dwukrotnie, dlatego Kowalczyk musiała pogodzić się z porażką i do ostatnich metrów walczyć z Ishidą o miejsce trzecie, co jej się udało. Wszyscy, którzy oglądali rywalizację pań, widzieli co działo się na trasie, niestety nie wszyscy noszą okulary i/lub są oderwani od rzeczywistości. Jak inaczej można nazwać fakt, że media norweskie świętują zwycięstwo Marit, nazywając je m.in zmiażdżeniem Polki? Chyba oglądali same wyniki i po stracie sekundowej odnieśli takie wrażenie a sytuacja na trasie w dalszym ciągu nie dotarła do ich wiadomości. Przykre to…

*

Bez sukcesów wracają także z Japonii nasi skoczkowie. Na podium w żadnym z dwóch konkursów nie znalazło się miejsce dla Kamila Stocha. Najważniejszym faktem jest jednak podwójny triumf Czecha Jana Matury. Tym większy ma ono wymiar, że były to jego pierwsze zwycięstwa w Pucharze Świata odniesione pod koniec sportowej kariery. To tylko pokazuje naturę sportu. Jak szybko można zapisać swoje nazwisko w historii.

*

Wszyscy już spisywali naszych szczypiornistów na wielką porażkę, w trwających w Hiszpanii, Mistrzostwach Świata bo nie ma Wenty, bo nasi słabi, bo to i tamto a tu… miła niespodzianka! Polacy świetnie radzą sobie na tej imprezie, wygrali wszystkie mecze po za spotkaniem ze Słowenią, przegranym różnicą jednej bramki. Z grupy wyszliśmy, wyprzedzając groźną Serbię co już pokazało, że jesteśmy mocni. Jutro zagramy bardzo ważne spotkanie z Węgrami, jeśli uda się ich pokonać, będzie można zacząć myśleć o sprawieniu sensacji, bo tak właśnie nazwano by wywalczenie przez Polaków medalu. Kto wie, patrząc na mecze i wyniki jakie padają w Hiszpanii i niebywale wyrównany turniej – wszystko zdarzyć się może! Jeszcze Polska nie zginęła… póki mamy Jureckiego!

*

Co raz głośniej mediolańskie media mówią o tym, że nowym zawodnikiem Milanu zostanie… Bartosz Salomon. Tym razem nie są to czcze gadania i plotki. Polak jest jednym z najbardziej pożądanych piłkarzy we włoskiej Serie A. Jeśli tamtejsze media mają rację to Salomon jest już jedna nogą w Mediolanie, podobno Milan nabył już 50% praw do zawodnika. To byłaby naprawdę świetna wiadomość dla nas jako kibiców ale przede wszystkim wielka szansa dla samego piłkarza na sportowy awans i powołanie do kadry co należało mu się już od dawna.

*

Wyśmienicie rozpoczęli drugą rundę piłkarze Borussii, którzy na wygraną Bayernu Monachium odpowiedzieli pięcioma trafieniami, z których dwie bramki autorstwa Polaków. Po jednym golu zaliczyli Lewandowski i Błaszczykowski. Forma BVB jest wysoka ale czy to pozwala wierzyć jeszcze w dogonienie Bayernu? Na takie rozważania trzeba poczekać kilka kolejek…

http://www.youtube.com/watch?v=FYh4-FNOOsI

Bramkę i przede wszystkim występ od początku zaliczył także Sebastian Boenisch. W kontekście jego kariery to bardzo dobra wiadomość.

http://www.youtube.com/watch?v=hMApEGluASc

Tematem numer 1 wczorajszego dnia jeśli przy piłce jesteśmy jest niewątpliwy sukces Realu Sociedad. Barcelona pierwszy raz w tym sezonie poniosła porażkę. Biorąc pod uwagę, że wcześniej w meczu pucharowym nie wygrali z Malagą można uznać, że coś się dzieje. Wczoraj, Barca prowadziła już 2-0 na początku spotkania, by podobnie jak w ostatnim meczu tych zespołów, pozwolić na wyrównanie. Tym razem nie skończyło się tylko na remisie. Uskrzydlony Sociedad nie bronił wyniku ale co rusz pozwalał sobie na odważne ataki i kontry. Jeden z takich ataków przyniósł im bramkę na wagę zwycięstwa…

Piękny polski dzień!

Kto by się spodziewał, że dzisiejszy dzień przyniesie nam tyle wspaniałych chwil dotyczących polskich sportowców. Najpierw Agnieszka zmiażdżyła Cibulkovą, później przyszedł czas na drużynowy konkurs skoków narciarskich. Wydawało się, że pewniakami do wygranej jest zespół Norwegii, dalsze miejsca rezerwowano dla Austriaków, mimo braku Schlierenzauera oraz zawsze groźnych Niemców i właśnie Polaków. Konkurs rozgrywany w Zakopanem miał być najlepszą okazją do dalekich skoków naszych reprezentantów. I zaczęło się. Już po pierwszym skoku Piotrka Żyły, w kibicach rozbudziły się wielkie nadzieje. Maciek Kot tylko je pogłębił. Humorów nie popsuła nawet zepsuta próba Miętusa. Dzieła zniszczenia dopełnił Kamil Stoch. Kolejny raz byliśmy dzisiaj w niebie. W takich chwilach jeszcze bardziej jesteśmy dumni z narodowych barw. Polacy pięknie skakali, najwięksi rywale za to prezentowali się poniżej oczekiwań. Pierwsze dwa skoki drugiej serii upewniły nas o wielkości Polaków tego dnia. Już widzieliśmy się na pierwszym miejscu. Tym bardziej, że najgroźniejszy na papierze rywal – Norwegia, skakała koszmarnie. Wygranie konkursu? Wszyscy już o tym myśleli i właśnie wtedy przyszło otrzeźwienie. Miętus nie poradził sobie z warunkami na skoczni, podobnie jak wcześniej kilku innych rywali i zepsuł swój skok jeszcze bardziej niż w pierwszej serii. Nagle trafiliśmy z nieba do piekła. Sytuacja odwróciła się diametralnie. Z wielkiej przewagi zostaliśmy z dużą stratą do pierwszej Słowenii. W ostatniej grupie mieliśmy naszego asa w osobie Kamila Stocha i w nim pokładaliśmy nadzieję, chociaż były one już tylko iluzoryczne. Słoweniec musiałby przecież zepsuć swój skok. Kamil wykonał swoje zadanie perfekcyjnie i już wiedzieliśmy, że nasza drużyna osiągnęła największy sukces w historii. Nawet skok ostatniego reprezentanta Słowenii nie mógł już zepsuć humorów naszym zawodnikom. Dziwny to był konkurs. Pełen emocji, tych wspaniałych i tych smutnych. Mimo, że Polacy stracili prawie już pewne zwycięstwo to w końcowym rozrachunku jest to najwspanialsza chwila dla naszej drużyny. Nawet za czasów Adama Małysza ten zespół nie osiągał tak dobrych rezultatów. Chłopakom należą się wielkie brawa. Duża w tym zasługa Łukasza Kruczka, który wbrew pozorom okazał się świetnym wyborem.



Jeszcze nie ochłonęliśmy po konkursie skoków a tu już kolejny sukces na arenie sportowej. Miłą niespodziankę sprawiła nam wszystkim Weronika Nowakowska – Ziemniak. Co do dawno jej się nie udawało, udało się dziś. Wszystkie 10 strzałów trafiło w tarczę i nasza biathlonistka dobiegła do mety na 7. miejscu. Czyste konto na strzelnicy zachowała również Krystyna Pałka, ta jednak biegła dziś nieco słabiej i zakończyła zawody w Ruhpolding na pozycji 13. To naprawdę dobre wyniki naszych reprezentantek. Oby w niedzielę strzelnica okazała się równie szczęśliwa, w biegu masowym to właśnie strzelanie jest decydującym o sukcesie elementem.

Trzy dyscypliny dzisiaj przyniosły nam piękne emocje. Oby była to zapowiedź całego weekendu polskich triumfów.

***

Oto nowy mistrz  i ulubieniec polskich kibiców. I jak tu go nie pokochać?

Gdy zamknie się oczy można mieć wrażenie, że to wczesny Adam Małysz Mrugnięcie okiem

Zima nie taka zła

Nawet kiedy pogoda zbytnio nie rozpieszcza robią to nasi sportowcy. Świetny początek roku notują nasi narciarze. Justyna Kowalczyk pokazała dziś wszystkim kto jest najlepszą biegaczką świata i z całą pewnością można uznać, że w takiej formie nawet Marit Bjoergen miałaby z Polką nie mały problem. Media Skandynawskie do tej pory na temat Justyny wypowiadały się w sposób umniejszający jej wyniki tym razem musiały zmienić front na wskutek wstydu w jaki Polska Królowa Nart ich wprowadziła kolejnymi występami. Nikt chyba nie ma już wątpliwości do kogo po raz czwarty trafi trofeum za Tour de Ski…

*

Turniej Czterech Skoczni właśnie wkroczył w ostateczną fazę. Na górze bój toczą Schlierenzauer z Jacobsenem ale… ciekawiej jest za ich plecami gdzie w dalszym ciągu na podium szansę ma Kamil Stoch. Dziś byliśmy świadkami powrotu do czołówki. Dwa dobre skoki dały Kamilowi drugie miejsc na podium a także awans do czołowej dziesiątki Pucharu Świata.  W Całym turnieju mamy okazję oglądać i emocjonować się skokami wszystkich naszych reprezentantów, raz jest lepiej raz gorzej ale w końcu jest. Kiedyś, gdy radość w nasze serca wlewał Adam Małysz nie mieliśmy drużyny, nie mogliśmy dopingować młodych chłopaków w ich walce o wysokie lokaty, teraz wszystko się zmieniło. Łukasz Kruczek, który już na początku został skreślony przez wielu kibiców, ze swojej roli wywiązuje się znakomicie. Tego brakowało w tym wszystkim. Brakowało tego by skupić cała uwagę po równo na wszystkich zawodników, by nikt nie czuł się pokrzywdzony, co zapewne miało miejsce w latach poprzednich. Ten sam problem dotyczy niewątpliwie naszych biegaczek. Dziewczyny niewątpliwie mają talent ale wszystko kręci się w okół Justyny Kowalczyk tak samo jak kiedyś w okół Adama Małysza czy Tomka Sikory. To chyba największy problem zimowych sportów w Polsce. Oby to wszystko zmieniło się na lepsze, w Soczi szanse na medale mają skoczkowie i biathlonistki, fajnie by było, gdyby także biegaczki dostały taką możliwość.

*

Biathlonistki. Z nieba do piekła. Tak chyba można nazwać ich wczorajszy występ. Jak bardzo bolało gdy oglądało się drugie strzelanie Moniki Hojnisz. Uciekły wszystkie nadzieję na podium. Później, po drugim strzelaniu Weroniki Nowakowskiej – Ziemniak odpłynęły także te na miejsce tuż za podium. Było tak blisko a tak daleko jednocześnie. Ważne by dziewczyny nie załamały się i jak najlepiej wypadły w występach indywidualnych. Na sukces przyjdzie czas, wiemy, że stać je na walkę o najwyższe cele.

*

Agnieszka Radwańska świetnie rozpoczęła sezon. W nocy czeka ją finał turnieju w Auckland. Zmierzy się z  Yaniną Wickmayer, która na swoim koncie ma już triumf w tym turnieju. Wydaje się, że Agnieszka dobrze zrobiła decydując się na ten, słabiej obsadzony turniej gdzie można przećwiczyć zagrania i przede wszystkim zbytnio się nie zmęczyć a jednak dopisać na swoje konto kolejny wygrany turniej i punkty, zamiast toczyć boje z najlepszymi tenisistkami, z którymi się nie odpuszcza. Dziś miał odbyć się prawdziwy hit i przedsmak całego sezonu czyli pojedynek Azarenki z Williams, niestety Białorusinka oddała mecz walkowerem, tłumacząc się kontuzją palca. Zapewne podczas Australian Open po kontuzji śladu nie będzie dlatego właśnie tam wszyscy zawiedzeni kibice będą mogli liczyć na taki sam zestaw.

http://m.ocdn.eu/_m/998df575af498c9c1d0ffad70b3a5d9e,0,1.gif

*

Media nie dają żyć w ciągłych domysłach na temat nowego klubu Roberta Lewandowskiego. To już naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie, gdzie nie spojrzysz, tytuły krzyczą dokąd to Lewy nie trafi! Manchester, Bayern, Juventus, Real itd… Najlepsze w tych wyścigach dziennikarskich jest to, że na koniec i tak prawie nic się nie sprawdza. Robert zapewne nie odejdzie z Borussii do zespołu największego rywala czyli Bayernu, ale to nie przeszkadza by dziennikarze ten zespół wymieniali w czołówce zainteresowanych. Interesującym wydaje się być fakt, że w większości to własnie media wciskają jego osobę do grona czuba listy transferowej największych klubów, wcześniej niż zrobią to władze/trenerzy tychże zespołów. Czasem ewidentnie widać, że piłkarsko Lewy nie nadaje się do danej drużyny, nie ten styl, nie ta koncepcja ale… co tam! Niektórzy już teraz ubierają go w koszulki innych klubów zapominając, że przy zmianie klubu w tym okienku automatycznie odbierze sobie prawo do gry w Lidze Mistrzów w barwach innej ekipy. To wszystko jest nieważne. Dziennikarze wiedzą lepiej gdzie zagra Lewandowski, lepiej niż on samMrugnięcie okiem

Skoro przy temacie Borussii jesteśmy… Afera ostatnich dni związana jest ze zbliżającymi się meczami Ligi Mistrzów. TVP przedstawiła plan transmisji co wywołało wielkie oburzenie wśród połowy kibiców, którzy nie mogą uwierzyć, że publiczna zamiast meczu Realu z Manchesterem pokaże spotkanie Borussii z Shakhtarem. Ale zaraz… Tłumaczą się tym, że mecz Królewskich z Czerwonymi Diabłami jest meczem na szczycie, spotkaniem dwóch faworytów i najciekawszą parą ze wszystkich. Z jednej strony można się z tym wszystkim zgodzić ale przecież to Borussia w fazie grupowej pokazała Realowi miejsce w szeregu, to właśnie ten zespół wygrał grupę i pokazał się z najlepszej strony w całej stawce. Ich rywal z Ukrainy zapewne również wygrałby swoją grupę, gdyby nie FIFA, która zawiesiła ich najlepszego strzelca. Sportowo, na papierze  jest to mecz na najwyższym poziomie, ludzie zapominają, że nie grają nazwy ani zasługi a właśnie piłkarze, którzy na boisku walczą również o prawo do pokazywania ich w telewizji. Tym większe zaciekawienie budzi ten zespół w naszym kraju, że głównymi aktorami w drużynie są Polacy. Od zawsze kibice w naszym kraju czekają na polskie drużyny w LM, teraz mamy możliwość by poczuć tego namiastkę w postaci trzech naszych graczy, zamiast cieszyć się z tego powodu, trzeba szukać problemu. Długo możemy nie mieć okazji by znów móc podziwiać takie spotkania, mecze Realu z Manchesterem na pewno się powtórzą, w końcu oba te zespoły co roku oglądamy w Champions Ligue. Co mają powiedzieć kibice innych zespołów? Co roku są zmuszeni oglądać potyczki dwóch hiszpańskich zespołów, więc tym razem Borussia i Shakhtar powinni być miłą odmianą dla oka…

Nowy rok początkiem nowych szans

Zakończył się rok 2012, który dla wielu sportowców był najlepszym w ich karierze. Inni chcieli jak najszybciej o nim zapomnieć i wejść w nowy z wielkimi nadziejami.  Dla nas, Polaków rok ten był wyjątkowy przede wszystkim ze względu na Euro 2012, które było najważniejszym wydarzeniem ostatnich 12 miesięcy. Wcześniej przeżywaliśmy wzloty i upadki podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Emocji było co nie miara aż do ostatnich dni, naprawdę jest co wspominać ale też o czym myśleć i marzyć w roku 2013. Oby w nim więcej było wzlotów niż bolesnych upadków, mniej rozczarowań i więcej zwycięstw.

W 2012 byliśmy świadkami najpiękniejszego gola w historii w wykonaniu Zlatana Ibrahimovicia ale warto też nacieszyć oczy innymi trafieniami. Nie wszyscy zgodzą się z kolejnością, którą utworzył autor ale większego znaczenia teraz to nie ma, nie skrzywdzono przecież zwycięzcy, reszta jest kwestią gustu. Niewątpliwie, brakuje niektórych trafień ale miejsc było tylko 100, a jeśli jesteśmy świadkami gry piłkarskich geniuszy, którzy piękne bramki strzelają nie od święta ale co kilka-kilkanaście dni, to mamy szczęście i w takim przypadku narzekać po prostu nie wypadaMrugnięcie okiem Cieszy fakt, że w zestawieniu nie zabrakło kobiecego akcentu, na polskie również natrafimyUśmiech

http://www.youtube.com/watch?v=ckge88j6lxU

To niewątpliwie najlepszy od dawien dawna rok dla polskiego tenisa. Agnieszka Radwańska zanotowała sezon prawie idealny, gdyby nie ta nieszczęsna Olimpiada. Jeśli w tym roku zdobędzie Wielkoszlemowy tytuł na stałe zapisze się w historii tenisa. Dzięki świetnemu końcu sezonu do miana czołowego tenisisty aspiruje także Jerzy Janowicz. Wystarczył jeden turniej by zakochał się w nim cały tenisowy świat. Kibice, zawodnicy i bukmacherzy – wszyscy typują Jeżyka  na gwiazdę. Warunki i talent ma niebywałe do tego by w przyszłości być numerem 1, być może za parę lat….oby! Dobry sezon zaliczyła też Ula Radwańska, która pokazała, że talent ma nie mniejszy niż jej siostra i jeśli popracuje nad sferą psychiczną, również ma szansę na pierwszą dziesiątkę. Rok nie był udany dla Łukasza Kubota i naszego debla – Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, którzy spisywali się poniżej oczekiwań. Na szczęście w przypadku Łukasza, początek tego sezonu rozbudził nadzieję na poprawę. O smutnych momentach lepiej zapomnieć i skupić się na tych dobrych dlatego…

http://www.youtube.com/watch?v=uXzeBS_ZrTk

http://www.youtube.com/watch?v=e6_BhB8XDzM

http://www.youtube.com/watch?v=HYzqFIBoL3M

Jak widać nie tylko ze względu na urodę Ivanović jest w czołówce tenisistek Mrugnięcie okiem

Co jeszcze?

http://www.youtube.com/watch?v=xABKKQt55sM

http://www.youtube.com/watch?v=ca5HKemrW_4

Nie zapominajmy o świetnych występach Sylwii Bogackiej, Bartłomieja Bonka, Grzegorza Fijałka i Mariusza Prudla, Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha, polskich biathlonistek, Anicie Włodarczyk, Marcinie Gortacie, niektórych polskich piłkarzach, Przemysławie Miarczyńskim, Zofii Klepackiej, polskich kolarzach, polskich żużlowcach, siatkarzach, Krzysztofie Włodarczyku, Mamedzie Khalidovie,  Beacie Mikołajczyk i Karolinie Naji, Juli Michalskiej i Magdalenie Fularczyk i przede wszystkim naszych paraolimpijczykach.

Oby na początku 2014 roku było jeszcze więcej zwycięskich akcentów naszych reprezentantów Uśmiech

A w sportowym świecie…

Polski sport ma się nieźle, jeszcze nie umarł, jak się wydawało. Oczywiście w porównaniu do takich tuz jak USA czy Norwegia (w zależności czy patrzymy na letnie czy zimowe kategorie) lepiej schować głowę w piasek ale cieszmy się tym co mamy. Zaczyna się zima, początek obiecujący nie był i mając na uwadze zakończenie kariery przez Adama Małysza i Tomka Sikorę można było uznać, że zima dla Polaków się skończyła. Ale… na szczęście to tylko złe miłego początki Mrugnięcie okiem W dalszym ciągu możemy liczyć na Justynę Kowalczyk. Nawet jeśli przez cały sezon miałaby oglądać plecy Bjoergen, my wiemy, że to wśród biegaczek na nartach to Polka nie ma sobie równych.

Po ostatnich tragicznych startach naszych skoczków czy nielotów, jak kibice zaczęli ich nazywać przyszedł czas na bicie w serca. Tak, zwątpiliśmy prawie wszyscy ale na szczęście chłopaki przywrócili nadzieję. Po wielu latach w końcu oglądamy świetne skoki nie tylko jednego naszego reprezentanta, jak bywało za czasów Małysza, ale mamy całą drużynę a naprawdę niezłym poziomie. Patrząc na osoby Kota i Kubackiego możemy mieć nadzieję, może na jakieś medale na olimpiadzie? Czemu nie?!

Kolejne dobre rezultaty osiągnęły nasze biathlonistki. Oczywiście, panie trochę ostudziły nasze nadzieję (już w głowach pojawiało się widmo podium) ale i tak udowodniły, że przy sumiennej pracy z ich strony możemy liczyć w tym sezonie na naprawdę dużo. Jeśli mogą Czeszki, Kanadyjki czy Białorusinki, tym bardziej nasze dziewczyny stać na zdobywanie najwyższych laurów. Szkoda tylko, że wśród panów Polacy są lata świetlne za swoimi rywalami z innych krajów.

*

Wielki sukces w wodzie! Po kilku latach od pamiętnych medali Jędrzejczak, Kizierowskiego, Korzeniowskiego i Sawrymowicza, w końcu jesteśmy najlepsi. Kawęcki zdobył złoto na krótkim basenie a najważniejszym faktem, który opisuje ten sukces w najlepszym stopniu jest to, że pokonał samego Ryana Lochte czyli największego specjalistę w tym stylu na świecie. Brawa! W takich chwilach naprawdę mniej ważne stają się klubowe mistrzostwa świata czy nawet zwycięstwo naszej Justyny, niestety polska telewizja o tym nie wie i sukcesy rodzimego sportu są wypierane przez te mniejszego kalibru jeśli chodzi o wagę znaczenia ale większą sympatię prezesów. Tak być nie powinno…

*

Ekstraklasa skończyła zmagania w rundzie jesiennej ale to wcale nie oznacza, że zapadła w zimowy sen. Co to, to nie! Idą zmiany, wielkie zmiany, ale czy na dobre?  W tej chwili wydaje się, że każde zmiany będą dobre, że liga w takim wydaniu, jakim teraz prezentuje nam Ekstraklasa nikomu na dobre nie wyjdzie i chyba tak trzeba na to spojrzeć. Zmiany, które zostały zaproponowane można skomentować słowami Macieja Skorży: ” Przynajmniej liga będzie ciekawsza”. Dla kibiców na pewno, dla niektórych klubów już mniej, szczególnie tych, które w sezonie zasadniczym nastukają sobie wystarczającą liczbę punktów by zdobyć tytuł, bądź utrzymać się w lidze. Jeszcze w tym sezonie byłoby świętowanie sukcesu a jak będzie? Punkty podzielone na pół i kolejne siedem kolejek walki, być może strata tytułu i lament. No ale to właśnie kluby wyraziły zgodę na takie rozwiązania więc nie ma co się czepiać. Wiadomo, każdy znajdzie jakiś powód by się przyczepić. System dzielenia punktów wydaje się aż nazbyt durny, jakkolwiek ta liga miałaby stać się interesująca, przyciągająca. Wydaje się, że takie rzeczy to tylko w filmach since fiction ale nasz kochany kraj jak zwykle potrafi zaskoczyć Śmiech Co by nie mówić. Ekstraklasa by żyć potrzebuje zmian, potrzebujemy ich także my, kibice. Piłkarze potrzebują więcej meczów i krótszych przerw między rozgrywkami i właśnie to dostaną. Nam pozostaje czekać i obserwować, jeśli formuła się nie sprawdzi, w sezonie kolejnym będzie można wrócić do poprzedniej.

*

Pierwszy statek pod szyldem Ekstraklasa opuścił Arkadiusz Milik. Mimo tego, że druga połowa rundy nie była w jego wykonaniu aż tak dobra Bayer Leverkusen nie bał się zaryzykować i za 2,6 mln ściągnął młodego napastnika do siebie. W tej chwili wiemy jedno: Górnik Zabrze traci swój numer jeden w walce o mistrzostwo kraju, jeśli dojdzie także do raczej pewnego odejścia Nakoulmy, drużyna Adama Nawałki będzie mogła porzucić nadzieję także na europejskie puchary, ponieważ na godziwe zastępstwa liczyć nie ma co. Co ten transfer oznacza dla samego Milika i jego nowego klubu?  To zależy. Albo okaże się to świetnym interesem i dla obu stron będzie to udana współpraca a polski napastnik zostanie tam gwiazdą albo wzorem niektórych naszych piłkarzy, w Bundeslidze zamiast rozpalać serca kibiców będzie rozpalał ławkę rezerwowych. Można mieć obawy, że właśnie ta druga opcja we tym momencie wydaje się bardziej prawdopodobna, wszak Pan Milik uraczył nas już pokazem swojej wody sodowej.  Co by nie mówić, zyczymy szczęścia na nowej drodze życia!Uśmiech

*

W tygodniu mecz zagrała nasza drużyna ligowa, grała pod szyldem Reprezentacji Polski, chociaż doskonale wiemy, że to dwie inne bajki. Tak naprawdę był to test -sparing dla piłkarzy z polskiej ligi, chociaż w okrojonym składzie, kto bowiem myśli, że przy okazji rzeczywistego sprawdzianu najlepszych ligowców, wśród powołanych zabrakłoby chociażby Mili czy Wawrzyniaka. Od kilku lat nasi ligowcy wyjeżdżają właśnie na takie spotkania, których nikt oprócz PZPNu nie traktuje poważnie i trzeba sobie odpowiedzieć czy ma to sens? Czy te kilka dni daje coś selekcjonerowi? Poza oczywiście wakacjami? Jaki ma sens powoływać tych chłopaków i sprawdzać ich skuteczność, jeśli nie będą w stanie zaprezentować swoich umiejętności na tle naszych najlepszych piłkarzy, z którymi to właśnie mają w tej drużynie grać?

*

W lidze niemieckiej Borussia wciąż walczy o tytuł, wbrew dziennikarzom, Bayern też potrafi tracić punkty i to zapewne nie były ostatnie w tym sezonie. Trzecią, ostatnią bramkę dla Dortmundczyków zdobył nie kto inny jak Lewandowski. To już 10 bramka w sezonie i szansa na tytuł najlepszego strzelca Bundesligi. Tym razem swoje zapędy na bramkę musiał odłożyć na bok Błaszczykowski gdyż spotkanie rozegrał na obronie. Dla Kuby to jednak nie nowość, już grając w Wiśle miał swój debiut na tej pozycji.

http://rutube.ru/video/59cbcdb9a0df6d4bc3837ddd3564805f/#.UM8T4W81Yn0

*

Barcelona powiększyła swoją przewagę nad Madrytem. W bezpośredniej walce z Atletico wygrywając 4-1 i w walce pośredniej, Real zremisował swoje spotkanie. W meczu na szczycie początek nie zwiastował takiego zakończenia. To Atletico było bliżej strzelenia gola  i tylko dzięki nieporadności Falcao, Barca nie przegrywała już trzema golami. Co się odwlecze to nie uciecze, to goście objęli prowadzenie i nagle gra siadła. To chyba największy problem rywali Dumy Katalonii. Takiej drużynie nie można odpuścić ani na chwilę a Atletico tylko przez pół godziny było w stanie przeciągać szalę na swoją stronę. Wystarczyło by wyłączyć z gry Messiego i objąć prowadzenie. Potem chyba wszedł w nich strach i to właśnie główny czynnik porażek rywali Barcy. Strach, kiedy drużyna go osiąga, wtedy Barcelona wykorzystuje to, odbiera resztki nadziei rywalom, po prostu zabija jak rasowy morderca. Tak też było w niedzielę gdzie oglądaliśmy zabójstwo na madryckiej piłce.

http://www.goalsarena.org/video/spain-liga-bbva/16-12-2012-barcelona-atletico-madrid_en.html

*

We Francji walka o mistrzostwo trwa w najlepsze. Chyba w żadnej innej lidze, na odpowiednim poziomie oczywiście, nie ma tak wyrównanej stawki. Tam naprawdę każdy może wygrać/przegrać z każdym. Hit, mecz na szczycie, trochę rozczarował, szczególnie jeśli w tej samej chwili przełączało się kanały między spotkaniami w Hiszpanii i Francji. Dwa hity a jakże odmienne. Wielkim faworytem spotkania było PSG, na Paryżan stawiał chyba każdy, kurs topniał równomiernie ze śniegiem za oknem, dlatego mecz na początku mógł wprawić w osłupienie. To Lyon był lepszy. Dziwna to sytuacja i śmieszna zarazem. W takich czasach żyjemy, że przyjeżdża lider tabeli, najlepsza drużyna ostatnich kilku lat i dziwimy się, że gra dobrzeSuper Nie wystarczy jednak grać dobrze, mecz, tak jak oczekiwali wszyscy wygrało PSG a bramki nie strzelił Ibrahimovic. To jest największa niespodzianka. Nie Zlatan był wczoraj sprawcą najmilszych chwil w Paryżu. PSG zaczyna więc trochę odchodzić od łatki zespołu opieranego na jednym zawodniku, to kolejny mecz bowiem, w którym Szwedzka megagwiazda nie przypisuje sobie zwycięstwa. Powinno to wyjść na dobre nie tylko całemu zespołowi ale też Ibrze, na którym czasami zbyt wielki ciężar kładą kibice i eksperci.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Uw9cooDxWBg

Aż trzy drużyny w Ligue 1 mają 35 punktów w tabeli. Wydaje się, że do końca sezonu także przed siódmym w tabeli Bordeaux(28) drzwi do najwyższych celów nie są zamknięte.

*

W lidze włoskiej Juventus po skromnych zwycięstwach w końcu odprawił rywala z trzema bramkami na koncie i przed ostatnią kolejką może spać spokojnie. Kolejne zwycięstwo zanotował tez Milan udowadniając, że nie składa broni do końca. Smak porażek poczuli za to Napoli i Inter a także Roma, która po dłuższej serii zwycięstw dostała jeden ale konkretny cios od Chievo.

*

Wszyscy się podniecają w dalszym ciągu tą piłką, wiadomo, nie da się nie podniecać, to chyba najlepsze co się kibicowi przydarzyło ale w takich chwilach o piłce trzeba zapomnieć. Siatkówka. Nasi leją wszystkich w klubowych rozgrywkach!  Mamy jedną z najlepszych lig na świecie a media tego nie doceniają. Najlepsza liga żużlowa, największe gwiazdy, podobnie bo jedna z najlepszych w siatkówce, sukcesy na jednym i drugim polu ale bardziej od tego większość gazet czy serwisów, nie wspominając o telewizyjnych wiadomościach interesuje się tym czy Messi bądź Ronaldo strzelili bramkę. Szkoda, że ludzie, którzy dla kibiców mają być głównym źródłem informacji, mają trafiać w każdy gust, z każdym rokiem robią się co raz bardziej ograniczone.

*

I po rekordzie. Wyszło na to, że Messi nie jest rekordzista, chociaż jego kibice za te słowa mogą zgnoić i pociąć ale podobno takie są fakty. Podobno sprawę bada FIFA, chociaż mało prawdopodobne, że zakochani po uszy w Argentyńczyku ludzie oficjalnie odbiorą mu ten tytuł na rzecz mało znanego Godfrey Chitalu, który w 1972 roku zdobył aż 107 bramek. Dowody na to mają władze zambijskiej federacji. W takim przypadku należy przyznać rekord prawdziwemu królowi strzelców a Messiemu tylko szacunek za liczbę i tytuł w Europie. Argentyńczyk ma jeszcze przed sobą wiele lat kariery by pobić także ten rekord.

Co się działo w weekend?

Wszystkie oczy kibiców piłki nożnej były skierowane na Hiszpanię gdzie miała się rozwiązać sprawa rekordu Muellera. Oczywiście, Lionel Messi nie tylko go wyrównał ale także pobił. Od wczoraj jest zawodnikiem, który w ciągu roku strzelił największą ilość goli dla swojej drużyny klubowej i reprezentacyjnej. W spotkaniu z Betisem, Argentyńczyk wyszedł właśnie w jednym celu, którego dokonał już w pierwszej połowie. Zawodnikowi Barcy za ten czyn należą się wielkie brawa i ukłony. Oczywiście sam rozwiązał też kwestię Złotej Piłki, w tym roku zasłużenie musi trafić w jego ręce.

http://www.youtube.com/watch?v=ok8SeyOGbH8

Byłby to wieczór perfekcyjny dla Messiego, gdyby nie postanowił mu go zepsuć inny piłkarz. Przed meczem Betisu z Barcą, swoje spotkanie rozgrywał vice-lider tabeli Atletico Madryt. Własnie tam dokonał rzeczy możliwej tylko dla nielicznych napastnik Atletico – Falcao. 5 bramek! Nie trzy i nie cztery ale pięć!  Na naszych oczach właśnie utworzyła się historia, historia z dwoma różnymi ścieżkami, jedna w Sewilli, druga w Madrycie…

http://www.youtube.com/watch?v=ZCfWLyBgaAc

*

Bardzo skomplikowała się sytuacja Borussii Dortmund w walce o Mistrzostwo Niemiec. Obrońcy tytułu przegrali na własnym stadionie z Wolfsburgiem 2-3 ale… jest to tylko i wyłącznie wina sędziego. Krzywdę jaką pan Stark w tym spotkaniu wyrządził gospodarzom ciężko opisać. Dziwne są głosy, że to wina drużyny Kloppa, że gdyby znów nie grali na pół gwizdka, mogliby wcześniej ustawić bezpieczną zaliczkę… Nie ważne jak gra drużyna, sędzia nie ma prawa niszczyć widowiska. Już dawno powinny być wprowadzone powtórki dla sędziów, mniej byłoby przekrętów i afer. Jeszcze bardziej śmieszne są te wszystkie tezy, że Bayern w ten weekend, własnie dzięki przegranej Borussii, zapewnił sobie tytuł mistrzowski. Ta sama gadka funkcjonuje już w kontekście Legii, Juventusu czy Manchesteru United… Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy Bayern lub United w rundzie rewanżowej nie przegrają pierwszych kilku spotkań, czy nie ominie się bez kontuzji najlepszych piłkarzy. Za przykład, może nie najlepszy ale jednak, służyć może Jagiellonia. Każdy chyba pamięta jaką mieli przewagę i jak się skończyła ich droga na szczyt…

http://www.dailymotion.com/video/xvpxsp_borussia-dortmund-vs-wolfsburg-2-3-highlights_sport#.UMXpWYM1Yn0

*

Legia, mistrz jesieni ale mało prawdopodobne, że zostanie też mistrzem w końcowym rozrachunku. Oczywiście szanse w tej chwili ma największe ale… jeśli to prawda, że odejdzie co najmniej trzech piłkarzy w tym Kosecki, ciężko będzie utrzymać przewagę. Tym bardziej przegrana we Wrocławiu dała kolejny dowód na klasę tego zespołu.

*

Kiedyś modnym żartem był ten mówiący o Maradonie, Pele i Legii. Chyba każdy zna. Teraz, wśród rywali bryluje ten:

Nauczycielka pyta Jasia, gdzie pracuje tata, na to Jaś:
Mój tata jest męską dziwką i pracuje w barze dla pedałów.
-Jasiu, ale Twój tata jest piłkarzem Wisły Kraków.
-Wiem, ale wstydziłem się przyznać.

Nauczycielka pyta Jasia, gdzie pracuje tata, na to Jaś:Mój tata jest męską dziwką i pracuje w barze dla pedałów.-Jasiu, ale Twój tata jest piłkarzem Wisły Kraków.-Wiem, ale wstydziłem się przyznać.

Niewątpliwy byłby to suchar, gdyby nie to, że tak wiele w tym prawdy. Większość żałuje, że liga się kończy ale nie kibice Wisły. Patrzeć na piłkarzy Wisły w ostatnim czasie było wielką udręką. Wszyscy razem, bez wyjątku hańbili ten klub. Ostatni mecz z Zagłębiem był tego apogeum. Przerwa zimowa w Krakowie oznacza dla wszystkich czas na oczyszczenie. Czas aby nie tylko zmienić drużynę ale też zarząd a także zażegnać konflikt z kibicami, jedynymi, którzy w tym momencie reprezentują poziom godny Wisły Kraków.

*

Świetne występy polskich biathlonistek! Najlepiej o ich formie świadczy fakt, że w poprzednim sezonie osiągane wyniki byłyby przyjmowane jako wielkie niespodzianki, teraz, miejsca w pierwszej 20-tce kibice przyjmują z lekkim rozczarowaniem. Prognozy przed kolejnymi startami są naprawdę obiecujące, oby tylko nasze panie wytrzymały tę presję psychicznie. Nie od dziś wiadomo, że właśnie z tym polscy sportowcy mają największe problemy.

*

W Manchesterze tym razem świętują Ci z United. Wygrali derby, chociaż sędzia próbował im przeszkodzić nie uznając bramki (Kolejny raz kłaniają się powtórki dla arbitrów!) i są na najlepszej drodze po tytuł, chociaż do końca sezonu mogą spaść nawet o kilka lokat. To piłka nożna i gra się do końca… Ciekawie było przez cały mecz, nie tylko jeśli chodzi o grę ale też kibiców. Nie uniknięto wtargnięcia kibica na murawę, piłkarze Fergusona robili za żywe tarcze w oczach kibiców The Citizens i jednemu z nich udało się trafić w 10. Sam poszkodowany, Rio Ferdinand pochwalił rzucającego w niego monetą za celność. Brawa dla zawodnika, że obrócił to w żart, teraz to śmieszne, chociaż każdy wie jak mogło się skończyć.  Dla polskich kibiców, wydarzenia z Manchesteru są kolejnymi, które działają na ich korzyść. Polski rząd, na czele z premierem może przestanie w końcu stawiać Anglię czy Włochy za wzór do naśladowania w kontekście kibicowania. Nie tylko sytuacje z wbieganiem na murawę czy rzucaniem przedmiotami z trybun ale przede wszystkim liczba bluzgów, które lecą na jednym jedynym meczu Premiership przekraczają wszystkie te, które słychać na kilku stadionach Ekstraklasy.

***

Po weekendzie słów kilka

Świetny początek PŚ w wykonaniu polskich biathlonistek cieszy niezmiernie. O możliwościach tych dziewczyn wiadomo było od dawna, mimo to, trochę z przezorności, polskiej mentalności, nikt nie spodziewał się tak wyrównanych występów. Wiadomo, to nie zwycięstwa ani nie podium ale wspaniały wstęp do lepszych wyników. Jeśli do drużyny dołączy jeszcze Agnieszka Cyl w formie chociażby porównywalnej do poprzedniego sezonu, drzwi do sukcesów w sztafecie otwierają się bardzo szeroko. Oczywiście Pałka musi utrzymać celność, Gwizdoń w dużym stopniu ją nastawić, poprawić się na strzelnicy musi także Weronika Ziemniak-Nowakowska, na razie Zbyszek radzi sobie kiepsko… Pierwsze trzy starty padły łupem Tory Berger co nie jest niespodzianką. Jeśli ktoś zastanawiał się kto w tym roku zdominuje sezon już zna odpowiedź. Od co najmniej dwóch w czołówce znajduje się siostra Pędziwiatra, zawsze jednak znajdowała się inna zawodniczka, która brylowała. Tym razem to Norweżka ma szansę na bycie numerem jeden. Wydaje się, że przy dobrym strzelaniu Berger, tylko Domraczewa i Makarainen (które  na strzelnicy momentami mają ogromne problemy), dzięki lepszemu biegowi mogą z nią rywalizować.

U panów, po zakończeniu kariery przez Tomasza Sikorę, wielka pustka w obozie Biało-Czerwonych. Emocji na trasie jednak nie brakuje. Walka o puchar świata zapowiada się niezwykle emocjonująco i chociaż po pierwszych trzech startach dwa pierwsze miejsca w klasyfikacji okupują Fourcade i Svendsen to oglądając wszystkie trzy biegi, nasuwa się myśl, że co najmniej kilku innych biathlonistów ma szansę na najwyższy laur.

Nieoczekiwanie, bo po pierwszym biegu tego sezonu karierę zakończył wielki mistrz – Michael Greis. Niemiec normalnie przygotowywał się do tego sezonu z myślą o kolejnych sukcesach jednak bieg indywidualny zweryfikował jego plany. Jak sam mówi, już na trasie dotarło do niego, że to jego ostatni bieg. Nie pozostaje nam nic innego jak pożegnać utytułowanego zawodnika i życzyć szczęścia w życiu już bez nart i karabinu (chociaż Miki pewnie w dalszym ciągu będzie „siedział” w biathlonie, podobnie jak inni zawodnicy i zawodniczki, którzy po przejściu na sportową emeryturę, zatrudnienie znajdują na wielu stanowiskach związanych z tą dyscypliną czy to jako trenerzy, komentatorzy czy eksperci..). Wielu z nas Greis już zawsze będzie kojarzył się z jednego startu, wtedy większość życzyła mu akurat źleMrugnięcie okiem

Na całe szczęście, kiedy odchodzą wybitni zawodnicy, zostają oni, najlepsi komentatorzy na świecie Uśmiech

Kariery kończyć nie zamierza za to król biathlonu. Ole Einar Bioerndalen już kilka lat temu zapowiedział swój start na IO w Soczi i tego się trzyma. Młodsi odchodzą, Ole wciąż startuje i to nie byle jak. Pierwsze starty, chociaż bez sukcesów pokazały, że Norweg jest w formie, jak na razie tylko biegowej ale i ta strzelecka, znając tego zawodnika, niedługo także przyjdzie.

2. Tak miało być i tak się stało. Justyna Kowalczyk, idzie w górę. Forma rośnie więc wyniki co raz lepsze. Oczywiście, ciężko mówić o szansach w rywalizacji z Bioergen ale nie jest źle. Poznając naszą zawodniczkę przez wszystkie sezony, wiemy, że drugie miejsce dla niej to za mało. Także pozostaje nam tylko czekać… Doskonale wiemy, że ona to potrafi

3. W takich chwilach łzy wzruszenia cisną się do oczu gdy ogląda się sukcesy Adama Małysza, wcześniej patrząc na to co na skoczni wyprawiają jego ‚następcy”.

http://www.youtube.com/watch?v=b7uJLJXHvqE

http://www.youtube.com/watch?v=WOPRm9bIPL8

Może nikt nie miałby pretensji do skoczków, gdyby nie zapowiadane przez sztab sukcesy i świetna forma naszych zawodników… Czasami lepiej poczekać na dowody w postaci dobrych rezultatów niż rozdmuchiwać wspaniałe wieści przed startem.

4. Przedostatnia kolejka Ekstraklasy przyniosła Legii tytuł mistrza jesieni. Drużyna Jana Urbana, znów dzięki Kubie Koseckiemu, nie dała szans Ruchowi. Kolejny raz ten chłopak udowadnia jak wielki jest jego wkład w sukces warszawskiej drużyny. Wielki talent, świetna gra ale… za wcześnie by honorować go tytułami na lepszego piłkarza niż …Pedro.

Wisła, wbrew oczekiwaniom, dostała kolejny łomot. Chociaż tylko jeśli chodzi o wynik, bo w statystykach to ona była lepsza… Czym jednak są statystyki w piłce nożnej? Chyba właśnie pocieszeniem dla tych przegranych. Kolejny raz bowiem statystycznie lepszy zespół schodzi z boiska pokonany. Liczą się gole i tylko one. Wszystko inne, rzuty rożne, strzały, kartki przepadają w historii. Mecz w Krakowie, podobnie zresztą jak w Warszawie toczył się przy opustoszałych i cichych trybunach. Protest trwa. W Krakowie doping był i świetna zabawa i chociaż nie na stadionie to obok niego. Kolejny dowód na to, że Drużyna bez Kibiców nie istnieje ale Kibice bez Drużyny już tak. Bez Kiboli nie ma goli!

Dwa słowa należą się Milikowi i Kokoszce, którzy przez chwile zapadli w trans i myśleli chyba, że są seryjnymi mordercami. Trochę więcej mózgu na murawie i od razu się zrobi bezpieczniej. Niektórym jednak sodówka uderzyła zbyt mocno.

Polonia Warszawa w dalszym ciągu w kryzysie, tym razem dała sobie odebrać zwycięstwo w Gliwicach. Było tak dobrze i w tak krótkim czasie jest tak bardzo źle… Źle, to dobre słowo by opisać stan piłkarzy gdańskiej Lechii. Remis z Zagłębiem, traktować można w kategorii porażki. Lubinianie nie zasłużyli w tym spotkaniu na ten punkt, no ale kolejny raz można by rzec: Liczą się strzelone bramki.

Bramek nastrzelał za to Śląsk Wrocław i co było do przewidzenia ograł jak dziecko Lecha na wyjeździe. Zbyt wiele było farciarskich meczów dla drużyny trenera Rumaka, w końcu musiało się to skończyć. Zespół z Poznania z taką grą nie zasługuje na bycie w pierwszej piątce, o trójce nie wspominając. Jedynymi w Lechu, których wstydzić się nie muszą są, nie piłkarze, a kibole. Nie pierwszy raz zresztą. Oprawa meczu na 5. O Śląsku jest teraz bardzo głośno i wbrew pozorom nie ze względu na wynik ostatniego meczu ale sprawy z szatni. Kłótnie między piłkarzami i piłkarzami a zarządem trwają od kilku dni w najlepsze. Dziwna ta drużyna, spór za sporem, nikt z nikim grać nie chce, pół Polski się z nich śmieje a oni jak gdyby nigdy nic grają raz świetnie, raz tragicznie ale są w czubie tabeli i szans na obronę mistrzostwa nie stracili.

Swój mecz pewnie wygrała Pogoń Szczecin i nie pozostaje nam nic innego jak dołączyć do Portowców i pomachać Podbeskidziu białymi chusteczkami. Pierwsza liga czeka.

Kolejny horror zaprezentowała swoim fanom Jagiellonia. Wcześniej dogonili Śląsk i ze stanu 0-3 zrobiło się 3-3. Tym razem, na własnym stadionie musieli odrobić dwie bramki straty do GKSu Bełchatów i udało im się. Blisko było zwycięstwa ale remis z czerwoną latarnią to i tak upokorzenie. W dolnej części tabeli walkę toczyły Widzew z Koroną. Ci pierwsi zgarnęli pełną pulę, Korona wróciła więc na ścieżkę przegranych.

Najważniejszymi informacjami 14 kolejki są: przełamanie Arka Milika i pozytywny wpływ Probierza na GKS Bełchatów, niech więc boi się Piast Gliwice.

5. Mamed Khalidov – ten człowiek, równa się zwycięstwo. Tym razem kolejny raz udowodnił, że nie ma dla niego różnicy kto stoi na przeciw niego, w KSW nie ma na niego mocnych. Kolejny raz także, udowodnił, że nie tylko fizycznie nasz reprezentant jest świetny ale też jako człowiek, tak po ludzku, mentalnie. Szkoda, że nie zobaczymy go w UFC, przynajmniej na razie ale cieszmy się, że zostaje u nas.

Weekendowy przegląd sportowy…

1. Pierwsze koty za płoty. Sezon zimowy rozpoczęty a tam… niestety tragedia. Skoczkowie dno i sto metrów mułu. Justyna Kowalczyk jak zwykle zaczęła źle ale tak jest co roku więc nadzieja na lepsze starty wciąż żyje. Pierwszy start zaliczyli też nasi biathloniści, co prawda w sztafecie mieszanej ale już widać, że Magda Gwizdoń na strzelnicy wiele czasu podczas przygotowań nie spędziła…Nam pozostaje cieszyć się z dobrych startów Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak w Pucharze IBU. Zawsze to jakieś pocieszenie.

2.Grała Ekstraklasa i w dalszym ciągu nie znamy odpowiedzi na najważniejsze pytanie. O ile tydzień temu Legia udowodniła, że jest godna mistrzostwa, w tej kolejce pokazała, że jednak zbyt wiele jej brakuje…Najgorsze jest to, że lepszego kandydata w tej chwili nie widać. Najlepszym wyznacznikiem wartości drużyny Jana Urbana będzie stwierdzenie, że gdyby w ich szeregach zabrakło Koseckiego, Legia zajmowałaby miejsce poza pierwszą trójką. Warszawska drużyna mecz z Widzewem powinna była wygrać co najmniej różnicą dwóch trafień a skończyło się na skromnym zwycięstwie dzięki bramce…Koseckiego.

3. Najciekawszym meczem kolejki było oczywiście spotkanie Śląska z Jagiellonią (kto by się spodziewał?). Dla obu zespołów był to test i ciężko powiedzieć, czy zdalył go obie ekipy czy tylko ta druga. Wrocławianie miażdżyli rywali 3-0 i wydawało się, że Jaga już nie da rady się podnieść, ba, dostanie jeszcze większe baty a jednak udało się im odrobić stratę i zremisować. Tomek Hajto może być dumny ze swoich chłopaków, niewielu w tej lidze piłkarzy, którzy podnieśliby się po trzech strzałach. Co by nie mówić na miano frajerów 13 kolejki zasłużyli zawodnicy Mistrza Polski.

4. Co było do przewidzenia (powody w zapowiedzi 13 kolejki) kolejne zwycięstwo odniosła Wisła Kraków i co do niedawna wydawało się kiepskim żartem wcale nie straciła szansy walki o najwyższe cele. Jeśli w ten weekend pokona Górnika (to bardzo prawdopodobne) będzie traciła do tej ekipy tylko jeden punkt. Najśmieszniejsze jest to, że im więcej podstawowych graczy w drużynie Białej Gwiazdy nie gra tym lepsze osiąga ona wyniki, chociaż nie oszukujmy sie jest gorzej niż źle. Bohaterem spotkania został oczywiście Łukasz Garguła, strzelec dwóch goli, jednak… miano głównego aktora musi powędrować w ręce Daniela Sikorskiego. Tak, Daniel swoją heroiczną postawą na boisku dał swoim kolegom to zwycięstwo na tacy, w końcu to najlepszy napastnik PolskiMrugnięcie okiem. Mała ciekawostka  - Wisła zajmuje obecnie 8 miejsce w ligowej stawce  z 18 punktami (12 straty do lidera), Milan w Serie A w tym momencie zajmuje 9 miejsce, również z 18 punktami w dorobku i stratą do Juve wynoszącą 14 punktów. Jeśli Milan może dogonić Juventus, tym bardziej może Wisła dogonić Legię. Antybohaterem spotkania w Chorzowie zostaje komentator w osobie Grzegorza Mielcarskiego, który wydawałoby się dyplomatyczny jak nikt inny z współkomentatorów tym razem dał się ponieść i pokazał swój stosunek do Wisły na każdym kroku, o ile domaganie się kartek dla Wiślaków można było zrozumieć to komentarze o sprawiedliwym golu dla Ruchu (widząc powtórki, które widzieli w tym samym momencie widzowie a które ewidentnie wskazywały na pozycję spaloną gracza Ruchu) to już jakaś kpina. Kto oglądał mecz ten wie…

5. Skompromitowały się kolejny raz ekipy Polonii, Piasta i Górnika (przede wszystkim!), gorzej spisała się Lechia (chociaż to wytłumaczone brakiem Traore) natomiast wielkie brawa należą się Koronie. Każdy spodziewał się wygranej gospodarzy ale na pewno nie w takich rozmiarach! Warto dodać, że tylko dzięki sędziemu i Irkowi Jeleniowi udało się wygrać Lechowi Poznań, nie pierwszy raz w tym sezonie.

6. Drugą bramkę w sezonie zdobył dla Sivasporu Kamil Grosicki, asystę i występ od pierwszych minut zaliczył Patryk Malecki tym razem grając przeciwko Trabzonowi, w którego składzie także od pierwszych minut grał Adrian Mierzejewski. Oczywiście najważniejszym wydarzeniem weekendu odnośnie naszych piłkarzy zza granicy są dwie bramki Roberta Lewandowskiego przeciwko drużynie Mainz. Dzięki temu Robert jest w spółliderem tabeli strzelców Bundesligi, oby tak dalej!

7. Kolejny samochód zniszczony z ręki Roberta Kubicy… Liczy ktoś, które to już auto? Lepiej radzi sobie Marcin Gortat, który piłek nie niszczy ale błyszczy na parkietach NBA. Może w tym roku dzięki świetnej grze naszego najlepszego koszykarza zobaczymy go w meczu Gwiazd?

8. Coraz więcej punktów straty w walce o mistrzostwo Hiszpanii ma Real Madryt, który nieoczekiwanie przegrał z Betisem. Barca zmiotła z boiska Levante, mimo, że do przerwy wynik był remisowy. We Francji walka o najcenniejsze trofeum jest nadal otwarta i bierze w niej udział…ciężko powiedzieć ile drużyn bo 15. w ligowej tabeli Reims do aktualnego lidera traci tylko 10 oczek… Sprawa tytułu rozstrzygnie się zapewne dopiero w ostatnich kolejkach sezonu a do tego czasu długa droga.