Archiwa kategorii: Biathlon

List otwarty do polskich lekkoatletów.

68420d5599de539c123bb484938d73e2

Drodzy lekkoatleci!

Jako wielka fanka polskiego sportu, a co za tym idzie także polskich sportowców, z wielkim żalem, może też bólem serca przyjęłam ostatnie ‚publiczne wystąpienia’ niektórych lekkoatletów. I rzecz jasna, wszyscy doskonale wiemy, iż nie chodzi wcale o piękne sportowe sukcesy na Mistrzostwach Europy, których byliśmy w ostatnich dniach świadkami ale o wylewanie frustracji w mediach i różne słowne utarczki, zaczepki czy wbijanie szpili w reprezentantów innej dyscypliny.
Jako kibic, poczułam się na tyle tym dotknięta, co zobowiązana i przede wszystkim, mająca prawo do skrytykowania Waszego postępowania.
Ale od początku… Na świecie żyję niewiele ponad ćwierć wieku ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że sport wypełniał je przez prawie cały ten okres. Niewiele pamiętam, z młodzieńczych czasów, jeśli trochę pogłówkuję, uda mi się dotrzeć do może dwóch takich momentów, które odznaczyły się w mej pamięci. O ile jeden, był dosyć osobisty – pierwszy dzień w zerówce i chowanie za spódnicą mamy, o tyle drugi – złoty medal Tomasza Sikory z Anterselvy – naznaczył mnie na całe życie. Miałam wtedy niecałe pięć lat i niewiele rozumiałam ale euforia wśród wpatrujących się w ekran telewizora członków mojej rodziny oraz czarne, znikające na nim kropeczki musiały wywrzeć na mnie tak ogromne wrażenie, że na kolejne lata zaowocowało chęcią ponownego wprawienia się w taki stan. Najpiękniejsze uczucie w życiu każdego kibica – radość z sukcesu polskiego sportowca na międzynarodowej arenie. Łzy spływające po policzku, w momencie obserwowania powiewającej Biało-czerwonej flagi w rytm ‚Mazurka Dąbrowskiego’… Znacie to, prawda?

Duma. Cholerna satysfakcja z bycia Polką. Za każdym razem kiedy sportowiec reprezentujący mój kraj sięgał po najwyższe laury. Było tak kiedy o medale czy zwycięstwa w zawodach walczył wspomniany Sikora i było tak kiedy robili to Małysz, Kowalczyk, Guzik, Gwizdoń, Stoch, Korzeniowski, Czapiewski, Adamek, Gołota, Michalczewski, Rogowska, Pyrek, Dołęga, Mauer, Skolimowska, Sycz i Kucharski, Pudzianowski, Nastula, Kubica, Plawgo, Majewski, Włodarczyk, Klepacka, Jędrzejczyk, Kawęcki, Korzeniowski itd. Było tak zawsze. Było tak zimą i latem. Kiedy startowali sztangiści, skoczkowie, wioślarze, floreciści czy pływacy ale także siatkarze, piłkarze i właśnie lekkoatleci. Z dumą dopingowałam także biegaczy w osobach Kszczota i Lewandowskiego, których darzyłam jednocześnie ogromnym szacunkiem. Dziś ten szacunek został lekko nadszarpnięty. Dlaczego?

Jako kibicowi, przykro patrzy się na fakt, iż jeden sportowiec, potrafi drugiemu wbijać szpilę, podczas gdy obaj działają (a przynajmniej powinni) we wspólnym interesie jednego kraju. Z zazdrości? Tak to niestety wygląda.
Nie ma sensu wchodzić na wojenną ścieżkę, zresztą stojąc na przegranej z góry pozycji, z kimś kto dostarcza fanom takiej samej dawki szczęścia. Takie zachowanie chluby sportowcowi nie przynosi, a może jedynie zaszkodzić w odbiorze jego osoby przez opinię publiczną oraz media. Te ostatnie naprawdę potrafią dać człowiekowi się we znaki. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, czyż nie?

Zarówno Lewandowski jak i Kszczot oraz prawdopodobnie Fajdek, słownie próbowali uderzyć w polskich piłkarzy. Ludzi, którzy przez ostatni miesiąc dokonali rzeczy niemożliwych, zjednoczyli naród i nie jednokrotnie wywoływali uśmiech na ustach osób, u których rzadko kiedy można go było zobaczyć. To właśnie są te najpiękniejsze momenty, których nie można kupić za żadne pieniądze. Przecież Wam, drodzy lekkoatleci, ta sama sztuka udała się kilka dni później. Czy nie można było tak po prostu pozostać w zwycięskim nastroju i w spokoju przygotowywać się do Igrzysk w RIO?

Potrafię zrozumieć fakt, iż jako przedstawiciele dyscypliny nie tak popularnej jaką cieszyć się może w naszym kraju piłka nożna, czujecie się nieco sfrustrowani ale najgorsze, co w takim momencie mogliście zrobić to medialne ataki na Bogu ducha winnych piłkarzy. Czy tak postępują prawdziwi sportowcy? Chyba nie tędy droga…
Sportowiec, przede wszystkim, powinien postępować fair. Nie można zrzucać odpowiedzialności za małą popularność (według Was) Lekkoatletyki w Polsce na Grosickiego, Błaszczykowskiego czy innych reprezentantów. Tylko dlatego, że przed laty zamiast zdecydować się na treningi biegowe, wybrali futbol. Mogliście przecież iść tą samą drogą…
Umniejszanie im sukcesów a przede wszystkim insynuowanie, jakoby piłka nożna była sportem gorszego sortu, czy też jego odbiorcami byli ludzie mniej inteligentni to już zwykłe, za przeproszeniem, skurwysyństwo i obraza kilkudziesięciu milionów polskich kibiców.

Piłka nożna faktycznie jest jedną z dyscyplin sportowych, choć w dzisiejszych czasach ciężko ją porównywać do reszty. Nie bez kozery mówi się, że z rzeczy mniej ważnych, najważniejszą zdecydowanie jest piłka nożna. To coś więcej niż sport. Nie można z tym dyskutować a jedyne co można zrobić, to po prostu zaakceptować taki stan rzeczy.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy Reprezentacja Polski toczyła zacięte boje z Niemcami czy Portugalią, nasi 800-metrowcy nie tylko ich nie dopingowali ale z przekąsem narzekali na ich popularność i uwielbienie narodu. Tak było? Pozostaje nam współczuć.

Uważacie, że awans na Mistrzostwa Europy we Francji a także późniejszy ćwierćfinał naszych Orłów nie są żadnymi sukcesami? Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się mylicie.
Macie w ogóle pojęcie, ile milionów na świecie kopie piłkę? Ciężko oszacować czy w ogóle licznik zatrzyma się na milionach… Wybić się więc ponad te liczby i znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy jest niewyobrażalnym, przynajmniej dla lekkoatletów, sukcesem.

W Waszym przypadku, o zwycięstwie decydujecie tylko Wy. Albo musicie dobiec do mety jako pierwsi, albo rzucić najdalej ze wszystkich. Od Was zależy, jaki wynik osiągniecie a także będziecie jedyną osobą, do której będziecie mogli mieć pretensje w przypadku porażki.
Piłkarz, bez względu na to jaki by nie był dobry, jak bardzo by nie chciał walczyć o zwycięstwo, musi jeszcze oczekiwać na takie samo zaangażowanie ze strony kilkunastu innych osób. Jedenastu zawodników, trzech rezerwowych, sztab szkoleniowy oraz sędziowie. Każdy, w dowolnej chwili może coś spieprzyć. A odpowiedzialność i tak spada na piłkarzy, po równo.
Co więcej, warto zaznaczyć, że Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są najsilniej obsadzoną imprezą tej dyscypliny i ich wynik niewiele by się zmienił, gdyby do rywalizacjo dołączono zespoły z innych kontynentów. W przypadku lekkoatletów, co zapewne zaobserwujemy podczas zbliżających się Igrzysk, sytuacja wygląda już zgoła odmiennie, prawda? Czy w rywalizacji z Jamajką czy Stanami Zjednoczonymi, Polska wciąż będzie liczyć się w walce o zwycięstwo w końcowej klasyfikacji?

Boli Was, że tak wielu kibiców wybiera futbol? Piłka nożna jest grą zespołową, co za tym idzie, zdecydowanie trudniejszą i bardziej atrakcyjniejszą dla publiczności. Czas jej trwania, przepisowe dziewięćdziesiąt minut daje kibicom dodatkowe pole do popisu i możliwość włączenia się w widowisko sportowe. Dla niektórych, wzięcie udziału w oprawie meczowej, dopingu i w jakiś sposób przypisanie sobie zasług, dołożenia cegiełki w triumf ukochanej drużyny, stało się sposobem na życie. Wyobrażacie sobie rzeszę kibiców prowadzących doping w trakcie kilku minut Waszego startu?
Powiedzcie, ile trwały Mistrzostwa Lekkoatletyczne wszystkich konkurencji? A ile ME piłkarzy? Ile kosztuje bilet na jeden mecz  ile na cały dzień, czy turniej zmagań lekkoatletycznych? Za co woli zapłacić kibic? No właśnie. Nie powinniście się porywać z motyką na słońce. Mistrzom, nie wypada…

Aż dziw bierze, że sportowcy, nie protestują, kiedy Agnieszka Radwańska, także przecież bez najważniejszego triumfu na koncie, zarabia grube miliony, podczas gdy ich portfele są o wiele szczuplejsze. Dziwne, że nie dostaje się Marcinowi Gortatowi czy Robertowi Kubicy, kasującym wielką kasę, a nie notującym spektakularnych sukcesów na swoich kontach. Ich popularność jest równomierna do piłkarzy, a za granicami naszego kraju biją ich nawet na głowę. W tym miejscu warto więc wspomnieć, że cała ta trójka włączyła się w szał, którym przez prawie miesiąc ogarnięty był nasz kraj i również, odziana w biało-czerwone barwy kibicowała piłkarzom w walce o jak najlepszy wynik.
No właśnie.
Jakoś nie słychać było lamentu ze strony siatkarzy, kiedy ci sięgali po złoty medal, nie narzekali szczypiorniści Vive, kiedy echa ich triumfu w Lidze Mistrzów ucichły zaledwie po dwóch dniach, nie narzeka Kamil Stoch, że nie jest wychwalany pod niebiosa jak swego czasu Adam Małysz, mimo dużo cenniejszego osiągnięcia na koncie, jakim bez wątpienia jest złoty medal IO. Nie narzekają żużlowcy czy siatkarze mimo, że ligi polskie tych dyscyplin to światowa czołówka a i na arenie reprezentacyjnej święcą największe sukcesy i nie narzeka grono innych polskich sportowców, których zawodów nawet nie transmituje polska telewizja, a którzy również mają się czym pochwalić.

Wiecie dlaczego w Polsce jedna dyscyplina osiąga większą popularność od drugiej? Dlaczego wspomniane już skoki narciarskie apogeum popularności osiągały za czasów Adama Małysza, a nie kiedy po złoto olimpijskie sięgał Kamil Stoch albo kiedy dorobiliśmy się więcej niż jednego świetnego skoczka? Dlaczego Cała Polska ściskała kciuki za Justynę Kowalczyk, a męskich zawodów telewizja polska nie raczyła nawet pokazać, kiedy o dobry wynik walczył Maciej Staręga? Dlaczego kiedy walczy Mamed Khalidov czy Mariusz Pudzianowski, kibice są w stanie zapłacić ogromne pieniądze by odkodować ich pojedynki, nierzadko przechodząc obok sław z UFC obojętnie? Dlaczego F1 przeżywało w naszym kraju lata świetności, kiedy w środku stawki znajdował się Robert Kubica a nie przed czy po jego obecności w gronie kierowców? Dlaczego gro osób ślęczy przed telewizorami słuchając wspaniałego komentarza Jarońskiego i Wyrzykowskiego i ‚pcha’ do przodu Majkę czy Kwiatkowskiego, wcześniej nie rozumiejąc nawet jak można ekscytować się kolarstwem? Można by zadawać takie pytania w nieskończoność, jednak odpowiedzi na każde z nich sprowadza się do jednego: Sport tworzą ludzie! To dla nich, nie z powodu zasad czy ciekawości danej dyscypliny, ogląda się zawody. To ludzi się wspiera i ludziom się kibicuje. Jeśli ci w zamian odwdzięczą się sukcesami, prawdopodobnie odbije się to na popularności całej dyscypliny.

Wy, jako lekkoatleci, odczuliście chyba tę popularność w kolejnych plebiscytach Przeglądu Sportowego na dziesięciu najlepszych sportowców danego roku. Policzcie ilu z Was, znajduje się w gronie nominowanych, ilu z Was ten plebiscyt udało się zwyciężyć.
Zacznijcie doceniać to co macie i zauważać rzeczy, wydawać by się mogło oczywiste, a których tak naprawdę widzieć nie chcecie. Kibice Was szanują, uwielbiają i są wdzięczni za każdy medal, jaki udało się Wam przywieźć z różnych zawodów. To, że nie piszą o Was media tak często jak o piłkarzach, raczej się nie zmieni ale zamiast narzekać, powinniście to zaakceptować. Prościej byłoby Wam się cieszyć z sukcesów innych sportowców i pokazać kibicom dumną twarz reprezentanta Polski, aniżeli sfrustrowanego małego człowieka z dużymi możliwościami.
Nie narzekajcie na małe (tylko według Was) zainteresowanie Wami i nie porównujcie się do piłkarzy. Z pewnością, nie macie nawet pojęcia z jaką falą krytyki ze strony nas kibiców, muszą sobie oni radzić każdego dnia. Wam się to raczej nie zdarza. Potraktowanie miejsca poza podium jako porażki jest raczej najmniejszym problemem dla sportowca. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu prawdziwych fighterów z charakterem, każde inne miejsce niż pierwsze  takową porażką jest. „Nie pozwólcie by ludzie, uznali Was za niegodnych podania ręki”.

Już na sam koniec, warto chyba wspomnieć, że każdy profesjonalny piłkarz/sportowiec posiada menadżera a większość także osoby odpowiedzialne za sprawy wizerunku. Po Waszych wypowiedziach, wnioskuję, że również powinniście takie znajomości zawrzeć. Może wtedy, Lekkoatletyka zaczęłaby zyskiwać na popularności.
Na razie możecie jedynie dziękować, iż na Igrzyskach Olimpijskich w zespołach piłkarskich nie mogą występować pierwsze reprezentacje seniorów, i to Wy możecie wygrywać w wyścigu o miano największych gwiazd całej imprezy. Tak więc:

Powodzenia w RIO!

Wesołych Świąt!

boże-narodzenie-piłka-nożna_19-129498

Wszystkim kibicom w tym szczególnym okresie życzę…

By Reprezentacja Polski na zbliżającym się Euro sprawiła nam wszystkim wyjątkowy prezent…
By Ekstraklasa po zimowej przerwie wciąż dostarczała nam wspaniałych emocji…
By Mistrz Polski (ktokolwiek nim będzie) awansował w końcu do upragnionej LM…
By Agnieszka Radwańska wygrała w końcu turniej Wielkiego Szlema…
By Jerzy Janowicz wrócił do swojej najwyższej formy…
By Piłkarze ręczni walczyli jak lwy na ME…
By siatkarze grali jak wtedy gdy zdobywali złoty medal MŚ…
By biathlonistki sięgnęły po medale MŚ…
By skoczkowie latali najdalej… i wiatr im nie przeszkadzał ;)
By Marcin Gortat bił kolejne rekordy w NBA…
By Artur Szpilka nokautował rywali w pierwszej rundzie…
By wszyscy reprezentanci Polski godnie reprezentowali nasz kraj na międzynarodowej arenie i dostarczali kibicom mnóstwa radości i wzruszeń!
Sukcesów, zdrowia, siły i wytrwałości!

Najlepszy sportowiec wszech czasów… Król Ole!

ole-einar-bjoerndalen-514

Co roku, na listach z największymi dochodami wśród sportowców, widzimy to samo. Przedstawiciele golfa, Formuły 1, tenisa, koszykówki czy piłki nożnej. I co by nie mówić na temat tamtych zawodników i zawodniczek, pieniądze i wynagrodzenia nie zawsze idą w parze z jakością i rzeczywistą wagą sukcesu. W owym zestawieniu bowiem brakuje prawdziwych herosów sportu, którzy przy machających kijem czy kręcących kierownicą przypadkach, na swoim polu bitwy zostawiają całych siebie. Sportowcy, których drogę po skalp zwycięstwa obrazuje krew, pot i łzy. Wycieńczone ciało i umysł, niejednokrotnie rozdarte serce i połamane kości. Tak, nie każda dyscyplina tego wymaga. Choć sport sportowi nie równy to ciężko obejść temat poziomu trudności danych dyscyplin,  nie sposób nie docenić tych, którzy muszą włożyć w swój sukces dużo więcej pracy niż najlepiej zarabiający sportowcy świata a dostają za to marne grosze…

Na próżno na tej liście szukać więc zdecydowanie najlepszego sportowca wszech czasów, Ole Einara Bjoerndalena. Tak, Norweg, choć nie reprezentuje na co dzień aż tak popularnej na całym świecie dyscypliny jak F1 czy koszykówka/NBA, to oddać należy mu co przez całą swoją karierę wywalczył na morderczych trasach. A jest tego tego od groma…
Najwięcej zwycięstw, miejsc na podium i medali olimpijskich, lata pięknej kariery i sukcesów okupione milionem momentów radości i łez szczęścia kibiców tego niezwykle sympatycznego biathlonisty.

Dlaczego on? Mimo, że sukcesy same powinny za siebie przemówić, to jednak trzeba o Ole powiedzieć o tysiąc słów więcej, niż wszystkim się wydaje. To bowiem jedyny człowiek na tej ziemi, który swoją pracą przez wiele długich lat, zasłużył na to by zasiąść na tronie z tytułem nie tylko monarchy biathlonu, sportów zimowych ale wszystkich dyscyplin, które wchodzą w skład sportu.
Norweg od czasów juniorskich dawał znać, że będzie w biathlonie rządził i dzielił ale chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że na swoim koncie zapisze on aż tyle sukcesów. Niesamowity rekordzista. I to w dyscyplinie, w której nie tyko trzeba przez cały rok dbać o formę fizyczną ale też szlifować swój umysł, spokój i opanowanie. Zwycięstwo w biathlonie jest efektem końcowym połączenia świetnego biegu na nartach z celnym strzelaniem do tarczy. I wcale nie jest to zadanie łatwe. Wystarczy spojrzeć na śmiałków, którzy próbują zaistnieć w tym od wielu lat i wciąż ta sztuka im się nie udała oraz na Bjoerndalena, który raz po raz podnosił w górę ręce w geście zwycięstwa. Norwega, który od biegu indywidualnego w 1996 roku rozpoczął swój zwycięski marsz, a który wygrywa po dziś dzień, kiedy w wieku 41 lat (!) ponownie stanął na najwyższym stopniu podium na tym samym dystansie, co przed laty. Prawdziwy mistrz! Jedyny, niepowtarzalny Ole Einar Bjoerndalen – najlepszy sportowiec wszech czasów!

Złota Polska!

Kto by się tego spodziewał? Szczerze? Chyba nikt… Można było liczyć na osiem – dziesięć, przy dobrych wiatrach nawet i na dwanaście medali naszych reprezentantów w Rosji. Liczby padające w tym kontekście osiągały naprawdę zróżnicowane rozmiary ale aż cztery krążki z najcenniejszego kruszcu chyba nikomu nie przeszły nawet przez myśl. Przecież w przeszłości, na żadnej takiej imprezie nie udało się nam wywalczyć chociażby dwóch złotych medali. Aż do teraz. A przecież to jeszcze nie koniec… Kamil Stoch, Justyna Kowalczyk, Zbigniew Bródka – nasza święta złota trójca, która dostarczyła nam tylu niezapomnianych emocji i ta, która nasz dorobek medalowy może jeszcze powiększyć. Stoch został już podwójnym indywidualnym mistrzem olimpijskim a już dziś postara się o dostatecznie duży dorobek punktowy w rywalizacji drużynowej. Czy mamy szansę na medal? Mamy. Na złoto? Jak najbardziej! Wystarczy wspomnieć, że gdyby zliczano wyniki poszczególnych skoczków z sobotniego konkursu, Polacy uplasowaliby się na drugim miejscu. Na skoczni normalnej mielibyśmy złoto. Forma, choć nie za wysoka, jest stabilna. Na tyle, iż pozwala poważnie myśleć o najwyższej lokacie. Oczywiście, wkład w taki stan myślowy mają także rywale a raczej ich umiarkowana słabość. Apetyt na medal olimpijski polskiej ekipy wzrósł jeszcze bardziej po wczorajszych treningach, na których zarówno Maciek Kot jak i Piotrek Żyła, zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Jeśli w konkursie cała nasza czwórka odda po dwa równe skoki, co najważniejsze, odległością bliskie sto trzydziestego metra, z medalem nie będzie problemu. Prawdopodobnie z medalem koloru złotego, co przecież interesuje nas najbardziej. Kto może nam zagrozić? Wbrew wszystkiemu, legendach o Austriakach, ostatnich sukcesach Słoweńców, czy w miarę dobrej formie Niemców, najbardziej powinniśmy się obawiać…Japończyków. Kasai, Takeuchi, Shimizu – wszyscy potrafią dokonać na skoczni niemożliwego a Soczi jak na razie, jest dla nich niezwykle szczęśliwe. I tylko ten Watase pozostaje wielką niewiadomą i potencjalnym koniem trojańskim naszej ekipy. Jeśli skoczkom z Japonii powinęłaby się noga, sprawa mistrzostwa pozostałaby otwarta bo wszystko wskazuje na to, że konkurs olimpijski będzie najbardziej wyrównaną i zażartą rywalizacją w ciągu ostatnich kilku lat rywalizacji drużynowej…No ale…My mamy przecież Stocha! Już na starcie mamy więc przewagę a biorąc pod uwagę ostatnie słowa Hannu Lepistoe, mówiące o trzech złotach Kamila, widać, że to nie żaden objaw szaleństwa a otaczające nas realia. Do boju chłopaki!

Justyna Kowalczyk, podobnie jak nasz złoty skoczek, ma szansę na powiększenie swojego dorobku medalowego do trzech krążków. Przed mistrzynią z biegu na 10 km klasykiem pozostają jeszcze starty na 30 km stylem dowolnym i drużynowy sprint w parze z Sylwią Jaśkowiec. O ile w przypadku tego pierwszego biegu można mieć duże wątpliwości co do sił Justyny (każdy pamięta jej wypowiedź po 10 km), o tyle w przypadku biegu par, jako kibice, mamy wręcz obowiązek wierzyć w niezwykle miłą niespodziankę ze strony naszych pań. Justyna nie odpuści, to pewne. A Sylwia? Ona ma niezwykle dużo do udowodnienia po upadku w sprincie indywidualnym. Na co ją stać, pokazała już w sztafecie. Jeśli tylko zdrowie pozwoli, możemy doświadczyć cudu, a właśnie takim byłby jakikolwiek medal w tej konkurencji….
Wracając  jeszcze do startu na 30 km i szans Kowalczyk… Może inaczej, kto mógłby być lepszy od Justyny? Czy Norweżki będą w stanie wrócić do gry? W sztafecie, każda z nich wyglądała jak cień samej siebie, a nawet gorzej. Marit Bjoergen zaprezentowała się wręcz katastrofalnie, jakby uszło z niej całe powietrze. Z zapowiadanego przez tę zawodniczkę kompletu medali, pozostał w tym momencie szyderczy śmiech kibiców innych nacji. Jej koleżanki także nie wyglądają na kogoś, kto miałby walczyć o zwycięstwo na najbardziej wyczerpującym dystansie. Z tej Polsko-norweskiej rywalizacji, górą wychodzi na dzień dzisiejszy Justyna i jeśli nagle, jej skandynawskie rywalki nie dostaną jakichś dodatkowych ‚sił witalnych’, ciężko będzie w ogóle nazwać to rywalizacją. Nie myślmy jednak, że Polka ma już kieszeni złoty medal. Może gdyby bieg rozgrywany był klasykiem, już zacieralibyśmy ręce ale… Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać bez bicia, zarówno Szwedki, jak i Finki, są dziś faworytkami do zwycięstwa. Jeśli nie wypompował ich bieg sztafetowy, będą walczyć jak lwice a szczególnie Kalla, która na Igrzyska przygotowała się w mistrzowskim stylu. Trafiła. Czy trafi i Justyna? Nam nie pozostaje nic innego jak…wierzyć. Wierzyć i jeszcze raz wierzyć! Wiarą można i góry i rywalki przenosić.

Stoch i Kowalczyk do Polski mogą wrócić z trzema medalami, o jeden mniej może wywalczyć za to Zbigniew Bródka, który postara się zaprowadzić na szczyt swoich kolegów z drużyny. Może nie na sam szczyt, gdzie od dawna zaklepane miejsce mają Holendrzy ale już miejsce za ich plecami jest jak najbardziej realne. Wszystko jednak leży w nogach naszych panczenistów. O ile o Bródkę martwić się raczej nie musimy, o tyle kciuki, i to mocno(!), trzymać trzeba za Konrada Niedźwieckiego i Jana Szymańskiego. Liczyć się będzie przecież czas tego ostatniego…I tej ostatniej, bo przecież nie tylko nasi panowie mogą przywieźć z Soczi medal. Natalia Czerwonka, Luiza Złotkowska i Katarzyna Bachleda-Curuś przyjechały bronić brązowego medalu z poprzednich Igrzysk a może nawet i zawalczyć o coś więcej… Szanse mamy ogromną, polki, podobnie jak ich koledzy są w stanie wywalczyć srebrne medale. Wszystko musi się zgrać, w ten jeden dzień,, w tej jednej chwili, w tych ułamkach sekund. To najważniejsza chwila w ich życiu, szansa na nowe, lepsze jutro a raczej wspaniałą niedzielę, dzień w którym zakończą igrzyska jako medaliści…

Wspominając o naszych szansach medalowych, nie sposób nie zwrócić uwagi na nasze biathlonistki. Choć dotychczasowe ich starty nie napawają zbytnim optymizmem, nie można od razu przekreślać ich szans. Czy ktoś liczył na medale Pałki i Hojnisz na ubiegłorocznych MŚ? Czy ktoś tej drugiej zawodniczce dawał wtedy jakiekolwiek szanse na podium? Nie. Może i tym razem, w tym samym biegu, Monika postara się zawalczyć o upragnioną zdobycz. Może zachowa więcej zimnej krwi niż w biegu pościgowym, gdzie na strzelnicy straciła szansę na dobry rezultat. Nie warto także odbierać wszystkich szans Weronice Nowakowskiej-Ziemniak, która przy odrobinie szczęścia na strzelnicy z powodzeniem mogłaby walczyć nawet o zwycięstwo. Może jak Zbigniew Bródka, tak i jej ‚Zbyszek’ dokona rzeczy niemożliwej? A nasza sztafeta? Krysia Pałka i Magda Gwizdoń mają coś do udowodnienia. Nie udało się w PŚ, kiedy wszyscy liczyli na te dziewczyny, może uda się na najważniejszej imprezie, kiedy na sukces nie liczy prawie nikt. To byłby piękny dzień dla polskiego biathlonu i całego sportu. Już teraz, nasi sportowcy dokonali cudów, z czterema złotymi medalami osiągnęli najlepszy wynik w historii zimowych Igrzysk a moga ten dorobek jeszcze poprawić. Co jednak najważniejsze, po tych czterech ‚złotach’, ważne by reszta naszych zawodniczek i zawodników nie pomyślała, że celujemy tylko w najwyższy stopień podium. Nie, inne medale także nas uszczęśliwią, w niektórych przypadkach może nawet bardziej niż złoto, bo przecież do każdego przypadku należy podejść idywidualnie ;-).

PS. Przy okazji sukcesów naszego panczenisty, rozgorzała dyskusja na temat wybudowania, czy też zadaszenia już wybudowanych torów. Kwoty, które padają z ust różnych ludzi, osiągają kosmiczne wymiary. Pod wątpliwość poddawane są w ogóle pomysły tych inwestycji…

Śmieszne jest to, że dopiero tak niebywały sukces, jak olimpijskie złoto, pchnął naszych polityków i działaczy do ruszenia tyłków w kierunku niesienia pomocy polskim sportowcom. Stan obiektów sportowych w Polsce woła o pomstę do nieba. Mamy stadiony piłkarskie, na których nie możemy oglądać nikogo wartościowego a nie mamy obiektów (poza skoczniami i niektórymi halami do siatkówki), na których moglibyśmy święcić polskie triumfy. To jest dopiero skandal. Sportowcy muszą tracić własne pieniądze by finansować sobie treningi za granicami kraju, który później przypisze sobie zasługi przy potencjalnych sukcesach na mistrzowskich czy olimpijskich arenach. Pieniądze, które Ministerstwo Sportu daje takiemu zawodnikowi…ehh, lepiej głośno nie mówić bo jeszcze usłyszą Niemcy czy Austriacy i spalimy się ze wstydu. Jest źle i na temat sensu powstania sportowych aren nie powinno być w ogóle żadnych dywagacji. Na stole już dawno powinny leżeć plany działania. Budowlańcy już powinni szykować materiały. Każda dyscyplina sportowa, szczególnie olimpijska powinna mieć nowoczesny obiekt, na którym sportowcy mogliby szlifować formę bez konieczności opuszczania murów naszego kraju. Trasy biegowe dla biegaczek i biathlonistek są koniecznością, trasy zjazdowe dla narciarzy są potrzebne by wychować przyszłych Bode Millerów, areny dla łyżwiarzy szybkich i figurowych muszą powstać w tempie natychmiastowym i nie zapominajmy o innych sportowcach, także tych reprezentujących letnie dyscypliny. Skupmy się przede wszystkim na tenisie i pływaniu. Muszą powstać długodystansowe baseny i korty z każdą możliwą nawierzchnią. Przyjmy do przodu, byśmy za kilka lat, w większości sportowych dyscyplin byli potęgą. Czy tak dużo potrzeba? Nie liczmy kosztów powstawania aren sportowych, jeśli nie liczymy innych, mniej ważnych wydatków. A jeśli komuś przeszkadza wydatek kilku milionów na sportowy obiekt, niech pójdzie inną drogą i kolosalne pieniądze jakie za swoją marną pracę otrzymują dziś niektórzy urzędnicy przeznaczy dla zasłużonych sportowców, których nie stać niekiedy nawet na zagraniczny wyjazd na trening. Oni na pewno lepiej je spożytkują, z korzyścią dla Polski oczywiście. Może wtedy, dziennikarze nie będą patrzeć na sportowców, jak na ludzi, którzy ‚tylko’ wykonują swój zawód. Może nie będą ich porównywać do pań siedzących w okienkach na poczcie. Może docenią w końcu ich trud i pracę w dawanie radości swoim rodakom i popatrzą na nich jak na bohaterów. No, chyba, że pieczętowanie korespondencji na poczcie wzbudza w niektórych ludziach o wiele większe emocje aniżeli zawody, w których Kamil Stoch bądź Zbigniew Bródka sięgają po złoty medal. Ciekawe czy pani z poczty wygrywa w osobistym rankingu także z Leo Messim…

Czas napompować balon… Bo czemu by nie?!

Do rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich w Soczi pozostało już tylko kilka dni. Na tę chwilę, na moment, w którym zapłonie olimpijski znicz czeka cały świat. Czekamy i my, Polacy. Czekamy  z niecierpliwością, wszak jeszcze nigdy nasze nadzieje na medale nie miały tak silnego podłoża, jakim charakteryzują się na dzień dzisiejszy. To może być najlepsza zimowa Olimpiada w wykonaniu polskich sportowców w historii ich startów. A skoro tak? To czas już najwyższy by napompować balonik! Czas porozdawać złote, srebrne i brązowe krążki. Niech Polacy też coś mają! A jak się nie uda? Trudno. Po prostu…

Do Rosji udaje się 59 reprezentantów Polski. Tylko, ilu z nich, ilu z tak licznej grupy naprawdę ma szansę  na medalowe miejsce? Na ile krążków możemy liczyć, by później, w razie wielkiej klęski naszych sportowców (odpukać!), nie odchorowywać rozczarowania przez kilka następnych tygodni? Agencja prasowa Associated Press uważa, że ‚tylko’ cztery medale trafią na szyje Polaków, natomiast Apoloniusz Tajner, już w dwunastu startach upatruje szansy na podium. Trochę duży przeskok. Wygląda na to, że w pierwszym przypadku, do Rosji uda się sama Justyna Kowalczyk (3) w asyście Kamila Stocha (1), natomiast sądząc po słowach Prezesa PZN, śmiało można by pomyśleć, iż Polacy wylecieli do Soczi jako jeden z hegemonów zimowych sportów. Jaka jednak jest rzeczywistość?

Najwięcej medali na zbliżających się Igrzyskach zdobyć może oczywiście Justyna Kowalczyk. To Polka wjechała do olimpijskiej wioski z tytułem naszej największej gwiazdy i faworytki do wszelkiej maści medali. Bez względu na aktualną formę, bez względu na kontuzję stopy i zachwiane przygotowania, kibice są przekonani o sile naszej narciarki i mają wszelkie prawo oczekiwać od niej sukcesów, czytaj: złotych medali. Szczególnie w biegu na 10 km, na koronnym dystansie polskiej biegaczki, będziemy ‚regulować odbiorniki’ by cała okolica, która akurat nie jest zainteresowana trzytygodniowym maratonem sportowym, także mogła napawać się pięknem Mazurka Dąbrowskiego.
Nie oszukujmy się, Justyna Kowalczyk jest Justyną Kowalczyk a jak wiemy, Justyna Kowalczyk jest królową biegów narciarskich. Któż więc jeśli nie ona, miałby na dekoracji medalowej pochylać głowę w celu ułatwienia organizatorom założenia na szyję najcenniejszego krążka? Wiadomo, że jest przecież jeden szkopuł i nosi on imię Marit ale… Miejsc na podium jest przecież więcej niż jedno, w każdym ze startów do ‚wygrania’ będą aż trzy medale i w każdym biegu na długim dystansie, Justyna będzie jedną z dwóch największych faworytek. Także każde inne miejsce niż pierwsze (w klasyku), drugie lub trzecie (w stylu dowolnym) naszej zawodniczki będzie porażką. Choć, jakby się dłużej nad tym zastanowić, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, generując najczarniejszy z możliwych scenariuszy, wychodzi na to, że Kowalczyk równie dobrze mogłaby zostać najjaśniejszą gwiazdą IO, jak i największą przegraną tej imprezy. I prawdopodobnie, polskich kibiców nic a nic by to nie zdziwiło. Zawiało paradoksem na kilometr ale właśnie tak należy postrzegać sytuację polskiej biegaczki. Liczymy na medale, wręcz tego od niej oczekujemy, gdzieś jednak w głębi mamy pewną obawę, przeradzającą się niekiedy w negatywną pewność, iż w posiadaniu Justyny może nie znaleźć się ani jeden krążek…

O ile pewność kibiców co do zwycięstw naszej biegaczki mogła w ostatnim czasie sporo osłabnąć, o tyle w oczach fanów na głównego i jedynego pewniaka do ‚złota’ wyrósł Kamil Stoch. Któż inny, chciałoby się zapytać ale lepiej nie zapeszać. Jest forma, co najważniejsze, jest technika, za którą idą wysokie noty i jest dobra wyjściowa pozycja (lider). Wszystko inne leży w nogach i głowie Stocha. Jeśli wykorzysta swoje wszystkie atuty a wiatr nie będzie się w to wszystko mieszał, na co najmniej 95% będziemy mieli mistrza olimpijskiego. Ale zaraz, tak samo mówiliśmy przed Turniejem Czterech Skoczni i każdy wie jak to się skończyło…

Kamil zawalczy o zwycięstwo na skoczni normalnej i dużej, zawalczy także wraz z kolegami o medal w drużynówce. Czy jednak reszta naszego zespołu, czyli Piotrek Żyła, Dawid Kubacki, Maciek Kot i Janek Ziobro są w stanie pomóc naszemu liderowi w konkursie drużynowym a także zaskoczyć w konkursach indywidualnych? Chciałoby się krzyknąć: czemu nie?! Skoro Ziobro i Biegun potrafili wygrać konkursy w PŚ, dlaczego tego samego nie miałby dokonać kolejny Polak? Wszystko jest możliwe, stąd odbieranie naszym skoczkom wszelkich szans na olimpijskie podium, byłoby czystą głupotą…

Obok Justyny Kowalczyk i skoczków narciarskich, duże i przede wszystkim liczne szanse na sukces, będą miały biathlonistki. Magdalena Gwizdoń, Krystyna Pałka, Weronika Nowakowska – Ziemniak i Monika Hojnisz czyli nasza nieprzewidywalna czwórka. W przypadku tych dziewczyn, nie trzeba szukać powodów, które miałyby forować właśnie Polki w starciu z zawodniczkami takimi jak Tora Berger czy Daria Domraczewa, wystarczy cofnąć się w czasie do Mistrzostw Świata i przypomnieć sobie, z jakiej pozycji startowały wtedy Pałka i Hojnisz oraz ile radości sprawiły nam sięgając po medale… Może tym razem o niespodziankę postarają się Magda i Weronika? Może, choć najwięcej radości sprawiłby nam bezsprtzecznie medal w sztafecie…

Ostatnią ‚grupą’, na którą będziemy spoglądać z nadzieją są oczywiście nasi panczeniści. Zarówno kobiety jak i mężczyźni nie będą walczyć tylko o honor. Medale? Przy dobrych wiatrach szybkich łyżwach, optymista mógłby pomyśleć o czterech szansach. W obu startach drużynowych oraz indywidualnych Zbigniewa Bródki i Kasi Bachledy. W ich przypadku, dodatkowym plusem będzie złość spowodowana fatalnymi warunkami zakwaterowania. Co jak co ale akurat takie ‚pobudki’ najlepiej potrafią wstrząsnąć Polakami i zmotywować ich do działania. Nawet jeśli nie udałoby się sięgnąć po cztery krążki olimpijskie, przyjemność sprawiłby nam chociaż jeden, mały brązowy medalik. Bo czemu by nie?

Jak zawsze, jak co dwa lata (licząc letnie i zimowe Igrzyska), na największą sportową imprezę, Polska wysyła małą grupę sportowców mających realne szanse medalowe a także większą zgraję turystów, którzy na IO jadą bardziej w celu pojawienia się na liście startowej aniżeli walki o chociażby pierwszą dziesiątkę. Tak to już jest i raczej tego się nie zmieni a jedynym dla nas plusem takiego stanu rzeczy jest fakt, iż nasza reprezentacja dużo lepiej wygląda na ceremonii otwarcia Igrzysk w liczbie 50+, niż jeśli miałoby tam kroczyć zaledwie kilkunastu sportowców. Przecież nie jesteśmy pionkami, przecież to Biało – czerwona armia a nie jednoosobowa delegacja z Jamajki. A skoro tak, to…

Wariantem optymistycznym na Soczi będzie 8 albo i więcej medali. 2 złote Kamila Stocha i chociaż brąz w drużynówce skoczków, co najmniej trzy medale Justyny Kowalczyk i chociaż po jednym w Biathlonie i Łyżwiarstwie Szybkim. Da się zrobić? Da się! Napompujmy balon! Niech nasi sportowcy mają dodatkowy bodziec w walce o szczyt!

O wariancie pesymistycznym lepiej nie wspominać. Chyba każdy zna tę początkową cyfrę, której nie chcielibyśmy za żadne skarby oglądać w dorobku naszych Olimpijczyków…

Ostatni start w sezonie wygrał… Bond!

Sezon Biathlonowy już za nami. Przyniósł nam on masę emocji, tych dobrych jak i tych złych, jednak pamiętać będziemy przede wszystkim te dobre, te które u wielu wywołały łzy wzruszenia. Srebro Krystyny Pałki, brąz Moniki Hojnisz i zwycięstwo Magdaleny Gwizdoń w biegu sprinterskim to wielki sukces tej dyscypliny w naszym kraju i wyniki, które malują przyszłość w jasnych, obiecujących barwach. Po takich wynikach mamy pełne prawo by wierzyć w medale na Igrzyskach Olimpijskich, chociaż nie należy zapominać, że nie tylko od naszych dziewczyn ten sukces będzie zależny.

Niekwestionowanymi zwycięzcami sezonu 12/13 na trasach biathlonowych zostali Tora Berger i Martin Fourcade. Oboje nie mieli sobie równych, nawet w słabszej dyspozycji notowali wyniki w czołówce. To właśnie ta dwójka pokazała jak strzelać i biegać by wygrywać. Norweżka zdominowała także najważniejszą imprezę w sezonie czyli Mistrzostwa Świata, gorzej poszło za to Francuzowi, który musiał uznać wyższość Emila Hegle Svendsena. Ich wspaniała walka na trasach przypominała pojedynki dwóch wielkich – Ole Einara Bjoerndalena i Raphaela Poiree. Tam również toczyli walkę reprezentanci Norwegii i Francji, przyjaciele i wrogowie w jednym. Historia zatoczyła krągMrugnięcie okiem

Ekipa Biathlonworld stanęła na wysokości zadania i dla fanów Biathlonu przygotowała ciekawą niespodziankę by osłodzić im trochę rozbrat z ich ukochaną dyscypliną sportową:

Ile jeszcze?

Pewnie wszyscy jeszcze pamiętają ‚How many times?!” Jerzego Janowicza podczas Australian Open.

Polski tenisista w ten sposób wyrażał swoje niezadowolenie z kolejnej błędnej decyzji sędziego. Tylko tyle mógł zrobić by walczyć z niekompetentną osobą, która swoimi błędnymi działaniami próbowała zniszczyć pracę drugiego człowieka. Jakże jest to podobna sytuacja do tej, z którą mamy do czynienia w naszym kraju i sportowym środowisku. Na wielu wysokich stanowiskach zasiadają ludzie, których działania zamiast polepszać i naprawiać ten kraj tylko szkodzą. Nie przeszkadza to im jednak w przyznawaniu sobie niebotycznych nagród finansowych za ‚sukcesy w pracy’. Jesteśmy chyba jedynym państwem, w którym dostaje się nagrody zamiast kar i ponoszenia konsekwencji swoich czynów w postaci zwolnień, ba są nawet przypadki karania ludzie zasługujących na honory i pochwały. Takie rzeczy tylko w Polsce.

I tak właśnie stanowisko Ministra Sportu powierzono Joannie Musze. Już na ‚dzień dobry’ udowodniła wszystkim, że o tym co w jej pracy jest najważniejsze, wie niewiele a może i nawet nic. Pani ministra (jak kazała się nazywać) chciała rozwiązać problemy trzeciej ligi hokeja, której w Polsce…nie ma, szukała winnych doboru drużyn do meczu o Superpuchar Polski czy ‚robiła porządki’ po kompromitacji z ‚Basenem Narodowym’.

Tak, kompromitacja to idealne określenie w stosunku do pani Muchy na tym stanowisku. O ile pewnie większość zwykłych kibiców w tym kraju nie zwracało zbytnio uwagi na istnienie trzeciej ligi hokeja to zasady awansów do finałów pucharowych rozgrywek piłki nożnej w Polsce zna większość obywateli, tym bardziej wymaga się tego od kogoś kto zajmuje najwyższe stanowisko w kraju dotyczące Sportu.

Wymaga się przecież tego by być przygotowanym do wykonywania swoich obowiązków. Tezę o tym, że Minister Sportu powinien przede wszystkim być dobrym ekonomistą a znajomość sportowego tematu jest mu niekoniecznie potrzebna do szczęścia, trzeba włożyć między bajki. Właśnie przez takie a nie inne frazesy jest w Polsce tak jak jest, i to na każdym polu. Zwieńczeniem dotychczasowej ‚działalności’ Joanny Muchy na stołku Ministra była ‚reforma’ jaką wprowadziła. Chociaż gołym okiem widać, że jest to plan na cięcia w finansowaniu związków sportowych pod przykrywką reformy. Ma być pięknie i obiecująco i tak aby nikt nie zauważył ukrytego dna. Jeśli system ten miał być odskocznią do sukcesów naszych sportowców na międzynarodowych arenach to już wiadomo, że nią nie będzie. Bez pieniędzy na szkolenie, sprzęt, wyjazdy na zawody i stypendia Polska nie będzie odnosić sukcesów. Być może podział na koszyki/grupy ważne bardziej, mniej i wcale oraz wspieranie dużych związków kosztem tych mniejszych, odbieranie im większości nakładów finansowych będzie dobrym ruchem dla Polski, może rząd zaoszczędzi trochę grosza na tym polu ale wiązać się to będzie właśnie z upadkiem sportu. Być może podobne rozwiązanie miałoby jakiś sens gdyby nie dziwne podziały. Teraz to kibice mogą zapytać: Kto wybrał te dyscypliny do tych koszyków? I tym razem nie będzie to okazją do szydery. Nawet najlepszy ekonomista może być beznadziejnym Ministrem Sportu, przecież aby wynieść go na salony trzeba go rozumieć, trzeba go poznać i się z nim oswoić, trzeba zrozumieć jego potrzeby.

Pani Joanna Mucha tworząc podziały na kartce, stworzyła je także w środowisku. Sytuacja ma się podobnie w życiu codziennym, kiedy jedni mają więcej a inni mniej, o konflikty nie trudno, tym bardziej jeśli więcej dostaje ten, który nie zasłużył. Nieścisłości między rzeczywistością a ‚reformą’ Ministry Sportu mamy okazję oglądać na bieżąco. Sukcesy i porażki naszych sportowców w ciągu ostatnich tygodni są największym dowodem na brak znajomości tematu przez tworzących podziały ludzi. W grupie złotej (najważniejszej) znalazło się Narciarstwo Klasyczne, w którego skład wchodzą Biegi Narciarskie, Skoki Narciarskie i Kombinacja Norweska. W grupie srebrnej (ważnej), której obcięto środki o 10% znajduje się m.in. Biathlon. Z tym pierwszym jest pewien problem. O ile Skoki przeżywają w naszym kraju obecnie największe sukcesy jeśli chodzi o ogół to z Biegami jest już co raz gorzej a Kombinacja Norweska w Polsce praktycznie nie istnieje. Skoczkom więc pieniędzy żałować nie można, mamy nie tylko sukcesy ‚dziś’ ale także wielkie szanse na sukcesy w przyszłości. Mnóstwo młodych talentów ma szansę na sukcesy na miarę Adama Małysza czy Kamila Stocha. Problemy dopadły za to Biegi Narciarskie. U panów jedynymi sukcesami obecnie może poszczycić się Maciej Kreczmer i to tymi jako partner treningowy Justyny Kowalczyk a nie własnymi na biegowej trasie. Nie widać też na horyzoncie talentów, którzy mogliby osiągnąć w ciągu najbliższych lat jakiekolwiek dobre wyniki, o sukcesach w postaci medali czy wysokich miejscach w PŚ nie wspominając. U pań mamy jedynie Justynę Kowalczyk, której przygoda z nartami potrwa zapewne do Igrzysk w Soczi. Patrząc na ‚zaplecze’ można tylko zapłakać. Czy nie tak należy zareagować, kiedy obwieszcza się ‚sukcesem’ miejsce w trzeciej dziesiątce biegaczek, które w PŚ występują już od kilku ładnych sezonów a łatkę wielkiego talentu przypinano im kiedy zaczynały swoje kariery ‚na poważnie’. Nie ma co okłamywać rzeczywistości i liczyć na cud, liczyć na to, że w końcu wystrzelą i zaczną biegać na dobrym, solidnym poziomie. Nie ma co pakować pieniędzy w zawodniczki tylko ze względu na ich sportowe geny i sukcesy członków ich rodziny. Bo chyba obecność w kadrze niektórych ludzi opiera się jedynie na tym. Z zakończonych właśnie Mistrzostw Świata Polscy biegacze przywieźli jeden srebrny medal. Oczywiście zdobyła go Justyna Kowalczyk, chociaż i tak tylko jeden i to za drugie miejsce naszej Królowej Nart nie jest oznaką siły a raczej małej porażki. Oczekiwania na kilka medali, w tym co najmniej jeden złoty, były ogromne. Po drugiej stronie stoi Biathlon. Podczas lutowych Mistrzostw Świata nasze dziewczyny wywalczyły dwa medale, dokładając do tego wysokie pozycje. Od początku sezonu polskie biathlonistki imponowały formą strzelecką i biegową, chociaż ich problem dotyczył zwykle mijania się tych dwóch składników w danym dniu. W Novym Miescie Krystynie Pałce i Monice Hojnisz udało się je połączyć, z czego wyszły dwa medalowe miejsca. Każdy kto chociaż trochę interesował się tą dyscypliną sportu, miał świadomość tego, że mamy cenne diamenty, które potrzebują tylko oszlifowania by błyszczeć. Innego zdania była natomiast Joanna Mucha, która medale biathlonistek przypisała…szczęściu. Po takich słowach ciężko cokolwiek powiedzieć, bo na usta cisną się same niecenzuralne słowa. Na całe szczęście (może to miała Ministra na myśli ale nie po drodze jej z językiem polskimMrugnięcie okiem) dziewczyny obroniły się same. W Soczi, na trasie, na której za rok odbędą się Igrzyska Olimpijskie, bieg sprinterski wygrała Magdalena Gwizdoń. Nie miała sobie równych tamtego dnia, ani na trasie biegowej, ani na strzelnicy. Dzień wcześniej dwa pudła na strzelnicy odebrały jej podium w biegu indywidualnym. Dobrą formę nasze panie potwierdziły w biegu sztafetowym, w którym zajęły czwarte miejsce. Kończąca zawody Monika Hojnisz przegrała rywalizację o trzecie miejsce z Torą Berger, a to akurat było do przewidzenia. Warto dodać, że gdyby nie dwie karne rundy Magdy Gwizdoń, zapewne to Polki by wygrały. W ostatniej próbie przedolimpijskiej Biathlonistki spisały się na piątkę, niestety istnieje obawa, że dzięki Joannie Musze, dziewczyny na Igrzyska nie pojadą. Obecność wspomnianej już Moniki Hojnisz na zawodach w Soczi zawdzięczamy tylko uprzejmości i hojności stacji Eurosport, która zapłaciła za jej wyjazd do Rosji. To już powinien być dostateczny powód by pani Minister zapadła się ze wstydu pod ziemię. Polskiego Związku Biathlonowego nie stać na nic. Prezes ma ciężki orzech do zgryzienia, gdyż musi dokonać ciężkiego wyboru. Pieniędzy jest na tyle by przeznaczyć je tylko na jedną z czterech rzeczy: dokończyć ten sezon, oszczędzać na nowy, kupić sprzęt albo zapłacić za stypendia zawodniczek. Te słowa przynoszą wstyd polskiemu ministerstwu sportu, które teraz już słowami rzeczniczki prasowej kompromituje się jeszcze bardziej, kontratakując prezesa i wypominając im zbyt duże kwoty przeznaczane na kadrę męską i broniąc się i obiecując, że o pieniądze biathlonistki martwić się nie muszą bo wartościowi zawodnicy je dostaną. Oby jednak nie było za późno, jak na razie, środki obcięto o ok.30% i brak pieniędzy na najważniejsze potrzeby nie zniknął. Ministerstwo potrafi wypominać prezesowi wspieranie biathlonistów, którzy sukcesów nie odnoszą, jednocześnie wspierając słabe biegaczki i biegaczy, którzy niczym od nich się nie różnią. W przeciwieństwie do biegaczy w biathlonie już widać przyszłość. O czym na antenie Eurosportu, podczas zawodów w Soczi wspominali Krzysztof Wyrzykowski, Tomasz Jaroński i Tomasz Sikora. Nasi młodzi zawodnicy i zawodniczki pod okiem byłego Mistrza Świata przygotowują się już do kolejnej Olimpiady, w międzyczasie osiągając świetne wyniki na różnych imprezach. Przykład brązowej medalistki Mistrzostw w Novym Miescie powinien dać do myślenia ludziom z Ministerstwa.

http://www.youtube.com/watch?v=jxett0I-vO8

Przyczepić się można jeszcze do wielu innych rzeczy. Tylko czy ma to sens? W tym kraju zbyt wielu ludzi jest mocno przyklejonych do swoich stołków i chociażby wiało i targało, nie zejdą z nich. Zabranie pieniędzy ze sportu a zajmowanie się jedynie wuefem w szkołach, sukcesów nam nie przyniesie. Podobnie zresztą jak wywieszenie na osiedlu kolejnej tabliczki z napisem ‚zakaz gry w piłkę’ lub podpisywanie innych, podobnych do ‚antyhazardowych’ ustaw. Zabieranie związkom pieniędzy i liczenie, że rodzice osobiście wyłożą kasę na kolejnych: Radwańską, Janowicza, Blanika, Gołotę czy Gruchałę. Najlepiej umywać ręce i robić dobrą minę do złej gry, liczyć, że problem sam zniknie.

How many times?! Ile jeszcze razy musi ucierpieć polski Sport i kibice by w końcu na wysokich stanowiskach nie zasiadali ludzie kompromitujący go w świecie? W piłce nożnej udało się pozbyć najgorszego prezesa w historii PZPN i powierzyć władzę najbardziej odpowiedniemu człowiekowi na to stanowisko. Czy podobnej sytuacji doczekamy się także na innych polach?

Polska górą!

Chyba tylko tak tytułować można dzień 2 marca 2013 roku. Dla polskich sportowców były to 24 wspaniałe, wyjątkowe i prawdopodobnie jedyne takie w życiu godziny.  Srebro Justyny Kowalczyk na Mistrzostwach Świata, Brąz polskich skoczków na tych samych Mistrzostwach, srebro Anny Rogowskiej i brąz Katarzyny Broniatowskiej na Halowych Mistrzostwach Europy, zwycięstwo w finale Pucharu CEV Muszyny, czwarte miejsce Krystyny Pałki w biegu pościgowym w PŚ w Oslo oraz bramki zdobyte przez Roberta Lewandowskiego(2), Radosława Majewskiego i Grzegorza Krychowiaka – to wspaniałe osiągnięcia polskich sportowców, wszystkie sukcesy przyszły niemalże w jednym momencie a warto odnotować, że dziś, jeden dzień później kolejne powody do dumy przyniósł nam Adam Kszczot, który w świetnym stylu został Mistrzem na 800m na Halowych Mistrzostwach Europy. Pięknie.

Oczywiście, chociaż każdy z tych wyników jest niewątpliwym sukcesem, ma jednak swoją wartość w tzw hierarchii kibiców. I tak najwspanialszą wiadomością wczorajszego dnia, obok której nikt nie przeszedł obojętnie było zdobycie medalu przez naszych skoczków. Cała sytuacja tym większą radość wszystkim sprawiła, że początkowo skoczkowie znaleźli się poza podium. Historię największego sukcesu polskich skoczków zna jednak już każdy i najlepiej nacieszyć oczy i uszy poniższymi obrazkami.

Medal cieszy niezmiernie i jednocześnie pozostaje lekki niedosyt bo srebro było… o krok.

Cieszy też drugie miejsce Justyny Kowalczyk, chociaż w oczach kibiców wynik naszej Królowej Nart nie jest tym oczekiwanym. Wszyscy, włącznie z trenerem naszej biegaczki, liczyli na kilka medali i co najmniej jeden złoty, właśnie we wczorajszym biegu. Mistrzostwa Justyna kończy tylko z jednym srebrem ale skoro sama zainteresowana jest zadowolona z takiego wyniku to i nam nie wypada narzekać.

Równie świetną wiadomością i także mającą znamiona niespodzianki jest wyczyn siatkarek Muszyny, które pokonały siatkarską potęgę na gorącym tureckim terenie i tym samym sięgnęły po Puchar CEV.

W świetnym stylu do gry powrócił Robert Lewandowski, który w meczu z Hannoverem zdobył dwie bramki. Dzięki nim Lewy został liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi.

http://www.youtube.com/watch?v=E04OmOLrszc

Kolejnego gola i zarazem kolejny tytuł bohatera meczu zdobył Radek Majewski. Piłkarz Nottingham Forest kolejny raz mocno zapukał tym samym do drzwi kadry i oby jak najszybciej otworzył je Waldemar Fornalik.

http://www.youtube.com/watch?v=-7_SRXhcLYo

Najważniejszą bramkę tego weekendu zdobył jednak Grzegorz Krychowiak. Polak został uznany najlepszym piłkarzem meczu z PSG a jego trafienie było jedynym w tym spotkaniu.

Polska górą!

Mamy złoty medal!

Cały tydzień Polacy musieli czekać na to by na Mistrzostwach Świata w Narciarstwie Klasycznym organizatorzy puścili Mazurka Dąbrowskiego. Zmusił ich do tego Kamil Stoch. Zrobił to w fenomenalnym stylu. Choć dużo było mówione o słabej psychice naszego skoczka to właśnie dziś, jakby chciał temu wszystkiemu zaprzeczyć, był opanowany i niezwykle skupiony, bez problemu poradził sobie z presją i w całości wynagrodził sobie i nam wszystkim straconą szansę ze skoczni normalnej.

http://www.youtube.com/watch?v=8xY0u4XXWlY

Piękny wieczór zgotował nam nasz Mistrz Świata. Tak, tym mianem od dziś możemy nazywać tego chłopaka w pełni zasłużenie. Wygrał on bowiem w stylu wielkim, stylu który prezentują tylko najlepsi. To godny następca Adama Małysza i ma przed sobą jeszcze wiele czasu na to by chociaż połowicznie powtórzyć sukcesy naszego Orła z Wisły. Dziś sam Adam, osobiście meldując się na skoczni w Val di Fiemme przyniósł szczęście Biało – Czerwonym. Być może przyniesie je także w konkursie drużynowym i chłopaki poniesieni sukcesem Kamila również postarają się o dalekie skoki.

Dla takich właśnie chwil warto być kibicem. Warto być ze sportowcem na dobre i złe, warto go dopingować nawet kiedy mu nie idzie bo po wielu przykrych momentach przyjdzie w końcu ten jeden, który wynagrodzi wszystkie wpadki, wynagrodzi w niesamowity sposób. Kamil Stoch zawładnął sercami kibiców, a zespół Weekend podbił chyba już niejeden kraj, kiedy ogląda się masę kibiców bawiących się przy ‚Ona tańczy dla mnie’ naprawdę pojawia się na twarzy uśmiech i swego rodzaju duma Mrugnięcie okiem

Zapewne gdyby ktoś usłyszał, że pierwszy medal dla Polski w Val di Fiemme zdobędzie Stoch, popukałby się w głowę. Przecież do tego czasu co najmniej jeden złoty w kieszeni miała mieć Justyna. Tak się jednak nie stało. Justyna nie ma ani złotego ani z żadnego innego kruszcu. Już wiadomo, że będą to dla niej mistrzostwa nieudane. Chociaż nasza Królowa Nart medal pewnie zdobędzie i prawdopodobne, że będzie on złoty, to niesmak pozostanie. Dziś Kowalczyk pokazała klasę i dała jasny znak rywalkom, że bez walki nie odda im zwycięstwa na 30 km stylem klasycznym.

Po miłych informacjach z dnia dzisiejszego nie sposób odnieść się do biegu sztafetowego kobiet. O ile przyzwoicie spisała się na pierwszej zmianie Kornelia Kubińska, Justyna Kowalczyk zmiażdżyła konkurencję, to dwie nasze reprezentantki biegnące na ostatnich zmianach skompromitowały się niemiłosiernie. Tym bardziej teraz boli fakt, że nie zaproszono do współpracy naszych biathlonistek. Nie ulega wątpliwości, że biegnące dwa razy szybciej od Pauliny Maciuszek i Agnieszki Szymańczak, Magdalena Gwizdoń i Krystyna Pałka bądź Weronika Nowakowska-Ziemniak wcale nie musiały stracić 40-sekundowej przewagi nad Finlandią i Szwecją. A nawet gdyby to i czwarte miejsce w tej konkurencji byłoby dla nas sukcesem niewyobrażalnym. Występ Maciuszek i Szymańczak daje więc kolejny powód by zapytać, jakim prawem rząd zamierza wspierać sportowców, którzy nie mają najmniejszych szans na jakiekolwiek sukcesy kosztem tych, którzy te sukcesy mają na wyciągnięcie ręki, a to czy je zdobędą, zależy przede wszystkim od wsparcia finansowego.

Wracając jeszcze do skoków narciarskich to warto wspomnieć o o największym przegranym tej imprezy. Bez wątpienia jest nim Gregor Schlierenzauer. Austriak, lider PŚ, przyjechał do Włoch by zdobyć dwa złote medale indywidualnie i trzeci dołożyć w drużynówce. Mistrzostwa kończy jednak tylko z jednym srebrnym medalem indywidualnie, jednym, tego samego koloru w drużynówce mieszanej. Patrząc na formę poszczególnych zawodników także o złoto w drużynie może być Austriakom ciężko. Norwegowie, Japończycy i Niemcy (a może i Polacy) tanio skóry nie sprzedadzą.

Wielkim wygranym Mistrzostw, chociaż w cieniu Stocha i Bardala, został Prevc. Nikt chyba nie liczył na jakikolwiek medal tego zawodnika a jako jedyny zdobył on aż dwa indywidualnie. Na skoczni normalnej wywalczył brąz, dziś cieszył się ze srebra.

Piękny a zaniedbywany… Biathlon.

Właśnie zakończyły się mistrzostwa świata w Biathlonie w Novem Miescie, mistrzostwa, które dla Polaków okazały się pełne niesamowitych emocji i cudownych chwil. Chwile te niejednokrotnie wywoływały łzy wzruszenia u kibiców tej niezwykle interesującej dyscypliny sportowej. To właśnie Biathlon, ze wszystkich zimowych sportów, jest tym gwarantującym największe emocje. Ani przecież w biegach narciarskich czy skokach nie ma mowy o tak dużej konkurencji, o nieprzewidywalnych sytuacjach i rozstrzygnięciach, które przyprawiają o szybsze bicie serca. W Polsce do tej pory to właśnie skoki i biegi były tymi, które kandydowały (bądź kandydują w dalszym ciągu) do miana jednych ze sportów narodowych. W przypadku tych pierwszych, wiadomo, wszystko tak naprawdę zaczęło się od sukcesów Adama Małysza. Najpierw pokochano jego skromną osobę i jego sukcesy, automatycznie, zaraz za tym przyszła i miłość do samej dyscypliny i trwa, mimo braku Adama, nadal. Pustkę po naszym Orle z Wisły wypełniają jego młodzi zdolni następcy, którzy w czasach, kiedy stara gwardia w osobach samego Małysza czy powoli zapominanych już Hannawalda, Funakiego, Goldbergera, Widholzla, Jussilainena, Ahonena, Harady czy Ljokelsoya, małe mieliby szanse na dobre rezultaty. Dziś łatwiej jest rywalizować kiedy w pomocy ma się nowe technologie, nowoczesne kombinezony, wiązania, pomiary wiatru czy możliwość manewrowania belką. Biegi narciarskie zawładnęły sercami Polaków poprzez osobę Justyny Kowalczyk a raczej jej fenomenalne sukcesy sportowe. Chociaż to bardzo sympatyczna dziewczyna, nie można udawać, że gdyby plasowała się w granicach trzeciej dziesiątki, przyciągałaby kibiców w takim samym stopniu. Jest jeszcze trzeci, z tych „narciarskich” sportów czyli Biathlon. W Polsce ciągle traktowany jak piąte koło u wozu. Mimo sukcesów jakie na trasach zdobywał Tomasz Sikora, nigdy nie zyskała zbytniej popularności, w dużej mierze „dzięki” mediom, które nie zrobiły tej dyscyplinie takiej reklamy, jaką otrzymywały te dwie ww, nie transmitowały zawodów w telewizji publicznej i nawet w wiadomościach rzadko można było cokolwiek usłyszeć o rozegranych zawodach. Ważną rolę odegrały też polskie władze, które nie łożyły zbyt wielkich pieniędzy na ten sport. Dziś, sytuacja z mediami wygląda już zgoła odmiennie a wszystko za sprawą tego sezonu, którego zwieńczeniem były zakończone dopiero co mistrzostwa (chociaż sprawa finansowa obrała kierunek odwrotny). Ciężko zrozumieć dlaczego Biathlon w naszym kraju nie zrzeszał nigdy wielu sympatyków, przecież w Niemczech jest on uważany za ich sport narodowy, bardzo duże znaczenie ma także w Norwegii, Francji czy Rosji. Każdego sezonu w tych krajach przybywa talentów, którzy szybko sięgają po medale na najważniejszych imprezach. Właśnie z tego powodu możemy być dumni. W klasyfikacji medalowej zajęliśmy ex aequo z Niemcami i Rosjanami miejsce 5. Trzeba dodać, że na tę zdobycz, w naszym przypadku, składały się tylko występy kobiet, u rywali medalowe szanse miały zarówno panie jak i panowie oraz wszystkie trzy sztafety.

Mimo dobrych wyników naszych biathlonistek w Pucharze Świata, medal dla którejś z nich, chociaż prawdopodobny, pozostawał w sferze marzeń. Marzenia mają jednak to do siebie, że często się spełniają. Już podczas pierwszej konkurencji nasze dziewczyny blisko były medalu, udało się jednak dopiero/już (wedle gustu) za drugim podejściem. Srebro Krystyny Pałki było wspaniałym prezentem dla wszystkich sympatyków Biathlonu. Chociaż wszyscy oczekiwali walki o medal w sztafecie, nie udało się naszym paniom zakończyć tej konkurencji w pierwszej szóstce, szybko więc stan zachwytu zaczął ustępować rozczarowaniu. Dziś natomiast, z powrotem do nieba wprowadziła wszystkich Monika Hojnisz. Najmłodsza i najmniej doświadczona sprawiła mega sensację zdobywając brązowy medal w biegu ze startu wspólnego. Zaskoczona takim obrotem spraw była sama Hojnisz, która lokowała się przed startem pod koniec stawki. To wielki sukces zawodniczek, trenerów i całego polskiego sportu. To dwa medale więcej, na tej jakże ubogiej, w porównaniu do innych krajów, tabeli zliczającej wszystkie zdobyte krążki.

Dziewczyny pokazały niezwykły charakter i wolę walki, pokazały, że są w stanie włączyć się do walki o złote medale na Olimpiadzie w Soczi. Są w stanie rywalizować o podium na każdym dystansie i mogą sprawić nam jeszcze wiele radości. Pewne jest to, że po tak udanych mistrzostwach, nie spoczną na laurach, będą ambitnie walczyć. W przeciwieństwie do innych sportowców, one muszą walczyć nie tylko o pełnię szczęścia ale i pełny portfel. Szkoda tylko, że PZPN nie zdecydował się na mały eksperyment, który dla naszego kraju mógłby mieć bardzo miły skutek. Przy takiej formie biegowej jaką prezentują nasze dziewczyny można by dołączyć dwie z nich do sztafety podczas rozpoczynających się za kilka dni mistrzostw w Narciarstwie Klasycznym. Każdy kibic doskonale poznał już chyba scenariusz do tej pory rozegranych konkurencji sztafetowych w biegach. Na pierwszej zmianie Justyna Kowalczyk potrafiła wyprowadzić naszą drużynę na pierwsze miejsce z ogromną przewagą, którą później, niestety, w całości marnowały jej słabsze koleżanki. Jeśli na dwóch zmianach, w stylu dowolnym, wystąpiłyby nasze biathlonistki, w obliczu kryzysu u kilku ekip, nawet medal brązowy byłby w naszym zasięgu…Szkoda, że o tym nie pomyślano.

Dla wszystkich kibiców Biathlonu Mistrzostwa Świata w Novem Miescie są jednym z najwspanialszych okresów w ich długiej „karierze” jako fana. Niestety, są i tacy, którzy nie mięli okazji pokochać tej dyscypliny i dopiero dziś odkrywają jej piękno. Sami nie wiedzą ile stracili. Setki godzin spotkań z Panami Jarońskim i Wyrzykowskim warte jest bowiem więcej niż którakolwiek inna relacja sportowa. A jeśli dodatkowo okraszona sukcesami naszych sportowców to są to chwile warte przeżycia. „Rach, ciach, ciach!”.